Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Moa Herngren, scen z życia rodzinnego tom 1: "Rozwód"

Doskonała powieść z niezwykle udanymi, realistycznymi profilami psychologicznymi bohaterów. Po tytule wiadomo co jest motywem przewodnim, siłą książki jest natomiast ukazanie dwóch zupełnie niezależnych osób i ich sposobów funkcjonowania. Lekturę poznajemy z perspektywy obu postaci, i doprawdy w treści można się dosłownie zanurzyć i to z ogromną przyjemnością. Nie jest celem Autorki pokazywanie takich rzeczy jak czyjaś wina, jakieś ludzkie niedostatki, brak zrozumienia czy przysłowiowej „niezgodności charakterów”. Znacznie bardziej chodzi tu o pokazanie różnicy między tym, jak chcemy widzieć swoje życie a tym, jak naprawdę ono wygląda.

Choć w powieści jest dużo smutku i sporo dramatu, to jednak według mnie niesie ona pozytywny wydźwięk. Nie chodzi tu o gloryfikowanie instytucji rozwodu, nie chodzi o jakieś prymitywne pokazywanie, że jest to dobre rozwiązanie. Mówi się, że w dzisiejszych czasach wolimy wymieniać na nowe, niż naprawiać to już istniejące. O tym w ogóle nie jest ta książka, jest raczej o miłości i o tym, jak różnie można ją pojmować. O miłości do dzieci, bezwarunkowej, o miłości do bliskich, opartej na czasem dziwacznych fundamentach i o miłości do siebie samego, jako zjawisku, którego wielu nie rozumie, nie potrafi podjąć, obawia się go a nawet unika, z najróżniejszych powodów. Jest to historia o tym, co frapuje niektórych psychologów, czyli: na ile jesteśmy dla innych, a na ile dla siebie? I jak długo tak można, i jakie mogą być konsekwencje? Czy można przejść przez całe życie, nigdy tak naprawdę nie spotkawszy prawdziwego siebie?

Do pełni szczęścia brakuje mi tylko dodatkowych pięćdziesięciu stron końcówki, ostatni rozdział wydaje się jakiś taki szybki, omijający pewien proces, którego jestem autentycznie ciekawy. A może po prostu trudno mi jest zakończyć lekturę, która zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie? Niezależnie od powodów, już się cieszę, bo jest to początek większego cyklu. Co prawda kolejne tomy przedstawiają chyba historie zupełnie innych bohaterów, ale zakładam, że ich styl będzie równie urzekający, jak ten zaprezentowany w „Rozwodzie”.

niedziela, 3 marca 2019

I dopiero po lekturze „Tej chwili” zrozumiałem, czemu Guillaume Musso jest TAK wychwalany

To trzecia powieść pana Musso na mojej liście rzeczy przeczytanych, ale dopiero pierwsza, która pozwoli mi zapamiętać autora na dłużej. „Ta chwila” oferuje bowiem coś więcej, niż tylko bieżącą przyjemność z lektury, po zamknięciu czytnika można całkiem długą chwilę wciąż przeżywać zakończenie i interpretować to, co Musso miał do powiedzenia. A mówi w książce o rzeczach naprawdę istotnych.

Akcja zaczyna się, gdy główny bohater otrzymuje podejrzany „spadek” od swojego ojca, zresztą dość ciekawej postaci. Akurat on, nie rodzeństwo, ma przejąć latarnię morską, która jest od kilku dekad własnością rodziny. Problem polega na tym, że w latarni jest pewien pokój z zamkniętymi drzwiami, którego w żadnym wypadku nie można otworzyć. I jak ten biedny bohater miał nie wpaść w kłopoty po takiej zapowiedzi? Jasne, że drzwi otworzył. No i się zaczęło.

Niespecjalnie mam pomysł na opisanie fabuły powieści bez zepsucia przyjemności samodzielnego odkrywania tego, co pan Musso ma do zaoferowania. W każdym razie bohaterowi przytrafia się coś niesamowitego, co czytelnika nie dziwi, bo wiadomo, że autor porusza się w gatunku realizmu magicznego. Czytelnik jednak jest od samego początku uświadomiony, że na końcu czeka coś złego, stąd swego rodzaju podróż bohatera jest nie tylko interesująca sama w sobie, co zaciekawienie budzi właśnie zakończenie i stosunek postaci do posiadanej wiedzy: nic nie zostanie, wszystko się skończy.

W „Tej chwili” autor udowodnił mi wreszcie, że jego sława nie jest jedynie wynikiem dobrego marketingu. O ile „Potem…” i „Telefon od anioła” są nieźle napisane, ale jednak według mnie oferują przeciętną zabawę, tak w przypadku tej powieści mamy do czynienia nie tylko z dobrze napisaną literaturą, narracją od której naprawdę trudno się oderwać. Jest tu przede wszystkim świetny plan na dobrą historię, która na końcu okazuje się czymś zupełnie innym, czymś, co czytelnikowi naprawdę trudno przewidzieć. A gdy już z zakończeniem się zmierzymy, odczuwamy swego rodzaju respekt przed pisarzem, który w tak lekkiej jednak formie opowiedział o tak ważnych rzeczach.

L'instant présent
Albatros 2016

sobota, 9 lutego 2019

Nie tylko książki - "Brothers: A Tale of Two Sons" (Starbreeze AB)

Naczytałem się o tej grze, jaka to jest wspaniała, genialna i w ogóle i w szczególe. Tylko że ogólnie to mam w co grać, stąd nie kupowałem, i nie kupowałem… aż niespodziewanie na Boże Narodzenie cena tytułu spadła do kwoty poniżej 20 zł i nawet się nie zorientowałem gdy ważąca nieco poniżej 600 MB gra wylądowała na dysku twardym mojego Xboksa.

I trzeba przyznać, że rzeczywiście, zachwyt wielu recenzentów jest w pełni uzasadniony i usprawiedliwiony. Brothers: Tale of two Sons odciska mocne piętno na psychice gracza, który na czas rozgrywki staje się jakby ogniwem łączącym braterską miłością bohaterów tytułu. Emocje, jakie ten tytuł wywołuje trudno porównać ot tak, od razu, z jakąś konkretną produkcją. Bowiem Brothers to jednocześnie gra prosta, nawet łatwa, kurde bywa wręcz banalna, jest stanowczo za krótka – a mimo wszystko genialna.

Fabuła jest dość klasyczna, to takie schematyczne fantasy. Bracia – starszy i młodszy – wyruszają w drogę w poszukiwaniu lekarstwa dla bardzo chorego ojca. W międzyczasie dowiadujemy się dlaczego nie ma z nimi matki oraz pewnych zależności między rodzeństwem. Wszystko ma znaczenie, wszystko ma swoje miejsce.