sobota, 23 maja 2026
Vera Henriksen, trylogia Córka Wikingów: "Srebrny młotek", "Znak", "Święty Król"
czwartek, 21 maja 2026
Miriam Georg - "Saga Północna"
środa, 19 lutego 2025
Grzegorz Gajek - „Piast”
I od razu powiem, że jest to dzieło doprawdy wspaniałe. Autor stanął obok i zlekceważył najpopularniejsze mity o Piaście Kołodzieju, opowiadając w stylu, jakiego nie powstydziłby się Bernard Cornwell, przy pomocy lekkiego pióra i kreacji postaci z krwi i kości, tak realistycznych, że identyfikacja z bohaterami następuje dosłownie już na pierwszych stronach.
Bohaterami, bowiem “Piast” nie jest historią jednego człowieka, a braci. Braci z jednej matki, ale różnych ojców, urodzonych w tym samym roku, ale jeden na początku, a drugi przy końcu. Braci, gdzie jeden jest tym, który ma się za nieco bardziej cwanego, a drugi tym, który uważa się za bardziej walecznego. Poznawanie kolejnych losów od dzieciństwa do samego końca mocno przypominało mi klasyczne, właśnie takie “cornwellowskie” podejście do powieści historycznych. Wydarzenia prezentowane są dokładnie, ale bez nudy i zbędnych opisów. W napotkanych postaciach znajdziemy i te kojarzące się z legendami, jak Popiel, ale i takie, które swoje miejsce w historii mają, jak władcy ziem zachodnich pod panowaniem cesarza. Nie braknie także i takich bohaterów, którzy będą wypełniali miejsce po znanych nam postaciach z legend. Przy czym jak na powieść historyczną przystało, nie ma tu mowy o żadnej magii i innych bzdurach; choć jest wiara i nią też tłumaczone są przeróżne zdarzenia.
Im dalej, tym dokładniej widać jak Autor sobie wymyślił tę opowieść. Napisać tu coś o tym konkretniej byłoby okropnym grzechem, zatem ograniczę się do zachęty: poznawanie losów braci, wydarzeń, w których uczestniczą a nawet wyobrażeń, które sami o sobie mają jest prawdziwą ucztą, czystą przyjemnością, która wyzwoli w czytelniku całą gamę obowiązkowych emocji, od dzikiej radości, uniesienia heroizmem, przez gniewne pokazywanie prawdy o ludziach, do potężnego smutku, bo bohater czy nie, w życiu sprawiedliwości nie ma, nie było i nie będzie. Za to można napisać historię, nawet swoją własną.
czwartek, 13 lutego 2025
Magda Knedler - „Medea z Wyspy Wisielców”
Powieść jest świetna, po prostu sama się czyta. Medea, zwana Madą to postać tak bardzo angażująca, tak mocno wywołująca wpływ na czytelnika - nie sposób się nie zaangażować. A to, co jej się przytrafiło, mimo że smutne i przygnębiające, jest jednocześnie bardzo inspirujące. Książka choć opowiada o czasach sprzed stu lat tak naprawdę wskazuje że życie kobiety zawsze było inaczej traktowane od życia mężczyzny, ale przy tym nie ocieka jakimś feministycznym jadem; bardziej skupia się na wskazaniu do czego prowadził taki stan rzeczy i jak wiele żywotów mogło potoczyć się inaczej, gdyby tylko na świecie była odrobina sprawiedliwości.
„Medea z Wyspy Wisielców” pokazuje także nieco prawdy o człowieku jako takim, prezentując różne postawy wobec różnych sytuacji życiowych. Uczy, że niektórych ludzi do spojrzenia na świat wokół siebie zmusi dopiero własne cierpienie, z kolei inni na widok potencjalnego dobrobytu, sławy i pozycji odrzucą nawet czystą, prawdziwą miłość. Rzecz to smutna, owszem, ale nie pozostawia czytelnika w depresji, raczej motywuje, inspiruje do zmian, do walki o marzenia i ich spełnianie. No i napisana jest tak… nie wiem, oszczędnie? Język Autorki jest taki konkretny, pozbawiony zbędnych opisów, które nic nie wnoszą, wstrzemięźliwy - co powoduje, że powieść choć krótka, to i tak jest wypełniona treścią. Często lekturę się na moment odkłada, by się zastanowić, porozmyślać - a to chyba najlepszy komplement dla książki. Jakie to szczęście, że są jeszcze dwa tomy kontynuacji! Zaraz po nie sięgam.
środa, 22 maja 2024
Maciej Siembieda - "Katharsis"
Niezależnie od tego co tam sobie myślałem o gatunku, jedno pozostaje prawdziwe: ależ ma pan Autor rozmach! W tej jednej powieści zdarzyło się tyle, na przestrzeni kilku pokoleń, że niejednej pisarce potrzeba było by aż trzech tomów, a potem kontynuacji, by to zmieścić :) Historia przedstawia nam losy młodego Greka podczas II wojny światowej oraz występującej potem wojnie domowej w Grecji. Na marginesie: dowiedziałem się całej masy dotychczas mi nieznanych faktów, jak chociażby że wojna domowa w Grecji w ogóle była, jak i tego, że całkiem sporo Greków (walczących po stronie komunistów) znalazło potem miejsce w PRL-u. I tak też ostatecznie akcja trafia na Polskie ziemie „odzyskane”.
Ale nasz Grek nie jest bynajmniej jedynym bohaterem. Jest jakby źródłem, od którego dopiero rozpoczyna bieg znacznie szerzej zakrojona opowieść, i tu powtórzę: ależ Autor ma rozmach! Chwilami można się odrobinę zgubić, zapomnieć o poprzedniej postaci, bowiem kolejna prezentowana przez Autora jest równie ciekawa, a jej historia tak samo wciągająca. Wszystko następnie zmierza do finału, którego - i tu biję brawa - nie przewidziałem, co zawsze doceniam szczególnie. A teraz usycham z ciekawości, czy kolejne tomy będą nawiązywały do tych postaci, czy opowiedzą coś o zupełnie nowych? Z całą pewnością zamierzam się dowiedzieć.
I przy okazji: książkę trochę czytałem, ale znacznie bardziej słuchałem w wersji audio. Bardzo, ale to bardzo polecam Państwu właśnie wersję do odsłuchiwania, bowiem Przemysław Bluszcz zrobił tu takie słuchowisko, jakiego dawno nie miałem okazji doświadczyć. Nie dość, że ma głosto jeszcze aktorskie umiejętności sprawiły, że nieraz to właśnie lektor sprawiał, że ogarniałem lepiej to, co się dzieje w tym gąszczu postaci i wzajemnych zależności. Liczę na to, że i kolejny tom Pan Bluszcz mi przeczyta.
środa, 27 marca 2024
Bernard Cornwell - seria o Świętym Graalu; "Rycerz", "Włóczęga", "Heretyk", "Łucznik"
Powstał kiedyś doprawdy wspaniały film, w którym ukazano o co chodziło z tymi nieustannymi wojnami w średniowieczu. Film nazywał się u nas „Róża i miecz”, a oryginalnie bodajże „Flesh+Blood”. Grał Rutger Hauer, stąd znam, bo gościa ubóstwiałem. Piszę o tym, bo trylogia (tetralogia) o Świętym Graalu jest dokładnie taka, jak ten film. Anglia? Francja? Wszystko jedno - światem rządzą możni, szlachta. A chłopa doprawdy nie interesuje czy pan jest Anglikiem czy Francuzem, interesuje go jego własne życie, i jego najbliższej rodziny. Panowie zmieniają się co i rusz, miasta przechodzą z rąk do rąk, a wszędzie pętają się bandy najemników - dokładnie takich, jak Rutger z kumplami w filmie. Bywa, że jeszcze dobrze nie przeliczą kasy zarobionej na wojnie, i już zmieniają front i walczą dla tego, kto jeszcze przed momentem był wrogiem. Świat to przemoc i gwałt, kobiety są dokładnie taką samą własnością jak klejnoty czy ziemia, i jak trofea są traktowane podczas wojny. Świat to okrutny, a Cornwell beznamiętnie opisuje los ludzki, zależny od tak wielu czynników, że aż dziw bierze, że ludzie w ogóle dożywali czasem starości. Nie sposób również uniknąć spostrzeżenia, że wszyscy jesteśmy potomkami okrutnych gwałcicieli, a krew w Europie wymieszała się doprawdy totalnie.
Bohater nie jest szczególnie interesujący; Cornwell niestety zrobił go lepszym od innych. Miał to być kontrast pomiędzy prostym ludem i wykształceniem, ale jakoś mi to całą lekturę nie grało. W ogóle Cornwell dziwnie pisał te książki, niektóre wątki są jakby zupełnie nieistotne, choć marnuje na nie masę stron (Czarny Kos i jej syn),na chwilę sobie potem przypomina, a następnie znowu po prostu olewa; nie trzyma się to jakoś mocno. Na tle przygód Uhtreda, a co dopiero trylogii arturiańskiej, Święty Graal wypada bardzo blado, opowieść nie ma tego polotu, a jedyne, co jest stałą u tego pisarza to rozmach przy kreowaniu (a raczej: przy odwzorowaniu) historycznych bitew, jakie rozgrywały się wówczas i były udziałem bohaterów.
Oczywiście nie są to książki słabe, bynajmniej. Ktoś, kto nigdy Cornwella nie czytał pewnie się zachwyci, bo facet jest jednak mistrzem powieści historycznej. Po serię zdecydowanie warto sięgnąć, po prostu inne książki Autora zaostrzyły apetyt na więcej, niż tym razem był w stanie mi zaoferować.
piątek, 19 stycznia 2024
Ałbena Grabowska - Uczniowie Hipokratesa, tom 2. „Doktor Anna”
„Doktor Anna” opowiada o lekarce, która pragnie praktykować medycynę w czasach, gdy kobiet lekarzy po prostu nie ma. Na zachodzie dopiero szlak jest przecierany i Anna niejeden wysiłek będzie musiała podjąć, by cel swój osiągnąć. Anna Tomaszewicz-Dobrska jest tak w ogóle postacią historyczną, więc mamy tu super bonus - powieść historyczna poza scenerią przedstawia postać, o której nigdy nie słyszałem, a o której słyszeć powinniśmy wszyscy: pierwszej kobiecie z dyplomem lekarskim na ziemiach polskich w historii.
Jest zatem powieść o medycynie, ale i o emancypacji, w tle spotkamy i Sienkiewicza, i Prusa, i Orzeszkową czy Dąbrowską… A ponadto również masę innych ciekawych informacji, chociażby o tym jak wygląda harem sułtana w XIX wieku, doktor Anna staje bowiem przed koniecznością leczenia jego żon.
Świetna powieść, nie tylko dla fanów dobrych historii czy powieści historycznych. Za mało się mówi o Polkach, które torowały drogę kobietom do zdobywania najróżniejszych stanowisk, przecierały szlaki by dziś możliwość praktykowania przeróżnych profesji była tak oczywista dla obu płci. A droga do pełnego równouprawnienia daleka, promujmy więc tym bardziej prawdziwe bohaterki.
czwartek, 18 stycznia 2024
Joanna Jax - cykl „Na obcej ziemi”
Wracamy do bohaterów znanych z sagi wołyńskiej, teraz przesiedlonych do dziś Wrocławia, ale jeszcze chwilę temu niemieckiego Breslau. Są to czasy, w których jeszcze nie do końca wiadomo jak będzie wyglądał socjalizm w Polsce, od niedawna nazywanej Polską Rzeczpospolitą Ludową. Dużo do powiedzenia ma Gomułka, ale on nie do końca chce się tak po prostu poddać Stalinowi. Kraj jest w ruinie, ale ziemie „odzyskane” (pan Popiołek powiedziałby, że „wyzyskane”) są w niezłym stanie, nawet jeśli nie pod względem zniszczeń, to są kopalnią bogactwa. Szaber kwitnie, i niektórzy z naszych bohaterów świetnie się w takiej działalności odnajdą, często przy współudziale radzieckich oficjeli.
Wydarzenia polityczne mają wpływ na życie bohaterów, niszczona jest inicjatywa prywatna, nie wiadomo czego się zaczepić, by zacząć żyć na poziomie. Książka oddaje też prawdę o manipulacjach pieniężnych, jakich kilka razy dopuszczała się socjalistyczna władza, natychmiastowo po wprowadzeniu ustawy doprowadzając to równania statusu społecznego Polaków - równania w dół, rzecz jasna.
I jak w „Domu”, i tu mamy dokwaterowania, wspólne mieszkania z obcymi ludźmi, codzienne dramaty, ale przede wszystkim: próbę życia w nowej Polsce. Jaka by ona nie była, po tragedii II wojny światowej po prostu ludzie chcieli trochę pożyć. I o tym opowiada kolejna saga Joanny Jax, a ja zastanawiam się, czy będzie ciąg dalszy, czy może kolejna, która się potem z tą sagą połączy? Bo mimo że tych sag jest już całkiem sporo, ja dalej będę czytał, tak, jak pewnie jeszcze parę razy w życiu obejrzę „Dom”.
wtorek, 2 stycznia 2024
Ken Follett - "Zbroja światła"
Ale to nie jest żaden cykl, żadna seria książek. Samo miejsce akcji to za mało, i drażni mnie pisanie o „kontynuacji”, bo każda następna powieść rozgrywająca się w okolicach Kingsbridge jest o innych postaciach i innych czasach.
Tym razem obserwujemy czasy napoleońskie, gdy w Wielkiej Brytanii na własne oczy ujrzymy dlaczego kapitalizm musiał skończyć się wynalezieniem socjalizmu. Bohaterami są ludzie z różnych klas społecznych, ale jak zwykle u Folletta (i w literaturze w ogóle) tymi dobrymi w większości są ludzie z nizin, a wśród właścicieli fabryk i innych ludzi z wyżyn znacznie częściej odnajdziemy szubrawców, łajdaków, złodziei, cwaniaków i innych, którym się po prostu należy. Powieść jest dobra, rzecz jasna całość nie jest całkiem czarno-biała, ten i ów odmieni swoje podejście do świata, ogólnie jednak rzecz biorąc raczej łatwo jest przewidzieć większość kolejnych wydarzeń.
Co nieco zaskakuje na tle innych powieści Folletta to jakby większy nacisk położony na sprawy związane z seksem i zmysłowością, może miał to być znak czasów? Interesująco też wygląda przedstawienie kwestii monarchii parlamentarnej, jak to w owych czasach w Wielkiej Brytanii wyglądało, kto tak naprawdę mógł głosować, i jak wyglądały te kwestie w czasach, gdy gdzie indziej ciągle bywało różnie w temacie ustroju. Najciekawiej jednak przedstawiają się tu początki kapitalizmu właśnie, i choć brakuje tu opisów drastycznych, to jak najbardziej zobaczymy pracę dzieci, ile było warte życie robotnika oraz jak wyglądało życie wdów w momencie, gdy robotnik odszedł z tego świata. Jeśli natomiast ktoś oczekuje od powieści większego skupienia na wojnach napoleońskich, to odradzam, ta kwestia jest tu ograniczona do kompletnego minimum, w zasadzie to do samego Waterloo.
poniedziałek, 1 stycznia 2024
Czym kończy się polaryzacja społeczna opowiada John Jakes w trylogii "Północ i południe"
Chciałoby się powiedzieć: rozmach Johna Jakesa przytłacza, tak wiele wątków, postaci i spraw, które zostały tu poruszone. W dodatku cykl został podzielony na kolejne etapy funkcjonowania Stanów Zjednoczonych; stara się wytłumaczyć skąd tyle nienawiści (Północ i Południe),przebieg będącej efektem tejże wojny (Miłość i wojna) oraz efekty - te na papierze, i te faktyczne tego, co się stało z młodym narodem, który w wyniku podziałów postanowił wymordować swoich synów ich własnymi rękami (Piekło i niebo). I to trwa kilkadziesiąt lat historii, od lat czterdziestych XIX wieku do jego końca.
Ale to nie rozmach wątków czy ilości postaci przytłacza - nie, jeśli cokolwiek tu przytłacza to ilość słów. John Jakes pisze długo, dokładnie, taki ma styl. Nie, żeby było za długo, czy zbyt rozwlekle - styl autora pasuje, nie nudzi, ale jednak te trzy tysiące stron to lektura na doprawdy dłuższy czas.
Nie będę zbyt długo (haha) pisał o bohaterach, ograniczę się do zachęcenia wszystkich tak: serial jedynie liznął z wierzchu to, co John Jakes wymyślił a potem sprawnie i bardzo konsekwentnie zrealizował. Orry Main i George Hazard co prawda są głównymi bohaterami, ale są otoczeni przez całe stado postaci wcale nie drugoplanowych, którym autor poświęca najwyższą uwagę, i z którymi tak samo czytelnikowi przyjdzie się zżyć. No i serial idzie swoją drogą, powieść jest zupełnie inna, kompletnie inne losy czekają poznane tu postaci, niż te pamiętane z serialu.
Cykl warto przeczytać szczególnie ze względu na czasy, w których żyjemy. Oto bowiem jesteśmy w świecie, w którym nawet w tej ostoi demokracji, jaką jest szeroko rozumiana cywilizacja zachodu do władzy doszli populiści, których celem jest władza sama w sobie, i nic ponadto. Dokładnie taki świat panował w Stanach Zjednoczonych od około lat czterdziestych XIX wieku, i populizm, dbałość jedynie o własne interesy i zapomnienie, że demokracja jest rządami większości z uwzględnieniem pozostałych doprowadziło do pojawienia się wpierw niechęci, a potem nienawiści w skali wcześniej niespotykanej. Czytając o decyzjach władz, wcale nie autorytarnych, które tak mocno wpływały na bohaterów i cementowały lub odwrotnie, kompletnie odwracały ich poglądy jest niczym innym jak życie dziś tu i teraz, w świecie tak bardzo podzielonym, gdzie jedynym pomysłem polityków na trwanie jest bezustannie odnawiana polaryzacja wśród narodów, religii i społeczeństw.
Smutna to lektura, być może dlatego John Jakes i jego cykl stoi tak jakoś z boku, nie wymienia się jednym tchem cyklu z innymi sławnymi i popularnymi powieściami historycznymi. Napisany na początku lat osiemdziesiątych raczej nie układał się zbyt ładnie ze światem ówczesnych republikanów, zimną wojną i przekonaniem, że to właśnie USA są oazą i ostoją światowej demokracji i praw człowieka. A może czytelnicy po prostu nie lubią czytać smutnych i zmuszających do przejrzenia na oczy lektur? A to wielka szkoda, mieć pod nosem ukazane ludzkie błędy i nie wyciągać z nich konsekwencji.
czwartek, 7 września 2023
Joanna Jax - saga wołyńska: „Głód”, „Wojna” i „Exodus”
Potem trochę się oddaliłem, bowiem o ile „Zemsta i przebaczenie” i „Zanim nadejdzie jutro” oddały mi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie, tak kontynuacja już nie miała tego impetu. Albo otrzymałem zbyt wiele w zbyt krótkim czasie, to też jest możliwe.
W każdym razie cykl wołyński ustawił mnie do pionu, zbeształ, udzielił nagany i kazał natychmiast powrócić do grona zaangażowanych fanów Autorki. I nie dlatego, że jest w jakiś konkretny sposób lepszy - nie, to wciąż książki pisane według schematu, który Autorka ma opanowany do perfekcji, i który się sprawdza. Kilkoro bohaterów umieszczonych strategicznie wśród istotnych z punktu widzenia grup społecznych - i voila, teraz tylko dobrze przyprawić i samo się gotuje. Rzemieślniczo nic nie można cyklowi zarzucić, natomiast tematyka tu wzięta pod lupę - to jest ten element, który zasługuje na hymny pochwalne.
Nie wiem bowiem jak Wy, ale mnie nikt nigdy nie próbował edukować w temacie tego, co działo się wokół granicy polsko-radzieckiej w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Z czasem rzecz jasna dowiedziałem się o wielkim głodzie, podobnie jak o UPA i rzeziach, do jakich dochodziło na Wołyniu. Ponadto temat ten jest tak bardzo potrzebny tym obmierzłym złodziejom, z zawodu „działaczom społecznym”, piszącym historię od nowa, że dziś nawet nie wiadomo komu wierzyć.
Otóż można wierzyć Joannie Jax, bowiem znana jest z poważnego podejścia do faktów historycznych. W cyklu wołyńskim czytelnik pozna dokładnie realia, w jakich przyszło żyć Ukraińcom na terenach ówczesnego Związku Radzieckiego, dowie się o stosunku Polaków do mniejszości ukraińskiej, o obrzydliwych nacjonalizmach, które doprowadziły do przerażającej katastrofy. Ale dowiemy się także o głodzie, o tym jak wyglądało życie w spichlerzu świata, na który łapska położył Stalin i sowieci i do czego doprowadzili na Ukrainie. Poznamy liczne fakty, które razem złożyły się na ścieżkę, którą wielu było po prostu łatwo podążać. A reszta jest historią, wciąż dziś traktowaną przez tchórzy, nikczemników i kolaborantów jako droga do szybkiego zdobycia popularności, wszak ciemny lud da sobie wcisnąć każdy kit. Tym bardziej trzeba cykl przeczytać, bowiem Joanna Jax skrupulatnie, a nawet powiedziałbym, że zawzięcie walczy z ciemnotą, i pisze powieści, w któreych nie brakuje gwałtownych zwrotów akcji, miłości i romansu oraz całej gamy różnych postaw. Przy czym jednocześnie uczy historii, tłumaczy krok po kroku jak do tego doszło, że wczorajsi sąsiedzi stali się swoimi zagorzałymi wrogami i komu się to tak naprawdę opłacało i wciąż opłaca.
Oczywiście, że już nie mogę się doczekać na kontynuację, w której bohaterowie trafią na „ziemie wyzyskane”. Ale trzeci tom dopiero w październiku, cierpliwie poczekam, łyknę jak zwykle komplet od razu.
środa, 1 grudnia 2021
Ałbena Grabowska - "Rzeki płyną, jak chcą"
Na szczęście nie jest to kolejna polska powieść o ogromie zła, jakie wyrządzili poszczególnym bohaterom Rosjanie. Rzecz jasna są dość jednoznacznie przedstawieni negatywnie, w końcu to zaborcy, ale oczywistych rozwiązań fabularnych, przerabianych na wszystkie możliwe sposoby tu nie ma.
Historia opowiada o Klarze, najstarszej córce, która z panny powoli stała się kolejną służką w domu. Tymczasem powraca jej siostra, i to z mężem, kolejna również gwałtownie rozgląda się za kandydatem, a Klara próbuje zrozumieć siebie samą, swe otoczenie no i czasy, w których przyszło jej żyć; punkt widzenia Polaka, Rosjanina, zaborcy, patrioty, Dmowskiego, Piłsudskiego a nawet sufrażystek.
Lektura jest wciągająca jak zawsze u Ałbeny Grabowskiej, no i… końcówka jest, chciałoby się powiedzieć, również w stylu autorki. Oj, dwadzieścia lat temu za takie zakończenie bym wygrażał, wymachiwał zaciśniętymi pięściami, ale dziś mi się podoba. Doskonale się bawiłem.
Rebis 2021
wtorek, 3 listopada 2020
Szczepan Twardoch - "Pokora"
Dawniej kupiłem sobie “Wyznania prowincjusza” tego samego autora, gdzie zebrał on w zbiorek swoje felietony ukazujące się bodaj na jego ówczesnej stronie internetowej (dziennik, czy jakoś tak). I tam był taki artykuł (“Narodowość jako akt woli”) o tworzeniu się narodu, jako zbiorowości oraz, jak to na tego pisarza przystało, na miejsce Ślązaków wobec Polaków i Niemców. Kto zna, ten ośmielę się zasugerować, że nieco szybciej odnajdzie przyjemność w lekturze “Pokory”.
Jest bowiem moim zdaniem “Pokora” imponującym przeniesieniem problemu narodowości jako takiej, szczególnie w przypadku regionów, w których nie jest to takie oczywiste, na karty powieści, być może nawet powieści historycznej. Rozmach przedsięwzięcia mnie przeraża, a fakt sprawnego przeniesienia człowieka jako jednostki zagubionej nie tylko wśród kwestii narodowo-politycznych, ale też zagubionego po prostu, zwyczajnie, wśród innych ludzi - fakt ten budzi kolejny raz mój niepokój. Człowiek o takim talencie, który potrafi zrealizować tego typu zamierzenie - jakież to szczęście że człowiek ten jest po właściwej stronie rzeczy! Czytaj: swojej.
I mamy tego bohatera, tę niedojdę, tego idealnie odwzorowanego czytelnika, który czegokolwiek by nie otrzymał - nie doceni, a cokolwiek będzie poza możliwościami zdobycia - zapłacze, że potrzebuje. Ofiarę z losu, ofiarę z przypadku, ale i ofiarę na własne życzenie. Alojza tak trudno lubić, jak trudno polubić ciamajdy wokół nas - istoty jakby stworzone do sprawiania innym problemów; patrzymy na takie postaci z ironią, nawet gniewem, jednak za każdym razem wyciągając rękę, by kolejny raz im pomóc, bo jak nie my, to kto? Wypada. Trzeba. Co zrobisz, ktoś musi.
Szczęściem z biegiem lat zdajemy sobie sprawę, że sami również należymy do tegoż gatunku i jest łatwiej, dawna empatia zamienia się w zrozumienie i akceptację. W ten sposób i historię Alojza byłem w stanie ukończyć, a gdy spłynęło zrozumienie istoty przekazanej rzeczy i jej rozmach (powtarzam się, sorry), plus ostatnie sceny będące niczym innym jak nagrodą dla zmęczonego czytelnika-cynika - nie mogłem nie docenić planu, wykonania i efektu, jaki “Pokora” pozostawia.
Pod pewnymi względami to może być najlepsza powieść Szczepana Twardocha. A na pewno jest to kolejny krok w jego karierze, ukazujący że jest jeszcze wiele wyzwań, a ten pisarz nie zamierza osiadać na laurach, wyzwania owe zamierza podejmować. Rzecz może nie najprostsza, ale oferująca jednak mnóstwo przyjemności, no i tę nagrodę na końcu. Lektura obowiązkowa.
piątek, 21 sierpnia 2020
Joanna Jax - "Prawda zapisana w popiołach"
wtorek, 7 maja 2019
Z Nowej Zelandii do Afryki, czyli trylogii Kauri tom 3 (Sarah Lark - "Bogowie Maorysów")
Die Tränen der Maori-Göttin
Wydawnictwo Sonia Draga 2015
poniedziałek, 6 maja 2019
Nowa Zelandia jakiej nigdy nie znałem, czyli Sarah Lark uczy w powieści "Kobiety Maorysów"
Im Schatten des Kauribaums
Wydawnictwo Sonia Draga 2015
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
I jeszcze trochę o Winnych (Ałbena Grabowska - "Stulecie Winnych. Opowiadania")
Bowiem o ile trzy pierwsze teksty są luźno (jeśli w ogóle czymś poza miejscem akcji) powiązane z trylogią, tak potem na scenę wkraczają postaci doskonale nam znane. I ma to wiele sensu, bowiem opowiadania dotyczą spraw nam doskonale znanych, ale ciekawych. Jak wyglądały pierwsze dni w nowej rodzinie Ewy, przygarniętej przez Annę Żydówki? Co się działo z bohaterami, gdy ginęli nam z oczu; jak to faktycznie wyglądało? Na te pytania odpowiada książka, która w miarę czytania wydaje się być bardziej czwartym tomem cyklu niż luźno powiązanymi tekstami. Autorka faktycznie rozbudowała historię o dodatkowe szczegóły, które są świetnym uzupełnieniem całości.
Krótko mówiąc: nie ma sensu tego czytać nie znając trylogii. A znając trylogię przeczytać w zasadzie trzeba. Dobra rzecz.
Wydawnictwo Zwierciadło 2018
niedziela, 21 kwietnia 2019
Nie oceniaj książki po okładce, czyli "Zanim nadejdzie jutro" Joanny Jax
Uwielbiam się zaangażować na chwilę dłużej (byle nie zbyt długo, jedenasty tom przygód Uhtreda z Bebbanburga już w sprzedaży). W przypadku nowego cyklu Joanny Jax zatytułowanego “Zanim nadejdzie jutro” do czynienia mamy z trzema tomami, co jest według mnie rozmiarem idealnym. Specjalnie czekałem do terminu wydania, by móc całość połknąć na raz, i od razu informuję, że cykl o Kresowiakach jest jeszcze lepszy niż poprzedni, obejmujący głównie wydarzenia z zachodu, i Polski i Europy.
Jeszcze lepszy, bowiem przeciętny wychowanek polskich szkół ma ciągle zbyt mało informacji. O tym się zdecydowanie zbyt często zapomina, statystycznemu Polakowi wojna kojarzy się z Niemcem, Hitlerem, obozami koncentracyjnymi i holocaustem. Tymczasem na wschodzie ludność miała do czynienia z zupełnie innego rodzaju złem. O ile wszyscy Polacy w 1945 roku zostali wykorzystani i porzuceni przez tzw. sojuszników, tak mieszkańcy kresów mieli jeszcze gorzej, bowiem nawet PRL-u im nie dano, a jedynie możliwość wyjazdu na ziemie wyzyskane. Ojczyzna tak wielu Polaków została zabrana, przesunięcie granic Polski na zachód, zwykły czyn rysowania kresek po mapie faktycznie odebrał dom milionom tych, którzy przeżyli zło, jakie wyrządzili tam sowieci.
Obserwujemy Polaków mieszkających w Wilnie. Z różnych środowisk, z różnych klas społecznych. Joanna Jax pokazuje nam kresy w okresie dwudziestolecia międzywojennego w taki sposób, że można się poczuć, jak mieszkaniec miasta w owym czasie żyjący. Patriotyzm odmieniany przez całą deklinację, od prawdziwego do tego z gazet i radia; powszechne uczucie pogardy dla mniejszości płynące z góry i sąsiedzkie, dobre stosunki z Litwinami i Żydami. No i oczywiście miłość, bo czyż nie miłość jest właśnie najlepszym sposobem ukazania upływającego czasu? Uczucia miłości pierwszej, kolejnej, namiętność przy której dni uciekają jak godziny, a godziny jak minuty. W tle tymczasem zbliżająca się wojna - nim jednak jeszcze Niemiec dotrze do kresów zza wschodniej granicy wkracza Armia Czerwona w celu “ochrony mniejszości na terenach Polski”. I zaczyna się: chaos i niepewność kolejnych nawet nie dni, co chwil.
Joanna Jax robi to, co wychodzi jej najlepiej - pisze zarówno o oficerach wziętych do niewoli jak i cywilach, którzy pewnego dnia zostali wpakowani do pociągu i wywiezieni gdzieś do Kazachstanu, tak, jak stali, bez słowa wyjaśnienia, bez jakiejkolwiek organizacji. Ci, którzy podróż przeżyli wyszli na obcej, niegościnnej ziemi, zdani na własną zaradność i ewentualną łaskę tubylców. Jednak Joanna Jax nie pisze egzaltując się cierpieniem; przeciwnie - wbrew trendom płynącym z telewizora i radia pokazuje nie tylko wysiedleńców z Polski, ale ludzi z różnych stron i nacji, wśród których znajdziemy i złych Polaków i dobrych Rosjan. Bez łopatologii, sama opowieść, zadedykowana zresztą “rodakom z Kazachstanu”. Szanuję. I znowu na przykładzie miłości Joanna Jax studiuje czym jest człowiek, który nawet w najgorszych chwilach potrafi kochać. A że z nagłego rozdzielenia rodzin i często celowej dezinformacji niejeden dramat powstanie - cóż, na to właśnie czekamy my, czytelnicy, obgryzający paznokcie z emocji nad tym, co ludzie zgotowali ludziom.
Wspaniała opowieść. Wiadomo, że nie jestem obiektywny, bo to mój rodzaj literatury, krytyki dla tego typu książek mam o wiele mniej. A teraz chciałbym połączenie historii z “Zemsty i przebaczenia” i “Nim nadejdzie jutro” i ciąg dalszy losów bohaterów w czasach zimnej wojny. To by było coś!
Tylko te okładki… no, ale wiadomo co mówi przysłowie, zresztą słusznie :-)
Podróż do krainy umarłych
Ziemia ludzi zapomnianych
Druga strona nocy
Videograf II
2018, 2019
niedziela, 3 marca 2019
Ross Poldark po raz szósty, a im starszy, tym lepszy („Cztery łabędzie”)
Jednak w dalszym ciągu pan Graham nie robi ze swojej powieści manifestu, cały czas porusza się w obrębie obyczajowej powieści, nawet z elementami romansu. Oto Ross Poldark i Demelza, ich wieczny konflikt z Warlegganami, a w tle ludzie od tych wyżej postawionych uzależnieni. Autor prezentuje świetną historię niespełnionej miłości, żądz ukrytych w ludziach, i najróżniejszych typów postaci potrafiących lub nie potrafiących sobie z codziennymi przeciwnościami losu radzić.
Oczywiście część zachwytów nad lekturą wynika z faktu, że jest to już szósta odsłona serii, i zwyczajnie czytelnik jest ciekaw co dalej z poznanymi już bohaterami. Jednak Winston Graham nie idzie na łatwiznę, i co najważniejsze w dalszym ciągu nie pokazuje postaci papierowych. Ross nie jest ideałem, ba, nawet Demelza przestaje ideałem być, podobnie skonfliktowani młodzi kapitaliści i bankierzy nie są postaciami jednoznacznie negatywnymi.
Plusem książki jest także zainteresowanie czytelnika realiami politycznymi w Wielkiej Brytanii z przełomu wieków XVIII i XIX. Rewolucja Francuska w tle, wojna z Francją, kryzys ekonomiczny oraz torysi i wigowie. Czasem łatwo zapomnieć, że w owych czasach Wielka Brytania posiadała już parlament, nie jedynie króla, był premier i wybory, wzajemne przekonywanie się i całe to ohydne kupczenie wszystkim, czym tylko się da. A ponieważ bohaterowie są niejako naturalnymi kandydatami do przeróżnych stanowisk, trudno oczekiwać, by stali wiecznie z boku. Lektura “Czterech łabędzi” momentami jest wręcz pasjonująca, tym bardziej, że autor zrezygnował z części dłużących się opisów, skupiając się na postaciach i wydarzeniach, co powieści wyszło tylko na dobre. Zdecydowanie polecam i już się cieszę, że to dopiero połowa cyklu, że jeszcze tak wiele części przede mną.
Okrutny wiek XX na ziemiach polskich, czyli sześć tomów „Zemsty i przebaczenia” (Joanna Jax)
Otóż liczyłem na historię być może w stylu serialu “Dom”, gdzie na przykładzie kilku postaci będziemy mogli obserwować zmiany w Polsce od czasów przedwojennych do powojennych. Po prawdzie “Zemsta i przebaczenie” dokładnie tym jest, ale czas, o którym mówi jest znacznie bardziej ograniczony, niż mi się marzyło. O ile akcja zaczyna się wystarczająco długo przed II wojną światową, tak prawie wszystkie tomy opowiadają o czasie wojny, a przemian po niej dotyczy tom ostatni, i historia kończy się na długo nawet przed pierwszymi zrywami Polaków przeciwko władzy komunistycznej, a co dopiero marzyć o dotarciu z opowieścią do lat 90.
No ok, zatem cykl okazał się być czym innym, niż sobie marzyłem, ale przecież to nie znaczy, że jest kiepski. Wręcz przeciwnie!
Autorka ukazując nam wykreowanych przez siebie bohaterów zadbała o to, czego dziś tak bardzo brakuje: o umiar w opisie nie tylko postaci, ale i czasów, w których przyszło im żyć oraz o odseparowanie prozy od politycznych konotacji omawianej sytuacji. Także jeśli ktoś liczy na patriotyczną opowieść o dzielnych żołnierzach wyklętych, bohaterskim ruchu oporu, bardzo złych Niemcach i okrutnych Rosjanach, ten może iść szukać gdzie indziej. Bowiem o ile oczywistym jest, że okrucieństwa i wojennego, i po prostu ludzkiego tu nie brakuje, i bywa naprawdę strasznie, autorka gra na emocjach bardzo często, tak jednocześnie Joanna Jax odważnie pisze o tych, którzy ze wszystkich sił próbowali pozostać ludźmi. Zatem trafiamy na porządnych Rosjan, podobnych im Niemców, a wśród Polaków poznamy zarówno szmalcowników, kolaborantów, folksdojczów, jak i tych, z których rozkazu doszło do okrutnej masakry, jaką było Powstanie Warszawskie. Joanna Jax przedstawia sytuację z punktu widzenia jej bohaterów, a że do głównych należy trójka przyjaciół: Polak, Niemiec i Rosjanin, tak po prostu nie można się spodziewać czarno-białego przedstawienia świata. I to mi się podoba, bo życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż historia, którą piszą zwycięzcy. A potem następni zwycięzcy. I kolejni.
Rewelacyjny cykl, i mimo tego, że część ostatnią uważam za trochę słabszą i jednak może zbyt optymistyczną, serdecznie wszystkim polecam. A teraz marzy mi się to samo, ale od lat pięćdziesiątych do przełomu tysiącleci. Ktoś z takim talentem jak pani Jax z pewnością pokazałby ostatnie siedemdziesiąt lat lepiej niż próbują nam je pokazać politycy i posłuszni im artyści z ekranu telewizora.

























