Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaac Asimov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isaac Asimov. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 lipca 2012

Isaac Asimov & Robert Silverberg - "Brzydki mały chłopiec"


Z połączenia umiejętności dwóch tak utalentowanych pisarzy nie mogło powstać nic innego, jak bardzo udana książka. Historia dzieje się w XXI wieku, w którym odnaleziono sposób na sprowadzanie z przeszłości okazów, w celu zbadania. Najpierw naukowcy badają wodę, potem jakieś stworzonka czy kamienie, by wreszcie wpaść na pomysł, by sprowadzić człowieka. Niestety ograniczenia wagowe wynalazku powodują, że musi to być dziecko.

Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach. Pierwszą z nich jest oczywiście XXI wiek i sam sposób zachowania się małego, brzydkiego chłopca w naszych czasach. Mały, bo sprowadzony w wieku około czterech lat, a brzydki, bo neandertalczyk. Obserwujemy historię wyboru odpowiedniej pielęgniarki na to stanowisko, potem pierwsze kłopoty, następnie pierwsze sukcesy. Świetnie się to czyta, lektura jest znacznie bardziej wzruszająca, niż naukowa.

Jednak wiele rozdziałów powieści jest podwójnych - te drugie zabierają nas czterdzieści tysięcy lat przed naszą erę, by oglądać historię plemienia, z którego chłopiec pochodzi. Ta opowieść także jest mocno rozbudowana i wcale nie kończy się w momencie, gdy Timmy trafia do naszych czasów.

Siłą powieści jest właśnie wiele wzruszeń, jakie Timmy i jego opiekunka czytelnikowi zapewniają. Wszystko tu jest osiągnięciem: używanie spodka, kubka, toalety. Opisane z entuzjazmem i radością. Natomiast wadą “Małego, brzydkiego chłopca” zdecydowanie jest zbyt duża dawka idealizmu, jaką zaprezentowali nam autorzy. To nie jest możliwe, by tego typu eksperyment odbywał się w sposób. Ludzka podłość i głupota w realnym świecie spowodowałyby znacznie większe straty i o wiele potężniejszą traumę.

Ale nie ważne. Prawda jest taka, że “Małego, brzydkiego chłopca” Isaac Asimov napisał pod koniec lat sześćdziesiątych. Idealizm jest zatem zupełnie zrozumiały. A Robert Silverberg po prostu przerobił opowiadanie na książkę i wydał ją w czasie, gdy Asimov odchodził już z tego świata. Nie zmienił wiele - po prostu historię rozbudował. Ale nie o motywy science fiction, także nie o motywy socjologiczne. “Mały, brzydki chłopiec” to przede wszystkim książka o miłości i tolerancji oraz - jak zwykle w przypadku dobrego science fiction - o ludzkiej podłości i braku wyobraźni, gdzie zawsze ważniejsza jest zemsta i osobiste animozje od prawdy i sprawiedliwości.

The Ugly Little Boy
Isaac Asimov, Robert Silverberg
Amber 1994
416 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytać.pl

poniedziałek, 28 lutego 2011

Isaac Asimov, Imperium Galaktycznego tom 2: "Prądy przestrzeni"

Drugi tom "Imperium Galaktycznego" to taka sama powieść akcji, jak Gwiazdy jak pył. Tym razem rzecz rozgrywa się wiele lat później, gdy mało kto już pamięta Ziemię, a twierdzenie, jakoby to z niej pochodziła ludzkość brane jest za dowcip.

Bohaterów jest kilku. Mamy tu człowieka z wykasowaną pamięcią, odkrywaną powoli, stopniowo. Jest jego kobieta, wpierw opiekunka, potem ktoś więcej. Jest inteligent, którego postępowanie stale zadziwia, aż Asimov nie odkryje kim tak naprawdę jest. Skoro to cykl Imperium Galaktyczne, to wiadomo, że musi paść nieco informacji o Trantorze i ostatecznie kształtującej się państwowości w centrum Galaktyki, czyli słynnego Imperium, z którego następnie wyłoniła się wspaniała Fundacja.

Książka jest pełna akcji, mocne uderzenie science fiction, z rzadka przerywane dygresjami autora. Owe dygresje jednak, gdy już je wyłowimy, robią - jak zawsze u Asimova - gigantyczne wrażenie.

The Currents of Space, Prima 1993, 208 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

wtorek, 25 stycznia 2011

Isaac Asimov, Roboty (4) "Roboty i Imperium"

Ostatni tom cyklu Roboty szczególnie powinien ciekawić tych, którzy wiedzą, jak kończy się ostatni tom Fundacji, gdyż to tutaj dowiemy się, jakie były przyczyny stanu, który zastaliśmy w ostatnich rozdziałach książki Fundacja i Ziemia.

Ale zdecydowanie zainteresuje także tych, którym podobał się cykl Imperium Galaktyczne, czyli trzy pełne akcji (a pozbawione niestety większej filozofii) książki przygodowe. Roboty i Imperium opowiadają jak doszło do kolonizacji Galaktyki, i kto ostatecznie zwyciężył, czyja wizja - Ziemian czy Przestrzeniowców.

Nie zabrakło ulubionych bohaterów. Jest i Gladia, jest Daneel i Giskard. Elijah Baley natomiast tu występuje jedynie we wspomnieniach, gdyż jako Ziemianin nie jest tak długowieczny jak jego przyjaciele.

Początek powieści jest bardzo interesujący, lecz niestety im głębiej, tym nieco gorzej. Asimov każe swojemu bohaterowi R. Daneelowi kombinować nad czymś, co jest ważniejsze od Trzech Praw Robotyki, i jest to dość trudne do przyjęcia, gdyż samodzielne rozumowanie nad Prawami, a tym bardziej konstrukcja Prawa Zerowego, burzy wszystko, czego o robotach dowiedzieliśmy się z poprzednich tomów. Jakże to, robot teraz jest w stanie “sam się przeprogramować”? W poprzednich odcinkach sama myśl o czymś takim skutecznie niszczyła pozytonowy mózg robota...

Ale są i ciekawsze momenty, jak na przykład pojawienie się (wreszcie!) robotów groźnych dla ludzi, takich, których interpretacja Praw jest dość specyficzna, przez co są w stanie człowieka uznać za nie-człowieka. Po trzech tomach oczekiwania, wreszcie jest. Aż żal chwyta za serce, że Baley, który słynął z braku zaufania do robotów, tego nie dożył i nie ujrzał potwierdzenia swych najczarniejszych obaw.

Książka jest oczywiście przegadana, intryga jak i cała opowieść nie są aż tak skomplikowane, by je rozpisywać na czterysta stron, ale Asimov lubił sobie pogadać, więc do tego jesteśmy przyzwyczajeni.

Robots and Empire, Prima 1995, 416 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

Isaac Asimov, Roboty (3) "Roboty z Planety Świtu"

Warto wiedzieć, że pomiędzy tomem drugim cyklu "Roboty" i trzecim było 25 lat przerwy. Dlatego "Roboty z Planety Świtu" czyta się nieco inaczej, te ćwierć wieku po prostu czuć na kartach książki, tym bardziej, że rzecz dotyczy głównie tych samych postaci, które poznaliśmy na Solarii, w książce "Nagie Słońce".

Detektyw Baley znowu wyrusza w Kosmos, tym razem na najstarszą i największą planetę Przestrzeniowców - Aurorę. Musi wyjaśnić zagadkę robobójstwa, doprowadzenia do zatrzymania pracy mózgu pozytonowego u jednego z dwóch istniejących w Galaktyce robotów humanoidalnych, Jandera. Oczywiście w rozwiązywaniu zagadki będzie Bayleowi pomagał drugi z tych robotów, znany nam R. Daneel Olivav.

Tak, jak poprzedni tom zostawił u czytelnika uczucie niedosytu ze względu na pewne niedopowiedzenia w prezentacji mieszkańców planety Solarii, tak teraz mamy kawę na ławie. Autor szczególnie wiele uwagi poświęcił temu, czego tak brakowało na Solarii, czyli kwestii seksu i osiągania przyjemności, co nabiera dodatkowego znaczenia, gdy okazuje się, iż "zmarły" Jander przebywał od miesięcy w domu... Gladii, bohaterki znanej z tomu drugiego, Solarianki wychowanej w specyficznym, pełnym wstrętu do osobistych kontaktów społeczeństwie.

Tym, co obniża ocenę tytułu jest prowadzenie zbyt długo rozwijającej się akcji, książka jest często przegadana, nie odczuwamy przyjemności z tak powoli wyciąganych przez bohatera wniosków. Ponadto rozwiązanie sprawy też pozostawia nieco do życzenia, do takiego miłośnika fizyki i nauki ścisłej, jakim był Asimov nie pasują rozwiązania choćby lekko ocierające się o sprawy wciąż pozostające w sferze mistycyzmu, a nie czystej nauki.

The Robots of Dawn, Prima 1994, 384 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

Isaac Asimov, Roboty (2) "Nagie słońce"

Drugi tom cyklu Roboty zaskoczył mnie już od pierwszych słów, okazało się bowiem, iż bohaterem jest ponownie Elijah Baley, znany z "Pozytonowego detektywa". Choć po zastanowieniu się wcale nie wiem, dlaczego spodziewałem się innych czasów i innych realiów...?

Od samego początku książka wciąga niczym najlepsze ruchome piaski. Okazuje się, iż nasz detektyw zostanie wysłany... poza Ziemię. A każdy, kto zna poprzedni tom wie, iż w świecie przedstawionym przez Asimova ludzie mają psychiczny problem nawet z wyjściem z gigantycznej struktury zwanej Miastem, a co dopiero opuszczeniem planety!

Taki zabieg, pod płaszczyzną opowieści kryminalnej, pozwala autorowi na bardzo dowolną zabawę i prezentację totalnie abstrakcyjnych światów, postaw, społeczeństw. I Asimov skrupulatnie z owej możliwości korzysta. Przez większą część powieści zastanawiamy się nad zwyczajami panującymi na Solarii, planecie, na której popełniono morderstwo. Znając Baleya, wiemy dobrze, iż z całą pewnością jest w stanie podejrzewać o zbrodnię roboty, mimo trzech słynnych praw robotyki, uniemożliwiających funkcjonowanie robota, czy też mózgu pozytonowego w przypadku kontaktu z zagrożeniem czy wręcz śmiercią człowieka. A ponieważ roboty będą wśród podejrzanych, możemy się spodziewać i drugiego bohatera pamiętanego z tomu pierwszego, bodaj najsłynniejszego robota w literaturze, R. Daneela Olivawa. Nasza ulubiona parka detektywów znowu połączy umiejętności mózgów ludzkiego i pozytonowego, co zaowocuje niebywałymi wręcz odkryciami.

Książka nie wyjaśnia jednak wszystkich zagadek dotyczących świata przedstawionego, jakie spiętrzył przed czytelnikiem autor. W świetle ukazanych tu zwyczajów społeczeństwa Solarii, ich wstrętu do przebywania wśród innych ludzi i zamiłowaniu do holograficznych przekazów, ich sztucznej hodowli kolejnych pokoleń nie odnalazłem w powieści odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, które przychodzą do głowy w takiej sytuacji: co z popędem seksualnym? Nie ma ani słowa o czymś na kształt pigułki, znanej chociażby z "Seksmisji", regulującej ową potrzebę... A druga sprawa, to wyraz będący w domyśle przekleństwem, który Baley wypowiada co chwilę i z wyraźnym zamiłowaniem. Ciekawi człowieka cóż może oznaczać, ale wujek Asimov tej ciekawości nie zaspokoi, zrobi to natomiast wujek Google ;]

The Naked Sun, Prima 1994, 224 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

Isaac Asimov, Roboty (1) "Pozytonowy detektyw"

W gigantycznym wstępie do książki Asimov opowiada o jego fascynacji robotami. Stamtąd też dowiadujemy się, dlaczego cykl został rozpisany jako powieści kryminalne, detektywistyczne w otoczeniu science fiction, gdzie główny nacisk nie jest położony na sam świat, ale po prostu na rozwiązanie zagadki.

Akcja toczy się na Ziemi, w bardzo odległej przyszłości. Ludzkość zamieszkująca planetę żyje w ogromnych, zamkniętych konstrukcjach zwanych Miastami, liczących sobie po kilkadziesiąt milionów mieszkańców. Pieniędzy nie ma, każdy otrzymuje takie warunki do życia i tyle pożywienia, jak wyglądają jego zasługi (praca) dla Miasta. Co może wynikać z takiej organizacji życia na Ziemi? Kto jak kto, ale Asimov przewiduje najlepiej i najbardziej trafnie: świat stoi w miejscu, ludziom nie mieści się w głowie wyjść poza Miasto, rozwijać się. A miejsca i pracy zaczyna brakować, niezadowolenie społeczne potęgują dodatkowo roboty, wykorzystywane w coraz większej liczbie branż, pozbawiające ludzi pracy. W "Pozytonowym detektywie" poznajemy jednego z nich, robota najnowszej generacji, wyglądającego identycznie jak człowiek, tu występującego na pozycji detektywa, tworzącego parę z głównym bohaterem powieści. Staną oni nie tylko w obliczu spisku i morderstwa, ale także poznają głębszą filozofię, która pozwoli ludziom na wyjście z zastoju. Przede wszystkim jednak będą musieli się nauczyć wzajemnego szacunku, zarówno robot zgłębi pewne kwestie, jak i człowiek. Konfrontacja mózgu człowieka z mózgiem pozytonowym wyszła autorowi po prostu wspaniale, prawie tak dobrze, jak słynne trzy prawa robotyki, których w książce nie mogło zabraknąć, a które każdy fan science fiction powinien znać przynajmniej tak dobrze, jak katolik dekalog :-)

Caves of Steel, Prima 1993, 224 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

poniedziałek, 20 września 2010

Isaac Asimov, Imperium Galaktycznego tom 3: "Kamyk na niebie"

Książkę rozpoczyna przedmowa autora, która w połączeniu z numeracją tomu powoduje nieco zamieszania. Asimov wyjaśnia jak doszło do powstania jego pierwszej książki, tej właśnie... i rzeczywiście, powieść datowana jest na rok 1950, podczas gdy kolejne części cyklu są pisane później. Dziwnym trafem jednakże „Kamyk na niebie” uważa się za tom trzeci, nie pierwszy.

W sumie dla samej sagi Imperium Galaktyczne nie ma to najmniejszego znaczenia, każda powieść nie dość, że opowiada o zupełnie innych bohaterach, rozgrywa się także w kompletnie innych czasach. Może tylko polski wydawca się pomylił?

„Kamyk na niebie” zaczyna się z hukiem, obiecując konkretną akcję. Człowiek z naszych czasów zostaje w tajemniczy sposób przeniesiony w przyszłość. Ludzie sięgnęli gwiazd, galaktyką rządzi wspomniane Imperium, tylko Ziemia nie jest jego prawdziwą częścią. Planeta w dużej części pokryta obszarami radioaktywnymi, pełna niebezpieczeństw, której mieszkańcy żyją określoną ilość czasu, potem muszą „odejść”, czyli po prostu poddać się eutanazji... Ziemianami wszyscy pogardzają, traktują ich niczym trędowatych, panuje tu najzwyklejszy rasizm. Oczywiście mieszkańcy Ziemi nie są dłużni, nienawiść rodzi nienawiść.

Co ciekawe, choć wcale nie zaskakujące dla tych, którzy poczytali już nieco dzieł Asimova, okazuje się, iż nikt tak naprawdę nie wie, jakim sposobem Imperium powstało. Nie tylko sama organizacja, niejasne są nawet podstawy historii rozprzestrzeniania się gatunku ludzkiego w kosmosie. Istnieją różne teorie, wręcz religie, których wyznawcy w tej powieści będą ze sobą walczyć, co bardzo mocno ukazuje głupotę dowolnego fanatyzmu i niezrozumienie, jakie Asimov żywił dla wszelkiego rodzaju mistycyzmu.

Nasz tajemniczy człowiek z przeszłości jest tylko jednym z wielu bohaterów, których przygody wzajemnie się powiążą. Kiedy wreszcie poddany eksperymentowi jest w stanie się porozumieć z dzisiejszymi Ziemianami rozpoczyna się bardzo standardowa dla autora powieść science fiction, w której mamy potężną dawkę akcji, także sporo uczuć i emocji, a wszystko obserwujemy na tle świata powstałego ze złych przeczuć pisarza, człowieka który tworzył tą powieść w pierwszych latach Zimnej Wojny.

Pebble in the Sky, Prima 1993, 224 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

czwartek, 16 września 2010

Isaac Asimov, Fundacji tom 10: "Fundacja i Ziemia"

„Fundacja i Ziemia” kończy nie tylko całą sagę Fundacji, jest także drugim tomem Agenta Fundacji. Niestety podobnie jak ów „Agent...” jest powieścią wciągającą w najmniejszym stopniu, przegadaną przez autora, prezentującą w zamierzeniu ciekawe miejsca, lecz w sposób niestety niezwykle usypiający.

Głównym założeniem fabuły jest wciąż poszukiwanie Ziemi, czyli planety, na której – jak głoszą legendy – powstała rasa ludzka. Całość opiera się mocno na „Agencie Fundacji”, powielając te same rozważania i myśli, które już dobrze znamy.

Przyjemnością miało być oglądanie światów tzw. Przestrzeniowców, doskonale nam znanych z cyklu o Robotach; obserwacja tychże planet kilkadziesiąt tysięcy lat później. Same roboty się także pojawiają, lecz w trakcie lektury obu książek czytelnik spodziewa się mniej więcej takiego właśnie zakończenia, jakie autor zaprezentował, dlatego przyjemność ze spotkania znanych już bohaterów jest wcale nie tak duża, jak być powinna.

Dla wielu pewnie będzie to bluźnierstwem, ale, co mi tam: lepiej sobie „Agenta Fundacji” i „Fundację i Ziemię” darować, pozostając zadowolonymi czytelnikami oryginalnej trylogii.

Foundation and Earth, Rebis 2002, 388 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

poniedziałek, 6 września 2010

Isaac Asimov, Fundacji tom 9. "Agent Fundacji"

Licząc wszystkie dodatkowe powieści, dopisane lata po oryginalej "Fundacji" zarówno przez Asimova, jak i innych pisarzy pragnących zrealizować się w tym uniwersum, "Agent Fundacji" jest już dziewiątą jej częścią. Akcja toczy się pięćset lat po założeniu na Terminusie przez Hariego Seldona Fundacji. Na dzień dzisiejszy Federacja Fundacji opanowała ponad połowę całej Galaktyki, i dokonała tego oczywiście dzięki swemu postępowi technologicznemu, bez wywoływania wojen.

Powstaje jednak pytanie: czy główne zadanie Fundacji, jakim jest stworzenie nowego, lepszego, trwalszego Imperium Galaktycznego, nie mogłoby zostać przyspieszone? Czy trzeba kurczowo trzymać się Planu Seldona, skoro wygląda na to, iż stworzenie trwałej organizacji ogólnogalaktycznej jest na wyciągnięcie ręki? W "Agencie Fundacji" Asimov wraca do wszystkich najważniejszych postaci znanych z poprzednich części, a czyni to przy okazji niezłego pomysłu: każe głównym bohaterom poszukiwać mitycznej, zaginionej Ziemi, planety, od której jakoby rozpoczęła się era dominacji rasy ludzkiej w Galaktyce.

Trzeba przyznać, iż seria pomysłów, którymi raczy nas autor na drodze do poznania tej jedynej prawdy na temat Ziemi jest ciekawą przygodą, może chwilami taką z przymrużeniem oka. Asimov jak zwykle nie oparł się pokusie dodania pewnych smaczków przy opisywaniu społeczeństw zamieszkujących przeróżne planety, i naturalnie zrobił to z dużym wdziękiem.

Widać także jak bardzo pokrywa się Saga Fundacji z popkulturą, szczególnie Gwiezdnymi Wojnami. Postęp technologiczny, gigantyczny ośrodek władzy, gdzie każda planeta ma swojego przedstawiciela (niczym senat), burmistrz Terminusa jako Imperator, Druga Fundacja i istoty pokroju Muła jako władcy Mocy, potrafiący wpływać na umysły innych...

Książka ma tylko jedną wadę, mianowicie jest przegadana. Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że mogłaby być o połowę krótsza (czyli mieć pojemność poprzednich części) i znacznie bardziej ciekawsza dzięki temu. Momentami oczy się zamykają, gdy autor każe nam czytać kolejne długie wypowiedzi swoich bohaterów, którzy - choć na swój sposób ciekawi - nie są jednak postaciami tak wyrazistymi, że chciałoby się z nimi identyfikować.

Foundation's Edge, Rebis 2002, 360 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl