Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2024

Maciej Siembieda - "Katharsis"

Przez ogromną większość czasu trwania lektury zastanawiałem się do jakiego gatunku wsadzić tę powieść. Nie, żeby to było istotne, ale z jakiegoś powodu sięgając po dotychczas nieznanego mi Autora trwałem w przekonaniu, że to będzie kolejny polski kryminał. Tymczasem i owszem, nie brakuje tu kryminalno-sensacyjnej zagadki, ale czy jest to powieść z tego gatunku? Znacznie częściej miałem wrażenie, że jednak mam do czynienia z powieścią historyczną, a może nawet rodzinną sagą, w której znajdziemy tak wątki dramatyczne, jak i sensacyjne.

Niezależnie od tego co tam sobie myślałem o gatunku, jedno pozostaje prawdziwe: ależ ma pan Autor rozmach! W tej jednej powieści zdarzyło się tyle, na przestrzeni kilku pokoleń, że niejednej pisarce potrzeba było by aż trzech tomów, a potem kontynuacji, by to zmieścić :) Historia przedstawia nam losy młodego Greka podczas II wojny światowej oraz występującej potem wojnie domowej w Grecji. Na marginesie: dowiedziałem się całej masy dotychczas mi nieznanych faktów, jak chociażby że wojna domowa w Grecji w ogóle była, jak i tego, że całkiem sporo Greków (walczących po stronie komunistów) znalazło potem miejsce w PRL-u. I tak też ostatecznie akcja trafia na Polskie ziemie „odzyskane”.

Ale nasz Grek nie jest bynajmniej jedynym bohaterem. Jest jakby źródłem, od którego dopiero rozpoczyna bieg znacznie szerzej zakrojona opowieść, i tu powtórzę: ależ Autor ma rozmach! Chwilami można się odrobinę zgubić, zapomnieć o poprzedniej postaci, bowiem kolejna prezentowana przez Autora jest równie ciekawa, a jej historia tak samo wciągająca. Wszystko następnie zmierza do finału, którego - i tu biję brawa - nie przewidziałem, co zawsze doceniam szczególnie. A teraz usycham z ciekawości, czy kolejne tomy będą nawiązywały do tych postaci, czy opowiedzą coś o zupełnie nowych? Z całą pewnością zamierzam się dowiedzieć.

I przy okazji: książkę trochę czytałem, ale znacznie bardziej słuchałem w wersji audio. Bardzo, ale to bardzo polecam Państwu właśnie wersję do odsłuchiwania, bowiem Przemysław Bluszcz zrobił tu takie słuchowisko, jakiego dawno nie miałem okazji doświadczyć. Nie dość, że ma głosto jeszcze aktorskie umiejętności sprawiły, że nieraz to właśnie lektor sprawiał, że ogarniałem lepiej to, co się dzieje w tym gąszczu postaci i wzajemnych zależności. Liczę na to, że i kolejny tom Pan Bluszcz mi przeczyta.

Wydawnictwo Agora 2022

czwartek, 18 stycznia 2024

Joanna Jax - cykl „Na obcej ziemi”

Pamiętacie serial „Dom”? Bohaterów z ulicy Złotej w Warszawie? Ja całkiem niedawno sobie to widowisko odświeżyłem, jest dostępne na platformie VOD od TVP. A piszę o tym, bo dotarło do mnie, że właśnie dlatego zaczytuję się w powieściach Joanny Jax - bo są jak ten serial: poruszają rzeczy, które poruszają czytelnika i pozwalają ponownie przeżyć „tamte” dni.

Wracamy do bohaterów znanych z sagi wołyńskiej, teraz przesiedlonych do dziś Wrocławia, ale jeszcze chwilę temu niemieckiego Breslau. Są to czasy, w których jeszcze nie do końca wiadomo jak będzie wyglądał socjalizm w Polsce, od niedawna nazywanej Polską Rzeczpospolitą Ludową. Dużo do powiedzenia ma Gomułka, ale on nie do końca chce się tak po prostu poddać Stalinowi. Kraj jest w ruinie, ale ziemie „odzyskane” (pan Popiołek powiedziałby, że „wyzyskane”) są w niezłym stanie, nawet jeśli nie pod względem zniszczeń, to są kopalnią bogactwa. Szaber kwitnie, i niektórzy z naszych bohaterów świetnie się w takiej działalności odnajdą, często przy współudziale radzieckich oficjeli.

Wydarzenia polityczne mają wpływ na życie bohaterów, niszczona jest inicjatywa prywatna, nie wiadomo czego się zaczepić, by zacząć żyć na poziomie. Książka oddaje też prawdę o manipulacjach pieniężnych, jakich kilka razy dopuszczała się socjalistyczna władza, natychmiastowo po wprowadzeniu ustawy doprowadzając to równania statusu społecznego Polaków - równania w dół, rzecz jasna.

I jak w „Domu”, i tu mamy dokwaterowania, wspólne mieszkania z obcymi ludźmi, codzienne dramaty, ale przede wszystkim: próbę życia w nowej Polsce. Jaka by ona nie była, po tragedii II wojny światowej po prostu ludzie chcieli trochę pożyć. I o tym opowiada kolejna saga Joanny Jax, a ja zastanawiam się, czy będzie ciąg dalszy, czy może kolejna, która się potem z tą sagą połączy? Bo mimo że tych sag jest już całkiem sporo, ja dalej będę czytał, tak, jak pewnie jeszcze parę razy w życiu obejrzę „Dom”.

Joanna Jax
Nowe życie, Czas pokuty, Powiew nadziei
Skarpa Warszawska 2023

środa, 1 grudnia 2021

Ałbena Grabowska - "Matki i córki"

Bohaterka powieści przedstawia siebie jako czterdziestolatkę i powraca do czasów, gdy była dzieckiem. Wspomina prababcię, której młodość przypadła na czasy sprzed pierwszej wojny światowej, babcię, która spędziła czas kolejnej wojny w obozie koncentracyjnym oraz matkę, która nie chce poruszać tematu ojca bohaterki. Jego brak, jak i brak szerszych informacji o dziadku i pradziadku niemalże definiuje życie protagonistki, a autorka w kolejnych rozdziałach zabiera nas na podróż przez koleje losu każdej z kobiet. 

Trudno było mi się oderwać od lektury, Ałbena Grabowska pisze w sposób mocno przykuwający do fotela. Człowiek niemalże zaczyna sobie planować dzień tak, by czas przy jej powieści był punktem kulminacyjnym całej doby. Historie z zesłania na Syberii czy przerażające opowieści o tym, co działo się w obozie koncentracyjnym nie są tym, czego czytelnik mógłby się spodziewać. Jest wiele książek o tej tematyce, i niestety często prowadzą fabułę podobnie, kolejny raz prezentując nam okrutne zachowania spod znaku “ludzie ludziom zgotowali ten los”. Na szczęście w przypadku “Matek i córek” dramatyczne treści są jedynie tłem dla historii znacznie ciekawszych - prezentacji losów bohaterek, każdej postawionej w innej sytuacji, każdej inaczej reagującej na to, co się przytrafiło. 

Prócz wojen i związanych z nimi dramatów poznamy także losy matki bohaterki (czasy PRL) i jej samej, a całość ułoży się w nieźle skonstruowaną historię, której autorem mógł być tylko… chciałem napisać, że tylko wiek XX, ale wyglądam za okno, czytam nagłówki portali i nie, jednak nic się nie zmieniło. Te dramaty dzieją się cały czas, cywilizacja, etyka i kultura okazała się kłamstwem, a to, co przeżywały bohaterki “Matek i córek” zaczyna się od tego, co dzieje się tu i teraz, obok nas. Polecam zatem świetną lekturę na nasze czasy, może sprowadzenie różnych rodzajów cierpienia do wyrazistych bohaterek książki wpłynie jakoś na czytelnika, obudzi w nim jakąś strunę tkwiącą do tej pory w letargu spowodowanym pozorną wolnością i dobrobytem.

Marginesy 2019

piątek, 21 sierpnia 2020

Joanna Jax - "Prawda zapisana w popiołach"

Uśmiałem się, bo kończąc lekturę cyklu “Zanim nadejdzie jutro” zamarzyła mi się kolejna saga Joanny Jax - taka, która połączy bohaterów z tymi znanymi z “Zemsty i przebaczenia” i pokaże nam życie Polaków w Ojczyźnie Ludowej. Nie musiałem czekać specjalnie długo i proszę: trzy kolejne książki totalnie zgodne z moim pragnieniem.

Że mi się podoba, to jest oczywiste. “Prawda zapisana w popiołach” jest dokładnie tym, czego potrzeba temu krajowi, w którym w roku 2020 bezwstydnie nawołuje się do nienawiści, w którym za słowa o “tęczowej zarazie” nie ma żadnej reakcji ze strony tzw. “państwa”. Powojenny zamordyzm, potem odwilż za wczesnego Gomułki, aż do roku 1968, gdy złudzenia zachować już mogli tylko ci niespecjalnie inteligentni. Na to czekałem, na taki “Dom”, tylko do czytania. Dodatkowego smaku dodaje znajomość bohaterów z poprzednich książek; tym bardziej się angażujemy, gdy obserwujemy, że po gehennie zesłania, po łagrach, po partyzantce, po wojnie ci, którzy przeżyli i ci, którzy walczyli zostali porzuceni w tak obrzydliwy sposób.

Odkąd pamiętam ciekawi mnie natura ludzka. Jak to jest możliwe, że po tak strasznych czasach znalazło się tak wielu młodych ludzi, którzy zamiast cenić wolność dziarsko ruszyli do MO, UB i SB? Ha, może tak, jak po roku 89., gdy okazało się, że czerń to tylko inny kolor niż czerwień.

Joanna Jax rewelacyjnie prezentuje mechanizm działania tzw. Służby Bezpieczeństwa oraz manipulacji, których dopuszczano się w imię ojczyzny. Zawsze coś za coś, zawsze nacisk, powszechne szantażowanie, strach o bliskich powoduje, że czasem po prostu nie ma wyjścia. Dziś jednoznacznie o tzw. TW mogą wypowiadać się tylko ci, którzy dawniej kryli się w domach matek; gdy nie ma zagrożenia łatwo jest rzucać oskarżenia. Joanna Jax pokazuje nam jak naprawdę wyglądało werbowanie na agentów i jak niewiele można było zrobić, by się przeciwstawić.

Na największą uwagę jednak zasługuje szczegółowe przypomnienie temu dumnemu jak lawa narodowi, niestety znanego z krótkiej pamięci, co Polacy zrobili swoim rodakom w roku 1968. Pewnie, że władza była prowokatorem. Ale to ludzie, którzy jeszcze wczoraj byli sąsiadami zachowali się tak, jak warto przypomnieć, szczególnie teraz, gdy władza znowu nawołuje do nienawiści i wskazuje grupy społeczne do bicia.

Oczywiście książka jest przede wszystkim powieścią o ludziach szukających miłości. Fakt, że świat, w którym przyszło im żyć jest dziwny, ale wyskoczymy z niego często, a to do Afryki gdzie toczy się bój o wolność i wyzwolenia z kolonializmu, to znowu do Wietnamu, gdzie trwa wojna czy do Czechosłowacji rujnowanej przez czołgi Układu Warszawskiego a nawet i do Paryża, gdzie rok 1968 był równie obrzydliwy, jak w Polsce. I tylko jedną mam uwagę negatywną - czyli koniec sagi. A raczej jego brak. Nie wiem o co chodziło autorce, nie rozumiem. To nie jest koniec, to jest jak zabranie dziecku lizaka. Liczę na coś więcej, a marzy mi się dobrnięcie z opowieścią do lat 90. i rozliczenie Solidarności z tego, co uczyniono robotnikom wykwalifikowanym w pierwszych latach po przejęciu władzy w kraju.

tom 1: Milczenie aniołów, 
tom 2: Krzyk zagubionych serc, 
tom 3: Śpiew bezimiennych dusz.

Videograf 2019, 2020

piątek, 17 kwietnia 2020

O życiu w PRL-u i Nowej Hucie opowiada Edyta Świętek

W oczekiwaniu na kompletne wydanie kolejnej serii Joanny Jax (Prawda zapisana w popiołach), odczuwając tęsknotę do dobrej, obyczajowej sagi rodzinnej umiejscowionej w niedawnej historii Polski, zacząłem szukać czegoś podobnego. Znalazłem do tej pory nieznaną mi pisarkę - Edytę Świętek, która w ofercie ma dokładnie to, czego potrzebuję: saga rodzinna, która rozpoczyna się tuż po drugiej wojnie światowej, a kończy wraz z upadkiem komunizmu w naszym kraju.

Spacer Aleją Róż to opowieść rozgrywająca się w Krakowie, a konkretnie w Nowej Hucie. Obserwujemy rodzinę Szymczaków, którzy po odebraniu im ziemi przez władzę ludową stopniowo wędrują w kierunku Krakowa właśnie ze względu na tamtejsze zapotrzebowanie na robotników. Nowa Huta staje się miejscem, do którego ściągają ludzie z całej Polski, którzy po wojnie pragną zbudować swoje życie od nowa w tym zupełnie nowym dla nich świecie.

Historii nie brakuje dramatyzmu, jest i dużo uczuć, zarówno emocji negatywnych, jak i miłości i szacunku. Autorka z każdym kolejnym tomem staje się coraz lepsza w tym, co robi, i przyznaję, że choć tom pierwszy zdawał mi się zbudowany ze schematów i nie zaskakiwał niczym, tak potem było już tylko lepiej. Spacer Aleją Róż jest trochę jak serial Dom, tylko nie aż tak dobry. Jednak pragnienie kontynuowania lektury jest tak duże, że całość można połknąć w kilka dni, a na wieść że powstaje ciąg dalszy, o pokoleniu które będzie musiało się zmierzyć z dzikim kapitalizmem lat 90. czytelnik się tylko cieszy.

Oczywiście, że saga zbudowana jest ze schematów i próżno tu szukać zadziwiających zwrotów akcji. Nie doświadczymy także specjalnie głębokich przemyśleń, świat przedstawiony w Spacerze Aleją Róż jest raczej czarno-biały - a życie w PRL-u przecież dwukolorowe nie było. Mimo to uważam, że dla fanów tego typu historii, dla wielbicieli rozłożonych na dziesiątki lat rodzinnych sag Spacer Aleją Róż okaże się lekturą zdecydowanie przyjemną.

Cień burzowych chmur
Łąki kwitnące purpurą
Drzewa szumiące nadzieją
Szarość miejskich mgieł
Powiew ciepłego wiatru
Wydawnictwo Replika

środa, 29 maja 2019

Powieść niczym wehikuł czasu (Łukasz Orbitowski - "Kult")

Choć punktem, wokół którego toczy się “Kult” są objawienia Matki Boskiej w Oławie, powieść nie ma nic wspólnego z religią jako taką, czy z kościołem katolickim czy dowolnym innym. Jest to jedynie powód, dzięki któremu Łukasz Orbitowski snuje bez wątpienia najlepszą opowieść w swojej pisarskiej karierze. I piszę to z ogromną radością i prawdziwą przyjemnością, bowiem po ostatnich pozycjach w dorobku pisarza czułem strach, że ten koleś, który opublikował “Inną duszę” już nie istnieje. A tymczasem facet ma się bardzo dobrze.

Powieść napisana jest w formie monologu, zapisu taśmy magnetofonowej z dyktafonu. Słowa wypowiada Zbigniew Hausner, brat Henryka, który na oławskich działkach doznał objawienia. Wydarzenia oparte są o prawdziwe, w sensie: historyczne; faktycznie w Oławie istniał w latach osiemdziesiątych kult nie uznany przez Kościół katolicki, któremu przewodził Kazimierz Domański. Całość opowieści jest jednak bardzo swobodną interpretacją własną pisarza, skupioną na tym, co Łukaszowi Orbitowskiemu wychodzi najlepiej: wspominaniu lat dzieciństwa.

Otóż bowiem Zbigniew nie opowiada po prostu o bracie, działkach i akcji około-kościelnej. Zbyszek zaczyna opowieść w dzieciństwie, pisząc o przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wspomina brata, zawsze trochę dziwnego, odmiennego. Pisze o swoich kumplach, z których jeden został działaczem PRL, drugi księdzem - oto tamte czasy w pełni. Wspomina rodziców, życie we wsi, przeprowadzkę do większego miasta, życie w nowopowstałych blokach. Opowiada o dziewczynach, o pracy fryzjera, wreszcie o małżonce i dzieciach, i wciąż mieszkającym z nimi bracie. A opowieść ta jest tak pełna treści, że nie da się nie wsiąknąć. A jeśli czytelnik sam w latach dzieciństwa zaczytywał się w powieściach chociażby takiej Hanny Ożogowskiej, z kolei przełom, zamianę PRL na RP pamięta doskonale sam, to już w ogóle “Kult” zaczyna działać jak wehikuł czasu.

Zupełnie jak w przypadku “Innej duszy”, do niedawna moim zdaniem najlepszej powieści Łukasza Orbitowskiego - powieść jest wspaniałym powrotem do czasów, które dla dzisiejszych około czterdziestolatków są magiczne. Niezależnie od stanu faktycznego czasy dzieciństwa wspomina się z rozrzewnieniem, i stąd też opowieść o latach osiemdziesiątych, o początkach kultu prezentowana przez brata i prezentowana z jego perspektywy jest lekturą wręcz uzależniającą. Taką, którą się sączy, nie połyka na szybko, taką, którą można się swobodnie delektować. Konstrukcja książki zresztą temu sprzyja, w moim przypadku były to aż dwa tygodnie cudownej wędrówki po czasach minionych. I niejeden doda: minionych słusznie, ale dla ludzi w moim wieku niezależnie od wszystkiego były to czasy szczęśliwe, magiczne, o których myślę zawsze z nostalgią. 

No i zostaje jeszcze sam Zbyszek. Oto Łukaszowi Orbitowskiemu udało się wykreować postać, z którą natychmiast się identyfikujemy. Oto nasz głos w książce, oto koleś, którym niejeden chciałby być, a często miewałem wrażenie, że wręcz nim jestem. Oto facet, który potrafi spoglądać dookoła z uwagą, który rozumie zasady rządzące światem wokół, i który choć mądry, jest jednocześnie po ludzku głupi i naiwny. Rewelacyjnie skrojony bohater do powieści, w której właściwym bohaterem są w zasadzie czasy, o których mowa, a dopiero gdzieś dalej bliskie związki różnego rodzaju i podobne im zdrady.

Po “Eksodusie” nie spodziewałem się wiele. Po prawdzie nawet nie wiedziałem, czy w ogóle będę sięgał po nową powieść pisarza. Dziś? Sprawy nie było, już nie pamiętam, nie ważne. “Kult” stoi tuż obok “Królestwa” i “Sto dni bez słońca” wiadomych pisarzy, to jest tej klasy powieść.

Świat Książki 2019

niedziela, 28 kwietnia 2019

Sto lat w Brwinowie (Ałbena Grabowska - "Stulecie Winnych")

Stulecie Winnych, to stulecie rodziny noszącej takie nazwisko - Winni. Co już brzmi lepiej niż stulecie winnych, w sensie: w wieku XX trudno znaleźć innych, niż winni. Rodzinę poznajemy w 1914 roku, podczas narodzin bliźniaczek. To nie arystokracja, wręcz przeciwnie. Ale jest początek XX wieku, więc prości ludzie pod Warszawą (Brwinowo) nie są ani analfebetami ani kompletnie bez wykształcenia.

Narodziny dziewczynek a zarazem śmierć ich matki rozpoczyna nowy rozdział w życiu bohaterów, mocno mieszając dotychczasowy stan rzeczy. Parę chwil później rozpoczyna się wojna, przychodzą Niemcy, odchodzą Niemcy i przychodzą Rosjanie, rozpoczynają się wywozy, dramaty… Totalnie mój rodzaj literatury.

Pierwszy tom niestety nie zachwyca. Miałem całą masę krytycznych uwag o jakości powieści, o braku szerszych opisów, o skali mikro, gdzie mimo tragicznych zdarzeń brakuje większego obrazu całości otoczenia, kraju, którego nie było, a który na chwilę powstanie. Sytuacji nie poprawił fakt, że jedna z bliźniaczek ma “dar” i jest w stanie widzieć to, czego racjonalny umysł nie pojmuje. “Ci, którzy przeżyli” wydawało mi się lekturą czasem po prostu niepoważną, zbyt szybko zmieniał się klimat, nie było czasu na uderzenie; jakby autorka zaniedbała ważną część pisarstwa - wrażenie, jakie powinno w czytelniku pozostać.

Mimo to sięgnąłem po tomy kolejne, które, jak się okazało, oferują już inną jakość. Nie dość, że autorka porzuciła bzdury o specjalnym talencie Ani, to jeszcze doczekałem się konkretniejszych opisów tego, co pani Grabowska zamierza przedstawić. Nie jest to jeszcze poziom, jaki oferują rodzinne sagi pani Joanny Jax, ale odległość się wyraźnie zmniejszyła. Z całą pewnością można się zaangażować nie tylko dlatego, że już lubimy postaci, ale również dlatego, że wydarzenia przestają być takie oczywiste, autorka wreszcie zaskakuje czytelnika. A co najważniejsze udało się pani Grabowskiej wykreować postaci bardzo ludzkie, prawdziwe, które mają swoje zdanie - a nie zdanie autorki.

Książki czyta się trochę tak, jak oglądało się serial “Dom”. Pierwsza wojna światowa, XX-lecie, kolejna wojna, nazizm, Żydzi, holocaust, ratowanie ludzkiego życia i szmalcownicy. Jednak wszystko jest w znacznie mniejszej skali, niż u Joanny Jax. To jest saga rodzinna, nie opowieść o czasach, w których przyszło bohaterom żyć. Ten element jest na dalszym planie, a my oglądamy przede wszystkim postaci, które muszą mierzyć się z PRL-em, rokiem 1968, walką z totalitaryzmem, wreszcie kapitalizmem i ostatecznym upadkiem jakichkolwiek wartości. A że Brwinowo niedaleko Pruszkowa, to i inne znane z najnowszej historii Polski tematy zostaną poruszone.

Wrażenie po lekturze całości pozostaje bardzo przyjemne, choć pamięć o słabszym tomie pierwszym także przetrwała. Myślę, że książek pani Grabowskiej przeczytam więcej, zaczynając od tomu opowiadań należących do świata przedstawionego w tej trylogii. Polecam wszystkim fanom tego typu sag rodzinnych: pewnie, że są lepsze pozycje, ale “Stulecie Winnych” też daje sporo emocji.


Wydawnictwo Zwierciadło 2014, 2015

niedziela, 21 kwietnia 2019

Nie oceniaj książki po okładce, czyli "Zanim nadejdzie jutro" Joanny Jax

Zupełnie jak w przypadku cyklu “Zemsta i przebaczenie” - jestem naturalnym odbiorcą tego typu literatury, i nie jest ważne, czy jest to według niektórych literatura kobieca, romans czy coś jeszcze innego. Dla mnie Joanna Jax pisze powieści historyczne, umiejscowione w okolicach II wojny światowej, a że bohaterkami często są kobiety i przytrafiają się romanse - samo życie, jeśli to jest literatura kobieca, to jestem kobietą.

Uwielbiam się zaangażować na chwilę dłużej (byle nie zbyt długo, jedenasty tom przygód Uhtreda z Bebbanburga już w sprzedaży). W przypadku nowego cyklu Joanny Jax zatytułowanego “Zanim nadejdzie jutro” do czynienia mamy z trzema tomami, co jest według mnie rozmiarem idealnym. Specjalnie czekałem do terminu wydania, by móc całość połknąć na raz, i od razu informuję, że cykl o Kresowiakach jest jeszcze lepszy niż poprzedni, obejmujący głównie wydarzenia z zachodu, i Polski i Europy.

Jeszcze lepszy, bowiem przeciętny wychowanek polskich szkół ma ciągle zbyt mało informacji. O tym się zdecydowanie zbyt często zapomina, statystycznemu Polakowi wojna kojarzy się z Niemcem, Hitlerem, obozami koncentracyjnymi i holocaustem. Tymczasem na wschodzie ludność miała do czynienia z zupełnie innego rodzaju złem. O ile wszyscy Polacy w 1945 roku zostali wykorzystani i porzuceni przez tzw. sojuszników, tak mieszkańcy kresów mieli jeszcze gorzej, bowiem nawet PRL-u im nie dano, a jedynie możliwość wyjazdu na ziemie wyzyskane. Ojczyzna tak wielu Polaków została zabrana, przesunięcie granic Polski na zachód, zwykły czyn rysowania kresek po mapie faktycznie odebrał dom milionom tych, którzy przeżyli zło, jakie wyrządzili tam sowieci.

Obserwujemy Polaków mieszkających w Wilnie. Z różnych środowisk, z różnych klas społecznych. Joanna Jax pokazuje nam kresy w okresie dwudziestolecia międzywojennego w taki sposób, że można się poczuć, jak mieszkaniec miasta w owym czasie żyjący. Patriotyzm odmieniany przez całą deklinację, od prawdziwego do tego z gazet i radia; powszechne uczucie pogardy dla mniejszości płynące z góry i sąsiedzkie, dobre stosunki z Litwinami i Żydami. No i oczywiście miłość, bo czyż nie miłość jest właśnie najlepszym sposobem ukazania upływającego czasu? Uczucia miłości pierwszej, kolejnej, namiętność przy której dni uciekają jak godziny, a godziny jak minuty. W tle tymczasem zbliżająca się wojna - nim jednak jeszcze Niemiec dotrze do kresów zza wschodniej granicy wkracza Armia Czerwona w celu “ochrony mniejszości na terenach Polski”. I zaczyna się: chaos i niepewność kolejnych nawet nie dni, co chwil.

Joanna Jax robi to, co wychodzi jej najlepiej - pisze zarówno o oficerach wziętych do niewoli jak i cywilach, którzy pewnego dnia zostali wpakowani do pociągu i wywiezieni gdzieś do Kazachstanu, tak, jak stali, bez słowa wyjaśnienia, bez jakiejkolwiek organizacji. Ci, którzy podróż przeżyli wyszli na obcej, niegościnnej ziemi, zdani na własną zaradność i ewentualną łaskę tubylców. Jednak Joanna Jax nie pisze egzaltując się cierpieniem; przeciwnie - wbrew trendom płynącym z telewizora i radia pokazuje nie tylko wysiedleńców z Polski, ale ludzi z różnych stron i nacji, wśród których znajdziemy i złych Polaków i dobrych Rosjan. Bez łopatologii, sama opowieść, zadedykowana zresztą “rodakom z Kazachstanu”. Szanuję. I znowu na przykładzie miłości Joanna Jax studiuje czym jest człowiek, który nawet w najgorszych chwilach potrafi kochać. A że z nagłego rozdzielenia rodzin i często celowej dezinformacji niejeden dramat powstanie - cóż, na to właśnie czekamy my, czytelnicy, obgryzający paznokcie z emocji nad tym, co ludzie zgotowali ludziom.

Wspaniała opowieść. Wiadomo, że nie jestem obiektywny, bo to mój rodzaj literatury, krytyki dla tego typu książek mam o wiele mniej. A teraz chciałbym połączenie historii z “Zemsty i przebaczenia” i “Nim nadejdzie jutro” i ciąg dalszy losów bohaterów w czasach zimnej wojny. To by było coś!

Tylko te okładki… no, ale wiadomo co mówi przysłowie, zresztą słusznie :-)


Podróż do krainy umarłych
Ziemia ludzi zapomnianych
Druga strona nocy
Videograf II
2018, 2019

sobota, 9 marca 2013

Włodzimierz Kowalewski - "Ludzie moralni"

W “Ludziach moralnych” pokazanych jest kilka bardzo ciekawych historii, prezentujących nam najnowszą historię Polski. Główną postacią jest biznesmen Czesław Żegiesta, którego drogę do bogactwa oglądamy od samego początku, jeszcze od czasów jego dzieciństwa. Jednak postaci przedstawionych jest więcej, a autor sprytnie dzięki każdej z nich przygląda się nam, ludziom, jako całości - nam, Polakom w całkiem jeszcze niedawnych czasach lat 70. i 80., a także teraz, w środowisku niby odmiennym, lecz dzięki temu, że mowa jest wciąż o Polakach - niemalże takim samym.

Opisy kolei losów bohaterów to według mnie największy plus lektury. Sama historia rodziców Żegiesty jest bardzo zajmująca i mówi co nieco o przeszłych czasach tym, którzy są za młodzi, by je pamiętać. Nie inaczej jest w przypadku samego biznesmena - jego droga co prawda przypomina nam kilka innych opowieści znanych skądinąd, lecz nie ma to większego znaczenia, bowiem zawsze przyjemnie się czyta historie pod tytułem “od zera do bohatera”, czy też “od pucybuta do milionera”. Mówi się, że taka kariera możliwa jest tylko w USA. Cóż, niejeden z listy najbogatszych Polaków udowodnił, że u nas też było to możliwe, szczególnie w momencie, gdy zmienił się bieg historii i system polityczny w roku 1989.

Słowem-kluczem książki jest jej tytuł. Autor pokazując różne osobowości w bardzo różnych sytuacjach życiowych bawi się w pokazywanie rzeczywistości taką, jaką najczęściej niestety jest: dość brutalną, zdecydowanie smutną, w której wcale nie jest prawdą powiedzenie, że nasza przyszłość zależy tylko od nas samych. Otóż jak każdy z nas dobrze wie, a jeśli nie wie, to pewnego dnia się przekona, że w życiu są dwie drogi: uczciwa i na skróty. Niestety w Polsce tylko jedna z nich jest prowadzi do dobrobytu, i niestety nie jest to ta pierwsza. Wszędzie dookoła nas bowiem są “ludzie moralni”, i tylko patrzeć, gdy zniechęceni wiecznymi staraniami, dobici przez miernotę znajdującą się na szczytach do niej dołączymy.

Ludzie moralni
Wydawnictwo Literackie 2012

niedziela, 30 października 2011

Tadeusz Cegielski "Morderstwo w Alei Róż"

“Morderstwo w Alei Róż”, napisane przez znanego profesora historii i wolnomularza (co w dzisiejszych czasach może być niezłą reklamą) to kryminał rozgrywający się w 1954 roku w Warszawie. Sprawa dotyczy morderstwa znanego działacza partyjnego, a jej rozwiązanie zostaje powierzone milicjantowi, który pamięta doskonale stare, lepsze czasy. Nasz bohater ma już trzydziestoletni staż pracy w policji (teraz milicji) i jest jednym z bardzo nielicznych funkcjonariuszy, którzy wciąż wykonują ten zawód, po wojnie i związanych z nią konsekwencjami, do jakich zaliczymy przede wszystkim zupełnie nowy ustrój.

W książce znajdziemy dwa podstawowe elementy rzucające się w oko. Pierwszy z nich to oczywiście sama zagadka kryminalna, która wielbicielom tego gatunku z pewnością przypadnie do gustu, choć według mnie nie ustrzegła się przed powieleniem kilku schematów, do jakich kryminał nas przyzwyczaił: skoro socjalizm to też nieco partyjniaków i pewne obciążenie, z jakim śledztwo się toczy oraz postać kobiety, która od samego początku wydaje się podejrzana, co dość psuje puentę. Drugim elementem jest natomiast dokładny opis stolicy i tu autentycznie bez najmniejszego problemu można sobie wyobrazić, że jest się w Warszawie w roku 1954.

Dla mnie jednak ważniejsza była zagadka i postaci, a te mnie nie bardzo zachwyciły. Nie rozumiem więc skąd taki zachwyt nad tą powieścią. Jest całkiem w porządku, ale żeby zwalała z nóg? Eee...

Morderstwo w Alei Róż, W.A.B. 2010, wydanie elektroniczne: 274 strony

Strona książki na LubimyCzytac.pl