Zaliczyłem w życiu parę steam punkowych powieści, ale nigdy mnie jakoś specjalnie to nie chwyciło. Może komiks da radę? - pomyślałem, gdy dotarło do mnie, iż w części sporej paczki komiksów nabytych na Humble Bundle jest aż sześć tomów cyklu Lady Mechanika.
Nie dał rady. Choć wstęp do komiksu, będący czymś w rodzaju epizodu zerowego, sugeruje, że będzie tu sporo dramatu, poważnych tematów, śmierci, bólu, okrucieństwa - krótko mówiąc, że komiks będzie dla dorosłego czytelnika, to całość okazała się jednak bardzo… kusi mnie, żeby powiedzieć: infantylna. Główna intryga, w której poznajemy Lady Mechanikę gdy prowadzi coś w rodzaju śledztwa, jest do pewnego momentu ciekawa, a potem rozmywa się i traci siłę ze względu na braki w scenariuszu. A przynajmniej tak to wygląda na razie: jako braki, bowiem być może w kolejnych tomach dowiemy się skąd pochodzą rozwiązania, które w pierwszym tomie można uznać tylko i wyłącznie jako fabularną metodę „deus ex machina”.
Choć mamy tu do czynienia z „ulepszaniem” biologicznego człowieka, „rozwijaniem” jego możliwości dzięki mechanicznym dodatkom, to temat związany z człowieczeństwem jest dopiero zasygnalizowany, i na ten moment trudno przewidzieć, gdzie historia pójdzie: w stronę akcji (tak obstawiam) czy w stronę ważnych tematów z pytaniami o granicę między człowiekiem a maszyną (tak chciałbym).
Komiksowi nie pomaga również fakt, że jego artystyczna strona prezentuje pewien specyficzny sposób ukazywania postaci. Kobiecych postaci. Najkrócej mówiąc: kreska kojarzy mi się z japońskimi grami. To nie manga ani anime, nic z tych rzeczy. Ale kobiety tu są zbudowane tak bardzo nieproporcjonalnie, posiadają tak gigantyczne biusty, tak cienkie talie - no ja takiego czegoś nie lubię. Dodam, że chodzi o samą kreskę, w treści nie znajdziemy ani grama podtekstów seksualnych. Może się czepiam, ale mi takie coś przeszkadza, historii takie przedstawienie kobiet nic nie dodaje. Normalne proporcje mi by odpowiadały bardziej, ale cóż, taka wizja artysty.
Uczucia względem pierwszego tomu mam dość ambiwalentne. Ani nie czuję się odrzucony od Lady Mechaniki, ani specjalnie zachęcony. Nie wiem, czy bym kupował kolejne epizody, ale skoro już do mnie trafiły, to pewnie dam opowieści jeszcze jedną szansę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steampunk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steampunk. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 maja 2024
piątek, 15 lutego 2019
Nie tylko czytelnik - "Dungeon Siege III" (Obsidian Entertainment)
Dungeon Siege III to moje pierwsze spotkanie z cyklem. Dlatego też żadnych porównań do części poprzednich nie będzie. Grę zakupiłem w promocji z myślą o nieskomplikowanej rozrywce w stylu Diablo, byle iść do przodu, zmasakrować kolejne stada przeciwników, zdobyć nieco doświadczenia, lepszy sprzęt, i iść dalej. Oczekiwania te Dungeon Siegie III spełniło całkowicie, a gra okazała się czymś o wiele lepszym, niż się spodziewałem po lekturze kilku jej recenzji.
Gra zabiera nas do klasycznego świata fantasy (tu o nazwie Ehb), w którym panuje chaos. Przed trzydziestu laty zamordowany został król, a królestwo zostało podzielone na dwie zwalczające się frakcje. Pierwszą z nich, tu będącą najeźdźcą, są Azunici – wyznawcy religii, których przywódczynią jest Jane Kassynder. Druga to rojaliści, pragnący pokoju pod rządami nie Jane, ale prawowitej następczyni tronu, wnuczki zamordowanego króla o imieniu Roslyn.
Gdzieś w tym wszystkim znajduje się Legion, organizacja praworządnych rycerzy (choć nie tylko, bo w sumie znajdują się tu wszystkie klasyczne klasy postaci), która praktycznie przestała istnieć. Jane Kassynder oskarża Legion o spisek, którego efektem była śmierć króla. Rojaliści także nie pałają do legionistów sympatią, ponadto wszyscy pamiętają pogrom, który członkom Legionu zgotowali mieszkańcy miasta Stonebridge. Gracz naturalnie wciela się w postać młodego członka tej grupy, i to od niego zależeć będzie nie tylko przyszłość królestwa Ehb, ale także przyszłość organizacji.
Gra zabiera nas do klasycznego świata fantasy (tu o nazwie Ehb), w którym panuje chaos. Przed trzydziestu laty zamordowany został król, a królestwo zostało podzielone na dwie zwalczające się frakcje. Pierwszą z nich, tu będącą najeźdźcą, są Azunici – wyznawcy religii, których przywódczynią jest Jane Kassynder. Druga to rojaliści, pragnący pokoju pod rządami nie Jane, ale prawowitej następczyni tronu, wnuczki zamordowanego króla o imieniu Roslyn.
Gdzieś w tym wszystkim znajduje się Legion, organizacja praworządnych rycerzy (choć nie tylko, bo w sumie znajdują się tu wszystkie klasyczne klasy postaci), która praktycznie przestała istnieć. Jane Kassynder oskarża Legion o spisek, którego efektem była śmierć króla. Rojaliści także nie pałają do legionistów sympatią, ponadto wszyscy pamiętają pogrom, który członkom Legionu zgotowali mieszkańcy miasta Stonebridge. Gracz naturalnie wciela się w postać młodego członka tej grupy, i to od niego zależeć będzie nie tylko przyszłość królestwa Ehb, ale także przyszłość organizacji.
piątek, 17 czerwca 2011
Krzysztof Piskorski "Krawędź czasu"
Kolejna powieść Krzysztofa Piskorskiego, podobnie jak poprzednia (“Zadra”), utrzymana jest w klimacie zbliżonym do gatunku steampunk. Tym razem jednak nie tajemniczy ether powoduje przyspieszenie rewolucji oraz dokonywanie się przemian, ale coś znacznie lepiej przemyślanego - substancją, z której bierze się maszyneria jest tzw. “mechan”, a nim autor zdradzi nam skąd się wziął i dlaczego istnieje poznamy fabułę pełną nawiązań do żydowskiej kabały i tajemnic, jakie wedle wielu źródeł Żydzi posiadali.
Fabuła ta została pomyślana i zaplanowana z dokładnością typową dla pisarza. Myślę, że nadejdzie czas, kiedy opracowywanie opowieści przez Krzysztofa Piskorskiego stanie się wręcz przysłowiowe - po każdej książce autora widać, jak pieczołowicie autor ustawiał wszystkie wątki, jak je dopasowywał, niczym elementy jednej, potężnej maszynerii. Dzięki temu lektura jest nie tylko przyjemna i wciągająca w warstwie fabularnej, ale robi wrażenie także w swojej konstrukcji, której tworzenie jest wielką umiejętnością Piskorskiego.
Książka przedstawia losy dwóch mężczyzn, pochodzących z różnych czasów. Krok po kroku odkrywamy tajemnice świata wypełnionego mechanem, a równocześnie autor prowadzi opowieść rozgrywającą się w drugiej połowie XIX wieku w jednym z większych miast leżących na terenie Królestwa Polskiego, pod zaborem rosyjskim. Rewolucja przemysłowa trwa, z wielu miejsc powieści przebija miłość autora do tamtych czasów i tej tematyki. Nie zabrakło ciekawych bohaterów drugoplanowych, często prześmiesznych dialogów (szczególnie podczas gry w karty) i konkretnego przedstawienia tamtych czasów. Napotkane postaci wymieniają się poglądami dotyczącymi kapitalizmu, socjalizmu, społeczeństwa w czasie rewolucji przemysłowej oraz Żydów, tradycyjnie będących u Polaków tematem do rozmowy dobrym w każdej sytuacji. Tak samo wygląda druga strona książki - opisy świata wypełnionego mechanem oraz przedziwnych kreatur tam żyjących oraz systemu “momentów”, w jakie wpleceni są mieszkańcy to kawałek świetnej literatury rozrywkowej.
“Krawędź czasu” to według mnie najlepsza póki co powieść Krzysztofa Piskorskiego. “Opowieść Piasków” była nierówna jakościowo i trochę sztucznie nadmuchana pod względem objętości, w “Zadrze” czegoś brakowało, na przykład trzeciego tomu (heh), ta książka natomiast jest kompletna i oferuje zabawę na stałym, dobrym poziomie od pierwszej, do ostatniej strony.
Krawędź czasu, Runa 2011, 400 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Fabuła ta została pomyślana i zaplanowana z dokładnością typową dla pisarza. Myślę, że nadejdzie czas, kiedy opracowywanie opowieści przez Krzysztofa Piskorskiego stanie się wręcz przysłowiowe - po każdej książce autora widać, jak pieczołowicie autor ustawiał wszystkie wątki, jak je dopasowywał, niczym elementy jednej, potężnej maszynerii. Dzięki temu lektura jest nie tylko przyjemna i wciągająca w warstwie fabularnej, ale robi wrażenie także w swojej konstrukcji, której tworzenie jest wielką umiejętnością Piskorskiego.
Książka przedstawia losy dwóch mężczyzn, pochodzących z różnych czasów. Krok po kroku odkrywamy tajemnice świata wypełnionego mechanem, a równocześnie autor prowadzi opowieść rozgrywającą się w drugiej połowie XIX wieku w jednym z większych miast leżących na terenie Królestwa Polskiego, pod zaborem rosyjskim. Rewolucja przemysłowa trwa, z wielu miejsc powieści przebija miłość autora do tamtych czasów i tej tematyki. Nie zabrakło ciekawych bohaterów drugoplanowych, często prześmiesznych dialogów (szczególnie podczas gry w karty) i konkretnego przedstawienia tamtych czasów. Napotkane postaci wymieniają się poglądami dotyczącymi kapitalizmu, socjalizmu, społeczeństwa w czasie rewolucji przemysłowej oraz Żydów, tradycyjnie będących u Polaków tematem do rozmowy dobrym w każdej sytuacji. Tak samo wygląda druga strona książki - opisy świata wypełnionego mechanem oraz przedziwnych kreatur tam żyjących oraz systemu “momentów”, w jakie wpleceni są mieszkańcy to kawałek świetnej literatury rozrywkowej.
“Krawędź czasu” to według mnie najlepsza póki co powieść Krzysztofa Piskorskiego. “Opowieść Piasków” była nierówna jakościowo i trochę sztucznie nadmuchana pod względem objętości, w “Zadrze” czegoś brakowało, na przykład trzeciego tomu (heh), ta książka natomiast jest kompletna i oferuje zabawę na stałym, dobrym poziomie od pierwszej, do ostatniej strony.
Krawędź czasu, Runa 2011, 400 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)


