Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2026

Piotr Kościelny - komisarz Sikora, tom 8. "Basior"

Pamiętam, że pisząc kilka słów o tomie pierwszym cyklu o komisarzu Sikorze wspomniałem o zadowoleniu wynikającym z faktu, że Autor mimo babrania się w brudnych, obrzydliwych kwestiach jakie dotyczą części społeczeństwa potrafił zachować umiar, nie epatował okrucieństwem, potrafił obyć się bez egzaltacji.

W kolejnych epizodach zmieniłem zdanie :)

Brnąc przez lekturę tomów kolejnych, a szczególnie tomu ósmego, towarzyszyło mi uczucie, że zarówno postaci tu przedstawione, jak i świat dookoła nich nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. I nie mam tu na myśli bestalstw jakich niektórzy potrafią się dopuszczać. Sama kreacja bohatera, który niczym samotny szeryf, nie dbając o nic i nikogo prowadzi kolejne śledztwa jest nieadekwatna. Oczywiście jak dla mnie. Trochę podobnie czuję się zaliczając kolejne tomy o Igorze Brudnym Przemysława Piotrowskiego: można, czasem nawet z emocjami, ale w oderwaniu od warunków społeczno-kulturowych.

W “Basiorze” jest już zbyt wiele. Nadmienić warto, że Autor powraca (moim zdaniem zbyt późno) do wątków rozpoczętych wcześniej, tych najbardziej poważnych, tych, których wyjaśnienie trapi czytelnika od dawna. I nie można powiedzieć, że rzeczy tu przedstawione nie mogłyby się zdarzyć. Co innego mi przeszkadza: otóż mam wrażenie, trochę smutne, że Pisarzowi się już nie chce, i że “idzie na łatwiznę”. Dookoła Sikory dzieją się rzeczy, które stanowią kopię tych już znanych; dochodzi do tego, że można obstawiać jak “skończą” niektóre postaci zarówno pierwszo jak i drugoplanowe - i niestety często się trafia, brakuje tu zaskoczenia czytelnika, trup ściele się gęsto, a “dobrzy ludzie” padają jak muchy, a jeśli nawet ten epizod przeżyli, to w ogromnym cierpieniu. Zgodnie z wypracowanym, doskonale znanym czytelnikowi schematem.

Mam wrażenie, że “Basior” wyszedł bardzo szybko po “Obławie”. Teraz dobrze byłoby zrobić dłuższą przerwę i przygotować tom następny tak, by czytelnika zwalił z nóg. Ale nie obrzydliwością, okrucieństwem i komiksowo-gierkowym wręcz konstruowaniu kolejnych stosów z ciał. Wolałbym dostać coś, czego nie dało się przewidzieć, konstrukcję misternie utkaną, która będzie nagrodą za wierną lekturę i towarzyszenie Sikorze przez tak długi czas.

czwartek, 16 października 2025

Piotr Kościelny - komisarz Sikora, tom 1. "Łowca"

Od razu przyznaję, że jestem bardzo zadowolony, może nawet zachwycony. Książka jest brutalna, opowiadając o pedofilach i ich pragnieniach jest akurat na tyle dobra w opisach, by odczuć strach, gniew, aż wreszcie wstręt i pogardę, ale jednocześnie nie epatuje nadmiernie dosłownymi scenami. Autor zachowuje umiar, akurat na tyle, by Czytelnika przyciągnąć, ale nie obrzydzić.

Czytam, że jest to pierwszy tom cyklu o komisarzu Sikorze. Nie wpadłbym na to prawdę mówiąc, bowiem mamy tu do czynienia z wieloma miejscami akcji i wieloma lokalnymi postaciami. Punktem wspólnym jest coraz więcej trupów - i są to ciała pedofilów. Książka skonstruowana jest tak, że my wiemy od samego początku kto jest mordercą, i tylko obserwujemy poczynania policji z różnych regionów Polski. Co pewien czas wracamy do miejsc już odwiedzonych i otrzymujemy pewną aktualizację działań poszczególnych postaci; jest to dość interesujące prowadzenie fabuły, chciałoby się nieco więcej o tych bohaterach dowiedzieć. Autor ma talent do kreowania protagonistów, choć chwilami można odczuć pewien mętlik w głowie ze względu na te przeskoki.

Powieść nie zamyka wszystkich wątków. Jestem bardzo ciekawy, czy będą kontynuowane potem, w kolejnych epizodach. Liczę na to, bo jak inaczej cieszyć się lekturą. A pozostawienie takich furtek jest świetną metodą na zmobilizowanie czytelnika do sięgnięcia po kolejny tom. Choć w moim przypadku do dalszej lektury wystarczy fakt, że Autor po prostu potrafi pisać tak, by chciało się czytać dalej. Ma talent do słów, nie stosuje zbytecznych opisów czy innych ozdób - jedzie z koksem i to się chwali. No i zawsze jestem zadowolony, gdy Pisarz potrafi tak uśpić Czytelnika, że ten na ostatnich stronach książki przeżywa szok. Dałem się złapać, świetnie, uwielbiam to.

Tylko jedna rzecz mi lekko przeszkadzała. Jeden z bohaterów to haker, i gdy miewa swoje trzy minuty to można na chwilę zapomnieć, że to powieść rozgrywająca się w Polsce. Autor bardzo lekko potraktował zarówno zabezpieczenia antywłamaniowe w różnych systemach informatycznych, jak i sam proces włamywania się. W zasadzie w ogóle nie poświęcił temu czasu, poprzestał na fakcie, że nasz haker wchodzi gdzie chce i robi co chce. To mi nie grało jedynie w książce; że ktoś bezproblemowo wbija się do baz danych, ściąga informacje, a gdy trzeba, to i parę milionów złotych zakosi innym złodziejom. Taki magik. Ale nie szkodzi, licentia poetica, niech będzie. I tak zdecydowanie warto poznać pana Sikorę, a do prozy pana Kościelnego będę wracał. Świetnie się bawiłem. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Katarzyna Puzyńska - sagi o Lipowie tom 6: "Łaskun"

Po dłuższym czasie powróciłem do Lipowa. Autorka zręcznie przypomniała mi kto, gdzie, a szczególnie: z kim, i można było dać się porwać lekturze. A jest czemu się dać porywać! Doprawdy, takiego rozmachu fabularnego się nie spodziewałem - finta w fincie w fincie, jak mawiał klasyk. Ogarnięcie tych wszystkich relacji, które doprowadziły do początkowej sytuacji z tradycyjnym dla kryminału trupem to nie lada wyzwanie. Ale całość wciąga, i tak naprawdę cały ten „Łaskun” ma tylko jedną wadę: długość.

Doprawdy, aż tak szczegółowe rozpisywanie się przez wszystkich o wszystkim w zamyśle miało być zaoferowaniem czytelnikom maksymalnego maximum, jednak uważam, że dostaliśmy zbyt wiele. Dobre nożyczki by się przydały, aby dynamika historii została zachowana, po dwóch trzecich lektury czytelnik już bardzo, ale to bardzo jest zmęczony - ale historia jest dobra, więc brnie dalej. Warto, bo rozmach Autorki naprawdę zrobił na mnie wrażenie, ale i umęczenia się po koniec jest trochę, przyznaję.

Zmęczenie zmęczeniem, ale powrót do Lipowa tym razem na pewno nastanie u mnie szybciej, niż poprzednio. Wszak tyle osobistych wątków ciągle jest nierozwiązanych, że po prawdzie to nie mam wyjścia. Łyknę coś lżejszego dla odpoczynku i jedziemy dalej z tym koksem.

sobota, 12 sierpnia 2023

Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 3. "Opowiem ci bajkę"

W trzecim tomie cyklu o Weronice Nowackiej Autorka kolejny raz udowadnia, że praca pedagoga w szkole to zadanie tylko dla tych, którzy czują powołanie. Otóż w życie weszła tak zwana „reforma”, cofająca szkoły o kilka dekad, ku uciesze władz wyobrażających sobie stado potulnych wyborców za lat kilka. A ludzi do pracy brakuje, zatem tym razem nie tylko Weronika ponownie da się namówić na podjęcie pracy, jak i jej emerytowana, znana wszystkim czytelnikom sąsiadka. Razem stanowią pewną siłę, która zaczyna stawiać opór panującym zwyczajom i zasadom, których broni wicedyrektorka szkoły.

Historia tu przedstawiona mocno chwyta za serce, jest bowiem doskonałym opisem tego, jak szybko i bezsensownie może zakończyć się życie. Oto ofiarą jest młody student pedagogiki, który do niedawna dorabiał sobie zajmując się opieką nad dzieckiem. Do tego przed samą śmiercią został oskarżony o molestowanie swoich podopiecznych. Teraz nie żyje, a czytelnik umiejętnie sterowany przez Autorkę zaczyna zastanawiać się o co chodzi, bowiem jedno jest pewne - nic nie będzie tu takie, jak się wydawało na początku.

Kolejna niezła książka, straciłem już rachubę która. Bardzo łatwo jest się przyzwyczaić do bohaterów (w zasadzie raczej: bohaterek) książek Autorki. Już się cieszę na tom kolejny.

środa, 9 sierpnia 2023

Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 2. "Nic o tobie nie wiem"

W tomie drugim Weronika wciąż zajmuje stanowisko szkolnego pedagoga, co pozwala Autorce na pokazanie wszystkim zainteresowanym jak beznadziejnym miejscem jest dzisiaj szkoła, jeśli chodzi o faktyczny wpływ na wychowanie dzieci. Zaprezentowano tu całą gamę postaw rodzicielskich, w których najczęściej występującą są oczekiwania, że to nauczyciele są odpowiedzialni za dzieci - nie rodzice.

Pod pretekstem zabójstwa trzynastoletniej dziewczyny Autorka prezentuje nam okropną rzeczywistość dzisiejszych dzieci, tak bardzo nieodpornych na kpiny, wyśmiewanie, jak dzieci z reguły bywają, ale w świecie, w którym wszystko można dokumentować poprzez smartfon i rozsyłać innym, co znacznie zmienia skalę prześladowań, jakim poddawane były, są i pewnie zawsze będą niektóre dzieci. Od Facebooka do Snapchata, krok po kroku czytelnik dowiaduje się w jakim celu powstały tego typu narzędzia i jak ogromną szkodę wyrządzają. Przy czym Autorka nie idzie na łatwiznę, obwiniając technologię i korporacje, nic z tych rzeczy. Technologia jest jak skalpel, jednemu życie uratuje, drugiemu odbierze. Cała odpowiedzialność leży po stronie wychowawców, i na ten fakt Autorka próbuje skierować uwagę czytelnika.

To smutna książka, niestety bardzo realistyczna pod względem pokazywanej tu historii. Takie rzeczy dzieją się codziennie, i jak im zapobiec, gdy rodzice sami zamiast zająć się dziećmi wolą zbierać lajki na portalach społecznościowych, oszukując się że mają one jakiś wpływ na samopoczucie? Smutna, dramatyczna, ale bardzo ważna książka, godna polecenia nie tylko fanom kryminału, ale przede wszystkim rodzicom nastolatków.

wtorek, 8 sierpnia 2023

Małgorzata Rogala - Weronika Nowacka, tom 1. "Kiedyś cię odnajdę"

Kolejna seria książek po nazwisku policjanta jakby kojarzy mi się z poprzednią, o Agacie Górskiej. Jednak w treści potwierdzenia póki co nie znalazłem. Bohaterką tym razem nie jest policjantka, a pedagożka na codzień pracująca w grafice komputerowej. Jej przyjaciółka staje się ofiarą gwałciciela i mordercy, i nie jest to pierwszy raz, gdy ktoś Weronice bliski przeżywa dramat - podobna trauma przytrafiła się kiedyś jej mamie.

Weronika zrozpaczona po śmierci przyjaciółki, wspominając brak rezultatów w śledztwie sprzed lat gdy ofiarą była jej mama, postanawia sama wziąć się do roboty. Tymczasem policjant prowadzący śledztwo jest Weroniką coraz bardziej zauroczony.

Książka w umiejętny sposób przedstawia starą, znaną nam wszystkim historię w taki sposób, że nie da się od lektury oderwać. Autorka ma duży talent do trzymania czytelnika w napięciu, nie pozwalając mu zamknąć książki ani przez moment. Książka pęka w kilka godzin, i na całe szczęście na moment pisania tych słów są kolejne trzy tomy, z których drugi już otwieram.

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Małgorzata Rogala - Pełnia tajemnic

W ósmym tomie cyklu o policjantach Agacie Górskiej na scenę weszła nowa partnerka Tomczyka, Monika Gniewosz. To jej historia była tym elementem, dzięki któremu uznaję ósmy epizod za jeden z lepszych. Okazuje się, że Autorka właśnie Monice poświęciła kolejny cykl, na który do tego momentu składają się trzy tomy.

Monika opuściła duże miasto, jest w trakcie rozwodu, ponadto dowiadujemy się o problemach z prawem jej matki - problemach, o których nic z poprzedniej serii książek nie wiem. Bohaterka nie tylko jest w zupełnie nowym miejscu, w znacznie mniejszej miejscowości, pozbawionej anonimowości metropolii. Do Pełni, bo tak się nazywa miasteczko, przeprowadza się z córką Kornelią.

W pierwszym tomie Monika próbuje się wpisać w nowe miejsce, jednakże po wszystkich przejściach obce są jej zachowania spolegliwe. Od pierwszej chwili reaguje na każde zachowanie, które jej zdaniem zasługuje na reakcję policji, mimo że w miasteczku reguły są nieco inne. Wszyscy się znają i nie każde zachowanie jest traktowane jako przewinienie. W pracy trafia na gburowatego szefa i przyjemnego partnera, i jesteśmy świadkami niezłego kryminału, w którym na czytelnika czeka przyjemna niespodzianka.

Drugi tom w mojej opinii jest niestety nieco słabszy, bo choć dotyczy interesującej sprawy zaginionego „skarbu”, co jest motywem zbrodni, to niespecjalnie dużo Autorka poświęciła miejsca na prezentację zbrodniarza i jego motywów. One owszem są zaprezentowane, ale mnie interesowałoby więcej szczegółów popychających człowieka do tak mocno nieadekwatnego zachowania jak morderstwo w kwestii tak błahej jak relatywnie niewiele warte znalezisko. W tle ciągle tkwią czekające na rozwiązanie sprawy kwestie byłego męża oraz matki wciąż przebywającej za kratami więzienia.

Trzecia część cyklu najbardziej przypomina stereotypowy skandynawski kryminał, gdzie motywem zbrodni jest stare, dobre interpretowanie po swojemu słowa bożego. Wszystko gra, lektura pędzi przed siebie, ośmiogodzinna szychta w robocie to aż nadto by lekturę zakończyć. Zabawę psuje jedynie końcówka, która owszem, wzbudza emocje i oczekiwanie na to, co będzie dalej, ale jednocześnie w mojej opinii jest niestety zagrywką ograną, wyciągniętą z pudełka pełnego wielokrotnie zużytych pomysłów na zrobienie cliffhangera.

Milcząc jak grób
Za cenę śmierci
Na wieczne potępienie

piątek, 28 lipca 2023

Małgorzata Rogala - cykl powieści o Agacie Górskiej

Bohaterkę cyklu poznajemy podczas śledztwa, w którym poszukiwany jest morderca syna adwokata. Całość napisana jest dość dynamicznie, a książka jest tak wymierzona, by sprawić przyjemność w jeden, dwa wieczory i wymusić na czytelniku obowiązkowe sięgnięcie po kolejny tom. 

Nawet jeśli sama sprawa morderstwa nieszczególnie zainteresuje czytelnika, to już na pewno nie będzie się on w stanie powstrzymać przed współczuciem dla Agaty, molestowanej w dzieciństwie przez „przyjaciela” rodziny. Ten wątek znacznie bardziej, niż główny, trzyma przy lekturze i kontynuacji tejże, co jest zabiegiem klasycznym, znanym i stosowanym, a przy tym doskonale zrealizowanym przez Autorkę.

Na szczęście dla czytelników Autorka nie przesadza, i wielki powrót do czasów dzieciństwa oraz zderzenie z przeszłością następują już w tomie drugim, równie „szybko czytalnym” jak tom pierwszy, a może nawet szybszym, bowiem jak już się pozna i polubi bohatera, to i oderwać się trudniej, a i wybaczyć Autorce można więcej - choć tom drugi jest na „ok” poziomie i wybaczać nie ma czego.

Tom trzeci, jak i poprzednie, jest napisany tak dynamicznie, że w ciągu ośmiogodzinnej szychty nie tylko zdążyłem go zaliczyć, ale nawet rozpocząć tom czwarty. Jak się człowiek do bohaterów przyzwyczai, to jak z serialem - po prostu chce się więcej. Podobnie tom czwarty, w którym trupy i śledztwo są już doprawdy jedynie dodatkiem do historii naprawdę interesującej czytelnika, czyli życia bohaterów i ich najbliższych.

Inaczej tom piąty - oto chyba jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy odcinek cyklu. Autorka doskonale wiedziała co robi, pozwalając „wyżyć” się emocjonalnie czytelnikom z powodu frustracji, którą w tak wielu budzą lekarze psychiatrii i psycholodzy. „Grzech zaniechania” to balsam na duszę tych, którzy mieli tą wątpliwą przyjemność poznać psychiatrów, opłacanych jak chirurdzy, a pomagający głównie sobie, przede wszystkim finansowo.

Tom szósty… jest dobry, jest ok. Jednak fabuła dryfuje w kierunku raczej tych mniej poważnych kryminałów. W sensie: trzeba mocno mrużyć oczy, żeby dobrze się bawić. A może to tylko moje wrażenie? Natomiast tom siódmy to najsłabsza część cyklu, zbyteczna, wtórna, oparta na zestawie nabytych w promocji schematów, wielokrotnie zużytych i wyeksploatowanych. „CIcha noc” psuje całość, opiera się na ogranych zagrywkach, w których czytelnik potraktowany jest niestety jak głupek, który nic nie wie i niczego w życiu nie czytał. Nie ma nic gorszego jak kolejny kryminał taki sam jak setki przed nim. A „Cicha noc” dokładnie taka jest. Stawia na emocje, nie na jakość. I straszna szkoda.

Na szczęście tom ósmy, na ten moment ostatni, zaciera zły ślad poprzednika, ponownie oferując zabawę na niezłym poziomie. Jeśli nie epizod piąty, to właśnie ósmy może zasługiwać na szczególną uwagę, bowiem Autorka poprzez śledztwo pokazuje okropną prawdę o wciąż niedostatecznie karanej przemocy w rodzinie, z jaką mamy do czynienia w tym smutnym jak pizza katolickim kraju. To, czego Miłoszewski nie był w stanie osiągnąć w „Gniewie” osiągnęła Rogala w „Kwestii winy”. A w bonusie dostaliśmy nową serię o poznanej w tym tomie policjantce, spinoff, jak wypada przy dobry serialu.

Zapłata
Dobra matka
Ważka
Zastrzyk śmierci
Grzech zaniechania
Punkt widzenia
Cicha noc
Kwestia winy

środa, 11 grudnia 2019

Mortka pod Sudetami, czyli komisarz po raz drugi (Wojciech Chmielarz - "Farma lalek")

Początkowo obawiałem się, że zbrodnia tu opisana zepsuje dobre wrażenie, jakie zrobił tom pierwszy przygód komisarza Jakuba Mortki, “Podpalacz”. Na pierwszy rzut oka bowiem rzecz wygląda dokładnie tak, jak w tych wszystkich amerykańskich thrillerach spod znaku Thomasa Harrisa czy Alex Kavy. Na szczęście moje obawy okazały się zbyteczne, bo Wojciech Chmielarz choć wystartował po amerykańsku, to całość rozwinął w najlepszy możliwy sposób, którego nie powstydziłby się nawet Hakan Nesser.

Zaprezentowana tu historia jest tak mocno umocowana w polskiej rzeczywistości, że przez cały czas trwania lektury miałem wrażenie że jestem nie tylko obserwatorem, ale wręcz uczestnikiem wydarzeń. Ogromne znaczenie ma tu fakt, że komisarz Mortka jest postacią, którą co prawda można polubić, ale nie da się nie zwracać uwagi na jego liczne zaniedbania i decyzje, które są podjęte pod wpływem chwili, nieprzemyślane i prowadzące do przykrych skutków. I mam tu na myśli zarówno sytuacje rodzinne, jak i zawodowe.

Tym razem komisarz Mortka trafia pod Sudety, w Warszawie od niego odpoczywają, on sam też ma okazję odetchnąć od szarej codzienności. Niestety coś, co miało wyglądać jak prawie urlop zamienia się w śledztwo, w którym krok po kroku autor porusza coraz to mniej spodziewane, ale niezwykle ważne i aktualne tematy. “Farma lalek” zaczyna się mocno, potem uderza jeszcze bardziej, jednak nigdy bym nie przewidział dokąd autor zmierza, nie da się tego poznać po wybranych motywach. Świetna książka, pełna niespodzianek, ale podana w taki sposób, że wszystko można przełknąć bez zapijania, przyjąć bez mrużenia oczu. Doskonała robota.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Komisarz Jakub Mortka po raz pierwszy - "Podpalacz" (Wojciech Chmielarz)

Bohaterem “Podpalacza” jest komisarz Jakub Mortka, policjant z Warszawy. Musi odnaleźć człowieka, który podpalając kolejne domy w okolicy doprowadził do śmierci przebywających w nich mieszkańców. Tym, co mnie interesowało jednak jest nie tyle kryminał, co bohaterowie. I tu z radością donoszę, że “Podpalacz” stanowi bardzo obiecujące otwarcie, bowiem sam Mortka, jak i jego koledzy i znajomi z komendy to ludzie z krwi i kości.

Komisarza poznajemy już po rozwodzie, w dość stereotypowej sytuacji gliny, którego praca pochłaniała tak bardzo, że nie potrafił utrzymać rodziny w komplecie. Teraz pomieszkuje ze współlokatorami w wynajętym mieszkaniu, fajna polska rzeczywistość - koleś, który ma do czynienia ze zbrodnią zarabia tyle, by po opłaceniu alimentów móc sobie wynająć pokój ze studentami. 

Autor bardzo sprawnie konstruuje fabułę tak, by wszystkie elementy, wszyscy zaprezentowani bohaterowie i poruszone motywy albo trafiły na swoje miejsce, albo stanowiły obietnicę na później, na kolejne epizody cyklu o Jakubie Mortce. Lektura “Podpalacza” jest przyjemnością, Mortki wcale nie da się ot tak polubić, jego zaniedbania są imponujące, ale łatwe do strawienia, bowiem Mortka jest po prostu człowiekiem i tak, jak potrafi opieprzyć innych, tak sam często na opieprz zasługuje. 

Największym atutem książki według mnie jest idealne połączenie powieści o ludziach ze zbrodnią. Podpalenia nie są jedynie tłem do pokazania ciekawych postaci; z czasem gdy czytelnik zaczyna łączyć fakty, to oczekiwania względem życiowych decyzji bohatera dorównują oczekiwaniom związanym ze sprawą. A autor świetnie się bawi, na sam koniec oferując nam taką petardę, że nie można zrobić nic innego, jak po zapoznaniu się z epilogiem natychmiast sięgnąć po kolejną część cyklu o komisarzu Mortce.

Podpalacz
Marginesy 2018

wtorek, 26 lutego 2019

Pablos widz - Im bliżej końca, tym bardziej interesująco – „Bosch”, nowy serial Amazona

Dawniej seriale kojarzyły się tylko z telewizją – dziś sytuacja nieco się zmienia. Coraz więcej widzów woli samodzielnie planować oglądanie kolejnych epizodów swoich ulubionych serii, stąd popularność serwisów internetowych. Z czasem owe serwisy stanęły po drugiej stronie kamery, już nie tylko oferując możliwość oglądania, ale wręcz tworząc nowe produkcje. Po Netfliksowym “House of Cards” przyszedł czas na giganta Amazon i ich dzieło: “Bosch”.

Oglądając zapowiedzi i trailery czułem mocny hype, bowiem w roli głównej występuje jeden z moich ulubionych ostatnimi czasy aktorów – Titus Welliver, facet, którego w “Deadwood” po prostu uwielbiałem, i gdziekolwiek się pojawia, tam moje zaangażowanie w opowieść wzrasta, nawet jeśli szło mu słabo. A według mnie słabo mu poszło w “Sons of Anarchy”, ale może to po prostu moja niechęć do sztucznego akcentu irlandzkiego…? Mniejsza.

“Bosch” jest oparty na twórczości literackiej Michael Connelly’ego, do tej chwili seria o Harrym Boschu liczy aż dziewiętnaście tomów. Niestety żadnego z nich nie czytałem, zatem trudno jest mi ocenić zgodność z oryginałem, nie wiem nawet czy scenariusz powstał na podstawie powieści, czy jest czymś nowym.

Pierwsze dwa odcinki nie zachwycają. W pierwszym odczuciu serial wyglądał na typowy produkt o gliniarzach, z postaciami zaledwie poprawnie przygotowanymi. Poznajemy prócz Boscha także kilku innych detektywów i oficerów, przez ekran przewijają się aktorzy znani z licznych serialowych występów: Jamie Hector (“The Wire”), Amy Aquino (“Ostry dyżur”), Lance Reddick (również genialne “The Wire”), Troy Evans (znowu “Ostry dyżur”) i Jason Gedrick, którego poznaliśmy niedawno w interesującym, ale niestety tylko “jednosezonowym” “Luck”. Posterunek jest bardzo typowy, odzwierciedla to, co znamy z gliniarskich opowieści: obok kilku fachowców musi się trafić i zakała, oczywiście najgłupszy awansuje najszybciej, całość spina jedynie porucznik, dbając o podstawową przynajmniej współpracę, z kolei wyższe szefostwo to już polityka w najczystszej postaci. Wydarzenia są w miarę autentyczne i można je przyjąć bez kręcenia nosem, lecz zawiłościom policyjnego losu z “The Wire” czy “The Shield” nowy serial od Amazona nie dorównuje.

Ale nie jest też bardzo słaby. Jak to z serialami bywa, po pewnym czasie już się po prostu patrzy, bez kręcenia nosem. Fabuła dotyczy dwóch śledztw – zabójstwa nastolatka sprzed dwudziestu lat oraz poszukiwań zbiegłego podejrzanego, który przedstawia siebie jako seryjnego mordercę. Jest tu wykorzystanych wiele ogranych motywów: telefony mordercy bezpośrednio do Boscha, rodzinne problemy bohatera (oczywiście rozwiedziony, oczywiście od dawna nie widział córki), jest i konflikt w samej policji – to wszystko już było. Ale mimo to się ogląda, po pierwsze dlatego, że całość mimo wszystko trzyma się przysłowiowej “kupy”, a po drugie – bo jak już mówiłem jestem bardzo na tak jeśli chodzi o Titusa Wellivera.

I warto obejrzeć do końca, bo końcówka serii robi się naprawdę interesująca. Parę motywów wielokrotnie wykorzystanych zostaje przez scenarzystów złamanych, zostają zaproponowane inne wyjścia z sytuacji, niż widz się spodziewa. Dotyczy to zarówno spraw policyjnych, jak i rodzinnych u Boscha. Ponadto twórcy uszanowali widzów nie oferując super naciąganego cliffhangera na koniec, zakończenie jest konkretne, i choć jest pole do popisu dla kontynuowania przygód Hieronima (bo Harry jest skrótem od Hieronim właśnie), to gdybyśmy nie doczekali się drugiego sezonu nie ma katastrofy, i tak warto na “Boscha” rzucić okiem.