A jednak, cykl o Weronie Nowackiej jest spin-offem tego o Agacie Górskiej, bowiem na sekund osiem w czwartym tomie pojawia się pewna obrzydliwa prokurator, znana czytelnikom innych książek Autorki.
Tym razem książka w bardzo niewielkim stopniu skupia się na Weronice, zdecydowanie jest tu bohaterką drugoplanową. Fabuła opowiada o kolejnym okropnym dramacie, jaki może się niestety przytrafić młodym dziewczynom, szczególnie w kraju, w którym bycie kobietą samo w sobie wydaje się być karą.
Autorka zadbała o sprawnie skonstruowaną intrygę, do samego końca trzymając czytelnika w napięciu, skutecznie broniąc się przed odgadnięciem tego, kto naprawdę stoi za zbrodnią. Jednocześnie została nam przedstawiona dość przykra prawda o ludziach, którzy (uwaga, banalny truizm) są beznadziejnymi kretynami, i codziennie udowadniają to na platformach społecznościowych (koniec truizmu). W książce zaprezentowano przykład jak może skończy się publiczne wygłaszanie niepopartych faktami opinii i w jak łatwy sposób dotychczasowi znajomi stają się drapieżcami, bezmyślnie wypisującymi głupoty w sieci, korzystając z chwilowego osłabienia jednego z członków swojego stada.
To nie jest pierwszy raz, gdy Autorka do kryminału dodaje nieco komentarza o społeczeństwie, osobiście życzyłbym sobie, żeby właśnie w tym kierunku szła. Takie kryminały czyta mi się najlepiej, a mistrz gatunku, Mankell, przecież już niestety nic nowego nie napisze.
poniedziałek, 14 sierpnia 2023
sobota, 12 sierpnia 2023
Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 3. "Opowiem ci bajkę"
W trzecim tomie cyklu o Weronice Nowackiej Autorka kolejny raz udowadnia, że praca pedagoga w szkole to zadanie tylko dla tych, którzy czują powołanie. Otóż w życie weszła tak zwana „reforma”, cofająca szkoły o kilka dekad, ku uciesze władz wyobrażających sobie stado potulnych wyborców za lat kilka. A ludzi do pracy brakuje, zatem tym razem nie tylko Weronika ponownie da się namówić na podjęcie pracy, jak i jej emerytowana, znana wszystkim czytelnikom sąsiadka. Razem stanowią pewną siłę, która zaczyna stawiać opór panującym zwyczajom i zasadom, których broni wicedyrektorka szkoły.
Historia tu przedstawiona mocno chwyta za serce, jest bowiem doskonałym opisem tego, jak szybko i bezsensownie może zakończyć się życie. Oto ofiarą jest młody student pedagogiki, który do niedawna dorabiał sobie zajmując się opieką nad dzieckiem. Do tego przed samą śmiercią został oskarżony o molestowanie swoich podopiecznych. Teraz nie żyje, a czytelnik umiejętnie sterowany przez Autorkę zaczyna zastanawiać się o co chodzi, bowiem jedno jest pewne - nic nie będzie tu takie, jak się wydawało na początku.
Kolejna niezła książka, straciłem już rachubę która. Bardzo łatwo jest się przyzwyczaić do bohaterów (w zasadzie raczej: bohaterek) książek Autorki. Już się cieszę na tom kolejny.
Historia tu przedstawiona mocno chwyta za serce, jest bowiem doskonałym opisem tego, jak szybko i bezsensownie może zakończyć się życie. Oto ofiarą jest młody student pedagogiki, który do niedawna dorabiał sobie zajmując się opieką nad dzieckiem. Do tego przed samą śmiercią został oskarżony o molestowanie swoich podopiecznych. Teraz nie żyje, a czytelnik umiejętnie sterowany przez Autorkę zaczyna zastanawiać się o co chodzi, bowiem jedno jest pewne - nic nie będzie tu takie, jak się wydawało na początku.
Kolejna niezła książka, straciłem już rachubę która. Bardzo łatwo jest się przyzwyczaić do bohaterów (w zasadzie raczej: bohaterek) książek Autorki. Już się cieszę na tom kolejny.
czwartek, 10 sierpnia 2023
Kristin Hannah - "Magiczna chwila"
Na swój sposób fascynuje mnie twórczość Kristin Hannah. Autorka jest jak Stępień King - jak chce, to napisze coś doprawdy bardzo dobrego. A obok strzela takimi gniotami, że aż strach się bać. Jednocześnie jest w stanie wykorzystać ogromną sławę pisząc bardzo ważne książki („Gdzie poniesie wiatr”, czyli „Grona gniewu” dla prostego człowieka), a tuż obok wydaje takie potworki jak chociażby „Magiczną chwilę”.
Od początku do końca ta książka nie ma sensu, jest zestawem klisz powycinanych z filmów familijnych, w których każdy dramat został nam już wielokrotnie zaprezentowany, a każde rozwiązanie oferowane przez Autorkę to wklejanie pierwszej lepszej metody jaka przychodzi do głowy. Nic nie zaskakuje w tej książce, poza talentem Autorki do rozmienianie się na drobne. Nie pomaga ani interesujący, zdawałoby się, pomysł na „dzikie dziecko”, które próbujemy przywrócić do społeczeństwa, ani wklejenie do tego wszystkiego morderstwa, ani wzięcie jako bohaterki dziecięcego psychiatry. A druga bohaterka - policjantka - to już jest takie nagromadzenie ogranych postaw, że zaskoczony będzie jedynie ten czytelnik, który czyta swoją pierwszą powieść w życiu.
A jednak dosłuchałem audiobooka do końca, nie wiem, to już jest chyba moje guilty pleasure. A może po prostu lubię głos Anny Dereszowskiej? Książki w każdym razie nie polecam.
Od początku do końca ta książka nie ma sensu, jest zestawem klisz powycinanych z filmów familijnych, w których każdy dramat został nam już wielokrotnie zaprezentowany, a każde rozwiązanie oferowane przez Autorkę to wklejanie pierwszej lepszej metody jaka przychodzi do głowy. Nic nie zaskakuje w tej książce, poza talentem Autorki do rozmienianie się na drobne. Nie pomaga ani interesujący, zdawałoby się, pomysł na „dzikie dziecko”, które próbujemy przywrócić do społeczeństwa, ani wklejenie do tego wszystkiego morderstwa, ani wzięcie jako bohaterki dziecięcego psychiatry. A druga bohaterka - policjantka - to już jest takie nagromadzenie ogranych postaw, że zaskoczony będzie jedynie ten czytelnik, który czyta swoją pierwszą powieść w życiu.
A jednak dosłuchałem audiobooka do końca, nie wiem, to już jest chyba moje guilty pleasure. A może po prostu lubię głos Anny Dereszowskiej? Książki w każdym razie nie polecam.
środa, 9 sierpnia 2023
Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 2. "Nic o tobie nie wiem"
W tomie drugim Weronika wciąż zajmuje stanowisko szkolnego pedagoga, co pozwala Autorce na pokazanie wszystkim zainteresowanym jak beznadziejnym miejscem jest dzisiaj szkoła, jeśli chodzi o faktyczny wpływ na wychowanie dzieci. Zaprezentowano tu całą gamę postaw rodzicielskich, w których najczęściej występującą są oczekiwania, że to nauczyciele są odpowiedzialni za dzieci - nie rodzice.
Pod pretekstem zabójstwa trzynastoletniej dziewczyny Autorka prezentuje nam okropną rzeczywistość dzisiejszych dzieci, tak bardzo nieodpornych na kpiny, wyśmiewanie, jak dzieci z reguły bywają, ale w świecie, w którym wszystko można dokumentować poprzez smartfon i rozsyłać innym, co znacznie zmienia skalę prześladowań, jakim poddawane były, są i pewnie zawsze będą niektóre dzieci. Od Facebooka do Snapchata, krok po kroku czytelnik dowiaduje się w jakim celu powstały tego typu narzędzia i jak ogromną szkodę wyrządzają. Przy czym Autorka nie idzie na łatwiznę, obwiniając technologię i korporacje, nic z tych rzeczy. Technologia jest jak skalpel, jednemu życie uratuje, drugiemu odbierze. Cała odpowiedzialność leży po stronie wychowawców, i na ten fakt Autorka próbuje skierować uwagę czytelnika.
To smutna książka, niestety bardzo realistyczna pod względem pokazywanej tu historii. Takie rzeczy dzieją się codziennie, i jak im zapobiec, gdy rodzice sami zamiast zająć się dziećmi wolą zbierać lajki na portalach społecznościowych, oszukując się że mają one jakiś wpływ na samopoczucie? Smutna, dramatyczna, ale bardzo ważna książka, godna polecenia nie tylko fanom kryminału, ale przede wszystkim rodzicom nastolatków.
Pod pretekstem zabójstwa trzynastoletniej dziewczyny Autorka prezentuje nam okropną rzeczywistość dzisiejszych dzieci, tak bardzo nieodpornych na kpiny, wyśmiewanie, jak dzieci z reguły bywają, ale w świecie, w którym wszystko można dokumentować poprzez smartfon i rozsyłać innym, co znacznie zmienia skalę prześladowań, jakim poddawane były, są i pewnie zawsze będą niektóre dzieci. Od Facebooka do Snapchata, krok po kroku czytelnik dowiaduje się w jakim celu powstały tego typu narzędzia i jak ogromną szkodę wyrządzają. Przy czym Autorka nie idzie na łatwiznę, obwiniając technologię i korporacje, nic z tych rzeczy. Technologia jest jak skalpel, jednemu życie uratuje, drugiemu odbierze. Cała odpowiedzialność leży po stronie wychowawców, i na ten fakt Autorka próbuje skierować uwagę czytelnika.
To smutna książka, niestety bardzo realistyczna pod względem pokazywanej tu historii. Takie rzeczy dzieją się codziennie, i jak im zapobiec, gdy rodzice sami zamiast zająć się dziećmi wolą zbierać lajki na portalach społecznościowych, oszukując się że mają one jakiś wpływ na samopoczucie? Smutna, dramatyczna, ale bardzo ważna książka, godna polecenia nie tylko fanom kryminału, ale przede wszystkim rodzicom nastolatków.
wtorek, 8 sierpnia 2023
Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 1. "Kiedyś cię odnajdę"
Kolejna seria książek po nazwisku policjanta jakby kojarzy mi się z poprzednią, o Agacie Górskiej. Jednak w treści potwierdzenia póki co nie znalazłem. Bohaterką tym razem nie jest policjantka, a pedagożka na codzień pracująca w grafice komputerowej. Jej przyjaciółka staje się ofiarą gwałciciela i mordercy, i nie jest to pierwszy raz, gdy ktoś Weronice bliski przeżywa dramat - podobna trauma przytrafiła się kiedyś jej mamie.
Weronika zrozpaczona po śmierci przyjaciółki, wspominając brak rezultatów w śledztwie sprzed lat gdy ofiarą była jej mama, postanawia sama wziąć się do roboty. Tymczasem policjant prowadzący śledztwo jest Weroniką coraz bardziej zauroczony.
Książka w umiejętny sposób przedstawia starą, znaną nam wszystkim historię w taki sposób, że nie da się od lektury oderwać. Autorka ma duży talent do trzymania czytelnika w napięciu, nie pozwalając mu zamknąć książki ani przez moment. Książka pęka w kilka godzin, i na całe szczęście na moment pisania tych słów są kolejne trzy tomy, z których drugi już otwieram.
Weronika zrozpaczona po śmierci przyjaciółki, wspominając brak rezultatów w śledztwie sprzed lat gdy ofiarą była jej mama, postanawia sama wziąć się do roboty. Tymczasem policjant prowadzący śledztwo jest Weroniką coraz bardziej zauroczony.
Książka w umiejętny sposób przedstawia starą, znaną nam wszystkim historię w taki sposób, że nie da się od lektury oderwać. Autorka ma duży talent do trzymania czytelnika w napięciu, nie pozwalając mu zamknąć książki ani przez moment. Książka pęka w kilka godzin, i na całe szczęście na moment pisania tych słów są kolejne trzy tomy, z których drugi już otwieram.
poniedziałek, 7 sierpnia 2023
Małgorzata Rogala - Pełnia tajemnic
W ósmym tomie cyklu o policjantach Agacie Górskiej na scenę weszła nowa partnerka Tomczyka, Monika Gniewosz. To jej historia była tym elementem, dzięki któremu uznaję ósmy epizod za jeden z lepszych. Okazuje się, że Autorka właśnie Monice poświęciła kolejny cykl, na który do tego momentu składają się trzy tomy.
Monika opuściła duże miasto, jest w trakcie rozwodu, ponadto dowiadujemy się o problemach z prawem jej matki - problemach, o których nic z poprzedniej serii książek nie wiem. Bohaterka nie tylko jest w zupełnie nowym miejscu, w znacznie mniejszej miejscowości, pozbawionej anonimowości metropolii. Do Pełni, bo tak się nazywa miasteczko, przeprowadza się z córką Kornelią.
W pierwszym tomie Monika próbuje się wpisać w nowe miejsce, jednakże po wszystkich przejściach obce są jej zachowania spolegliwe. Od pierwszej chwili reaguje na każde zachowanie, które jej zdaniem zasługuje na reakcję policji, mimo że w miasteczku reguły są nieco inne. Wszyscy się znają i nie każde zachowanie jest traktowane jako przewinienie. W pracy trafia na gburowatego szefa i przyjemnego partnera, i jesteśmy świadkami niezłego kryminału, w którym na czytelnika czeka przyjemna niespodzianka.
Drugi tom w mojej opinii jest niestety nieco słabszy, bo choć dotyczy interesującej sprawy zaginionego „skarbu”, co jest motywem zbrodni, to niespecjalnie dużo Autorka poświęciła miejsca na prezentację zbrodniarza i jego motywów. One owszem są zaprezentowane, ale mnie interesowałoby więcej szczegółów popychających człowieka do tak mocno nieadekwatnego zachowania jak morderstwo w kwestii tak błahej jak relatywnie niewiele warte znalezisko. W tle ciągle tkwią czekające na rozwiązanie sprawy kwestie byłego męża oraz matki wciąż przebywającej za kratami więzienia.
Trzecia część cyklu najbardziej przypomina stereotypowy skandynawski kryminał, gdzie motywem zbrodni jest stare, dobre interpretowanie po swojemu słowa bożego. Wszystko gra, lektura pędzi przed siebie, ośmiogodzinna szychta w robocie to aż nadto by lekturę zakończyć. Zabawę psuje jedynie końcówka, która owszem, wzbudza emocje i oczekiwanie na to, co będzie dalej, ale jednocześnie w mojej opinii jest niestety zagrywką ograną, wyciągniętą z pudełka pełnego wielokrotnie zużytych pomysłów na zrobienie cliffhangera.
Monika opuściła duże miasto, jest w trakcie rozwodu, ponadto dowiadujemy się o problemach z prawem jej matki - problemach, o których nic z poprzedniej serii książek nie wiem. Bohaterka nie tylko jest w zupełnie nowym miejscu, w znacznie mniejszej miejscowości, pozbawionej anonimowości metropolii. Do Pełni, bo tak się nazywa miasteczko, przeprowadza się z córką Kornelią.
W pierwszym tomie Monika próbuje się wpisać w nowe miejsce, jednakże po wszystkich przejściach obce są jej zachowania spolegliwe. Od pierwszej chwili reaguje na każde zachowanie, które jej zdaniem zasługuje na reakcję policji, mimo że w miasteczku reguły są nieco inne. Wszyscy się znają i nie każde zachowanie jest traktowane jako przewinienie. W pracy trafia na gburowatego szefa i przyjemnego partnera, i jesteśmy świadkami niezłego kryminału, w którym na czytelnika czeka przyjemna niespodzianka.
Drugi tom w mojej opinii jest niestety nieco słabszy, bo choć dotyczy interesującej sprawy zaginionego „skarbu”, co jest motywem zbrodni, to niespecjalnie dużo Autorka poświęciła miejsca na prezentację zbrodniarza i jego motywów. One owszem są zaprezentowane, ale mnie interesowałoby więcej szczegółów popychających człowieka do tak mocno nieadekwatnego zachowania jak morderstwo w kwestii tak błahej jak relatywnie niewiele warte znalezisko. W tle ciągle tkwią czekające na rozwiązanie sprawy kwestie byłego męża oraz matki wciąż przebywającej za kratami więzienia.
Trzecia część cyklu najbardziej przypomina stereotypowy skandynawski kryminał, gdzie motywem zbrodni jest stare, dobre interpretowanie po swojemu słowa bożego. Wszystko gra, lektura pędzi przed siebie, ośmiogodzinna szychta w robocie to aż nadto by lekturę zakończyć. Zabawę psuje jedynie końcówka, która owszem, wzbudza emocje i oczekiwanie na to, co będzie dalej, ale jednocześnie w mojej opinii jest niestety zagrywką ograną, wyciągniętą z pudełka pełnego wielokrotnie zużytych pomysłów na zrobienie cliffhangera.
Milcząc jak grób
Za cenę śmierci
Na wieczne potępienie
piątek, 28 lipca 2023
Małgorzata Rogala - cykl powieści o Agacie Górskiej
Bohaterkę cyklu poznajemy podczas śledztwa, w którym poszukiwany jest morderca syna adwokata. Całość napisana jest dość dynamicznie, a książka jest tak wymierzona, by sprawić przyjemność w jeden, dwa wieczory i wymusić na czytelniku obowiązkowe sięgnięcie po kolejny tom.
Nawet jeśli sama sprawa morderstwa nieszczególnie zainteresuje czytelnika, to już na pewno nie będzie się on w stanie powstrzymać przed współczuciem dla Agaty, molestowanej w dzieciństwie przez „przyjaciela” rodziny. Ten wątek znacznie bardziej, niż główny, trzyma przy lekturze i kontynuacji tejże, co jest zabiegiem klasycznym, znanym i stosowanym, a przy tym doskonale zrealizowanym przez Autorkę.
Na szczęście dla czytelników Autorka nie przesadza, i wielki powrót do czasów dzieciństwa oraz zderzenie z przeszłością następują już w tomie drugim, równie „szybko czytalnym” jak tom pierwszy, a może nawet szybszym, bowiem jak już się pozna i polubi bohatera, to i oderwać się trudniej, a i wybaczyć Autorce można więcej - choć tom drugi jest na „ok” poziomie i wybaczać nie ma czego.
Tom trzeci, jak i poprzednie, jest napisany tak dynamicznie, że w ciągu ośmiogodzinnej szychty nie tylko zdążyłem go zaliczyć, ale nawet rozpocząć tom czwarty. Jak się człowiek do bohaterów przyzwyczai, to jak z serialem - po prostu chce się więcej. Podobnie tom czwarty, w którym trupy i śledztwo są już doprawdy jedynie dodatkiem do historii naprawdę interesującej czytelnika, czyli życia bohaterów i ich najbliższych.
Inaczej tom piąty - oto chyba jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy odcinek cyklu. Autorka doskonale wiedziała co robi, pozwalając „wyżyć” się emocjonalnie czytelnikom z powodu frustracji, którą w tak wielu budzą lekarze psychiatrii i psycholodzy. „Grzech zaniechania” to balsam na duszę tych, którzy mieli tą wątpliwą przyjemność poznać psychiatrów, opłacanych jak chirurdzy, a pomagający głównie sobie, przede wszystkim finansowo.
Tom szósty… jest dobry, jest ok. Jednak fabuła dryfuje w kierunku raczej tych mniej poważnych kryminałów. W sensie: trzeba mocno mrużyć oczy, żeby dobrze się bawić. A może to tylko moje wrażenie? Natomiast tom siódmy to najsłabsza część cyklu, zbyteczna, wtórna, oparta na zestawie nabytych w promocji schematów, wielokrotnie zużytych i wyeksploatowanych. „CIcha noc” psuje całość, opiera się na ogranych zagrywkach, w których czytelnik potraktowany jest niestety jak głupek, który nic nie wie i niczego w życiu nie czytał. Nie ma nic gorszego jak kolejny kryminał taki sam jak setki przed nim. A „Cicha noc” dokładnie taka jest. Stawia na emocje, nie na jakość. I straszna szkoda.
Na szczęście tom ósmy, na ten moment ostatni, zaciera zły ślad poprzednika, ponownie oferując zabawę na niezłym poziomie. Jeśli nie epizod piąty, to właśnie ósmy może zasługiwać na szczególną uwagę, bowiem Autorka poprzez śledztwo pokazuje okropną prawdę o wciąż niedostatecznie karanej przemocy w rodzinie, z jaką mamy do czynienia w tym smutnym jak pizza katolickim kraju. To, czego Miłoszewski nie był w stanie osiągnąć w „Gniewie” osiągnęła Rogala w „Kwestii winy”. A w bonusie dostaliśmy nową serię o poznanej w tym tomie policjantce, spinoff, jak wypada przy dobry serialu.
Na szczęście dla czytelników Autorka nie przesadza, i wielki powrót do czasów dzieciństwa oraz zderzenie z przeszłością następują już w tomie drugim, równie „szybko czytalnym” jak tom pierwszy, a może nawet szybszym, bowiem jak już się pozna i polubi bohatera, to i oderwać się trudniej, a i wybaczyć Autorce można więcej - choć tom drugi jest na „ok” poziomie i wybaczać nie ma czego.
Tom trzeci, jak i poprzednie, jest napisany tak dynamicznie, że w ciągu ośmiogodzinnej szychty nie tylko zdążyłem go zaliczyć, ale nawet rozpocząć tom czwarty. Jak się człowiek do bohaterów przyzwyczai, to jak z serialem - po prostu chce się więcej. Podobnie tom czwarty, w którym trupy i śledztwo są już doprawdy jedynie dodatkiem do historii naprawdę interesującej czytelnika, czyli życia bohaterów i ich najbliższych.
Inaczej tom piąty - oto chyba jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy odcinek cyklu. Autorka doskonale wiedziała co robi, pozwalając „wyżyć” się emocjonalnie czytelnikom z powodu frustracji, którą w tak wielu budzą lekarze psychiatrii i psycholodzy. „Grzech zaniechania” to balsam na duszę tych, którzy mieli tą wątpliwą przyjemność poznać psychiatrów, opłacanych jak chirurdzy, a pomagający głównie sobie, przede wszystkim finansowo.
Tom szósty… jest dobry, jest ok. Jednak fabuła dryfuje w kierunku raczej tych mniej poważnych kryminałów. W sensie: trzeba mocno mrużyć oczy, żeby dobrze się bawić. A może to tylko moje wrażenie? Natomiast tom siódmy to najsłabsza część cyklu, zbyteczna, wtórna, oparta na zestawie nabytych w promocji schematów, wielokrotnie zużytych i wyeksploatowanych. „CIcha noc” psuje całość, opiera się na ogranych zagrywkach, w których czytelnik potraktowany jest niestety jak głupek, który nic nie wie i niczego w życiu nie czytał. Nie ma nic gorszego jak kolejny kryminał taki sam jak setki przed nim. A „Cicha noc” dokładnie taka jest. Stawia na emocje, nie na jakość. I straszna szkoda.
Na szczęście tom ósmy, na ten moment ostatni, zaciera zły ślad poprzednika, ponownie oferując zabawę na niezłym poziomie. Jeśli nie epizod piąty, to właśnie ósmy może zasługiwać na szczególną uwagę, bowiem Autorka poprzez śledztwo pokazuje okropną prawdę o wciąż niedostatecznie karanej przemocy w rodzinie, z jaką mamy do czynienia w tym smutnym jak pizza katolickim kraju. To, czego Miłoszewski nie był w stanie osiągnąć w „Gniewie” osiągnęła Rogala w „Kwestii winy”. A w bonusie dostaliśmy nową serię o poznanej w tym tomie policjantce, spinoff, jak wypada przy dobry serialu.
Zapłata
Dobra matka
Ważka
Zastrzyk śmierci
Grzech zaniechania
Punkt widzenia
Cicha noc
Kwestia winy
środa, 17 maja 2023
Stardew Valley w prehistorii? czyli gramy w Roots of Pacha
Myślę, że mój stosunek do Stardew Valley nie jest daleki od pewnego rodzaju uzależnienia. Odkąd kupiłem grę na PC, na którym nie lubię (nie lubiłem) grać, stałem się jej posiadaczem również na: PlayStation (czwórka, piątka, Vita), Nintendo Switch, Android, iOS. Na samym Switchu mam kilkaset godzin, strach się bać ile na iOS. A teraz jeszcze pogrywam na Steam Decku, który jako pierwsze urządzenie od dawna będące pewną formą PC daje mi radość.
Czekam na kolejną grę twórcy Stardew Valley (Haunted Chocolatier), ale sobie jeszcze pewnie długo poczekam. Tymczasem próbuję różnych gier będących w tym stylu, ale nic nie było w stanie się ze Stardew Valley równać. Aż wyszło Roots of Pacha.
W grze wcielamy się w członka pewnego plemienia, które prowadzi tytułowe bóstwo, czy też jakaś inna nie do końca realna forma istnienia, o nazwie Pacha. Grę rozpoczynamy w momencie dotarcia na pewien obszar, który od teraz staje się czymś na kształt Ziemi Obiecanej. Plemię złożone jest z bardzo konkretnych osób - każda ma przypisana jakąś funkcję, ten buduje, tamten łowi ryby, ta zajmuje się zabawą i muzyką, ta z kolei jest uzdrowicielką. Jest kilkoro dzieci i w ciągu pierwszych kilku dni gracz zdąży doskonale najbliższe postaci poznać i zorientować się gdzie kto ma swoją siedzibę.
Na podstawowej mapie gry znajdują się dwa pola pełne śmieci, jakichś kamieni, fragmentów drewna, drzew. Aż się prosi o przejęcie tych zasobów i przekształcenie ziemi w uprawną. W pobliskich rejonach (początkowo jest to tylko las, potem również plaża, dżungla i sawanna) spotykamy pierwsze zwierzęta, zaczynamy więc myśleć o hodowli.
Gra oferuje unikalny sposób podejmowania kolejnych działań: otóż nasza mała populacja będzie się po prostu cywilizować poprzez rozwój, postęp. Początkowo mamy do dyspozycji kamień łupany i niewielki zbiornik na wodę, do podlewania pól. Jednak gdy znajdziemy pierwsze nasiona i podlejemy pierwsze grządki kolejni członkowie plemienia będą wpadali na coraz to ciekawsze pomysły. Jeżeli dostarczymy im wymaganą ilość zasobów, to być może wymyślą nowe sposoby na życie i uprzyjemnienie sobie pracy. I tak przybrany dziadek naszego bohatera po analizie jest w stanie przyszykować nam nasiona - od teraz już nie trzeba biegać po mapie i samodzielnie ich odnajdywać w niewielkich ilościach. A im dłużej hodujemy jakąś roślinę, tym więcej o niej wiemy (jak długo rośnie, co przekłada się na planowanie zasiewów) a dziadek jest w stanie przekazać coraz większą ich ilość. Podobnie podlewanie - ktoś wpada na pomysł zbudowania wiaderka, co pozwala na jednoczesne podlanie trzech, a nie jednej grządki. W pobliskich jaskiniach znajdujemy nowe minerały - żona budowniczego “wymyśla” siekierę i młot. Znajdujemy obsydian, miedź - ulepszamy narzędzia. W końcu możemy zbudować nawet kanały, które same będą nawadniały pola, tym samym oszczędzając ogromne ilości energii bohatera, która teraz może być przeznaczona na innego rodzaju aktywności.
Tak samo ze zwierzętami. Ktoś wpada na myśl jak je oswoić, inni jak zbudować im zagrody, które kolejno można ulepszać, wreszcie spichlerz na wypadek zimy z zapasem paszy czy specjalny budynek w którym możemy zwierzęta łączyć w pary i zwiększać ich populację - a każda kolejna generacja będzie lepsza, szybsza, da produkty lepszej jakości.
A gdyby tak mocno wycisnąć pomidora i mieć sok? A gdyby tak znaleźć sposób na robienie sera z mleka, który do tej pory komuś wyszedł przez przypadek? Może mąka ze zboża? Albo sznur z futer zwierząt? Wszystkie wyzwania stoją przed nami, a gra układa się w ciąg kolejnych zadań, które zamieniają powoli system ze zbierania czegokolwiek gdzie bądź na produkowanie i hodowanie tego, co jest potrzebne oraz sprawne wykorzystanie materiałów.
Gra jest również nieźle rozbudowana pod względem postaci. Nie tylko jest ich sporo i są napisane tak, by po pewnym czasie wiedzieć czego po kim można się spodziewać, ale twórcy zadbali również o odpowiednią ilość przeróżnych historyjek i scenek, na jakie natrafimy zawierając kolejne przyjaźnie (lub romanse). W tle przedstawiona jest historia o dwóch nielubiących się plemionach żyjących nieopodal, a gracz rozwijając coraz bardziej umiejętności i możliwości jednocześnie spełnia proroctwa Pachy, prowadząc do porozumienia.
Warto dodać, że gra w ogóle nie oferuje walki, nie ma polowania, można łowić ryby (bez wędki, przy pomocy kamienia, ewentualnie harpuna) - nie znajdziemy tu krwi i przemocy. Wyzwania, które stawia graczowi są ściśle logiczne. Otóż w znajdujących się nieopodal jaskiniach odkrywamy przedziwne stworki, które potrafią się z graczem porozumieć i stawiają mu kolejne sprawdziany. Ciąg jaskiń jest jedną wielką zagadką logiczną oferującą kilka pomniejszych, zbadanie ich daje dużą przyjemność i jest niezbędne w celu odkrycia wszystkiego, co jest niezbędne do wypełnienia wszystkich proroctw.
Roots of Pacha oferuje grafikę w stylu pixel-artu, bardzo przyjemną, z licznymi animacjami postaci, z których czasem można się uśmiać (taniec). Muzyka to bardzo przyjemne melodyjki wpadające w ucho, może jedna czy dwie się potrafią nieco znudzić po kilkudziesięciu godzinach, ale po takim czasie nudzi się nawet muzyka ze Skyrima. Gra działa świetnie na Steam Decku, i równie płynnie po podłączeniu urządzenia do telewizora. Choć nie polecam przełączania w trakcie zabawy, bowiem u mnie za każdym razem gra miała problem, wyłączając kontroler - musiałem grę zamykać poprzez przycisk Steam i uruchamiać od nowa, polecam zatem tego typu manipulacje wczesnym rankiem (czasu gry), gdy gra właśnie zapisała swój stan.
Spędziłem z grą nieco ponad 50 godzin, mam żonę i dwójkę dzieci (syn i córka). Wszystkie proroctwa wypełnione, jestem ciekaw czy gra będzie oferowała coś ponadto. Po osiągnięciach widzę, że są jakieś legendarne zwierzęta do oswojenia, mogę również pracować nad przygotowaniem wszystkich dostępnych przepisów kulinarnych (i zdobyć kolejne), złowić każdy rodzaj ryby, zawiązać więcej przyjaźni. Nie wiem jaki jest pomysł na endgame póki co, wiem natomiast, że bardzo przydała mi się wreszcie gra inna od Stardew Valley, przy której można z równym zaangażowaniem spędzać czas. Mam nadzieję, że konflikt, jaki się pojawił wśród twórców gry zostanie zażegnany i tytuł otrzyma może jakieś rozwinięcia, aktualizacje i - przede wszystkim - stanie się dostępny na większą ilość platform niż tylko PC.
poniedziałek, 23 maja 2022
Lisa Gardner - "Sąsiad"
Cykl o detektyw(ce) D.D. Warren pisany jest w taki sposób, że prócz obojętnego narratora jest kolejny, pisany już pierwszoosobowo. W “Sąsiedzie” jest nawet dwóch. Jest tytułowy sąsiad, którego historia niejednego z czytelników zmusi do zastanowienia, bowiem młodzieniec żyje z piętnem przestępcy seksualnego. Poruszony jest interesujący temat tegoż piętna i osób, które je noszą, podczas gdy skala ich przestępstw jest doprawdy bardzo rozbudowana, czyn czynowi nie jest równy, a życie człowieka już na zawsze jest zdefiniowane. Z kolei drugim narratorem, o wiele ciekawszym, jest zaginiona kobieta, przedstawiająca swoje co najmniej dziwne małżeństwo, pełne niedopowiedzeń, jakichś tajemnic. Doprawdy, napięcie jest niezwykle przyjemne podczas lektury, pragnienie poznania całej historii całkowicie dominuje czytelnika.
Podobnie jak przy tomach poprzednich, można odnieść wrażenie, że nazywanie całego cyklu imieniem detektyw(ki) D.D. Warren jest nadane nieco na wyrost. Chciałoby się poznać ją bliżej, tymczasem autorka zdecydowanie skupia się na postaciach uwikłanych w sprawę, zaginięcie młodej matki oraz roztrząsanie czy przestępcą jest mąż czy sąsiad. Opowiedziana tu historia jest oczywiście niebywale ciekawa, a postacie bardzo autentyczne. Kończąc lekturę odczuwałem zadowolenie i pewność, że zapoznanie się z tomem czwartym jest tylko kwestią czasu, jednak najbardziej zastanawia mnie czy wreszcie D.D. Warren wejdzie na ten pierwszy plan i będzie nam dane ją poznać bliżej? Byłby już czas.
The Neighbor, Albatros 2022
wtorek, 17 maja 2022
Lisa Gardner - "W ukryciu"
Druga część cyklu o detektyw(ce?) D.D. Warren sprytnie wykorzystuje tom poprzedni w taki sposób, że zarówno jest zupełnie nową historią, jak i mocno opartą o wydarzenia z “Samotnej”. I tu bohaterka jest obecna już cały czas, nie pojawia się nagle po połowie lektury.
Od wydarzeń z “Samotnej” minęły dwa lata. Bobby Dodge przeszedł z grupy specjalnej na komisariat, jest detektywem. W Bostonie, na terenie dawnego szpitala psychiatrycznego odnaleziono ukryte pod ziemią pomieszczenie, w którym znajdowało się sześć ciał małych dziewczynek. Książka krąży więc wokół tego samego tematu, co tom poprzedni, a nawet chwilami pojawia się na scenie znana z “Samotnej” bohaterka.
Drugą postacią, wokół której zbudowana jest akcja jest około trzydziestoletnia kobieta, która całe życie ucieka. Od dzieciństwa wraz z rodzicami co parę lat zmienia nie tylko miejsce zamieszkania, ale również imię i nazwisko. Historia przedstawiona w powieści “W ukryciu” w sposób bardzo wciągający łączy wszystkich bohaterów i oferuje doskonałą lekturę, urozmaiconą o wiele interesujących wstawek. Na przykład opowieści prosto z sal szpitala psychiatrycznego.
Zarówno w tomie poprzednim, jak i tu, poza niebywałą lekkością pióra, podoba mi się podejście autorki do przedstawiania czytelnikom rzeczy okropnych, dramatycznych i okrutnych. Lisa Gardner potrafi przedstawić tego typu zdarzenia tak, że czytelnik zdecydowanie się angażuje, przejmuje, odczuwa gamę emocji, ale jednocześnie autorka nie epatuje przemocą, nie prześciga się z innymi twórcami na możliwie najokrutniejsze, najbardziej obrzydliwe i przerażające czyny, jakie człowiekowi potrafi zgotować inny człowiek. A czasem mam wrażenie, że literatura kryminalna, czy też thrillery w tym kierunku teraz idą: siłą opisu. Na szczęście póki co siłą cyklu o D.D. Warren jest nie dosadny opis, ale sprawnie skonstruowany klimat.
Hide, Albatros 2021
sobota, 14 maja 2022
Lisa Gardner - "Samotna"
Zachciało mi się poczytać coś dłuższego, jakąś serię, gdzie potrafiłbym się przyzwyczaić do bohaterów i spędzić uroczo kilka dni, może nawet tygodni. Jakoś nie możemy się doczekać na kolejnego Sebastiana Bergmana (Hjorth & Rosenfeldt), o Mikaelu Brennem (Tvedt) mogę już chyba zapomnieć, a po ostatnich tomach Rizzoli & Isles (Gerritsen) nie mam ochoty na kolejne. Czas więc spróbować prozy Lisy Gardner, autorki na tyle popularnej, że się ją kojarzy nawet nie znając twórczości.
Problem polega na tym, że tak naprawdę nie wiadomo kto będzie bohaterem cyklu. No, i owszem, w internetach stoi wyraźnie wskazane, że detektyw D.D. Warren, ale w pierwszym epizodzie postać ta pojawia się późno, prawie tak późno jak komisarz Barbarotti w pierwszym tomie genialnego (do pewnego momentu) cyklu Hakana Nessera. Najpierw poznajemy policjanta, który jednocześnie jest członkiem brygady antyterrorystycznej i kobietę, która w dzieciństwie była porwana i wykorzystana przez dewianta, a dziś znowu potrzebuje pomocy.
Autorka pisze w taki sposób, że powieść czyta się błyskawicznie. Potrafi skutecznie przykuć uwagę czytelnika zarówno słowem, sprawnie budowanymi zdaniami i ich dynamiką, jak i postaciami. Bohaterowie od pierwszej chwili mocno interesują czytelnika, a intryga zbudowana jest wręcz znakomicie; w pewnym momencie już nie można być niczego pewnym. I paradoksalnie sama detektyw D.D. Warren jest byle jaka, pozostająca daleko w tle, zupełnie nieistotna. Nigdy bym nie zgadł, że to ona ma zostać postacią wokół której będą się (tak myślę) toczyć kolejne epizody.
Świetna lektura na dwa popołudnia, zapewnia dokładnie taką ilość emocji, jaką thriller zapewnić powinien, a przy tym autorka nie przesadziła z próbami zaskoczenia czytelnika za wszelką cenę, dzięki czemu historia może i momentami zbliża się do groteski, ale groteskową się nie staje. Chętnie sięgnę po następny tom.
Alone, Albatros 2021
środa, 11 maja 2022
Przygoda na planecie pełnej szlamu, czyli krótki komiks o przykrej naturze ludzkości
Ale nie komiks, bo gra. Konkretnie “The Gunk”, która wpadła na super szybki dysk SSD mojego Xboksa prosto z abonamentu Game Pass. Piszę w tytule: komiks, bo gra ma mocno komiksowy scenariusz i fabularne rozwiązania, ale i oprawa dźwiękowa też przez cały czas kojarzyła mi się z opowieścią obrazkową.
Obserwujemy dwójkę kobiet, które wędrują przez przestrzeń kosmiczną, by w końcu lądować na jednej z kolejnych planet. W tle gdzieś brzmią informacje o klasycznych, komiksowo-space-operowych tradycjach: szmuglerka, wierzyciele itp. Wcielamy się w rolę jednej z nich, i w typowej perspektywie zza pleców bohaterki poznajemy pierwszą przedziwną rzecz na planecie: szlam. Ruchomy, uformowany w mniej lub więcej przypominające chmury bryły szlamu.
Nasza bohaterka, co ciekawe, nie posiada prawej ręki. Zamiast niej ma pewne urządzenie, które można by nazwać rękawicą, lub bronią, albo najlepiej: gadżetem. Poza zastępowaniem utraconej sprawności, Pumpkin (bo tak dziewczę nazywa swoją zabawkę-protezę) potrafi kilka ciekawych rzeczy, jak na ten przykład wysysanie wszystkiego, co jest przed nim. Wszystkiego w granicach pewnej określonej siły działania, rzecz jasna. I błyskawicznie okazuje się, że Pumpkin świetnie sobie radzi ze szlamem. A gdy najbliższa okolica z tegoż szlamu zostaje oczyszczona, do głosu dochodzi pierwotna natura planety, otoczenie się przekształca, wywołując zaciekawienie u bohaterki, która pragnie zwiedzać dalej.
W ten sposób poznajemy planetę, na której szlam praktycznie zabija życie. Walka z nim powoduje pojawienie się różnych… z braku pomysłu nazwijmy je krótko: roślinami. Niektóre z nich mają pewne sobie tylko właściwe funkcje, i szybko okazuje się, że prócz sukcesywnego eliminowania szlamu zaczynamy zbierać to i owo oraz wykorzystywać odblokowane rośliny do przedostawania się coraz dalej i dalej. W ten sposób powoli poznajemy planetę oraz zawiłości jej historii, krok po kroku dochodząc do coraz mniej przyjemnej prawdy: mianowicie powodu, dla którego dawniej pełna życia planeta staje się powoli wyjałowionym cmentarzem.
Po prawdzie wyjaśnienie powodu nie ma specjalnego sensu, ale próbuje skierować uwagę gracza na wyniszczającą naturę ludzkości. Niestety fabularnie to przypomina niespecjalnie przemyślany komiks dla jedenastolatków, więc mniejsza z tym.
Gra w ogromnej mierze oferuje raczej prostą zabawę platformową z elementami strzelania - ale tych drugich jest naprawdę niewiele przez ogromną większość zabawy. Gdy w końcu bohaterka staje naprzeciw nie tylko zagadek logicznych, ale i wyzwań (doprawdy nietrudnych) zręcznościowych uwzględniających szeroko rozumianą walkę gracz jest już na tyle ciekawy historii oraz zadowolony z rozgrywki, że przymyka na to oko, i - cóż robić - bierze udział w walce.
Choć fabuła obiecuje wiele, by ostatecznie okazać się niewybuchem, tak dialogi są na zupełnie innym poziomie. Nie dość, że mają sens i doprawdy rewelacyjnie ukazują relację między dwiema kobietami / członkami załogi / szmuglerkami / łowcami przygód / przyjaciółkami, to jeszcze na wielki plus zasługuje aktorstwo. Dialogi są jak dobry film akcji, z okazjonalnymi onelinerami nawet. Niestety muzyka mnie nie zachwyciła, jedyne myśli, jakie ku niej miałem, to pragnienie by była lepsza. Z kolei grafika może się podobać, jest raczej prosta, a postaci przypominają trochę plastusie z bajek, które poklatkowo kręcono dawno temu. Oprawa wizualna z pewnością nie ujmuje nic rozgrywce, jest wyraźnie, jest sporo klatek, jest ok.
Z całą pewnością nie można nazwać “The Gunk” tytułem przełomowym, ale nic też zabawie nie można ująć. Jest na tym świecie całkiem sporo gier, które chciałyby być tak wciągające przyjemne, jak “The Gunk”. Bawiłem się przez około trzy popołudnia, niespiesznie, zbierając co tylko się da, tworząc wszystkie ulepszenia bohaterki jakie były dostępne, wreszcie pokonując półfinałowego bossa (trudny) i finałowego (pikuś).
Polecam na relaks, to nie jest tytuł, w którym się można zgubić, świat udaje otwarty, ale po prawdzie jest mały i w zasadzie idziemy wszędzie jedną ścieżką przed siebie. Mimo to rozglądanie się po nim, podziwianie pomysłów twórców oraz obserwacja wpływu, jaki na ów świat ma eliminacja szlamu daje całkiem sporo przyjemności. Moim zdaniem warto dać szansę.
piątek, 8 kwietnia 2022
Rzucam wszystko i wyjeżdżam do Providence Oaks, czyli o grze Lake słów parę
Wreszcie trafiła mi się gra, którą miałem ochotę skończyć. Już się bałem, że jakiś kryzys, że trzeba będzie sprzedać zabawki i znaleźć inne hobby, ale Game Pass zaoferował mi grę “Lake” i kryzys minął.
Wcielamy się w rolę kobiety, która 22 lata wcześniej opuściła Providence Oaks i wyjechała do dużego miasta na studia. Teraz jest rok 1987, a Meredith jest programistką, która lada moment będzie miała okazję wejść do czołówki producentów gier na komputery. Nowy tytuł radzi sobie nieźle, rozmowy o poważnej forsie i potężnej dystrybucji trwają… a bohaterka wraca na dwa tygodnie do rodzinnej miejscowości, by złapać dystans do świata, zaopiekować się domostwem rodziców, którzy udali się na wczasy i przez ten krótki czas pomóc lokalnej placówce pocztowej.
Zabawa polega na poruszaniu się do otwartym miasteczku Providence Oaks przy pomocy niewielkiej pocztowej furgonetki oraz pieszo. Mapa wskazuje lokalizacje, do których należy dostarczyć pocztę; listy wrzucamy do skrzynek przed domostwami, a paczki osobiście, dzwoniąc do drzwi. Podczas codziennej rutyny będzie bardzo wiele okazji do nawiązania rozmów, przypomnienia sobie dawnych czasów, rozpoznania przyjaciół sprzed lat… i całość wyszła doskonale, codzienność w Providence Oaks jest świetną zabawą, dającą masę frajdy. Taki nieskomplikowany symulator listonosza okraszony relaksującą fabułą.
Gra nie stara się zarzucić gracza jakimiś super poważnymi tematami, raczej stawia całkowicie na odpoczynek i relaks; jest to tytuł stworzony wręcz do tego, by po dniu pracy po prostu odpocząć. Aktorzy dobrani do ról są doskonali, bardzo przekonujący, a Meredith w miasteczku przytrafia się kilka przygód, takich akurat by zainteresować, ale nie zmęczyć zbytnio gracza.
Wszystko jest okraszone przyjemną dla oka grafiką 3D, trochę komiksową, nieco mniej szczegółową niż np. w “Life is strange”. Duże wrażenie zrobiła na mnie gra świateł i zaprezentowana przyroda, a będąc listonoszem w niewielkim miasteczku leżącym tuż nad ogromnym jeziorem naprawdę znajdziemy widoki do podziwiania. Ponadto można w samochodzie włączyć lokalne radio, gdzie po krótkiej rozmowie z rana i prognozie pogody puszczana jest bardzo przyjemna muzyka, którą można sobie odsłuchiwać również na Spotify, jest naprawdę przyjemna, odprężająca, nieskomplikowana i bardzo autentyczna.
Link do playlisty: https://open.spotify.com/playlist/6Hc8Ca4tZ3tNadmBA2sOVo?si=d671682d9f1e4316
Gra jest bardzo krótka, bawiłem się trzy niespecjalnie długie popołudnia. Dniówki mijają szybko, z rana jeździmy z pocztą, potem krótka scenka, może jakieś spotkanie, albo relaks w domu. Po tym czasie następuje konkluzja, którą łatwo przewidzieć, no i to jest w zasadzie jedyna wada gry, jaką dostrzegłem - na koniec jest trochę za mało emocji, akurat przy końcówce mogło być ich więcej, aby mocniej uderzyć w gracza wyborem, przed którym staje Meredith.
Bardzo polecam, dawno nie czułem się tak dobrze przed telewizorem. Teraz czekam na symulator listonosza lub kuriera, bo takie rozwożenie poczty z fotela przed tv jest tym, co doprawdy łagodzi nastrój i człowiek znowu nabiera nieco chęci do życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















