Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bosch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bosch. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Fabuła przewidywalna, ale bohater bardziej, niż interesujący (M. Connelly - "Czarne echo")

Po powieść sięgnąłem oczywiście tylko z powodu bardzo udanego (w mojej opinii) serialu wyprodukowanego przez Amazon: Bosch. Dość trudna postać, policjant na równi walczący ze zbrodnią, jak i z ludźmi stojącymi mu na drodze. Niestety najczęściej zwierzchnikami i prawem jako takim. Ale nie Brudny Harry (choć na imię też ma Harry), tylko skupiony na rozwiązaniu zagadki zawodowiec, który nienawidzi biurokracji.

I trzeba od razu przyznać, że serial jest faktycznym odzwierciedleniem jakości książki. To ten sam Bosch, z tym, że w serialu poznajemy go teraz, w XXI wieku, a pierwsza powieść rozgrywa się na początku lat 90. Jednakże motyw główny jest taki sam: Bosch jest policjantem w sile wieku i niejedno już przeżył. Pierwsze spotkanie z czytelnikiem ukazuje postać już totalnie ukształtowaną przez życie, ponadto policjanta z pewnymi sukcesami. Jednak przez trudny charakter sukcesy przysporzyły mu więcej wrogów, niż przyjaciół, i sama policja ma problem z niepokornym, trudnym w sterowaniu detektywem. Poznając Harry’ego przez obserwację początków jego kolejnego śledztwa dowiadujemy się sporo o przeszłości postaci, i ja od razu stałem się fanem. Choć przyznam, że czytając przed oczami widziałem Titusa Wellivera, a co lepsze dialogi odgrywały mi się w głowie z charakterystycznym spojrzeniem tego aktora (jednego z moich ulubionych, przyznaję). Zatem jestem dość stronniczy i powieść z góry miała u mnie fory.

Sama historia nie zwaliła mnie z nóg, niestety. Może ćwierć wieku temu niejednego potrafiła zaskoczyć, jednak od tamtych dni minęło zbyt wiele czasu i napisano zbyt wiele kryminałów. Dziś Czarne echo jest pozycją bardzo mocno przewidywalną, w której naprawdę trudno znaleźć coś, czego czytelnik nie dostrzegł wiele stron przed faktem. Sytuację jednak ratuje bohater, na tyle ciekawy, że po prostu chce się wiedzieć o nim więcej. Czytelnik jest na równi zainteresowany jego przeszłością, jak i przyszłością, ta bowiem przy jego sposobie bycia jest najdelikatniej mówiąc bardzo niepewna.

The Black Echo
Amber 1995

wtorek, 26 lutego 2019

Pablos widz - Im bliżej końca, tym bardziej interesująco – „Bosch”, nowy serial Amazona

Dawniej seriale kojarzyły się tylko z telewizją – dziś sytuacja nieco się zmienia. Coraz więcej widzów woli samodzielnie planować oglądanie kolejnych epizodów swoich ulubionych serii, stąd popularność serwisów internetowych. Z czasem owe serwisy stanęły po drugiej stronie kamery, już nie tylko oferując możliwość oglądania, ale wręcz tworząc nowe produkcje. Po Netfliksowym “House of Cards” przyszedł czas na giganta Amazon i ich dzieło: “Bosch”.

Oglądając zapowiedzi i trailery czułem mocny hype, bowiem w roli głównej występuje jeden z moich ulubionych ostatnimi czasy aktorów – Titus Welliver, facet, którego w “Deadwood” po prostu uwielbiałem, i gdziekolwiek się pojawia, tam moje zaangażowanie w opowieść wzrasta, nawet jeśli szło mu słabo. A według mnie słabo mu poszło w “Sons of Anarchy”, ale może to po prostu moja niechęć do sztucznego akcentu irlandzkiego…? Mniejsza.

“Bosch” jest oparty na twórczości literackiej Michael Connelly’ego, do tej chwili seria o Harrym Boschu liczy aż dziewiętnaście tomów. Niestety żadnego z nich nie czytałem, zatem trudno jest mi ocenić zgodność z oryginałem, nie wiem nawet czy scenariusz powstał na podstawie powieści, czy jest czymś nowym.

Pierwsze dwa odcinki nie zachwycają. W pierwszym odczuciu serial wyglądał na typowy produkt o gliniarzach, z postaciami zaledwie poprawnie przygotowanymi. Poznajemy prócz Boscha także kilku innych detektywów i oficerów, przez ekran przewijają się aktorzy znani z licznych serialowych występów: Jamie Hector (“The Wire”), Amy Aquino (“Ostry dyżur”), Lance Reddick (również genialne “The Wire”), Troy Evans (znowu “Ostry dyżur”) i Jason Gedrick, którego poznaliśmy niedawno w interesującym, ale niestety tylko “jednosezonowym” “Luck”. Posterunek jest bardzo typowy, odzwierciedla to, co znamy z gliniarskich opowieści: obok kilku fachowców musi się trafić i zakała, oczywiście najgłupszy awansuje najszybciej, całość spina jedynie porucznik, dbając o podstawową przynajmniej współpracę, z kolei wyższe szefostwo to już polityka w najczystszej postaci. Wydarzenia są w miarę autentyczne i można je przyjąć bez kręcenia nosem, lecz zawiłościom policyjnego losu z “The Wire” czy “The Shield” nowy serial od Amazona nie dorównuje.

Ale nie jest też bardzo słaby. Jak to z serialami bywa, po pewnym czasie już się po prostu patrzy, bez kręcenia nosem. Fabuła dotyczy dwóch śledztw – zabójstwa nastolatka sprzed dwudziestu lat oraz poszukiwań zbiegłego podejrzanego, który przedstawia siebie jako seryjnego mordercę. Jest tu wykorzystanych wiele ogranych motywów: telefony mordercy bezpośrednio do Boscha, rodzinne problemy bohatera (oczywiście rozwiedziony, oczywiście od dawna nie widział córki), jest i konflikt w samej policji – to wszystko już było. Ale mimo to się ogląda, po pierwsze dlatego, że całość mimo wszystko trzyma się przysłowiowej “kupy”, a po drugie – bo jak już mówiłem jestem bardzo na tak jeśli chodzi o Titusa Wellivera.

I warto obejrzeć do końca, bo końcówka serii robi się naprawdę interesująca. Parę motywów wielokrotnie wykorzystanych zostaje przez scenarzystów złamanych, zostają zaproponowane inne wyjścia z sytuacji, niż widz się spodziewa. Dotyczy to zarówno spraw policyjnych, jak i rodzinnych u Boscha. Ponadto twórcy uszanowali widzów nie oferując super naciąganego cliffhangera na koniec, zakończenie jest konkretne, i choć jest pole do popisu dla kontynuowania przygód Hieronima (bo Harry jest skrótem od Hieronim właśnie), to gdybyśmy nie doczekali się drugiego sezonu nie ma katastrofy, i tak warto na “Boscha” rzucić okiem.