wtorek, 12 lutego 2019

Sente, de Vita – Thorgal. Kriss de Valnor, wrażenia z lektury tomów 3 i 4


Po lekturze trzeciego i czwartego tomu serii “Thorgal. Kriss de Valnor” coraz bardziej widać, że Yves Sente rzeczywiście panuje nad wszystkimi seriami pobocznymi, dbając, by całość rozplanowana na kolejne trzy lata przedstawiała zarówno jedną, wielką historię, jak i pokazywała sporo historii mniejszych, bardziej dla poszczególnych bohaterów osobistych.

Zarówno “Czyn godny królowej”, jak i “Sojusze” są tak napakowane pozytywnym, radosnym zamieszaniem, że spokojnie zapomniałem o kiepskim tomie pierwszym i kilku początkowych, bardzo słabych rozwiązaniach. Tu wszystko wraca na swoje miejsce, Kriss zajmuje odpowiednią dla niej pozycję, a czytelnik jednocześnie mocno jej kibicuje, i zastanawia się czy bohaterka się zmieni? Czy będzie inna niż dawniej w sytuacjach najważniejszych, najbardziej istotnych? Czy będzie dbała o wszystkich, czy tylko o siebie, jak przez całe dotychczasowe życie?

Yves Sente w tych komiksach wreszcie pokazał, że jak chce, to potrafi. Bardzo sprytnie sięgnął po wydarzenia i postaci znane z oryginalnej serii Thorgal, jednak te już swojego autorstwa. Prowadzi to do sytuacji, że czytelnik zaangażowany w lekturę Kriss de Valnor sięga ponownie po Thorgale wydawane w końcówce pierwszej dekady tego stulecia, które teraz wydają się być jakieś… lepsze, bardziej interesujące, gdy już widzimy dokąd autor ze swoimi bohaterami zmierza.

Cóż, po trzecim i czwartym odcinku Kriss de Valnor nie chce mi się pisać o wtórności i wadach. Teraz jestem fanem, mocno zaangażowanym w dodatku, pierwszy raz od wielu, wielu lat bawię się świetnie przy Thorgalu. Oby tak dalej!

Digne d’une reine
Alliances

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz