Czternaście opowiadań Grahama Mastertona to porządna dawka bardzo klasycznego horroru. Są to historie niespecjalnie udziwnione, widać, że powstawały dość dawno, w czasach, gdy nie rozpoczął się jeszcze wyścig na najbardziej obrzydliwe, chore teksty, w których istotą jest szokowanie czytelnika, a nie przedstawianie pełnej grozy opowieści.
Lubię tego pisarza, dlatego zdecydowanie jestem „na tak”, lecz obiektywnie muszę przyznać, że ogromna większość tekstów tu zaprezentowanych jest co najwyżej średnia. Rzadko mamy do czynienia z niespodziankami; teksty potrafią się obronić, jednak nie jest to w żadnym wypadku zbiór opowiadań wybitnych. Są w większości dobre, do bólu klasyczne, pisane zgodnie z zasadami sztuki.
Wśród nich jako najciekawsze warto wymienić „Odmieńca”, który jest tekstem bardzo powyżej średniej, bowiem prócz samej grozy oferuje także interesującą, bardzo dobrą puentę. „Odmieniec” jest niby feministyczny, totalnie anty seksistowski i pokazuje pisarza z bardzo dobrej strony. Udane także są „Zawsze, zawsze później”, stworzone jakby specjalnie dla wszystkich mężów (w sensie: żonatych) tego świata oraz „Szósty człowiek”, oferujące historię jeszcze bardziej klasyczną, tym razem stawiającą tylko i wyłącznie na dobry, mroźny klimat. Udana jest także „Kobieta w ścianie”, tekst jakby wyjęty prosto z amerykańskich magazynów pulpowych z lat sześćdziesiątych.
Także fani gore znajdą tu coś dla siebie, choć według mnie zarówno „Danie dla świni” jak i obrzydliwy „Eric Pasztet” są co najwyżej przeciętne. Jest także kilka tekstów słabszych, z pomysłami lekko zmarnowanymi (wg mnie będą to: „Rokoko”, „Stworzenie Belindy” i „Bedford Row 5a”, „Gra bi-dżing”), pozostawiających spory niedosyt, brakuje tu czegoś. Jednak podsumowując zabawę przyznaję z radością, że zbiorek jest dobry, a Masterton ma swój własny, prosty, lecz skuteczny sposób na przyciąganie czytelnika. Jest to pisarz bardzo autentyczny, nie udaje kogoś, kim nie jest, nie stara się na siłę pisać tego, co każe rynek. Tworzy swoje nieskomplikowane, czasem banalne, ale czasem bardzo dobre historie, a jego opowiadania można połykać jedno za drugim.
Lecę rzucić okiem ile chcą za kolejny zbiorek.
Fortnight of fear
Prima 2000
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prima. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 lutego 2019
niedziela, 21 lipca 2013
Stpehen King - "Dolores Claiborne"
“Dolores Claiborne” to powieść będąca jednym, wielkim, długim monologiem głównej bohaterki. Dolores znajduje się na posterunku policji przy okazji zgonu swojej wieloletniej pracodawczyni. Jednak jej opowieść znacznie bardziej dotyka innych spraw, takich jak jej nieudane małżeństwo, zgon męża, wychowanie dzieci oraz pracę u Very Donovan.
Jest to historia o silnej kobiecie, tak najszybciej można książkę określić. Stephen King z właściwym sobie dowcipem ale i świadomością przeistacza się w płeć piękną, i z doskonałym zmysłem obserwacji tłumaczy nam wszystkim jak naprawdę wygląda małżeństwo w niewielkim miasteczku, gdzie nie dość, że wszyscy o sobie wszystko wiedzą, to jeszcze mężczyzna zawsze jest górą, a okazyjne podbicie oka małżonce to nie powód do rozpaczy, a codzienność, niemalże konieczność, sankcjonowana przez absolutnie wszystkich: władzę, kościół i sąsiadów.
W przypadku tej książki nie jest istotna tak bardzo sama historia Dolores, bowiem to historia jakich wiele. Pewnie, że smutna, ale bardzo prawdziwa, to po prostu codzienność. A patrząc na wieczorne wiadomości nawet można stwierdzić, że z Dolores i tak los obszedł się nadzwyczaj łaskawie - dzień w dzień atakują nas informacjami znacznie bardziej okrutnymi i przerażającymi. Tu jednak znacznie ciekawszy jest styl Stephena Kinga, bowiem “Dolores Claiborne” należy do tych jego powieści, w których zdołał opanować swoje gadulstwo. Monolog bohaterki to kawałek zwyczajnie doskonałej literatury, pełnej dygresji co prawda, jednak owe dygresje sprawiają, że postać jest jeszcze bardziej realna. Ponadto mamy tu historię w historii - pracodawczyni Dolores, Vera Donovan to także postać pierwszoplanowa, i bardzo ciekawa, w dodatku potrafiąca rzucić autentycznie doskonałymi tekstami. Razem stanowią świetnie dobraną parę. Czasem zdarza się książka czy film, które pokazują, że także u kobiet możliwa jest przyjaźń, prawdziwa, niemalże męska. “Dolores Claiborne” do takich pozycji należy.
I gdyby nie zdecydowanie zbyt naiwna, cukierkowa, słodziutka końcówka, to nawet mógłbym uznać “Dolores Claiborne” za świetny dramat (z elementami grozy, rzecz jasna, przecież to King). A tak, po poznaniu zakończenia i odłożeniu książki lekko rozczarowany uważam powieść “tylko” za dobrą :-)
Dolores Claiborne
PRIMA 1994
wtorek, 22 maja 2012
Jack Higgins - "Klucze do piekieł"
Kolejna książka, której bohaterem jest Paul Chavasse okazuje się - podobnie jak “Testament Caspara Schultza” i “Rok tygrysa” - całkiem sporą klapą. Pewnie, że niezwykle przystojny i utalentowany agent jest tak samo zabawny, skuteczny i czarujący jak zwykle, ale fabuła powieści jest niestety równie zaskakująca jak wydarzenia z polskiej telenoweli.
Tym razem akcja dzieje się w Albanii, Chavasse jak zwykle w towarzystwie przyjaciela staje do walki z komunistami i Enwerem Chodżą. Misja odzyskania posągu Czarnej Madonny jednak nie odbywa się z polecenia biura, agent podejmuje się zadania z powodu kobiety (bo jaki też mógłby być inny powód? Zachodni agenci NIGDY nie pracują dla pieniędzy, ZAWSZE dla idei!) i na zabawę z Albańczykami poświęca swój wyczekiwany od dawna urlop.
Książkę polecam tylko największym maniakom powieści przygodowo-sensacyjnej, wielbicielom Jacka Higginsa lub Paula Chavasse’a. Dla reszty czytelników lektura będzie rozczarowująca, bo nie ma tu nic, czego nie znalibyśmy wcześniej, Higgins zwyczajnie kopiuje sam siebie, w dodatku robi to bez wdzięku.
The Keys of Hell, PRIMA 1993, 144 strony
Strona książki na LubimyCzytać.pl
Tym razem akcja dzieje się w Albanii, Chavasse jak zwykle w towarzystwie przyjaciela staje do walki z komunistami i Enwerem Chodżą. Misja odzyskania posągu Czarnej Madonny jednak nie odbywa się z polecenia biura, agent podejmuje się zadania z powodu kobiety (bo jaki też mógłby być inny powód? Zachodni agenci NIGDY nie pracują dla pieniędzy, ZAWSZE dla idei!) i na zabawę z Albańczykami poświęca swój wyczekiwany od dawna urlop.
Książkę polecam tylko największym maniakom powieści przygodowo-sensacyjnej, wielbicielom Jacka Higginsa lub Paula Chavasse’a. Dla reszty czytelników lektura będzie rozczarowująca, bo nie ma tu nic, czego nie znalibyśmy wcześniej, Higgins zwyczajnie kopiuje sam siebie, w dodatku robi to bez wdzięku.
The Keys of Hell, PRIMA 1993, 144 strony
Strona książki na LubimyCzytać.pl
poniedziałek, 28 lutego 2011
Isaac Asimov, Imperium Galaktycznego tom 2: "Prądy przestrzeni"
Drugi tom "Imperium Galaktycznego" to taka sama powieść akcji, jak Gwiazdy jak pył. Tym razem rzecz rozgrywa się wiele lat później, gdy mało kto już pamięta Ziemię, a twierdzenie, jakoby to z niej pochodziła ludzkość brane jest za dowcip.
Bohaterów jest kilku. Mamy tu człowieka z wykasowaną pamięcią, odkrywaną powoli, stopniowo. Jest jego kobieta, wpierw opiekunka, potem ktoś więcej. Jest inteligent, którego postępowanie stale zadziwia, aż Asimov nie odkryje kim tak naprawdę jest. Skoro to cykl Imperium Galaktyczne, to wiadomo, że musi paść nieco informacji o Trantorze i ostatecznie kształtującej się państwowości w centrum Galaktyki, czyli słynnego Imperium, z którego następnie wyłoniła się wspaniała Fundacja.
Książka jest pełna akcji, mocne uderzenie science fiction, z rzadka przerywane dygresjami autora. Owe dygresje jednak, gdy już je wyłowimy, robią - jak zawsze u Asimova - gigantyczne wrażenie.
The Currents of Space, Prima 1993, 208 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Bohaterów jest kilku. Mamy tu człowieka z wykasowaną pamięcią, odkrywaną powoli, stopniowo. Jest jego kobieta, wpierw opiekunka, potem ktoś więcej. Jest inteligent, którego postępowanie stale zadziwia, aż Asimov nie odkryje kim tak naprawdę jest. Skoro to cykl Imperium Galaktyczne, to wiadomo, że musi paść nieco informacji o Trantorze i ostatecznie kształtującej się państwowości w centrum Galaktyki, czyli słynnego Imperium, z którego następnie wyłoniła się wspaniała Fundacja.
Książka jest pełna akcji, mocne uderzenie science fiction, z rzadka przerywane dygresjami autora. Owe dygresje jednak, gdy już je wyłowimy, robią - jak zawsze u Asimova - gigantyczne wrażenie.
The Currents of Space, Prima 1993, 208 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
wtorek, 25 stycznia 2011
Isaac Asimov, Roboty (4) "Roboty i Imperium"
Ostatni tom cyklu Roboty szczególnie powinien ciekawić tych, którzy wiedzą, jak kończy się ostatni tom Fundacji, gdyż to tutaj dowiemy się, jakie były przyczyny stanu, który zastaliśmy w ostatnich rozdziałach książki Fundacja i Ziemia.
Ale zdecydowanie zainteresuje także tych, którym podobał się cykl Imperium Galaktyczne, czyli trzy pełne akcji (a pozbawione niestety większej filozofii) książki przygodowe. Roboty i Imperium opowiadają jak doszło do kolonizacji Galaktyki, i kto ostatecznie zwyciężył, czyja wizja - Ziemian czy Przestrzeniowców.
Nie zabrakło ulubionych bohaterów. Jest i Gladia, jest Daneel i Giskard. Elijah Baley natomiast tu występuje jedynie we wspomnieniach, gdyż jako Ziemianin nie jest tak długowieczny jak jego przyjaciele.
Początek powieści jest bardzo interesujący, lecz niestety im głębiej, tym nieco gorzej. Asimov każe swojemu bohaterowi R. Daneelowi kombinować nad czymś, co jest ważniejsze od Trzech Praw Robotyki, i jest to dość trudne do przyjęcia, gdyż samodzielne rozumowanie nad Prawami, a tym bardziej konstrukcja Prawa Zerowego, burzy wszystko, czego o robotach dowiedzieliśmy się z poprzednich tomów. Jakże to, robot teraz jest w stanie “sam się przeprogramować”? W poprzednich odcinkach sama myśl o czymś takim skutecznie niszczyła pozytonowy mózg robota...
Ale są i ciekawsze momenty, jak na przykład pojawienie się (wreszcie!) robotów groźnych dla ludzi, takich, których interpretacja Praw jest dość specyficzna, przez co są w stanie człowieka uznać za nie-człowieka. Po trzech tomach oczekiwania, wreszcie jest. Aż żal chwyta za serce, że Baley, który słynął z braku zaufania do robotów, tego nie dożył i nie ujrzał potwierdzenia swych najczarniejszych obaw.
Książka jest oczywiście przegadana, intryga jak i cała opowieść nie są aż tak skomplikowane, by je rozpisywać na czterysta stron, ale Asimov lubił sobie pogadać, więc do tego jesteśmy przyzwyczajeni.
Robots and Empire, Prima 1995, 416 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Ale zdecydowanie zainteresuje także tych, którym podobał się cykl Imperium Galaktyczne, czyli trzy pełne akcji (a pozbawione niestety większej filozofii) książki przygodowe. Roboty i Imperium opowiadają jak doszło do kolonizacji Galaktyki, i kto ostatecznie zwyciężył, czyja wizja - Ziemian czy Przestrzeniowców.
Nie zabrakło ulubionych bohaterów. Jest i Gladia, jest Daneel i Giskard. Elijah Baley natomiast tu występuje jedynie we wspomnieniach, gdyż jako Ziemianin nie jest tak długowieczny jak jego przyjaciele.
Początek powieści jest bardzo interesujący, lecz niestety im głębiej, tym nieco gorzej. Asimov każe swojemu bohaterowi R. Daneelowi kombinować nad czymś, co jest ważniejsze od Trzech Praw Robotyki, i jest to dość trudne do przyjęcia, gdyż samodzielne rozumowanie nad Prawami, a tym bardziej konstrukcja Prawa Zerowego, burzy wszystko, czego o robotach dowiedzieliśmy się z poprzednich tomów. Jakże to, robot teraz jest w stanie “sam się przeprogramować”? W poprzednich odcinkach sama myśl o czymś takim skutecznie niszczyła pozytonowy mózg robota...
Ale są i ciekawsze momenty, jak na przykład pojawienie się (wreszcie!) robotów groźnych dla ludzi, takich, których interpretacja Praw jest dość specyficzna, przez co są w stanie człowieka uznać za nie-człowieka. Po trzech tomach oczekiwania, wreszcie jest. Aż żal chwyta za serce, że Baley, który słynął z braku zaufania do robotów, tego nie dożył i nie ujrzał potwierdzenia swych najczarniejszych obaw.
Książka jest oczywiście przegadana, intryga jak i cała opowieść nie są aż tak skomplikowane, by je rozpisywać na czterysta stron, ale Asimov lubił sobie pogadać, więc do tego jesteśmy przyzwyczajeni.
Robots and Empire, Prima 1995, 416 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Isaac Asimov, Roboty (3) "Roboty z Planety Świtu"
Warto wiedzieć, że pomiędzy tomem drugim cyklu "Roboty" i trzecim było 25 lat przerwy. Dlatego "Roboty z Planety Świtu" czyta się nieco inaczej, te ćwierć wieku po prostu czuć na kartach książki, tym bardziej, że rzecz dotyczy głównie tych samych postaci, które poznaliśmy na Solarii, w książce "Nagie Słońce".
Detektyw Baley znowu wyrusza w Kosmos, tym razem na najstarszą i największą planetę Przestrzeniowców - Aurorę. Musi wyjaśnić zagadkę robobójstwa, doprowadzenia do zatrzymania pracy mózgu pozytonowego u jednego z dwóch istniejących w Galaktyce robotów humanoidalnych, Jandera. Oczywiście w rozwiązywaniu zagadki będzie Bayleowi pomagał drugi z tych robotów, znany nam R. Daneel Olivav.
Tak, jak poprzedni tom zostawił u czytelnika uczucie niedosytu ze względu na pewne niedopowiedzenia w prezentacji mieszkańców planety Solarii, tak teraz mamy kawę na ławie. Autor szczególnie wiele uwagi poświęcił temu, czego tak brakowało na Solarii, czyli kwestii seksu i osiągania przyjemności, co nabiera dodatkowego znaczenia, gdy okazuje się, iż "zmarły" Jander przebywał od miesięcy w domu... Gladii, bohaterki znanej z tomu drugiego, Solarianki wychowanej w specyficznym, pełnym wstrętu do osobistych kontaktów społeczeństwie.
Tym, co obniża ocenę tytułu jest prowadzenie zbyt długo rozwijającej się akcji, książka jest często przegadana, nie odczuwamy przyjemności z tak powoli wyciąganych przez bohatera wniosków. Ponadto rozwiązanie sprawy też pozostawia nieco do życzenia, do takiego miłośnika fizyki i nauki ścisłej, jakim był Asimov nie pasują rozwiązania choćby lekko ocierające się o sprawy wciąż pozostające w sferze mistycyzmu, a nie czystej nauki.
The Robots of Dawn, Prima 1994, 384 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Detektyw Baley znowu wyrusza w Kosmos, tym razem na najstarszą i największą planetę Przestrzeniowców - Aurorę. Musi wyjaśnić zagadkę robobójstwa, doprowadzenia do zatrzymania pracy mózgu pozytonowego u jednego z dwóch istniejących w Galaktyce robotów humanoidalnych, Jandera. Oczywiście w rozwiązywaniu zagadki będzie Bayleowi pomagał drugi z tych robotów, znany nam R. Daneel Olivav.
Tak, jak poprzedni tom zostawił u czytelnika uczucie niedosytu ze względu na pewne niedopowiedzenia w prezentacji mieszkańców planety Solarii, tak teraz mamy kawę na ławie. Autor szczególnie wiele uwagi poświęcił temu, czego tak brakowało na Solarii, czyli kwestii seksu i osiągania przyjemności, co nabiera dodatkowego znaczenia, gdy okazuje się, iż "zmarły" Jander przebywał od miesięcy w domu... Gladii, bohaterki znanej z tomu drugiego, Solarianki wychowanej w specyficznym, pełnym wstrętu do osobistych kontaktów społeczeństwie.
Tym, co obniża ocenę tytułu jest prowadzenie zbyt długo rozwijającej się akcji, książka jest często przegadana, nie odczuwamy przyjemności z tak powoli wyciąganych przez bohatera wniosków. Ponadto rozwiązanie sprawy też pozostawia nieco do życzenia, do takiego miłośnika fizyki i nauki ścisłej, jakim był Asimov nie pasują rozwiązania choćby lekko ocierające się o sprawy wciąż pozostające w sferze mistycyzmu, a nie czystej nauki.
The Robots of Dawn, Prima 1994, 384 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Isaac Asimov, Roboty (2) "Nagie słońce"
Drugi tom cyklu Roboty zaskoczył mnie już od pierwszych słów, okazało się bowiem, iż bohaterem jest ponownie Elijah Baley, znany z "Pozytonowego detektywa". Choć po zastanowieniu się wcale nie wiem, dlaczego spodziewałem się innych czasów i innych realiów...?
Od samego początku książka wciąga niczym najlepsze ruchome piaski. Okazuje się, iż nasz detektyw zostanie wysłany... poza Ziemię. A każdy, kto zna poprzedni tom wie, iż w świecie przedstawionym przez Asimova ludzie mają psychiczny problem nawet z wyjściem z gigantycznej struktury zwanej Miastem, a co dopiero opuszczeniem planety!
Taki zabieg, pod płaszczyzną opowieści kryminalnej, pozwala autorowi na bardzo dowolną zabawę i prezentację totalnie abstrakcyjnych światów, postaw, społeczeństw. I Asimov skrupulatnie z owej możliwości korzysta. Przez większą część powieści zastanawiamy się nad zwyczajami panującymi na Solarii, planecie, na której popełniono morderstwo. Znając Baleya, wiemy dobrze, iż z całą pewnością jest w stanie podejrzewać o zbrodnię roboty, mimo trzech słynnych praw robotyki, uniemożliwiających funkcjonowanie robota, czy też mózgu pozytonowego w przypadku kontaktu z zagrożeniem czy wręcz śmiercią człowieka. A ponieważ roboty będą wśród podejrzanych, możemy się spodziewać i drugiego bohatera pamiętanego z tomu pierwszego, bodaj najsłynniejszego robota w literaturze, R. Daneela Olivawa. Nasza ulubiona parka detektywów znowu połączy umiejętności mózgów ludzkiego i pozytonowego, co zaowocuje niebywałymi wręcz odkryciami.
Książka nie wyjaśnia jednak wszystkich zagadek dotyczących świata przedstawionego, jakie spiętrzył przed czytelnikiem autor. W świetle ukazanych tu zwyczajów społeczeństwa Solarii, ich wstrętu do przebywania wśród innych ludzi i zamiłowaniu do holograficznych przekazów, ich sztucznej hodowli kolejnych pokoleń nie odnalazłem w powieści odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, które przychodzą do głowy w takiej sytuacji: co z popędem seksualnym? Nie ma ani słowa o czymś na kształt pigułki, znanej chociażby z "Seksmisji", regulującej ową potrzebę... A druga sprawa, to wyraz będący w domyśle przekleństwem, który Baley wypowiada co chwilę i z wyraźnym zamiłowaniem. Ciekawi człowieka cóż może oznaczać, ale wujek Asimov tej ciekawości nie zaspokoi, zrobi to natomiast wujek Google ;]
The Naked Sun, Prima 1994, 224 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Od samego początku książka wciąga niczym najlepsze ruchome piaski. Okazuje się, iż nasz detektyw zostanie wysłany... poza Ziemię. A każdy, kto zna poprzedni tom wie, iż w świecie przedstawionym przez Asimova ludzie mają psychiczny problem nawet z wyjściem z gigantycznej struktury zwanej Miastem, a co dopiero opuszczeniem planety!
Taki zabieg, pod płaszczyzną opowieści kryminalnej, pozwala autorowi na bardzo dowolną zabawę i prezentację totalnie abstrakcyjnych światów, postaw, społeczeństw. I Asimov skrupulatnie z owej możliwości korzysta. Przez większą część powieści zastanawiamy się nad zwyczajami panującymi na Solarii, planecie, na której popełniono morderstwo. Znając Baleya, wiemy dobrze, iż z całą pewnością jest w stanie podejrzewać o zbrodnię roboty, mimo trzech słynnych praw robotyki, uniemożliwiających funkcjonowanie robota, czy też mózgu pozytonowego w przypadku kontaktu z zagrożeniem czy wręcz śmiercią człowieka. A ponieważ roboty będą wśród podejrzanych, możemy się spodziewać i drugiego bohatera pamiętanego z tomu pierwszego, bodaj najsłynniejszego robota w literaturze, R. Daneela Olivawa. Nasza ulubiona parka detektywów znowu połączy umiejętności mózgów ludzkiego i pozytonowego, co zaowocuje niebywałymi wręcz odkryciami.
Książka nie wyjaśnia jednak wszystkich zagadek dotyczących świata przedstawionego, jakie spiętrzył przed czytelnikiem autor. W świetle ukazanych tu zwyczajów społeczeństwa Solarii, ich wstrętu do przebywania wśród innych ludzi i zamiłowaniu do holograficznych przekazów, ich sztucznej hodowli kolejnych pokoleń nie odnalazłem w powieści odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, które przychodzą do głowy w takiej sytuacji: co z popędem seksualnym? Nie ma ani słowa o czymś na kształt pigułki, znanej chociażby z "Seksmisji", regulującej ową potrzebę... A druga sprawa, to wyraz będący w domyśle przekleństwem, który Baley wypowiada co chwilę i z wyraźnym zamiłowaniem. Ciekawi człowieka cóż może oznaczać, ale wujek Asimov tej ciekawości nie zaspokoi, zrobi to natomiast wujek Google ;]
The Naked Sun, Prima 1994, 224 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Isaac Asimov, Roboty (1) "Pozytonowy detektyw"
W gigantycznym wstępie do książki Asimov opowiada o jego fascynacji robotami. Stamtąd też dowiadujemy się, dlaczego cykl został rozpisany jako powieści kryminalne, detektywistyczne w otoczeniu science fiction, gdzie główny nacisk nie jest położony na sam świat, ale po prostu na rozwiązanie zagadki.
Akcja toczy się na Ziemi, w bardzo odległej przyszłości. Ludzkość zamieszkująca planetę żyje w ogromnych, zamkniętych konstrukcjach zwanych Miastami, liczących sobie po kilkadziesiąt milionów mieszkańców. Pieniędzy nie ma, każdy otrzymuje takie warunki do życia i tyle pożywienia, jak wyglądają jego zasługi (praca) dla Miasta. Co może wynikać z takiej organizacji życia na Ziemi? Kto jak kto, ale Asimov przewiduje najlepiej i najbardziej trafnie: świat stoi w miejscu, ludziom nie mieści się w głowie wyjść poza Miasto, rozwijać się. A miejsca i pracy zaczyna brakować, niezadowolenie społeczne potęgują dodatkowo roboty, wykorzystywane w coraz większej liczbie branż, pozbawiające ludzi pracy. W "Pozytonowym detektywie" poznajemy jednego z nich, robota najnowszej generacji, wyglądającego identycznie jak człowiek, tu występującego na pozycji detektywa, tworzącego parę z głównym bohaterem powieści. Staną oni nie tylko w obliczu spisku i morderstwa, ale także poznają głębszą filozofię, która pozwoli ludziom na wyjście z zastoju. Przede wszystkim jednak będą musieli się nauczyć wzajemnego szacunku, zarówno robot zgłębi pewne kwestie, jak i człowiek. Konfrontacja mózgu człowieka z mózgiem pozytonowym wyszła autorowi po prostu wspaniale, prawie tak dobrze, jak słynne trzy prawa robotyki, których w książce nie mogło zabraknąć, a które każdy fan science fiction powinien znać przynajmniej tak dobrze, jak katolik dekalog :-)
Caves of Steel, Prima 1993, 224 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Akcja toczy się na Ziemi, w bardzo odległej przyszłości. Ludzkość zamieszkująca planetę żyje w ogromnych, zamkniętych konstrukcjach zwanych Miastami, liczących sobie po kilkadziesiąt milionów mieszkańców. Pieniędzy nie ma, każdy otrzymuje takie warunki do życia i tyle pożywienia, jak wyglądają jego zasługi (praca) dla Miasta. Co może wynikać z takiej organizacji życia na Ziemi? Kto jak kto, ale Asimov przewiduje najlepiej i najbardziej trafnie: świat stoi w miejscu, ludziom nie mieści się w głowie wyjść poza Miasto, rozwijać się. A miejsca i pracy zaczyna brakować, niezadowolenie społeczne potęgują dodatkowo roboty, wykorzystywane w coraz większej liczbie branż, pozbawiające ludzi pracy. W "Pozytonowym detektywie" poznajemy jednego z nich, robota najnowszej generacji, wyglądającego identycznie jak człowiek, tu występującego na pozycji detektywa, tworzącego parę z głównym bohaterem powieści. Staną oni nie tylko w obliczu spisku i morderstwa, ale także poznają głębszą filozofię, która pozwoli ludziom na wyjście z zastoju. Przede wszystkim jednak będą musieli się nauczyć wzajemnego szacunku, zarówno robot zgłębi pewne kwestie, jak i człowiek. Konfrontacja mózgu człowieka z mózgiem pozytonowym wyszła autorowi po prostu wspaniale, prawie tak dobrze, jak słynne trzy prawa robotyki, których w książce nie mogło zabraknąć, a które każdy fan science fiction powinien znać przynajmniej tak dobrze, jak katolik dekalog :-)
Caves of Steel, Prima 1993, 224 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
poniedziałek, 20 września 2010
Isaac Asimov, Imperium Galaktycznego tom 3: "Kamyk na niebie"
Książkę rozpoczyna przedmowa autora, która w połączeniu z numeracją tomu powoduje nieco zamieszania. Asimov wyjaśnia jak doszło do powstania jego pierwszej książki, tej właśnie... i rzeczywiście, powieść datowana jest na rok 1950, podczas gdy kolejne części cyklu są pisane później. Dziwnym trafem jednakże „Kamyk na niebie” uważa się za tom trzeci, nie pierwszy.
W sumie dla samej sagi Imperium Galaktyczne nie ma to najmniejszego znaczenia, każda powieść nie dość, że opowiada o zupełnie innych bohaterach, rozgrywa się także w kompletnie innych czasach. Może tylko polski wydawca się pomylił?
„Kamyk na niebie” zaczyna się z hukiem, obiecując konkretną akcję. Człowiek z naszych czasów zostaje w tajemniczy sposób przeniesiony w przyszłość. Ludzie sięgnęli gwiazd, galaktyką rządzi wspomniane Imperium, tylko Ziemia nie jest jego prawdziwą częścią. Planeta w dużej części pokryta obszarami radioaktywnymi, pełna niebezpieczeństw, której mieszkańcy żyją określoną ilość czasu, potem muszą „odejść”, czyli po prostu poddać się eutanazji... Ziemianami wszyscy pogardzają, traktują ich niczym trędowatych, panuje tu najzwyklejszy rasizm. Oczywiście mieszkańcy Ziemi nie są dłużni, nienawiść rodzi nienawiść.
Co ciekawe, choć wcale nie zaskakujące dla tych, którzy poczytali już nieco dzieł Asimova, okazuje się, iż nikt tak naprawdę nie wie, jakim sposobem Imperium powstało. Nie tylko sama organizacja, niejasne są nawet podstawy historii rozprzestrzeniania się gatunku ludzkiego w kosmosie. Istnieją różne teorie, wręcz religie, których wyznawcy w tej powieści będą ze sobą walczyć, co bardzo mocno ukazuje głupotę dowolnego fanatyzmu i niezrozumienie, jakie Asimov żywił dla wszelkiego rodzaju mistycyzmu.
Nasz tajemniczy człowiek z przeszłości jest tylko jednym z wielu bohaterów, których przygody wzajemnie się powiążą. Kiedy wreszcie poddany eksperymentowi jest w stanie się porozumieć z dzisiejszymi Ziemianami rozpoczyna się bardzo standardowa dla autora powieść science fiction, w której mamy potężną dawkę akcji, także sporo uczuć i emocji, a wszystko obserwujemy na tle świata powstałego ze złych przeczuć pisarza, człowieka który tworzył tą powieść w pierwszych latach Zimnej Wojny.
Pebble in the Sky, Prima 1993, 224 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)








