Naczytałem się o tej grze, jaka to jest wspaniała, genialna i w ogóle i w szczególe. Tylko że ogólnie to mam w co grać, stąd nie kupowałem, i nie kupowałem… aż niespodziewanie na Boże Narodzenie cena tytułu spadła do kwoty poniżej 20 zł i nawet się nie zorientowałem gdy ważąca nieco poniżej 600 MB gra wylądowała na dysku twardym mojego Xboksa.
I trzeba przyznać, że rzeczywiście, zachwyt wielu recenzentów jest w pełni uzasadniony i usprawiedliwiony. Brothers: Tale of two Sons odciska mocne piętno na psychice gracza, który na czas rozgrywki staje się jakby ogniwem łączącym braterską miłością bohaterów tytułu. Emocje, jakie ten tytuł wywołuje trudno porównać ot tak, od razu, z jakąś konkretną produkcją. Bowiem Brothers to jednocześnie gra prosta, nawet łatwa, kurde bywa wręcz banalna, jest stanowczo za krótka – a mimo wszystko genialna.
Fabuła jest dość klasyczna, to takie schematyczne fantasy. Bracia – starszy i młodszy – wyruszają w drogę w poszukiwaniu lekarstwa dla bardzo chorego ojca. W międzyczasie dowiadujemy się dlaczego nie ma z nimi matki oraz pewnych zależności między rodzeństwem. Wszystko ma znaczenie, wszystko ma swoje miejsce.
Istotą zabawy jest wędrówka. Podróż przygotowana w sposób tak prosty, jak genialny: otóż w padzie mamy dwie gałki. I nimi sterujemy braćmi, lewa gałka odpowiada za poczynania brata starszego, prawa – młodszego. Ponadto podczas zabawy wykorzystujemy tylko klawisze RT i LT, którego w odpowiednich miejscach gry wywołują odpowiednie reakcje u bohaterów.
Droga jest trudna i pełna pułapek. Już we wsi bracia trafiają na lokalnego debila, którego bawi zamykanie furtek i inne tego typu uprzykrzanie życia w stylu wiejskim. A potem jest tylko gorzej. Spotykamy trolle (olbrzymy?), gigantów, różne okropne zwierzęta, mnóstwo dźwigni i mechanizmów – a wszystko należy uruchomić w odpowiedni sposób. Z tym, że jak wspomniałem, gra wymagająca nie jest, zagadki są naprawdę proste, wręcz oczywiste. A jednak chce się grać dalej, trudno się oderwać od zabawy, mnie oderwała tylko wigilijna kolacja, gdyby nie to łyknąłbym Braci na raz.
Co w takim razie jest tak mocno przyciągające do ekranu? Ano, jest to jedna tylko, za to potwornie angażująca cecha gry – jej wpływ na emocje gracza. Siła uczucia między braćmi jest tak mocna, że nie dla pięknych widoków i interesującej, mrocznej ścieżki dźwiękowej w Brothers gramy. Gramy, bo zwyczajnie nie da się przestać, szczególnie, że producent zadbał, by tytuł był dostępny dla graczy w wieku od 16 lat wzwyż. Szybko bowiem okazuje się, że Brothers nie jest dla dzieci, i o ile zagadki są banalne, tak scenariusz zabierze bohaterów w miejsca, których małoletni nigdy nie powinni oglądać. Ujrzymy tu wydarzenia, które niejednemu dorosłemu potrafiłyby zniszczyć psychikę, weźmiemy także w nich udział, poznamy prawdziwe znaczenie słów takich jak dramat i tragedia.
To, co scenarzyści przygotowali przechodzi najśmielsze oczekiwania. Od początku widać, że to nie jest baśń, gdzie królewna na końcu spotyka swojego księcia na białym koniu, ale i tak oglądając kolejne losy braci nieraz gracz będzie w szoku, a co bardziej uczuciowym spłynie po policzku jak najbardziej uzasadniona łza. Mi więcej nie potrzeba, by uznać tytuł za rewelacyjny. Nawet mimo prostoty zagadek czy ogólnego czasu zabawy, który wynosi zaledwie około czterech godzin. Brothers: Tale of two Sons zapamiętam na zawsze, tak mocno tytuł uderza prosto między oczy, a potem, jakby było mu mało, łamie jeszcze graczowi serce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz