Istnieje wiele teorii o tym kim był, skąd naprawdę pochodził, jaka płynęła krew w Mieszku I. Gall Anonim swoje napisał, dziesiątki historyków dodali swoje, i tak dziś do końca wciąż jeszcze mamy raczej więcej tajemnic, niż rzeczy pewnych. Więc co dopiero powiedzieć o takim mitycznym wręcz Piaście? Tu dopiero otwiera się pole dla wyobraźni twórców! I swoje trzy grosze dodał Grzegorz Gajek, prezentując powieść historyczną osadzoną na kilka pokoleń przed chrztem Polski.
I od razu powiem, że jest to dzieło doprawdy wspaniałe. Autor stanął obok i zlekceważył najpopularniejsze mity o Piaście Kołodzieju, opowiadając w stylu, jakiego nie powstydziłby się Bernard Cornwell, przy pomocy lekkiego pióra i kreacji postaci z krwi i kości, tak realistycznych, że identyfikacja z bohaterami następuje dosłownie już na pierwszych stronach.
Bohaterami, bowiem “Piast” nie jest historią jednego człowieka, a braci. Braci z jednej matki, ale różnych ojców, urodzonych w tym samym roku, ale jeden na początku, a drugi przy końcu. Braci, gdzie jeden jest tym, który ma się za nieco bardziej cwanego, a drugi tym, który uważa się za bardziej walecznego. Poznawanie kolejnych losów od dzieciństwa do samego końca mocno przypominało mi klasyczne, właśnie takie “cornwellowskie” podejście do powieści historycznych. Wydarzenia prezentowane są dokładnie, ale bez nudy i zbędnych opisów. W napotkanych postaciach znajdziemy i te kojarzące się z legendami, jak Popiel, ale i takie, które swoje miejsce w historii mają, jak władcy ziem zachodnich pod panowaniem cesarza. Nie braknie także i takich bohaterów, którzy będą wypełniali miejsce po znanych nam postaciach z legend. Przy czym jak na powieść historyczną przystało, nie ma tu mowy o żadnej magii i innych bzdurach; choć jest wiara i nią też tłumaczone są przeróżne zdarzenia.
Im dalej, tym dokładniej widać jak Autor sobie wymyślił tę opowieść. Napisać tu coś o tym konkretniej byłoby okropnym grzechem, zatem ograniczę się do zachęty: poznawanie losów braci, wydarzeń, w których uczestniczą a nawet wyobrażeń, które sami o sobie mają jest prawdziwą ucztą, czystą przyjemnością, która wyzwoli w czytelniku całą gamę obowiązkowych emocji, od dzikiej radości, uniesienia heroizmem, przez gniewne pokazywanie prawdy o ludziach, do potężnego smutku, bo bohater czy nie, w życiu sprawiedliwości nie ma, nie było i nie będzie. Za to można napisać historię, nawet swoją własną.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piastowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piastowie. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 lutego 2025
niedziela, 3 marca 2019
Trzy słowa o kontynuacji „Hardej” Elżbiety Cherezińskiej
Najlepsze w kontynuacjach jest to, że czytelnik ma już wszystko podane jak na dłoni. Grunt przygotowany został w części pierwszej, znamy bohaterów, miejsca akcji, zawiłości między stosunkami – nic, tylko oddać się beztroskiej lekturze. I tak dokładnie jest w przypadku Królowej, która nie tyle jest drugim tomem cyklu, co po prostu drugą częścią tomu pierwszego; jest to całość, komplet, jedno.
Zatem dotyczą książki wszystkie zachwyty, jakie odczuwałem i opisałem przy opinii o Hardej. To jedna z lepszych powieści historycznych, jakie ostatnio czytałem, wspaniale przedstawiająca początki Polski i zawiłości polityczne tamtych dni. I znowu, jak w części pierwszej, wcale nie jest Świętosława jedyną, główną bohaterką, a Królowa kreuje przed nami bardzo wciągającą opowieść o jej synach, szczególnie o Knucie Wielkim, który został królem Anglii.
Jest jednak powieść niestety odrobinę słabsza od poprzedniczki. Otóż stanowczo tu zbyt wiele niepotrzebnego mistycyzmu, jakichś wyobrażeń zaświatów. Zwróciłem na to uwagę już od początku lektury Królowej, potem jednak miałem nadzieję, że to tylko zbędna scena, o której można zapomnieć. Niestety jednak końcówka książki powraca do kwestii różnego rodzaju wyobrażeń życia po śmierci, co mi osobiście się nie podoba, a nawet mnie odrzuca. Lektura jednak była tak dobra, że końcówka ogólnego wrażenia nie dała rady zepsuć, będę książki wspominał z przyjemnością.
Zatem dotyczą książki wszystkie zachwyty, jakie odczuwałem i opisałem przy opinii o Hardej. To jedna z lepszych powieści historycznych, jakie ostatnio czytałem, wspaniale przedstawiająca początki Polski i zawiłości polityczne tamtych dni. I znowu, jak w części pierwszej, wcale nie jest Świętosława jedyną, główną bohaterką, a Królowa kreuje przed nami bardzo wciągającą opowieść o jej synach, szczególnie o Knucie Wielkim, który został królem Anglii.
Jest jednak powieść niestety odrobinę słabsza od poprzedniczki. Otóż stanowczo tu zbyt wiele niepotrzebnego mistycyzmu, jakichś wyobrażeń zaświatów. Zwróciłem na to uwagę już od początku lektury Królowej, potem jednak miałem nadzieję, że to tylko zbędna scena, o której można zapomnieć. Niestety jednak końcówka książki powraca do kwestii różnego rodzaju wyobrażeń życia po śmierci, co mi osobiście się nie podoba, a nawet mnie odrzuca. Lektura jednak była tak dobra, że końcówka ogólnego wrażenia nie dała rady zepsuć, będę książki wspominał z przyjemnością.
Zysk i s-ka 2016
Polska odpowiedź na cykl o Uhtredzie z Bebbanburga, czyli o “Hardej” Elżbiety Cherezińskiej
Od kilku już lat zaczytuję się w cyklu wikińskim, czy też saksońskim Bernarda Cornwella. Uznawany za najlepszego żyjącego twórcę powieści historycznych autor przedstawia narodziny swojego kraju – Anglii – przez wspaniałą kreację fikcyjnych postaci w otoczeniu tych autentycznie znanych z historii. Problem polega na tym, że seria jakoś nie potrafi się zakończyć, z tomu na tom coraz mniej pozostaje chęci lektury, nawet teraz jestem w połowie tomu najnowszego i z trudem zbieram siły na powrót do przygód Uhtreda.
Okazuje się jednak, że my, Polacy, nie jesteśmy od Anglików gorsi. Znana mi z bardzo udanej Północnej Drogi Elżbieta Cherezińska właśnie udowodniła, że i nasza historia, o powstaniu Polski, jest równie wciągająca.
Harda opowiada o córce Mieszka I i Dobrawy – Świętosławie. Gdzieś tam w zakamarkach pamięci niby zdawałem sobie sprawę, że istniała taka postać, i że była kobietą niezwykle ważną w swoich czasach, matką samego Kanuta Wielkiego, który podbił Anglię. Jednak teraz, po poznaniu powieści uważam, że należy się tej postaci o wiele bardziej istotne miejsce w polskiej historii i aż mnie boli że moje pokolenie nie dowiedziało się o Świętosławie w szkole.
Jest to powieść historyczna, która imponuje rozmachem. Zaczynamy od poznania władcy, księcia Mieszka I w czasach przed przyjęciem chrztu, gdy żon miał wiele. Krok po kroku zaczynamy rozumieć sytuację, w której znajdował się potomek Piasta w swoich czasach. Pragnąc dla siebie i swojego ludu istotnego miejsca w ówczesnym świecie został zmuszony do przyjęcia chrztu, w celu uznania swojego państwa przez zachód, przez cesarstwo. Dzięki małżeństwu z Dobrawą osiągnął cel pierwszy – z barbarzyńcy stał się cennym sojusznikiem dla wielu, i mógł rozpocząć drogę do zdobycia korony i stworzenia prawdziwego królestwa. Harda przedstawia władcę jako nie tylko zdolnego dowódcę, ale też świadomego swoich czasów wodza, doskonale rozumiejącego prawa ówczesnej polityki. Stąd też powieść to przede wszystkim rewelacyjna lekcja historii, gdzie na tle postaci obdarzonych przez autorkę osobowością faktycznie poznajemy ostatnie lata wieku X, gdy państwo Polan zajmowało coraz większy obszar, a mocne sojusze z władcami północy – wikingami – spowodowały, że imię Mieszka i jego syna Bolesława znaczyło znacznie więcej, niż nas uczono w szkołach.
Chociaż powieść zatytułowana jest od postaci Świętosławy, trudno jest uznać ją za główną bohaterkę. Na równi bowiem książka opowiada o Bolesławie Chrobrym, drugiej żonie Mieszka – Odzie i jej synach i planach przejęcia władzy oraz o wikingach właśnie. Ważnych postaciach, których los na długo został związany z Piastami: Eryku Zwycięskim z dzisiejszej Szwecji, Svenie z Danii, Olavie z Norwegii i Sigvaldzie z Jomsborga, gdzie każdy z nich na pewnym etapie swojego życia zetknął się ze Świętosławą. Jak to w przypadku powieści historycznych bywa czytałem ze smartfonem pod ręką, na bieżąco dowiadując się faktów historycznych, i powiem Wam, że odczucia miałem dokładnie takie, jak w przypadku powieści Cornwella. Oszołomiły mnie z jednej strony prawdziwe wydarzenia, których nie znałem, a z drugiej strony uroda tej opowieści, w której autorka z tak ogromnym talentem fakty i postaci zebrała, a potem nadała im wyrazistości i stworzyła bohaterów tak mocno autentycznych, rzeczywistych.
No i jest jeszcze bonus. Wydaje się, że autorka zna książki Cornwella i nawet jeśli uznamy, że się na nich wzoruje (co przecież nie jest zarzutem, bo jak czerpać, to od najlepszych!), z nóg zwalają drobne prztyczki w kierunku sagi o Uthredzie. Jak na przykład zdobycie przez Svena i Olava Bebbanburga właśnie (tu zwanego dzisiejszą nazwą zamku – Bamburgh) i pijacka uczta w twierdzy, o której Uhtred marzył całe życie. Twarz sama się śmieje, a całość opowieści tym bardziej zwala z nóg.
Zdecydowanie polecam Hardą, każdemu, kto lubi dobre historie, ale fanom powieści historycznych szczególnie – to po prostu trzeba poznać a talent pani Cherezińskiej sławić. Takich książek życzę sobie jak najwięcej, i wręcz marzy mi się, by cykl o Świętosławie przerodził się w całą sagę o dynastii Piastów. A teraz szybko przechodzę do części drugiej, zatytułowanej Królowa.
Okazuje się jednak, że my, Polacy, nie jesteśmy od Anglików gorsi. Znana mi z bardzo udanej Północnej Drogi Elżbieta Cherezińska właśnie udowodniła, że i nasza historia, o powstaniu Polski, jest równie wciągająca.
Harda opowiada o córce Mieszka I i Dobrawy – Świętosławie. Gdzieś tam w zakamarkach pamięci niby zdawałem sobie sprawę, że istniała taka postać, i że była kobietą niezwykle ważną w swoich czasach, matką samego Kanuta Wielkiego, który podbił Anglię. Jednak teraz, po poznaniu powieści uważam, że należy się tej postaci o wiele bardziej istotne miejsce w polskiej historii i aż mnie boli że moje pokolenie nie dowiedziało się o Świętosławie w szkole.
Jest to powieść historyczna, która imponuje rozmachem. Zaczynamy od poznania władcy, księcia Mieszka I w czasach przed przyjęciem chrztu, gdy żon miał wiele. Krok po kroku zaczynamy rozumieć sytuację, w której znajdował się potomek Piasta w swoich czasach. Pragnąc dla siebie i swojego ludu istotnego miejsca w ówczesnym świecie został zmuszony do przyjęcia chrztu, w celu uznania swojego państwa przez zachód, przez cesarstwo. Dzięki małżeństwu z Dobrawą osiągnął cel pierwszy – z barbarzyńcy stał się cennym sojusznikiem dla wielu, i mógł rozpocząć drogę do zdobycia korony i stworzenia prawdziwego królestwa. Harda przedstawia władcę jako nie tylko zdolnego dowódcę, ale też świadomego swoich czasów wodza, doskonale rozumiejącego prawa ówczesnej polityki. Stąd też powieść to przede wszystkim rewelacyjna lekcja historii, gdzie na tle postaci obdarzonych przez autorkę osobowością faktycznie poznajemy ostatnie lata wieku X, gdy państwo Polan zajmowało coraz większy obszar, a mocne sojusze z władcami północy – wikingami – spowodowały, że imię Mieszka i jego syna Bolesława znaczyło znacznie więcej, niż nas uczono w szkołach.
Chociaż powieść zatytułowana jest od postaci Świętosławy, trudno jest uznać ją za główną bohaterkę. Na równi bowiem książka opowiada o Bolesławie Chrobrym, drugiej żonie Mieszka – Odzie i jej synach i planach przejęcia władzy oraz o wikingach właśnie. Ważnych postaciach, których los na długo został związany z Piastami: Eryku Zwycięskim z dzisiejszej Szwecji, Svenie z Danii, Olavie z Norwegii i Sigvaldzie z Jomsborga, gdzie każdy z nich na pewnym etapie swojego życia zetknął się ze Świętosławą. Jak to w przypadku powieści historycznych bywa czytałem ze smartfonem pod ręką, na bieżąco dowiadując się faktów historycznych, i powiem Wam, że odczucia miałem dokładnie takie, jak w przypadku powieści Cornwella. Oszołomiły mnie z jednej strony prawdziwe wydarzenia, których nie znałem, a z drugiej strony uroda tej opowieści, w której autorka z tak ogromnym talentem fakty i postaci zebrała, a potem nadała im wyrazistości i stworzyła bohaterów tak mocno autentycznych, rzeczywistych.
No i jest jeszcze bonus. Wydaje się, że autorka zna książki Cornwella i nawet jeśli uznamy, że się na nich wzoruje (co przecież nie jest zarzutem, bo jak czerpać, to od najlepszych!), z nóg zwalają drobne prztyczki w kierunku sagi o Uthredzie. Jak na przykład zdobycie przez Svena i Olava Bebbanburga właśnie (tu zwanego dzisiejszą nazwą zamku – Bamburgh) i pijacka uczta w twierdzy, o której Uhtred marzył całe życie. Twarz sama się śmieje, a całość opowieści tym bardziej zwala z nóg.
Zdecydowanie polecam Hardą, każdemu, kto lubi dobre historie, ale fanom powieści historycznych szczególnie – to po prostu trzeba poznać a talent pani Cherezińskiej sławić. Takich książek życzę sobie jak najwięcej, i wręcz marzy mi się, by cykl o Świętosławie przerodził się w całą sagę o dynastii Piastów. A teraz szybko przechodzę do części drugiej, zatytułowanej Królowa.
Zysk i s-ka 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)


