piątek, 15 lutego 2019

Nie tylko czytelnik - "Dungeon Siege III" (Obsidian Entertainment)

Dungeon Siege III to moje pierwsze spotkanie z cyklem. Dlatego też żadnych porównań do części poprzednich nie będzie. Grę zakupiłem w promocji z myślą o nieskomplikowanej rozrywce w stylu Diablo, byle iść do przodu, zmasakrować kolejne stada przeciwników, zdobyć nieco doświadczenia, lepszy sprzęt, i iść dalej. Oczekiwania te Dungeon Siegie III spełniło całkowicie, a gra okazała się czymś o wiele lepszym, niż się spodziewałem po lekturze kilku jej recenzji.

Gra zabiera nas do klasycznego świata fantasy (tu o nazwie Ehb), w którym panuje chaos. Przed trzydziestu laty zamordowany został król, a królestwo zostało podzielone na dwie zwalczające się frakcje. Pierwszą z nich, tu będącą najeźdźcą, są Azunici – wyznawcy religii, których przywódczynią jest Jane Kassynder. Druga to rojaliści, pragnący pokoju pod rządami nie Jane, ale prawowitej następczyni tronu, wnuczki zamordowanego króla o imieniu Roslyn.

Gdzieś w tym wszystkim znajduje się Legion, organizacja praworządnych rycerzy (choć nie tylko, bo w sumie znajdują się tu wszystkie klasyczne klasy postaci), która praktycznie przestała istnieć. Jane Kassynder oskarża Legion o spisek, którego efektem była śmierć króla. Rojaliści także nie pałają do legionistów sympatią, ponadto wszyscy pamiętają pogrom, który członkom Legionu zgotowali mieszkańcy miasta Stonebridge. Gracz naturalnie wciela się w postać młodego członka tej grupy, i to od niego zależeć będzie nie tylko przyszłość królestwa Ehb, ale także przyszłość organizacji.

Co jest nietypowe, a co bardzo mi się spodobało, to fakt, że nie tworzymy tu własnej postaci. Należy wybrać jedną z czterech już gotowych, pod które została napisana historia. Jest to dość tradycyjny zestaw bohaterów: rycerz, czarodziejka, ktoś na kształt złodziejki oraz mag nieco innego typu. A ponieważ świat fantasy jest niby klasyczny, ale jednak odpowiednio dopasowany do gry, a bohaterowie są od siebie naprawdę różni i mają inne podejście do historii oraz inne pomysły na zakończenie pewnych działań niemal od początku zabawy wiadomo, że Dungeon Siege III będzie grą, w którą wypada zagrać więcej niż raz.



To świat, w którym obok średniowiecznych artefaktów powoli rozwija się technologia. Lekko mrużąc oczy można by nazwać go nieco steampunkowym. Mamy pistolety i strzelby zamiast łuku, a o ile czarodziejka faktycznie rzuca czary, tak mag to po prostu szalony naukowiec korzystający z przedziwnych zdobyczy technologii. W trakcie gry będziemy zarówno machać mieczem i bić się z różnego rodzaju typowymi rycerzami, goblinami czy cyklopami, jak i z wytworami ludzkiego umysłu, golemami, robotami wręcz.

Jednak tym, co nie pozwala oderwać się od telewizora jest fabuła. Dokładnie tak samo banalna i przewidywalna, jak w setkach innych gier RPG i action-RPG, a jednak prowadzona z takim wdziękiem, że bez kłopotu się zaangażowałem. Co więcej: ledwo grę skończyłem, natychmiast rozpocząłem rozważania o wyborze następnej postaci. Chyba skuszę się na Katarinę, kobietę z dużymi pistoletami… ;-) Gra po prostu pozwala nam na wiele. Dialogi są przyzwoite i odegrane z zapałem, na aktorstwo nie mogłem narzekać. A sposób ich prowadzenia przypomina najlepsze motywy wzięte z serii Mass Effect czy drugiej odsłony Dragon Age: wybieramy kierunek rozmowy, a nie linię dialogową, także gracz jest zaciekawiony nie tylko odpowiedzi napotkanych postaci, ale także słów, jakich użyje jego bohater. Bardzo lubię taki sposób prowadzenia opowieści. Jest on także dobry z innego powodu: po drodze przyjdzie nam dokonać kilku wyborów. Automatycznie pojawia się jeszcze bardziej wzmożona chęć kolejnego przejścia gry, nie tylko inną postacią, ale także inną drogą, wybierając inne rozwiązania.



Technicznie gra jest jakby połączeniem Diablo z Dragon Age II. W zabawie liczy się tylko i wyłącznie zręczność, umiejętność zadawania ciosów, używania ataków specjalnych oraz robienia uników. Z kolei sam świat, kolejne plansze są jak w DAII, czyli mamy bardzo ograniczone pole działania, świat zbudowany z korytarzy, w którym rzadko można spotkać coś dodatkowego. Eksploracja jest możliwa tylko w kierunku, jaki zaplanowali twórcy; nie można tu po prostu iść zwiedzać okolicy. Wszystkie ciekawe i dodatkowe miejsca są związane z fabułą i bez podjęcia kolejnego lub dodatkowego zadania droga do nich jest przeważnie zablokowana.

Historia, fabuła, a także walka – te trzy elementy dają mnóstwo satysfakcji. Nawet mimo faktu, że przeciwników nie ma zbyt wiele rodzajów, a bossowie rzadko są ciekawi, rzadko trzeba szukać sposobu na ich pokonanie, przeważnie bitwa z bossem jest dokładnie taka sama, jak bitwa z normalnymi przeciwnikami, tylko dłuższa. Ale mimo to emocje są spore, a rzeź, jaką dokonuje nasz bohater z towarzyszem (grupa składa się z dwóch postaci, druga do wyboru także spośród owej czwórki, sterowana przez komputer) to coś pięknego. Nie jest to tytuł wybitny, ale zdecydowanie spełnia swoje zadanie: daje dużo radości, a te około 14 godzin poświęconych na grę to akurat tyle, by chcieć do niej wrócić, ale sprawami pokierować w nieco inny sposób. Serdecznie polecam, zdecydowanie warto w Dungeon Siege III zagrać… I zbieram na Diablo III. :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz