Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2026

Vera Henriksen, trylogia Córka Wikingów: "Srebrny młotek", "Znak", "Święty Król"

Trylogia “Córka wikingów” przedstawia opowieść z czasów, gdy w Skandynawii wprowadzano chrześcijaństwo. Bohaterką jest Sygryda, młoda dziewczyna z dość znacznego rodu, wychowywana przez dwóch braci. Jej historia jest okazją do zanurzenia się w świat wikingów sprzed około tysiąca lat.

Tom pierwszy został po raz pierwszy wydany w roku 1961, a do moich rąk trafiło polskie wydanie z roku 1968. Tytuł plus płótno, w jakie oprawiono książki ściągnął moją uwagę, jakby odezwała się nostalgia za dawnymi czasami, gdy głównie w tej formie książki trafiały w moje ręce. Tłumaczenie sprzed tylu lat oferuje ciekawe wrażenia, język jednak mocno się zmienia z czasem, lektura dała mi dużo przyjemności ze spotkania z frazami i słowami, jakich dziś już niekoniecznie się używa.

W powieści poruszane są przede wszystkim dwa motywy: miłość i wiara. Autorka stawia bardzo trudne pytania, przedstawiając nam bohaterów, którzy z różną świadomością obserwują zmianę starych bogów na nowego. Z jednej strony są ludzie, którzy zwyczajnie żyją w strachu - a co jeśli starzy bogowie się zemszczą? A co, jeśli nowy bóg będzie mściwy? Komu składać ofiary, by pola obrodziły w zboże? Ale z drugiej strony w książkach nie brakuje takich postaci, które świetnie sobie zdają sprawę ze zmiany i powodów, które ją wywołały - powodów tylko i wyłącznie politycznych. Czasy szybko zmieniających się królów, zawierania sojuszy, zdrad; czasy, w których stopniowo władza z rąk dowódców, jarlów przechodziła w jedne ręce: króla, którego szybko zastępował kolejny, a z wszystkimi trzeba było jakoś żyć, coś im zaoferować, by zachować dobra, bogactwo i wpływy.

Całość oglądamy z perspektywy kobiety, co ma ogromne znaczenie. Zawsze posłuszna komuś, bratu, mężowi, królowi. Żyjąca w dwóch światach: realnym, gdzie trzeba się godzić na plany innych i fikcyjnym, tym we własnej głowie, pełnym marzeń, pragnień, pytań i rozważań. Nigdy pozostawiona sama sobie, bez możliwości podejmowania samodzielnych decyzji - ale z możliwością wpływania na innych, w tym małżonka. Sygryda od nastolatki, poprzez całe życie uczy się bycia “kobietą owych czasów”. Szuka miłości, z czasem zaczyna rozróżniać jej rodzaje, stawia pytania egzystancjalne, cierpi, raduje się, miota pomiędzy własnymi pragnieniami. Rewelacyjnie opisany jest tu proces dorastania i dojrzewania, Autorka pokazuje co na człowieka wpływa, jak emocje rządzą decyzjami, jak trudno jest przyznać się do porażek i błędów, żyć z konsekwencjami, jak trudno jest żyć godnie i w miłości, gdy dookoła tyle pokus, dróg na skróty, możliwości zyskania nagrody szybciej i łatwiej. Dane jest czytelnikowi również zobaczyć jak żywot człowieka prowadzi do drogi, na której czeka coraz większa potrzeba wiary w “coś więcej” niż tylko to, co jest tu i teraz. Różne są oblicza miłości, choć kto wie, czy ostatecznie nie okaże się, że miłość jest po prawdzie tylko jedna i zawsze ta sama? Fascynujący proces, który mam wrażenie, że jest czasem możliwy do zaobserwowania u ludzi w pewnym wieku, a teraz dzięki pani Henriksen można spojrzeć na niego głębiej, zrozumieć lepiej.

Z perspektywy dzisiejszych czasów książki wydają się odrobinę przegadane, ale wynika to głównie z faktu, że dziś czytelnik raczej spodziewa się akcji, dynamicznego przeskakiwania od wydarzeń istotnych do ważnych, licznych dialogów, różnego rodzaju efektów specjalnych. Tymczasem trzytomowa saga praktycznie w ogóle nie przedstawia bitew, jedynie o nich wspomina, opisy są równie pozbawione scen pełnych patosu, mających chwycić za serce i przyciągnąć na dłużej. Nie, “Córka wikingów” to powieść o kobiecie i jej życiu w domostwie, w różnych rolach, ale zawsze z boku, w tle tych wszystkich historycznych wydarzeń. Spokojnie, czasem w radości, czasem w bólu, z boku, towarzysząc tym, którzy historię tworzyli. Zdecydowanie warta polecenia lektura, aż by się chciało więcej takich powieści, które prócz akcji i stawiania na wywołanie emocji u czytelnika oferują coś więcej, coś znacznie bardziej głębokiego, niż tylko bieżącą przyjemność płynącą z lektury.

czwartek, 21 maja 2026

Miriam Georg - "Saga Północna"

Lubię takie nieco dłuższe opowieści, szczególnie pisane na tle Dużej Historii, więc dałem się namówić reklamom. Nie wiem, ile jest planowanych tomów, czy będzie więcej, natomiast ta tetralogia stanowi pewną całość i tom czwarty oferuje pewne “domknięcie wątków i sugestię otwarcia nowych”. Wszystkie cztery części pisane są ciągiem, niczym jedna całość. 

Rzecz dzieje się w Hamburgu i prezentowana jest na tle losów ubogiej dziewczyny i jej kontaktu z zupełnie inną sferą - bogatym dziedzicem wielkiej fortuny, a przy okazji prawnikiem. Obserwujemy zmagania kobiety z rzeczywistością. Podłą rzeczywistością dodam, w której pragnąca zatroszczyć się o siebie sama, jako przedstawicielka płci pięknej praktycznie nie ma szans: opisane są okrutne czasy kapitalizmu, gdzie nie tylko kobiety, ale też dzieci mimo wykonywania pracy trzymane są na stawkach głodowych, podczas gdy mężczyznom płaci się znacznie lepiej, i do których należy niemal całkowita władza nad żonami i córkami. Z kolei wśród ludzi dobrze sytuowanych, mimo materialnego dostatku również bywa różnie, i Autorka na szczęście o tym pamięta, próbując poruszyć serce czytelnika. 

Historia jest niestety dość standardowa; występują w niej ograne już motywy i niewiele ma do zaoferowania maniakalnym pochłaniaczom tego typu literatury. Jest poprawna, ale skuszony opiniami spodziewałem się o wiele więcej, czegoś zaskakującego, i jestem nieco zawiedziony. Na tle głównej historii poznamy losy dziewczyny od jej dzieciństwa i tu ponownie muszę z lekkim rozczarowaniem przekazać, że rozbijać całość i używać retrospekcji to trzeba umieć. Autorka moim zdaniem robi to zaledwie poprawnie, ogromną większość przedstawionych tu wydarzeń z łatwością można przewidzieć, a na koniec miałem wrażenie, że Pisarka gdzieś się spieszy, galopuje, i nadzieja, że mimo wszystko dokądś nas prowadziła ostatecznie umarła. Historia jest ok, ale bez fajerwerków, ponadto książki są dość krótkie i przy lekturze stale miałem wrażenie, że podział na cztery tomy wynika z chęci zarobku, a nie z konieczności lub formalnego podziału kolejnych wydarzeń. Doprawdy, całość tu przedstawiona spokojnie zmieściłaby się w dwóch tomach. A teraz czekajmy co będzie dalej, bo słowo “saga” sugeruje rozłożenie opowiadanej historii w czasie, a i zakończenie umiejscowione w tak istotnym momencie historii nie wydaje się ostatecznym.

Wiatr z północy
Szept z północy
Światło z północy
Blask z północy

środa, 19 lutego 2025

Grzegorz Gajek - „Piast”

Istnieje wiele teorii o tym kim był, skąd naprawdę pochodził, jaka płynęła krew w Mieszku I. Gall Anonim swoje napisał, dziesiątki historyków dodali swoje, i tak dziś do końca wciąż jeszcze mamy raczej więcej tajemnic, niż rzeczy pewnych. Więc co dopiero powiedzieć o takim mitycznym wręcz Piaście? Tu dopiero otwiera się pole dla wyobraźni twórców! I swoje trzy grosze dodał Grzegorz Gajek, prezentując powieść historyczną osadzoną na kilka pokoleń przed chrztem Polski.
I od razu powiem, że jest to dzieło doprawdy wspaniałe. Autor stanął obok i zlekceważył najpopularniejsze mity o Piaście Kołodzieju, opowiadając w stylu, jakiego nie powstydziłby się Bernard Cornwell, przy pomocy lekkiego pióra i kreacji postaci z krwi i kości, tak realistycznych, że identyfikacja z bohaterami następuje dosłownie już na pierwszych stronach.

Bohaterami, bowiem “Piast” nie jest historią jednego człowieka, a braci. Braci z jednej matki, ale różnych ojców, urodzonych w tym samym roku, ale jeden na początku, a drugi przy końcu. Braci, gdzie jeden jest tym, który ma się za nieco bardziej cwanego, a drugi tym, który uważa się za bardziej walecznego. Poznawanie kolejnych losów od dzieciństwa do samego końca mocno przypominało mi klasyczne, właśnie takie “cornwellowskie” podejście do powieści historycznych. Wydarzenia prezentowane są dokładnie, ale bez nudy i zbędnych opisów. W napotkanych postaciach znajdziemy i te kojarzące się z legendami, jak Popiel, ale i takie, które swoje miejsce w historii mają, jak władcy ziem zachodnich pod panowaniem cesarza. Nie braknie także i takich bohaterów, którzy będą wypełniali miejsce po znanych nam postaciach z legend. Przy czym jak na powieść historyczną przystało, nie ma tu mowy o żadnej magii i innych bzdurach; choć jest wiara i nią też tłumaczone są przeróżne zdarzenia.

Im dalej, tym dokładniej widać jak Autor sobie wymyślił tę opowieść. Napisać tu coś o tym konkretniej byłoby okropnym grzechem, zatem ograniczę się do zachęty: poznawanie losów braci, wydarzeń, w których uczestniczą a nawet wyobrażeń, które sami o sobie mają jest prawdziwą ucztą, czystą przyjemnością, która wyzwoli w czytelniku całą gamę obowiązkowych emocji, od dzikiej radości, uniesienia heroizmem, przez gniewne pokazywanie prawdy o ludziach, do potężnego smutku, bo bohater czy nie, w życiu sprawiedliwości nie ma, nie było i nie będzie. Za to można napisać historię, nawet swoją własną.

czwartek, 13 lutego 2025

Magda Knedler - „Medea z Wyspy Wisielców”

Powieść rozgrywa się w początkach XX wieku, a opowiada o młodej kobiecie, która w wyniku różnego rodzaju zdarzeń oraz podejmowanych przez siebie wyborów ze służki trafia do nieco lepszego świata. I tu Autorka wspaniale pokazuje, że ten „lepszy świat” jest lepszym jedynie z nazwy, i że żywot ludzi z nieco wyższej klasy wcale nie jest takim, jakim lud z nizin sobie go wyobraża.

Powieść jest świetna, po prostu sama się czyta. Medea, zwana Madą to postać tak bardzo angażująca, tak mocno wywołująca wpływ na czytelnika - nie sposób się nie zaangażować. A to, co jej się przytrafiło, mimo że smutne i przygnębiające, jest jednocześnie bardzo inspirujące. Książka choć opowiada o czasach sprzed stu lat tak naprawdę wskazuje że życie kobiety zawsze było inaczej traktowane od życia mężczyzny, ale przy tym nie ocieka jakimś feministycznym jadem; bardziej skupia się na wskazaniu do czego prowadził taki stan rzeczy i jak wiele żywotów mogło potoczyć się inaczej, gdyby tylko na świecie była odrobina sprawiedliwości.

„Medea z Wyspy Wisielców” pokazuje także nieco prawdy o człowieku jako takim, prezentując różne postawy wobec różnych sytuacji życiowych. Uczy, że niektórych ludzi do spojrzenia na świat wokół siebie zmusi dopiero własne cierpienie, z kolei inni na widok potencjalnego dobrobytu, sławy i pozycji odrzucą nawet czystą, prawdziwą miłość. Rzecz to smutna, owszem, ale nie pozostawia czytelnika w depresji, raczej motywuje, inspiruje do zmian, do walki o marzenia i ich spełnianie. No i napisana jest tak… nie wiem, oszczędnie? Język Autorki jest taki konkretny, pozbawiony zbędnych opisów, które nic nie wnoszą, wstrzemięźliwy - co powoduje, że powieść choć krótka, to i tak jest wypełniona treścią. Często lekturę się na moment odkłada, by się zastanowić, porozmyślać - a to chyba najlepszy komplement dla książki. Jakie to szczęście, że są jeszcze dwa tomy kontynuacji! Zaraz po nie sięgam.

środa, 22 maja 2024

Maciej Siembieda - "Katharsis"

Przez ogromną większość czasu trwania lektury zastanawiałem się do jakiego gatunku wsadzić tę powieść. Nie, żeby to było istotne, ale z jakiegoś powodu sięgając po dotychczas nieznanego mi Autora trwałem w przekonaniu, że to będzie kolejny polski kryminał. Tymczasem i owszem, nie brakuje tu kryminalno-sensacyjnej zagadki, ale czy jest to powieść z tego gatunku? Znacznie częściej miałem wrażenie, że jednak mam do czynienia z powieścią historyczną, a może nawet rodzinną sagą, w której znajdziemy tak wątki dramatyczne, jak i sensacyjne.

Niezależnie od tego co tam sobie myślałem o gatunku, jedno pozostaje prawdziwe: ależ ma pan Autor rozmach! W tej jednej powieści zdarzyło się tyle, na przestrzeni kilku pokoleń, że niejednej pisarce potrzeba było by aż trzech tomów, a potem kontynuacji, by to zmieścić :) Historia przedstawia nam losy młodego Greka podczas II wojny światowej oraz występującej potem wojnie domowej w Grecji. Na marginesie: dowiedziałem się całej masy dotychczas mi nieznanych faktów, jak chociażby że wojna domowa w Grecji w ogóle była, jak i tego, że całkiem sporo Greków (walczących po stronie komunistów) znalazło potem miejsce w PRL-u. I tak też ostatecznie akcja trafia na Polskie ziemie „odzyskane”.

Ale nasz Grek nie jest bynajmniej jedynym bohaterem. Jest jakby źródłem, od którego dopiero rozpoczyna bieg znacznie szerzej zakrojona opowieść, i tu powtórzę: ależ Autor ma rozmach! Chwilami można się odrobinę zgubić, zapomnieć o poprzedniej postaci, bowiem kolejna prezentowana przez Autora jest równie ciekawa, a jej historia tak samo wciągająca. Wszystko następnie zmierza do finału, którego - i tu biję brawa - nie przewidziałem, co zawsze doceniam szczególnie. A teraz usycham z ciekawości, czy kolejne tomy będą nawiązywały do tych postaci, czy opowiedzą coś o zupełnie nowych? Z całą pewnością zamierzam się dowiedzieć.

I przy okazji: książkę trochę czytałem, ale znacznie bardziej słuchałem w wersji audio. Bardzo, ale to bardzo polecam Państwu właśnie wersję do odsłuchiwania, bowiem Przemysław Bluszcz zrobił tu takie słuchowisko, jakiego dawno nie miałem okazji doświadczyć. Nie dość, że ma głosto jeszcze aktorskie umiejętności sprawiły, że nieraz to właśnie lektor sprawiał, że ogarniałem lepiej to, co się dzieje w tym gąszczu postaci i wzajemnych zależności. Liczę na to, że i kolejny tom Pan Bluszcz mi przeczyta.

Wydawnictwo Agora 2022

środa, 27 marca 2024

Bernard Cornwell - seria o Świętym Graalu; "Rycerz", "Włóczęga", "Heretyk", "Łucznik"

Tak naprawdę to była trylogia. To wyraźnie widać; akcja jest rozpisana na trzy pierwsze tomy, gdzie w trzecim następuje konkluzja i zakończenie. Czwarty tom powstał jakiś czas potem, i należy się liczyć, że być może Cornwell znowu będzie dopisywał dalsze dzieje Thomasa z Hookton. Co nie jest niczym złym, ale pomyślałem, że warto o tym wspomnieć.

Powstał kiedyś doprawdy wspaniały film, w którym ukazano o co chodziło z tymi nieustannymi wojnami w średniowieczu. Film nazywał się u nas „Róża i miecz”, a oryginalnie bodajże „Flesh+Blood”. Grał Rutger Hauer, stąd znam, bo gościa ubóstwiałem. Piszę o tym, bo trylogia (tetralogia) o Świętym Graalu jest dokładnie taka, jak ten film. Anglia? Francja? Wszystko jedno - światem rządzą możni, szlachta. A chłopa doprawdy nie interesuje czy pan jest Anglikiem czy Francuzem, interesuje go jego własne życie, i jego najbliższej rodziny. Panowie zmieniają się co i rusz, miasta przechodzą z rąk do rąk, a wszędzie pętają się bandy najemników - dokładnie takich, jak Rutger z kumplami w filmie. Bywa, że jeszcze dobrze nie przeliczą kasy zarobionej na wojnie, i już zmieniają front i walczą dla tego, kto jeszcze przed momentem był wrogiem. Świat to przemoc i gwałt, kobiety są dokładnie taką samą własnością jak klejnoty czy ziemia, i jak trofea są traktowane podczas wojny. Świat to okrutny, a Cornwell beznamiętnie opisuje los ludzki, zależny od tak wielu czynników, że aż dziw bierze, że ludzie w ogóle dożywali czasem starości. Nie sposób również uniknąć spostrzeżenia, że wszyscy jesteśmy potomkami okrutnych gwałcicieli, a krew w Europie wymieszała się doprawdy totalnie.

Bohater nie jest szczególnie interesujący; Cornwell niestety zrobił go lepszym od innych. Miał to być kontrast pomiędzy prostym ludem i wykształceniem, ale jakoś mi to całą lekturę nie grało. W ogóle Cornwell dziwnie pisał te książki, niektóre wątki są jakby zupełnie nieistotne, choć marnuje na nie masę stron (Czarny Kos i jej syn),na chwilę sobie potem przypomina, a następnie znowu po prostu olewa; nie trzyma się to jakoś mocno. Na tle przygód Uhtreda, a co dopiero trylogii arturiańskiej, Święty Graal wypada bardzo blado, opowieść nie ma tego polotu, a jedyne, co jest stałą u tego pisarza to rozmach przy kreowaniu (a raczej: przy odwzorowaniu) historycznych bitew, jakie rozgrywały się wówczas i były udziałem bohaterów.

Oczywiście nie są to książki słabe, bynajmniej. Ktoś, kto nigdy Cornwella nie czytał pewnie się zachwyci, bo facet jest jednak mistrzem powieści historycznej. Po serię zdecydowanie warto sięgnąć, po prostu inne książki Autora zaostrzyły apetyt na więcej, niż tym razem był w stanie mi zaoferować.

Hellequin; Vagabong; Heretic; 1356
HI:STORY 2023 - 2024

piątek, 19 stycznia 2024

Ałbena Grabowska - Uczniowie Hipokratesa, tom 2. „Doktor Anna”

Bardzo podobał mi się „Doktor Bogumił” i z przyjemnością donoszę, że „Doktor Anna” w niczym poprzedniemu tomowi nie ustępuje. Przy czym od razu dodam, że wcale nie trzeba znać historii Bogumiła, choć występuje on nawet w kolejnym epizodzie, to powieści napisane są tak, że można czytać je w dowolnej kolejności.

„Doktor Anna” opowiada o lekarce, która pragnie praktykować medycynę w czasach, gdy kobiet lekarzy po prostu nie ma. Na zachodzie dopiero szlak jest przecierany i Anna niejeden wysiłek będzie musiała podjąć, by cel swój osiągnąć. Anna Tomaszewicz-Dobrska jest tak w ogóle postacią historyczną, więc mamy tu super bonus - powieść historyczna poza scenerią przedstawia postać, o której nigdy nie słyszałem, a o której słyszeć powinniśmy wszyscy: pierwszej kobiecie z dyplomem lekarskim na ziemiach polskich w historii.

Jest zatem powieść o medycynie, ale i o emancypacji, w tle spotkamy i Sienkiewicza, i Prusa, i Orzeszkową czy Dąbrowską… A ponadto również masę innych ciekawych informacji, chociażby o tym jak wygląda harem sułtana w XIX wieku, doktor Anna staje bowiem przed koniecznością leczenia jego żon.

Świetna powieść, nie tylko dla fanów dobrych historii czy powieści historycznych. Za mało się mówi o Polkach, które torowały drogę kobietom do zdobywania najróżniejszych stanowisk, przecierały szlaki by dziś możliwość praktykowania przeróżnych profesji była tak oczywista dla obu płci. A droga do pełnego równouprawnienia daleka, promujmy więc tym bardziej prawdziwe bohaterki.

Doktor Anna
Marginesy 2021

czwartek, 18 stycznia 2024

Joanna Jax - cykl „Na obcej ziemi”

Pamiętacie serial „Dom”? Bohaterów z ulicy Złotej w Warszawie? Ja całkiem niedawno sobie to widowisko odświeżyłem, jest dostępne na platformie VOD od TVP. A piszę o tym, bo dotarło do mnie, że właśnie dlatego zaczytuję się w powieściach Joanny Jax - bo są jak ten serial: poruszają rzeczy, które poruszają czytelnika i pozwalają ponownie przeżyć „tamte” dni.

Wracamy do bohaterów znanych z sagi wołyńskiej, teraz przesiedlonych do dziś Wrocławia, ale jeszcze chwilę temu niemieckiego Breslau. Są to czasy, w których jeszcze nie do końca wiadomo jak będzie wyglądał socjalizm w Polsce, od niedawna nazywanej Polską Rzeczpospolitą Ludową. Dużo do powiedzenia ma Gomułka, ale on nie do końca chce się tak po prostu poddać Stalinowi. Kraj jest w ruinie, ale ziemie „odzyskane” (pan Popiołek powiedziałby, że „wyzyskane”) są w niezłym stanie, nawet jeśli nie pod względem zniszczeń, to są kopalnią bogactwa. Szaber kwitnie, i niektórzy z naszych bohaterów świetnie się w takiej działalności odnajdą, często przy współudziale radzieckich oficjeli.

Wydarzenia polityczne mają wpływ na życie bohaterów, niszczona jest inicjatywa prywatna, nie wiadomo czego się zaczepić, by zacząć żyć na poziomie. Książka oddaje też prawdę o manipulacjach pieniężnych, jakich kilka razy dopuszczała się socjalistyczna władza, natychmiastowo po wprowadzeniu ustawy doprowadzając to równania statusu społecznego Polaków - równania w dół, rzecz jasna.

I jak w „Domu”, i tu mamy dokwaterowania, wspólne mieszkania z obcymi ludźmi, codzienne dramaty, ale przede wszystkim: próbę życia w nowej Polsce. Jaka by ona nie była, po tragedii II wojny światowej po prostu ludzie chcieli trochę pożyć. I o tym opowiada kolejna saga Joanny Jax, a ja zastanawiam się, czy będzie ciąg dalszy, czy może kolejna, która się potem z tą sagą połączy? Bo mimo że tych sag jest już całkiem sporo, ja dalej będę czytał, tak, jak pewnie jeszcze parę razy w życiu obejrzę „Dom”.

Joanna Jax
Nowe życie, Czas pokuty, Powiew nadziei
Skarpa Warszawska 2023

wtorek, 2 stycznia 2024

Ken Follett - "Zbroja światła"

„Filary ziemi” były dla niejednego czytelnika pierwszym zetknięciem z powieścią historyczną, rozumianą jako właściwy gatunek, a nie zestaw książek, które były (na swoje własne nieszczęście) lekturami w okresie szkolnym. Powieść jest sławna nie bez powodu, to kawałek doskonałego rzemiosła pisarskiego, z bohaterami, którym łatwo jest kibicować, a innych równie łatwo jest darzyć niechęcią.
Ale to nie jest żaden cykl, żadna seria książek. Samo miejsce akcji to za mało, i drażni mnie pisanie o „kontynuacji”, bo każda następna powieść rozgrywająca się w okolicach Kingsbridge jest o innych postaciach i innych czasach.

Tym razem obserwujemy czasy napoleońskie, gdy w Wielkiej Brytanii na własne oczy ujrzymy dlaczego kapitalizm musiał skończyć się wynalezieniem socjalizmu. Bohaterami są ludzie z różnych klas społecznych, ale jak zwykle u Folletta (i w literaturze w ogóle) tymi dobrymi w większości są ludzie z nizin, a wśród właścicieli fabryk i innych ludzi z wyżyn znacznie częściej odnajdziemy szubrawców, łajdaków, złodziei, cwaniaków i innych, którym się po prostu należy. Powieść jest dobra, rzecz jasna całość nie jest całkiem czarno-biała, ten i ów odmieni swoje podejście do świata, ogólnie jednak rzecz biorąc raczej łatwo jest przewidzieć większość kolejnych wydarzeń.

Co nieco zaskakuje na tle innych powieści Folletta to jakby większy nacisk położony na sprawy związane z seksem i zmysłowością, może miał to być znak czasów? Interesująco też wygląda przedstawienie kwestii monarchii parlamentarnej, jak to w owych czasach w Wielkiej Brytanii wyglądało, kto tak naprawdę mógł głosować, i jak wyglądały te kwestie w czasach, gdy gdzie indziej ciągle bywało różnie w temacie ustroju. Najciekawiej jednak przedstawiają się tu początki kapitalizmu właśnie, i choć brakuje tu opisów drastycznych, to jak najbardziej zobaczymy pracę dzieci, ile było warte życie robotnika oraz jak wyglądało życie wdów w momencie, gdy robotnik odszedł z tego świata. Jeśli natomiast ktoś oczekuje od powieści większego skupienia na wojnach napoleońskich, to odradzam, ta kwestia jest tu ograniczona do kompletnego minimum, w zasadzie to do samego Waterloo.

The Armour of Light, Albatros 2023

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Czym kończy się polaryzacja społeczna opowiada John Jakes w trylogii "Północ i południe"

Wiadomo, że ludziom w słusznym wieku od razu kojarzy się stosunkowo młody Patrick Swayze i David Carradine, jako oponenci tak w życiu, jak i we względach u pewnej pięknej kobiety. Tymczasem powieść (cykl) Johna Jakesa to o wiele, wiele więcej, niż zostało wykorzystane w serialu sprzed ponad trzydziestu lat.

Chciałoby się powiedzieć: rozmach Johna Jakesa przytłacza, tak wiele wątków, postaci i spraw, które zostały tu poruszone. W dodatku cykl został podzielony na kolejne etapy funkcjonowania Stanów Zjednoczonych; stara się wytłumaczyć skąd tyle nienawiści (Północ i Południe),przebieg będącej efektem tejże wojny (Miłość i wojna) oraz efekty - te na papierze, i te faktyczne tego, co się stało z młodym narodem, który w wyniku podziałów postanowił wymordować swoich synów ich własnymi rękami (Piekło i niebo). I to trwa kilkadziesiąt lat historii, od lat czterdziestych XIX wieku do jego końca.

Ale to nie rozmach wątków czy ilości postaci przytłacza - nie, jeśli cokolwiek tu przytłacza to ilość słów. John Jakes pisze długo, dokładnie, taki ma styl. Nie, żeby było za długo, czy zbyt rozwlekle - styl autora pasuje, nie nudzi, ale jednak te trzy tysiące stron to lektura na doprawdy dłuższy czas.

Nie będę zbyt długo (haha) pisał o bohaterach, ograniczę się do zachęcenia wszystkich tak: serial jedynie liznął z wierzchu to, co John Jakes wymyślił a potem sprawnie i bardzo konsekwentnie zrealizował. Orry Main i George Hazard co prawda są głównymi bohaterami, ale są otoczeni przez całe stado postaci wcale nie drugoplanowych, którym autor poświęca najwyższą uwagę, i z którymi tak samo czytelnikowi przyjdzie się zżyć. No i serial idzie swoją drogą, powieść jest zupełnie inna, kompletnie inne losy czekają poznane tu postaci, niż te pamiętane z serialu.

Cykl warto przeczytać szczególnie ze względu na czasy, w których żyjemy. Oto bowiem jesteśmy w świecie, w którym nawet w tej ostoi demokracji, jaką jest szeroko rozumiana cywilizacja zachodu do władzy doszli populiści, których celem jest władza sama w sobie, i nic ponadto. Dokładnie taki świat panował w Stanach Zjednoczonych od około lat czterdziestych XIX wieku, i populizm, dbałość jedynie o własne interesy i zapomnienie, że demokracja jest rządami większości z uwzględnieniem pozostałych doprowadziło do pojawienia się wpierw niechęci, a potem nienawiści w skali wcześniej niespotykanej. Czytając o decyzjach władz, wcale nie autorytarnych, które tak mocno wpływały na bohaterów i cementowały lub odwrotnie, kompletnie odwracały ich poglądy jest niczym innym jak życie dziś tu i teraz, w świecie tak bardzo podzielonym, gdzie jedynym pomysłem polityków na trwanie jest bezustannie odnawiana polaryzacja wśród narodów, religii i społeczeństw.

Smutna to lektura, być może dlatego John Jakes i jego cykl stoi tak jakoś z boku, nie wymienia się jednym tchem cyklu z innymi sławnymi i popularnymi powieściami historycznymi. Napisany na początku lat osiemdziesiątych raczej nie układał się zbyt ładnie ze światem ówczesnych republikanów, zimną wojną i przekonaniem, że to właśnie USA są oazą i ostoją światowej demokracji i praw człowieka. A może czytelnicy po prostu nie lubią czytać smutnych i zmuszających do przejrzenia na oczy lektur? A to wielka szkoda, mieć pod nosem ukazane ludzkie błędy i nie wyciągać z nich konsekwencji.

North and South
Love and War
Heaven and Hell

Albatros, 2022-2023

czwartek, 7 września 2023

Joanna Jax - saga wołyńska: „Głód”, „Wojna” i „Exodus”

Kilka lat temu dosłownie zaczytywałem się w powieściach historycznych Joanny Jax. Z początku dlatego, że wolę seriale od filmów; uwielbiam się przyzwyczaić do bohaterów i czerpać przyjemność dłużej, niż jedynie raz. Lubię również sagi rodzinne, a w takie zaczęły się układać kolejne książki Autorki.

Potem trochę się oddaliłem, bowiem o ile „Zemsta i przebaczenie” i „Zanim nadejdzie jutro” oddały mi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie, tak kontynuacja już nie miała tego impetu. Albo otrzymałem zbyt wiele w zbyt krótkim czasie, to też jest możliwe.

W każdym razie cykl wołyński ustawił mnie do pionu, zbeształ, udzielił nagany i kazał natychmiast powrócić do grona zaangażowanych fanów Autorki. I nie dlatego, że jest w jakiś konkretny sposób lepszy - nie, to wciąż książki pisane według schematu, który Autorka ma opanowany do perfekcji, i który się sprawdza. Kilkoro bohaterów umieszczonych strategicznie wśród istotnych z punktu widzenia grup społecznych - i voila, teraz tylko dobrze przyprawić i samo się gotuje. Rzemieślniczo nic nie można cyklowi zarzucić, natomiast tematyka tu wzięta pod lupę - to jest ten element, który zasługuje na hymny pochwalne.

Nie wiem bowiem jak Wy, ale mnie nikt nigdy nie próbował edukować w temacie tego, co działo się wokół granicy polsko-radzieckiej w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Z czasem rzecz jasna dowiedziałem się o wielkim głodzie, podobnie jak o UPA i rzeziach, do jakich dochodziło na Wołyniu. Ponadto temat ten jest tak bardzo potrzebny tym obmierzłym złodziejom, z zawodu „działaczom społecznym”, piszącym historię od nowa, że dziś nawet nie wiadomo komu wierzyć.

Otóż można wierzyć Joannie Jax, bowiem znana jest z poważnego podejścia do faktów historycznych. W cyklu wołyńskim czytelnik pozna dokładnie realia, w jakich przyszło żyć Ukraińcom na terenach ówczesnego Związku Radzieckiego, dowie się o stosunku Polaków do mniejszości ukraińskiej, o obrzydliwych nacjonalizmach, które doprowadziły do przerażającej katastrofy. Ale dowiemy się także o głodzie, o tym jak wyglądało życie w spichlerzu świata, na który łapska położył Stalin i sowieci i do czego doprowadzili na Ukrainie. Poznamy liczne fakty, które razem złożyły się na ścieżkę, którą wielu było po prostu łatwo podążać. A reszta jest historią, wciąż dziś traktowaną przez tchórzy, nikczemników i kolaborantów jako droga do szybkiego zdobycia popularności, wszak ciemny lud da sobie wcisnąć każdy kit. Tym bardziej trzeba cykl przeczytać, bowiem Joanna Jax skrupulatnie, a nawet powiedziałbym, że zawzięcie walczy z ciemnotą, i pisze powieści, w któreych nie brakuje gwałtownych zwrotów akcji, miłości i romansu oraz całej gamy różnych postaw. Przy czym jednocześnie uczy historii, tłumaczy krok po kroku jak do tego doszło, że wczorajsi sąsiedzi stali się swoimi zagorzałymi wrogami i komu się to tak naprawdę opłacało i wciąż opłaca.

Oczywiście, że już nie mogę się doczekać na kontynuację, w której bohaterowie trafią na „ziemie wyzyskane”. Ale trzeci tom dopiero w październiku, cierpliwie poczekam, łyknę jak zwykle komplet od razu.

Joanna Jax, saga wołyńska: 
1. Głód
2. Wojna
3. Exodus

Skarpa Warszawska 2022

środa, 1 grudnia 2021

Ałbena Grabowska - "Rzeki płyną, jak chcą"

Tym razem autorka zabiera nas na ziemie polskie w czasie pierwszej wojny światowej. Poznajemy bardzo podupadłą rodzinę, matkę z trzema dorosłymi córkami, które bez ojca (wyruszył na wojnę) próbują jakoś sobie radzić w niewielkim majątku, z nieuczciwym zarządcą i bez większej wiedzy o tym co robić, by było co jeść i w co się ubrać.

Na szczęście nie jest to kolejna polska powieść o ogromie zła, jakie wyrządzili poszczególnym bohaterom Rosjanie. Rzecz jasna są dość jednoznacznie przedstawieni negatywnie, w końcu to zaborcy, ale oczywistych rozwiązań fabularnych, przerabianych na wszystkie możliwe sposoby tu nie ma.

Historia opowiada o Klarze, najstarszej córce, która z panny powoli stała się kolejną służką w domu. Tymczasem powraca jej siostra, i to z mężem, kolejna również gwałtownie rozgląda się za kandydatem, a Klara próbuje zrozumieć siebie samą, swe otoczenie no i czasy, w których przyszło jej żyć; punkt widzenia Polaka, Rosjanina, zaborcy, patrioty, Dmowskiego, Piłsudskiego a nawet sufrażystek.

Lektura jest wciągająca jak zawsze u Ałbeny Grabowskiej, no i… końcówka jest, chciałoby się powiedzieć, również w stylu autorki. Oj, dwadzieścia lat temu za takie zakończenie bym wygrażał, wymachiwał zaciśniętymi pięściami, ale dziś mi się podoba. Doskonale się bawiłem.

Rebis 2021

wtorek, 3 listopada 2020

Szczepan Twardoch - "Pokora"

No tym razem łatwo nie było. Chyba pierwszy raz się zdarzyła sytuacja, żebym odstąpił od lektury powieści Szczepana Twardocha na tak wiele dni, a nawet zmuszał się, by jednak wrócić, pchnąć sprawy do przodu, zakończyć, pójść dalej. A przecież to wcale nie jest zła książka, nie mogę nawet powiedzieć, by była słabsza od poprzednich. Ba, odwrotnie! Po zastanowieniu uznałem, że sytuacja przypomina tę z “Exodusu” Łukasza Orbitowskiego - irytuje mnie główny bohater. Jednak o ile “Exodus” porzuciłem, “Pokorę” ukończyłem, i zostałem odpowiednio nagrodzony. Świetna książka, chociaż nie łatwa.

Dawniej kupiłem sobie “Wyznania prowincjusza” tego samego autora, gdzie zebrał on w zbiorek swoje felietony ukazujące się bodaj na jego ówczesnej stronie internetowej (dziennik, czy jakoś tak). I tam był taki artykuł (“Narodowość jako akt woli”) o tworzeniu się narodu, jako zbiorowości oraz, jak to na tego pisarza przystało, na miejsce Ślązaków wobec Polaków i Niemców. Kto zna, ten ośmielę się zasugerować, że nieco szybciej odnajdzie przyjemność w lekturze “Pokory”.

Jest bowiem moim zdaniem “Pokora” imponującym przeniesieniem problemu narodowości jako takiej, szczególnie w przypadku regionów, w których nie jest to takie oczywiste, na karty powieści, być może nawet powieści historycznej. Rozmach przedsięwzięcia mnie przeraża, a fakt sprawnego przeniesienia człowieka jako jednostki zagubionej nie tylko wśród kwestii narodowo-politycznych, ale też zagubionego po prostu, zwyczajnie, wśród innych ludzi - fakt ten budzi kolejny raz mój niepokój. Człowiek o takim talencie, który potrafi zrealizować tego typu zamierzenie - jakież to szczęście że człowiek ten jest po właściwej stronie rzeczy! Czytaj: swojej.

I mamy tego bohatera, tę niedojdę, tego idealnie odwzorowanego czytelnika, który czegokolwiek by nie otrzymał - nie doceni, a cokolwiek będzie poza możliwościami zdobycia - zapłacze, że potrzebuje. Ofiarę z losu, ofiarę z przypadku, ale i ofiarę na własne życzenie. Alojza tak trudno lubić, jak trudno polubić ciamajdy wokół nas - istoty jakby stworzone do sprawiania innym problemów; patrzymy na takie postaci z ironią, nawet gniewem, jednak za każdym razem wyciągając rękę, by kolejny raz im pomóc, bo jak nie my, to kto? Wypada. Trzeba. Co zrobisz, ktoś musi.

Szczęściem z biegiem lat zdajemy sobie sprawę, że sami również należymy do tegoż gatunku i jest łatwiej, dawna empatia zamienia się w zrozumienie i akceptację. W ten sposób i historię Alojza byłem w stanie ukończyć, a gdy spłynęło zrozumienie istoty przekazanej rzeczy i jej rozmach (powtarzam się, sorry), plus ostatnie sceny będące niczym innym jak nagrodą dla zmęczonego czytelnika-cynika - nie mogłem nie docenić planu, wykonania i efektu, jaki “Pokora” pozostawia.

Pod pewnymi względami to może być najlepsza powieść Szczepana Twardocha. A na pewno jest to kolejny krok w jego karierze, ukazujący że jest jeszcze wiele wyzwań, a ten pisarz nie zamierza osiadać na laurach, wyzwania owe zamierza podejmować. Rzecz może nie najprostsza, ale oferująca jednak mnóstwo przyjemności, no i tę nagrodę na końcu. Lektura obowiązkowa.

Wydawnictwo Literackie 2020

piątek, 21 sierpnia 2020

Joanna Jax - "Prawda zapisana w popiołach"

Uśmiałem się, bo kończąc lekturę cyklu “Zanim nadejdzie jutro” zamarzyła mi się kolejna saga Joanny Jax - taka, która połączy bohaterów z tymi znanymi z “Zemsty i przebaczenia” i pokaże nam życie Polaków w Ojczyźnie Ludowej. Nie musiałem czekać specjalnie długo i proszę: trzy kolejne książki totalnie zgodne z moim pragnieniem.

Że mi się podoba, to jest oczywiste. “Prawda zapisana w popiołach” jest dokładnie tym, czego potrzeba temu krajowi, w którym w roku 2020 bezwstydnie nawołuje się do nienawiści, w którym za słowa o “tęczowej zarazie” nie ma żadnej reakcji ze strony tzw. “państwa”. Powojenny zamordyzm, potem odwilż za wczesnego Gomułki, aż do roku 1968, gdy złudzenia zachować już mogli tylko ci niespecjalnie inteligentni. Na to czekałem, na taki “Dom”, tylko do czytania. Dodatkowego smaku dodaje znajomość bohaterów z poprzednich książek; tym bardziej się angażujemy, gdy obserwujemy, że po gehennie zesłania, po łagrach, po partyzantce, po wojnie ci, którzy przeżyli i ci, którzy walczyli zostali porzuceni w tak obrzydliwy sposób.

Odkąd pamiętam ciekawi mnie natura ludzka. Jak to jest możliwe, że po tak strasznych czasach znalazło się tak wielu młodych ludzi, którzy zamiast cenić wolność dziarsko ruszyli do MO, UB i SB? Ha, może tak, jak po roku 89., gdy okazało się, że czerń to tylko inny kolor niż czerwień.

Joanna Jax rewelacyjnie prezentuje mechanizm działania tzw. Służby Bezpieczeństwa oraz manipulacji, których dopuszczano się w imię ojczyzny. Zawsze coś za coś, zawsze nacisk, powszechne szantażowanie, strach o bliskich powoduje, że czasem po prostu nie ma wyjścia. Dziś jednoznacznie o tzw. TW mogą wypowiadać się tylko ci, którzy dawniej kryli się w domach matek; gdy nie ma zagrożenia łatwo jest rzucać oskarżenia. Joanna Jax pokazuje nam jak naprawdę wyglądało werbowanie na agentów i jak niewiele można było zrobić, by się przeciwstawić.

Na największą uwagę jednak zasługuje szczegółowe przypomnienie temu dumnemu jak lawa narodowi, niestety znanego z krótkiej pamięci, co Polacy zrobili swoim rodakom w roku 1968. Pewnie, że władza była prowokatorem. Ale to ludzie, którzy jeszcze wczoraj byli sąsiadami zachowali się tak, jak warto przypomnieć, szczególnie teraz, gdy władza znowu nawołuje do nienawiści i wskazuje grupy społeczne do bicia.

Oczywiście książka jest przede wszystkim powieścią o ludziach szukających miłości. Fakt, że świat, w którym przyszło im żyć jest dziwny, ale wyskoczymy z niego często, a to do Afryki gdzie toczy się bój o wolność i wyzwolenia z kolonializmu, to znowu do Wietnamu, gdzie trwa wojna czy do Czechosłowacji rujnowanej przez czołgi Układu Warszawskiego a nawet i do Paryża, gdzie rok 1968 był równie obrzydliwy, jak w Polsce. I tylko jedną mam uwagę negatywną - czyli koniec sagi. A raczej jego brak. Nie wiem o co chodziło autorce, nie rozumiem. To nie jest koniec, to jest jak zabranie dziecku lizaka. Liczę na coś więcej, a marzy mi się dobrnięcie z opowieścią do lat 90. i rozliczenie Solidarności z tego, co uczyniono robotnikom wykwalifikowanym w pierwszych latach po przejęciu władzy w kraju.

tom 1: Milczenie aniołów, 
tom 2: Krzyk zagubionych serc, 
tom 3: Śpiew bezimiennych dusz.

Videograf 2019, 2020

wtorek, 7 maja 2019

Z Nowej Zelandii do Afryki, czyli trylogii Kauri tom 3 (Sarah Lark - "Bogowie Maorysów")

Trzeci tom cyklu Kauri łączy w sobie elementy dwóch poprzednich. Bohaterowie stali się trochę ciekawsi, niż w "Kobietach Maorysów", nie są bowiem tak bezczelną kopią poprzedników. Nawet nie z samymi kobietami mamy do czynienia, co jest miłym zaskoczeniem. Jednym z głównych bohaterów jest Kevin Drury, syn z Michaela z części pierwszej. I chce się poznawać historię jego młodości oraz miłości, można się zaangażować jak przy lekturze "Złota Maorysów".

Z tomu drugiego natomiast autorka wzięła fascynację krainą i historią. Jednak, co interesujące, tym razem nie chodzi o Nową Zelandię. To znaczy wyraźnie widać, że uczucie do wysp u pani Lark jest bardzo intensywne, ale w trzecim tomie akcja na pewien czas przenosi się do południowej Afryki, gdzie czytelnik będzie miał okazję poznać zwyczaje Burów, a także odwiedzić jedne z pierwszych szerzej znanych obozów koncentracyjnych, dowodu na ostateczny upadek humanizmu.

Książka stara się oferować coś ponad jedynie historię obyczajowo-romantyczną. Sarah Lark wykorzystując bardzo progresywne, liberalne państwo jakim na początku XX wieku była Nowa Zelandia konfrontuje swoich bohaterów o otwartych umysłach z Burami. Efekt jest dość drastyczny; zostaje pokazane społeczeństwo ludzi, których życie nie zmieniło się praktycznie od dwustu lat, i którzy żyją według reguł opartych o wyłącznie podziały. "Bogowie Maorysów" próbują edukować, ukazując jak bardzo można się wzbogacić otwierając się na nowe: na poznawanie innych kultur, wyrównywanie szans, i rzecz jasna zrównanie płci. Wydźwięk jest oczywiście pozytywny, niestety w tle tak intensywnych wydarzeń bardzo słabo wypada wątek Atamarie, jedynej kobiety na uczelni pragnącej zostać inżynierem. 

I tak przez połowę książki czytelnik połyka lekturę w czasie opisu losów Kevina, a przez drugą połowę się nudzi, ziewając tak przy edukacji Atamarie jak i jej przygód romantycznych. Na szczęście ten pierwszy wątek jest na tyle dobry, że cierpienie wywołane nudą nie jest specjalnie duże.

Trylogia Kauri to mnóstwo stron, które dają sporo przyjemności, ale i potrafią zmęczyć. Oczywiście całość polecam fanom powieści obyczajowej, jak i romansów. Myślę, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z książkami tej pani, ale najpierw trochę odpocznę, to mi dobrze zrobi.

Die Tränen der Maori-Göttin
Wydawnictwo Sonia Draga 2015

poniedziałek, 6 maja 2019

Nowa Zelandia jakiej nigdy nie znałem, czyli Sarah Lark uczy w powieści "Kobiety Maorysów"

Ciąg dalszy losów bohaterów “Złota Maorysów” zaoferował mi dokładnie tyle samo przyjemności, co i zdziwienia połączonego z koniecznością lekkiego mrużenia oczu w co poniektórych fragmentach. Z jednej strony bowiem Sarah Lark opowiada o Nowej Zelandii tak, że nie sposób się nie wkręcić w historię tego kraju, ale z drugiej przesadza, a nawet idzie na zbyt dużą łatwiznę. 

Oto Matariki, córka Lizzie i Michaela. Zostaje porwana przez swojego biologicznego ojca, maoryskiego wojownika, i od tego momentu oglądamy dziecko, które swoją zaradnością i inteligencją nie tylko zawstydza swoich porywaczy, ale gatunek ludzki w ogóle. Absolutne przegięcie; jeśli ktoś chce poczytać o wybitnych dzieciach, których inteligencję łatwo przyswoić i po prostu cieszyć się lekturą, niech czyta Orsona Scotta Carda. Pani Lark tego nie potrafi, a jakby tego było mało, poza małą Matariki pojawia się jeszcze jedno, siedmioletnie dziecko w tle, które to już po prostu wyczynia rzeczy niestworzone. I to jest słabe, bo niewiarygodne, i bardzo psuje opowieść.

Na scenie pojawia się także nowa rodzina. Violet wraz z siostrą Rosie są łącznikiem czytelnika z Europą, z naszymi ludźmi i naszymi zwyczajami. Dzięki Violet łatwiej się poruszamy po wyspach Nowej Zelandii, bowiem zupełnie tak, jak czytelnik dziewczyna dziwi się światu. Niestety jednak pani Lark szybko zaczyna stosować metodę kopiuj-wklej, a historia Violet to dramatyczna i pełna bólu opowieść prawie niczym nie różniąca się od historii Kathleen z tomu poprzedniego. I ja rozumiem doskonale, że życie kobiet wtedy niestety było często takim dramatem, z tym nie polemizuję, jednak jako czytelnik czuję się, jakbym czytał drugi raz to samo.

Z drugiej strony “Kobiety Maorysów” okazują się powieścią napisaną z takim zaangażowaniem, że na tle losów bohaterek szybko zacząłem się interesować samą krainą, czego po sobie bym się nigdy nie spodziewał. Matariki angażując się w sprawy rdzennej ludności wysp bierze udział w nietypowych protestach organizowanych przez człowieka o imieniu Te Whiti, którego zupełnie nie znałem, a który jest postacią historyczną i jest to postać o ogromnej sile; przywódca na miarę Gandhiego czy Nelsona Mandeli. Sposób Maorysów na czynny udział w rządzeniu krajem i dbałość o uczciwość białych ludzi w rządzie robi ogromne wrażenie, jest tak odmienny od walk i konfliktów znanych z historii innych konfrontacji, na przykład Zulusów czy amerykańskich Indian. 

A to nie wszystko, bowiem Violet mimo smutnego i pełnego cierpienia życia angażuje się w walkę o prawa wyborcze dla kobiet. Po czym okazuje się, a czego nie widziałem i mi teraz głupio, że Nowa Zelandia była pierwszym krajem w świecie, gdzie kobiety zostały dopuszczone do czynnego udziału w wyborach jeszcze w XIX wieku, i który to proces został świetnie przedstawiony z tej powieści. 

Oczywiście przede wszystkim jest to książka o ludziach i miłości, romansów tu nie brakuje, w tym nawet pomiędzy osobami o odmiennej płci. A jednak kończąc lekturę, mimo krytycznych uwag co do prezentacji niektórych dzieci czy kopiowaniu historii życia Kathleen byłem w pewien sposób i tak zafascynowany Nową Zelandią jako krajem, który na przełomie XIX i XX wieku zdaje się być tak bardzo wyprzedzający resztę świata pod względem panujących przepisów, powiedzieć, że progresywnym, to za mało. I też wyspy nowozelandzkie zapamiętam na długo, natomiast imiona bohaterów szybko stracą się w mojej pamięci. Jako powieść “Kobiety Maorysów” nie dorównuje części pierwszej, ale za to oferuje o wiele większy, nieporównywalnie większy walor edukacyjny, i przyznam, że nawet jeśli pani Lark nie potrafi przekonująco opisać inteligentnego dziecka, to bez problemu jest w stanie wzbudzić u czytelnika zaangażowanie w sprawy fascynującego ją kraju.

Im Schatten des Kauribaums
Wydawnictwo Sonia Draga 2015

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

I jeszcze trochę o Winnych (Ałbena Grabowska - "Stulecie Winnych. Opowiadania")

Dałem się wciągnąć w historię rodziny Winnych, płynnie od trylogii przeszedłem do opowiadań. I choć początkowo byłem sceptyczny (naprawdę nie wiem po co powstało opowiadanie pierwsze), tak z czasem zrozumiałem o co chodzi.

Bowiem o ile trzy pierwsze teksty są luźno (jeśli w ogóle czymś poza miejscem akcji) powiązane z trylogią, tak potem na scenę wkraczają postaci doskonale nam znane. I ma to wiele sensu, bowiem opowiadania dotyczą spraw nam doskonale znanych, ale ciekawych. Jak wyglądały pierwsze dni w nowej rodzinie Ewy, przygarniętej przez Annę Żydówki? Co się działo z bohaterami, gdy ginęli nam z oczu; jak to faktycznie wyglądało? Na te pytania odpowiada książka, która w miarę czytania wydaje się być bardziej czwartym tomem cyklu niż luźno powiązanymi tekstami. Autorka faktycznie rozbudowała historię o dodatkowe szczegóły, które są świetnym uzupełnieniem całości.

Krótko mówiąc: nie ma sensu tego czytać nie znając trylogii. A znając trylogię przeczytać w zasadzie trzeba. Dobra rzecz.

Wydawnictwo Zwierciadło 2018

niedziela, 21 kwietnia 2019

Nie oceniaj książki po okładce, czyli "Zanim nadejdzie jutro" Joanny Jax

Zupełnie jak w przypadku cyklu “Zemsta i przebaczenie” - jestem naturalnym odbiorcą tego typu literatury, i nie jest ważne, czy jest to według niektórych literatura kobieca, romans czy coś jeszcze innego. Dla mnie Joanna Jax pisze powieści historyczne, umiejscowione w okolicach II wojny światowej, a że bohaterkami często są kobiety i przytrafiają się romanse - samo życie, jeśli to jest literatura kobieca, to jestem kobietą.

Uwielbiam się zaangażować na chwilę dłużej (byle nie zbyt długo, jedenasty tom przygód Uhtreda z Bebbanburga już w sprzedaży). W przypadku nowego cyklu Joanny Jax zatytułowanego “Zanim nadejdzie jutro” do czynienia mamy z trzema tomami, co jest według mnie rozmiarem idealnym. Specjalnie czekałem do terminu wydania, by móc całość połknąć na raz, i od razu informuję, że cykl o Kresowiakach jest jeszcze lepszy niż poprzedni, obejmujący głównie wydarzenia z zachodu, i Polski i Europy.

Jeszcze lepszy, bowiem przeciętny wychowanek polskich szkół ma ciągle zbyt mało informacji. O tym się zdecydowanie zbyt często zapomina, statystycznemu Polakowi wojna kojarzy się z Niemcem, Hitlerem, obozami koncentracyjnymi i holocaustem. Tymczasem na wschodzie ludność miała do czynienia z zupełnie innego rodzaju złem. O ile wszyscy Polacy w 1945 roku zostali wykorzystani i porzuceni przez tzw. sojuszników, tak mieszkańcy kresów mieli jeszcze gorzej, bowiem nawet PRL-u im nie dano, a jedynie możliwość wyjazdu na ziemie wyzyskane. Ojczyzna tak wielu Polaków została zabrana, przesunięcie granic Polski na zachód, zwykły czyn rysowania kresek po mapie faktycznie odebrał dom milionom tych, którzy przeżyli zło, jakie wyrządzili tam sowieci.

Obserwujemy Polaków mieszkających w Wilnie. Z różnych środowisk, z różnych klas społecznych. Joanna Jax pokazuje nam kresy w okresie dwudziestolecia międzywojennego w taki sposób, że można się poczuć, jak mieszkaniec miasta w owym czasie żyjący. Patriotyzm odmieniany przez całą deklinację, od prawdziwego do tego z gazet i radia; powszechne uczucie pogardy dla mniejszości płynące z góry i sąsiedzkie, dobre stosunki z Litwinami i Żydami. No i oczywiście miłość, bo czyż nie miłość jest właśnie najlepszym sposobem ukazania upływającego czasu? Uczucia miłości pierwszej, kolejnej, namiętność przy której dni uciekają jak godziny, a godziny jak minuty. W tle tymczasem zbliżająca się wojna - nim jednak jeszcze Niemiec dotrze do kresów zza wschodniej granicy wkracza Armia Czerwona w celu “ochrony mniejszości na terenach Polski”. I zaczyna się: chaos i niepewność kolejnych nawet nie dni, co chwil.

Joanna Jax robi to, co wychodzi jej najlepiej - pisze zarówno o oficerach wziętych do niewoli jak i cywilach, którzy pewnego dnia zostali wpakowani do pociągu i wywiezieni gdzieś do Kazachstanu, tak, jak stali, bez słowa wyjaśnienia, bez jakiejkolwiek organizacji. Ci, którzy podróż przeżyli wyszli na obcej, niegościnnej ziemi, zdani na własną zaradność i ewentualną łaskę tubylców. Jednak Joanna Jax nie pisze egzaltując się cierpieniem; przeciwnie - wbrew trendom płynącym z telewizora i radia pokazuje nie tylko wysiedleńców z Polski, ale ludzi z różnych stron i nacji, wśród których znajdziemy i złych Polaków i dobrych Rosjan. Bez łopatologii, sama opowieść, zadedykowana zresztą “rodakom z Kazachstanu”. Szanuję. I znowu na przykładzie miłości Joanna Jax studiuje czym jest człowiek, który nawet w najgorszych chwilach potrafi kochać. A że z nagłego rozdzielenia rodzin i często celowej dezinformacji niejeden dramat powstanie - cóż, na to właśnie czekamy my, czytelnicy, obgryzający paznokcie z emocji nad tym, co ludzie zgotowali ludziom.

Wspaniała opowieść. Wiadomo, że nie jestem obiektywny, bo to mój rodzaj literatury, krytyki dla tego typu książek mam o wiele mniej. A teraz chciałbym połączenie historii z “Zemsty i przebaczenia” i “Nim nadejdzie jutro” i ciąg dalszy losów bohaterów w czasach zimnej wojny. To by było coś!

Tylko te okładki… no, ale wiadomo co mówi przysłowie, zresztą słusznie :-)


Podróż do krainy umarłych
Ziemia ludzi zapomnianych
Druga strona nocy
Videograf II
2018, 2019

niedziela, 3 marca 2019

Ross Poldark po raz szósty, a im starszy, tym lepszy („Cztery łabędzie”)

Coraz bardziej podoba mi się cykl o Rossie Poldarku. Kolejne epizody idą w kierunkach, których nie byłem w stanie przewidzieć. Oto bowiem w “Czterech łabędziach” autor kontynuuje coraz odważniej i coraz bardziej dosadnie tematy rozpoczęte już w “Czarnym księżycu”. Powieść choć skupiona na całkiem licznych bohaterach jest tak naprawdę jawnym opisem beznadziei jaką oferuje współcześnie pojmowana demokracja. Winston Graham prezentuje świat stary – skupionych wokół idei i wartości właścicieli ziemskich czujących odpowiedzialność za powierzone im dobra wraz z zamieszkującymi je ludźmi – z nowym, pełnym takich Georgów Warlegganów, opartym jedynie na zysku i możliwej do uzyskania własnej korzyści.

Jednak w dalszym ciągu pan Graham nie robi ze swojej powieści manifestu, cały czas porusza się w obrębie obyczajowej powieści, nawet z elementami romansu. Oto Ross Poldark i Demelza, ich wieczny konflikt z Warlegganami, a w tle ludzie od tych wyżej postawionych uzależnieni. Autor prezentuje świetną historię niespełnionej miłości, żądz ukrytych w ludziach, i najróżniejszych typów postaci potrafiących lub nie potrafiących sobie z codziennymi przeciwnościami losu radzić.

Oczywiście część zachwytów nad lekturą wynika z faktu, że jest to już szósta odsłona serii, i zwyczajnie czytelnik jest ciekaw co dalej z poznanymi już bohaterami. Jednak Winston Graham nie idzie na łatwiznę, i co najważniejsze w dalszym ciągu nie pokazuje postaci papierowych. Ross nie jest ideałem, ba, nawet Demelza przestaje ideałem być, podobnie skonfliktowani młodzi kapitaliści i bankierzy nie są postaciami jednoznacznie negatywnymi.

Plusem książki jest także zainteresowanie czytelnika realiami politycznymi w Wielkiej Brytanii z przełomu wieków XVIII i XIX. Rewolucja Francuska w tle, wojna z Francją, kryzys ekonomiczny oraz torysi i wigowie. Czasem łatwo zapomnieć, że w owych czasach Wielka Brytania posiadała już parlament, nie jedynie króla, był premier i wybory, wzajemne przekonywanie się i całe to ohydne kupczenie wszystkim, czym tylko się da. A ponieważ bohaterowie są niejako naturalnymi kandydatami do przeróżnych stanowisk, trudno oczekiwać, by stali wiecznie z boku. Lektura “Czterech łabędzi” momentami jest wręcz pasjonująca, tym bardziej, że autor zrezygnował z części dłużących się opisów, skupiając się na postaciach i wydarzeniach, co powieści wyszło tylko na dobre. Zdecydowanie polecam i już się cieszę, że to dopiero połowa cyklu, że jeszcze tak wiele części przede mną.

Okrutny wiek XX na ziemiach polskich, czyli sześć tomów „Zemsty i przebaczenia” (Joanna Jax)

Po pierwszym tomie cyklu “Zemsta i przebaczenie” byłem bardzo zadowolony i oczywiście sięgnąłem po kolejne. I choć całość serii okazała się być czymś innym, niż przypuszczałem, a może nawet liczyłem, i tak trudno mi książek Joanny Jax nie polecić.

Otóż liczyłem na historię być może w stylu serialu “Dom”, gdzie na przykładzie kilku postaci będziemy mogli obserwować zmiany w Polsce od czasów przedwojennych do powojennych. Po prawdzie “Zemsta i przebaczenie” dokładnie tym jest, ale czas, o którym mówi jest znacznie bardziej ograniczony, niż mi się marzyło. O ile akcja zaczyna się wystarczająco długo przed II wojną światową, tak prawie wszystkie tomy opowiadają o czasie wojny, a przemian po niej dotyczy tom ostatni, i historia kończy się na długo nawet przed pierwszymi zrywami Polaków przeciwko władzy komunistycznej, a co dopiero marzyć o dotarciu z opowieścią do lat 90.

No ok, zatem cykl okazał się być czym innym, niż sobie marzyłem, ale przecież to nie znaczy, że jest kiepski. Wręcz przeciwnie!

Autorka ukazując nam wykreowanych przez siebie bohaterów zadbała o to, czego dziś tak bardzo brakuje: o umiar w opisie nie tylko postaci, ale i czasów, w których przyszło im żyć oraz o odseparowanie prozy od politycznych konotacji omawianej sytuacji. Także jeśli ktoś liczy na patriotyczną opowieść o dzielnych żołnierzach wyklętych, bohaterskim ruchu oporu, bardzo złych Niemcach i okrutnych Rosjanach, ten może iść szukać gdzie indziej. Bowiem o ile oczywistym jest, że okrucieństwa i wojennego, i po prostu ludzkiego tu nie brakuje, i bywa naprawdę strasznie, autorka gra na emocjach bardzo często, tak jednocześnie Joanna Jax odważnie pisze o tych, którzy ze wszystkich sił próbowali pozostać ludźmi. Zatem trafiamy na porządnych Rosjan, podobnych im Niemców, a wśród Polaków poznamy zarówno szmalcowników, kolaborantów, folksdojczów, jak i tych, z których rozkazu doszło do okrutnej masakry, jaką było Powstanie Warszawskie. Joanna Jax przedstawia sytuację z punktu widzenia jej bohaterów, a że do głównych należy trójka przyjaciół: Polak, Niemiec i Rosjanin, tak po prostu nie można się spodziewać czarno-białego przedstawienia świata. I to mi się podoba, bo życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż historia, którą piszą zwycięzcy. A potem następni zwycięzcy. I kolejni.

Rewelacyjny cykl, i mimo tego, że część ostatnią uważam za trochę słabszą i jednak może zbyt optymistyczną, serdecznie wszystkim polecam. A teraz marzy mi się to samo, ale od lat pięćdziesiątych do przełomu tysiącleci. Ktoś z takim talentem jak pani Jax z pewnością pokazałby ostatnie siedemdziesiąt lat lepiej niż próbują nam je pokazać politycy i posłuszni im artyści z ekranu telewizora.

Zemsta i przebaczenie: 
1. Narodziny gniewu
2. Otchłań nienawiści 
3. Rzeka tęsknoty
4. Morze kłamstwa
5. Bezkres nadziei
6. Dolina spokoju