Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Kompletna strata czasu, czyli Rizzoli i Isles po raz dwunasty (T. Gerritsen - "Sekret, którego nie zdradzę")

Nigdy nie uważałem Tess Gerritsen za pisarza z pierwszej ligi; bardziej za sprawnego rzemieślnika. Kolejne tomy o Jane Rizzoli i Maurze Isles czytało się nieźle, ale większych fajerwerków dawno przestałem się spodziewać. Autorka czasem mnie zaskoczyła, oferując książkę o jakości jednak ponadprzeciętnej, ale przeważnie lektura była po prostu ok. Niestety jednak nie tym razem. “Sekret, którego nie zdradzę” to chyba najsłabsza część cyklu, w której wyraźnie widać, że sławna seria stała się sposobem na dochód, a autorka nie odczuwa presji oferowania czytelnikom lektury, którą będzie można zapamiętać na dłużej.

Całość scenariusza opowiedzianej tu historii to proszenie się o wymienianie kolejnych wad; kolejnych zapchajdziur, autorka próbuje zainteresować czytelnika powrotami do wcześniej już przerobionych motywów, nic a nic nie szanując inteligencji adresatów swoich książek.

Mam tu ten sam problem, co przy okazji “Gniewu” Zygmunta Miłoszewskiego. Otóż na warsztat autorka wzięła interesujący, ciekawy problem, rzecz ważną, która się zdarza – wszak pomyłki w wydawaniu sądów mogą się zdarzać, wszak sędziowie, adwokaci i prokuratorzy to ludzie tak samo podatni na korupcję jak wszyscy inni. Jednak problem jest zasygnalizowany, oczekiwania czytelnika wzrastają, przedzieramy się zatem przez te wszystkie bzdurki zapełniające kolejne strony, nudzimy się okrutnie, w oczekiwaniu na niezły finał. I tak, jak pan Miłoszewski zmarnował motyw przemocy w rodzinie, że po ukończeniu lektury “Gniewu” przeciętny czytelnik wcale o tej nieprzyjemnej kwestii nie pamiętał, tak samo pani Gerritsen nie dała rady stanąć na wysokości zadania. Opowiedziana tu historia jest słaba, asekuracyjna, jakby tworzona z poprawności politycznej – a takie pisanie książek to absolutna i totalna strata czasu.

Nie polecam, książka niby wnosi drobne zmiany w życiu zarówno Rizzoli, jak i Isles, ale o nie warto się dla nich męczyć. Jeśli wyjdzie kolejny tom (albo raczej: kiedy wyjdzie, nie zarzyna się kury…) to lepiej będzie wywnioskować z tekstu co i jak niż dla bohaterek męczyć się z tym półproduktem.

czwartek, 28 lutego 2019

Jasnowidzenie, poltergeisty, wizje – czyli thriller według D. Koontza

W posłowiu do Wizji Koontz z rozbrajającą szczerością stwierdza, że gdyby stale pisał takie powieści, nigdy nie trafiłby na listy bestsellerów. Ale jednocześnie decyduje się książkę wznowić, bo mimo wszystko uważa ją za rzecz sympatyczną, czytaj: rozrywkę odrobinę mroczną. I jest to doskonałe podsumowanie tej pozycji, faktycznie stworzonej raczej do zabijania czasu w poczekalni u dentysty, albo lektury podczas podróży pociągiem, która z nóg nie zwali, ale wydaje mi się, że ogromna większość czytelników nie tylko dotrwa do końca, ale wręcz będzie ciekawa czy naprawdę mordercą jest ten, o kim myślę?

Wizja to bardzo klasyczny thriller, w którym do ostatnich stron szukamy brutalnego mordercy. Jednak na półkach w księgarniach książka nie będzie stała obok powieści Thomasa Harrisa czy Tess Gerritsen, ponieważ tu bohaterem jest nie policjant czy detektyw, a jasnowidz – kobieta, która potrafi ujrzeć zbliżające się zbrodnie. Wraz z mężem i bratem współpracuje z policją, jednak nie wszędzie jest witana z otwartymi rękami, także dlatego, że poddaje się terapii, bowiem w przeszłości przydarzyło się jej coś potwornego.

Bardzo szybko okazuje się, że Koontz nie zaskoczy tu zbyt wielu czytelników, jedzie schematami od początku do samego końca. Jest jednak pisarzem na tyle utalentowanym, że chce się brnąć dalej, dla samej przyjemności oglądania dobrych bohaterów i niezłych dialogów. Poza tym Koontz ma talent także do kreowania niepokoju. Nie tyle strachu, bo Wizja mało kogo przestraszy, ale właśnie niepokoju, a co za tym idzie pragnienia, by wreszcie wszystko się wyjaśniło, by się skończyło, by bohaterowie mieli upragniony spokój. Czyli jak na thriller emocje wywołuje idealne, a że dla wielu jasnowidzenie, poltergeisty i inne takie to zwykłe bzdury? Co z tego, skoro czyta się tak dobrze?

The Vision
Albatros 2015

„Umrzeć po raz drugi”, czyli Jane Rizzoli i Maura Isles po raz jedenasty

W jedenastym tomie przygód Rizzoli i Isles Tess Gerritsen poszła tak bardzo do przodu, że aż zatrzymała się w miejscu. Książka nie oferuje żadnej nowej jakości, to po prostu kolejna sprawa do rozwiązania z bohaterami, których zachowania wierni czytelnicy są w stanie w stu procentach przewidzieć. Powieść znowu delikatnie rusza tematy, które można było znacznie rozwinąć (w tym wypadku chociażby kwestia polowań na zwierzęta dla sportu), jednak zachowawczo i asekuracyjnie Autorka nie wnika głębiej, zadowalając się po prostu kolejnym thrillerem jaki trafia na półki. Niestety nie wyróżniającym się od setek innych niczym.

Na szczęście Gerritsen jest nie tylko pisarką, ale i lekarzem. I ma wiedzę, którą czasem w bardzo udany sposób prezentuje czytelnikom, wie, o czym pisze, i to widać. Bez wahania wierzymy jej gdy opisuje proces rozkładu, znaki po chorobach, lub – jak w ty wypadku – metody używane przez taksydermistów, czyli wypychaczy zwierząt. I to jest ciekawe, nieźle opowiedziane, i gdyby jeszcze Jane Rizzoli, jej mąż Gabriel czy Maura Isles były nieco ciekawsze, gdyby czymś czytelnika zaskoczyły, można by uznać “Umrzeć po raz drugi” za książkę bardzo dobrą. A tak jest zaledwie poprawna, przeciętna.

Cykl trochę za bardzo przypomina serial pisany przez różnych scenarzystów. Zawsze gdy pojawia się coś interesującego, czy to w sprawach kryminalnych, czy w życiu osobistym bohaterów, Autorka zamiast rozwijać temat szybko go kończy, jakby w pośpiechu wręcz. Szkoda także, że pani Gerritsen nie próbuje wyjść ze schematu konstrukcji poprawnego thrillera, bo niestety przy jedenastej książce już na tyle znamy sposób kreowania przez nią fabuł, że nie dajemy się oszukać, nie nabieramy się na scenki mające odwrócić naszą uwagę i przy ostatnich scenach nie ma żadnego “efektu wow”, nie ma niespodzianki, jest tylko westchnienie i konstatacja: no tak, wiedziałem, szkoda, spodziewałem się więcej.

Die Again
Albatros 2015

piątek, 22 lutego 2019

Tess Gerritsen – „Ostatni, który umrze”

Początkowo „Ostatni, który umrze” zapowiada się na doskonałą lekturę. Fakt, że czytelnik ma prawo też czuć nieco większy zapał, gdy dopiero co ukończył poprzedni odcinek cyklu o Rizzoli i Isles – „Milczącą dziewczynę” – która była świetną pozycją. Ale pierwsze rozdziały kolejnego epizodu są dobre same w sobie, angażują czytelnika maksymalnie.

Mowa jest o trójce dzieci, sierot, przebywających u rodzin zastępczych. Każde z nich przeżyło dramat, prawdziwą tragedię, oglądając śmierć swoich biologicznych rodziców. Niestety to nie koniec – rodziny zastępcze także stają się ofiarami, a dzieci w ostatniej chwili cudem ocalają. Od samego początku Jane Rizzoli czuje, że coś tu nie gra, intuicja wyraźnie daje do zrozumienia, że chodzi o coś większego, i choć śledztwo przynosi wyniki, nasza bohaterka jest przekonana, że cała policja została przechytrzona przez kogoś dysponującego mocnymi argumentami.

Niestety jest taki moment, w którym czytelnik nie pozwala się oszukać i już wie, że książka jednak tak dobra, jak poprzednia, nie będzie. Na scenę bowiem wkracza Anthony Sansone i jego przedziwny, totalnie abstrakcyjny Klub Mefista, biorący ocalałe dzieci (oraz wiele innych mających za sobą przeżyty dramat) pod opiekę. Sytuacja robi się natychmiast mało realistyczna, a poczynania Jane, jej partnera Frosta i Maury Isles choć z pewnością dają się czytać, to jednak oferują zabawę innego typu. To już nie jest kryminał i dramat w jednym, z ciekawym tłem społecznym, przedstawiający gdzieś po bokach istotne problemy, ciekawe sytuacje; nie mówi o niczym konkretnym. Nie, „Ostatni, który umrze” to zdecydowanie bardziej powieść typowo sensacyjna, chwilami w stylu Davida Morrella, z tajemniczymi organizacjami mającymi jeszcze bardziej tajemnicze plany w tle, agentami i służbami.

Jasne, że można się dobrze bawić, pewnie, że tak. Jednak osobiście wolę nieco bardziej prawdopodobne scenariusze, nastawione nie tyle na akcję i intrygi typu „wow”, co na dobry, porządny dramat, gdzie kryminał jest tylko tematem, dzięki któremu autor pokazuje nam coś więcej. Tess Gerritsen udowodniła, że potrafi snuć i takie historie, mam więc nadzieję, że następny odcinek serii zaoferuje nieco bardziej realistyczną historię, a tajne i przedziwne organizacje zostawmy Danowi Brownowi. :)

Last to Die
Albatros 2013

Tess Gerritsen – „Milcząca dziewczyna”

Jeszcze przed dotarciem do połowy książki wiedziałem, że „Milcząca dziewczyna” stanie się moim ulubionym odcinkiem cyklu o detektyw Jane Rizzoli i jej koleżance, patolożce Maurze Isles. Tym samym zdetronizowała… bodajże „Grzesznika„? Nie ważne – „Milcząca dziewczyna” deklasuje wszystkie poprzednie części, po raz pierwszy stawiając Tess Gerritsen powyżej innych, seryjnie tworzących thrillery amerykańskich pisarzy. Już od pewnego czasu widać było, że autorka pragnie zgłębiać poważniejsze kwestie w swoich powieściach niż typowe sceny ze zbrodniarzami, oparte głównie na intrydze. Widać było, że Tess Gerritsen chce opowiadać o tym, co nas – społeczeństwo – powinno boleć. Z tym bywało różnie – do teraz.

Są dwa elementy, które powodują, że od „Milczącej dziewczyny” nie sposób się oderwać. Pierwszym jest sama historia – tkwiąca mocno w bostońskim Chinatown, pokazująca drugą, inną stronę autorki, z pochodzenia Chinki. Uwielbiam, gdy autorzy delikatnie zbaczają na tereny, które faktycznie znane im są osobiście. Gerritsen przedstawiła społeczeństwo Chińczyków po prostu wspaniale, czytelnik czuje wręcz uderzanie głową w mur, czyli czynność, jaką Jane Rizzoli wykonuje co i rusz. Historia, prawdziwy dramat, emocje wzbudza gigantyczne, dodatkowo na tle „państwa w państwie”, z ludźmi wyznającymi zupełnie inne wartości, przedstawionych przy pomocy skromnych środków, bez ogromnych, gigantycznych opisów, ale umiar w narracji jest tym bardziej doceniony. Widać zmianę świata, chwilami robi się nastrojowo, niemalże magicznie.

Druga kwestia, która wpływa na jakość książki jest dość brutalna. Chodzi o drugą postać – Maurę Isles. Na kartach „Milczącej dziewczyny” jest praktycznie nieobecna, a autorka dokonała w konstrukcji intrygi ogromnej rewolucji. Nieobecność Maury jest bowiem wywołana specjalnie – kobieta o tak czarno-białych poglądach, tak przekonana o sile przepisów, tak się ich trzymająca zupełnie nie nadawałaby się do sprawy, w której jest tak wiele niewiadomych, w których oprawcy są zarazem ofiarami, gdzie nie ma ani grama czerni, ani bieli, jest tylko szarość w różnych odcieniach, jaśniejszym i ciemniejszym. Całość jest podkreślona przez aktualnie wykonywane przez doktor Isles obowiązki oraz komentarze Jane, która jako policjantka z długą drogą za sobą doskonale zdaje sobie sprawę, że skomplikowane, trudne sprawy zazwyczaj nie dają się zaszufladkować, nie jest łatwo przypisać uczestnikom jasnych ról przy tak dużej ilości niewiadomych.

W ogóle z każdej strony powieści widać dojrzałość, nie tylko samej autorki, ale także, a może wręcz: przede wszystkim jej bohaterów, Jane i jej partnera Frosta. Wcześniej miałem pretensje do pisarki, że czas między kolejnymi powieściami zbyt wolno płynie, że nie widać rozwoju, ale to już przeszłość. Jane Rizzoli z „Milczącej dziewczyny” to kompletnie inna (wreszcie!) Jane od tej, którą poznaliśmy w „Chirurgu„. I tak, jak poprzednio okresy między lekturą kolejnych części cyklu się w moim przypadku wydłużały, tak teraz natychmiast sięgam po następny epizod, pełen nadziei, że „Ostatni, który umrze” będzie równie mocny, równie konkretny, jak „Milcząca dziewczyna”.

The Silent Girl
Albatros 2012

niedziela, 16 czerwca 2013

Tess Gerritsen - "Dolina umarłych"

O czym będzie “Dolina umarłych” wyraźnie mówi już prolog, w którym obserwujemy młodą dziewczynę, zaledwie trzynastoletnią. Znajduje się w osadzie założonej przez jedną z licznych w Ameryce sekt, a los zgotował jej paskudną niespodziankę: przywódca zgromadzenia pragnie wziąć ją za kolejną żonę. Nikt nie słyszy jej niemego krzyku, nikt nie widzi jej przerażenia, jest pozostawiona sama sobie i potraktowana jak domowy sprzęt, przedmiot, a nie istota ludzka.

Pierwsze powieści o duecie Rizzoli & Isles były bardzo klasyczne, z seryjnymi mordercami na pierwszym planie. Potem jednak umiejętności Tess Gerritsen znacząco się rozwinęły, a kryminały/thrillery zaczęły opowiadać o ważnych problemach społecznych. I tak samo jest w przypadku “Doliny umarłych”, niestety jednak książka wcale nie mówi o mechanizmie, na zasadzie którego działają sekty. Wielka szkoda, ale pisarka nawet nie próbuje tłumaczyć zachowań ludzkich, nie stara się przedstawić opanowanych religijną paranoją “wiernych” tak, byśmy mogli zrozumieć dlaczego stali się tak łatwowierni. Odpowiedź na odwieczne pytanie: “jakim cudem dorośli, inteligentni ludzi dali się tak omamić?” nie nadchodzi.

Problemem społecznym tu jest inne zjawisko: odrzucenie dzieci przez rodziców. Oprócz wspomnianej już dziewczynki, która w ekspresowym tempie musiała stać się kobietą, poznamy też szesnastoletniego chłopaka żyjącego samotnie wśród śniegów, odrzuconego przez tak zwane Zgromadzenie. Jego historia jest nie mniej dramatyczna.

Jeśli chodzi o bohaterki, to “Dolina umarłych” skupiona jest przede wszystkim na Maurze Isles. Kontynuowane są wątki z książek poprzednich, zatem znowu czytelnika często może dopadać pytanie: jak tak mądra kobieta może być tak naiwna? Jej związek z katolickim księdzem to pokaz tak dramatycznej desperacji, że aż źle się człowiekowi robi. Jak to jest, że wykształcone, inteligentne, utalentowane kobiety tak często mają problem ze znalezieniem odpowiedniego mężczyzny? Gerritsen wyraźnie stawia to pytanie, niestety jednak nawet nie próbuje na nie odpowiadać... 

Wyraźnie widać, że autorka jest coraz lepsza, tematy, które porusza są coraz ciekawsze. Na razie jednak jest wciąż sporo braków i niedopracowań, które jednoznacznie wskazują, że miejsce jej powieści wciąż pozostaje wśród książek typowo rozrywkowych. Nakreślenie problemów społecznych i dramatów swoich bohaterów nie wystarczy, by osiągnąć kolejny stopień wtajemniczenia, trzeba jeszcze chociaż spróbować udzielić czytelnikowi odpowiedzi dlaczego tak się dzieje. “Dolina umarłych” jest niezłym czytadłem, już lepszym od wielu książek Alex Kavy i innych seryjnie tworzących kryminały pisarzy z USA, jednak wciąż nie dorównuje znacznie bardziej rozbudowanym opowieściom, z jakimi często mamy do czynienia w Europie (Nesser, Mankell).

Ice Cold/The Killing Place
Albatros 2011

poniedziałek, 12 listopada 2012

Tess Gerritsen - "Mumia"

Rozpoczynając lekturę miałem nadzieję, że okaże się nieco bardziej zajmującą niż dwie poprzednie książki o Jane Rizzoli i Maurze Isles (“Klub Mefista”, “Autopsja”). Według mnie widać w nich delikatny spadek formy, jakby zmiana formuły z pisania ogólnie o mordercach, na zajęcie się także innymi tematami (handel ludźmi, szeroko pojęte zło) spowodowała, że powieści są bardziej realistyczne, ale paradoksalnie mniej ciekawe.

Niestety trudno mi uznać “Mumię” za dzieło lepsze od wspomnianych dwóch, choć wraca do nieco bardziej klasycznej tematyki. Książka co prawda nie jest słaba, czyta się znośnie, momentami nawet przyjemnie, lecz trudno nie zauważyć sporej naiwności, o jaką autorka musiała czytelnika posądzić. Intryga zdecydowanie nadawała by się nawet nie do filmu, a co najwyżej do jednego odcinka jakiegoś kryminalnego tasiemca, motyw ze znajdowaniem mumii w podziemiach muzeum został przedstawiony w bardzo naciągany sposób, a narracja prowadzona jest tak, że czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, kto jest mordercą o wiele wcześniej od bohaterek. I zaczyna się denerwować, że żadna z postaci jeszcze na właściwy trop nie wpadła.

Jedyne, do czego nie mogę się przyczepić, to naukowe podejście autorki (lekarza z zawodu) do przedstawienia zadziwiających faktów z procesu mumifikacji. Zwłaszcza nie tej znanej z Egiptu, ale innego sposobu - bagiennego, o którym ostatnio zrobiono sporo reportaży i który na swój sposób jest fascynujący.

Książkę oczywiście polecam, zła nie jest, jednak daleko jej do “Grzesznika” i “Sobowtóra”, póki co według mnie najciekawszych odcinków o duecie Rizzoli & Isles.

The Keepsake / Keeping the Dead
Tess Gerritsen
Albatros 2010
399 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

niedziela, 28 października 2012

Tess Gerritsen - "Klub Mefista"

Muszę przyznać, że Tess Gerritsen potrafi zaskoczyć. Choć pierwsze powieści z cyklu Rizzoli & Isles były co prawda niezłe, lecz jednak pisane wedle znanego schematu, z czasem nie sposób zauważyć, że Autorka stara się swoje historie rozbudować. Nie tworzyć kolejnych seryjnych morderców, którzy mieli pecha i trudne dzieciństwo, nie odcinać kuponów od już zdobytej popularności. Już “Sobowtór” zdradzał skłonności pani Gerritsen do kreowania nieco szerszych fabuł, natomiast “Autopsja” to kompletna rewolucja jeśli chodzi o “seryjność” przygód policjantki i jej koleżanki patolożki. Bardzo podobnie przedstawia się “Klub Mefista”, gdzie co prawda znowu na tapecie będzie morderca, jednakże historia go splątująca to ukłon w stronę nieco innych zainteresowań pisarki (wyjaśnionych w posłowiu) - religii, mistycyzmu, kwestii dobra i zła. Dosłownie, z demonami w rolach głównych.

Na szczęście obok wszechobecnego okultyzmu, do którego jak się zdaje tylko Rizzoli ma zdrowy stosunek, mamy też całkiem nieźle pokazane kilka wątków pobocznych, które utrzymają uwagę nawet takiego czytelnika, który z ogromnym dystansem a nawet niechęcią czyta o zjawiskach tego typu. Gerritsen zdrowo namieszała w życiu osobistym Jane Rizzoli, która nieoczekiwanie nabawiła się problemów z własnymi rodzicami, Maura Isles wpadła natomiast jeszcze gorzej, a przyczyną wszystkiego jest pewien znany nam już skądinąd ksiądz... Jest gorąco, a przy tym także dramatycznie, choć bywa i dowcipnie.

Szkoda tylko, że sama zagadka jest szyta bardzo grubymi nićmi i że w książce kompletnie brakuje tego oczekiwanego przez każdego statystycznego czytelnika kryminału napięcia podczas ostatecznego rozwiązania sprawy. Znowu muszę z przykrością stwierdzić, że podobnie jak w “Autopsji” końcówka książki poszła rozwiązaniem typowo hollywoodzkim, mocno psując to, co zdawało się realistyczne i nadając całości pewnego niesmacznego, prostackiego charakteru. Co przy fabule z demonami i hokus pokus w rolach głównych jest wadą podwójnego kalibru.

Mephisto Club
Tess Gerritsen
Albatros 2007
366 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

poniedziałek, 22 października 2012

Tess Gerritsen - "Autopsja"

Kolejna część przygód policjantki Jane Rizzoli i patolożki Maury Isles zaczyna się jak dobry horror. Nasza ulubiona pani doktor, Królowa Trupów, jak ją pieszczotliwie nazywają policjanci, chowając świeżo pokrojone i zaszyte zwłoki słyszy jakiś szmer... W szufladzie obok, w tej wielkiej lodówce, jaką jest miejsce pracy Maury, leży ktoś, kto wcale jeszcze nie umarł :-)

Z kolei u Rizzoli bez zmian - wciąż nosi wielki brzuch. Na szczęście w “Autopsji” wreszcie się go pozbędzie, przynosząc na świat swoje pierwsze dziecko. A proces, który doprowadzi do porodu oraz sam jego przebieg idealnie dopasowane zostały do tej postaci. Po prostu Jane Rizzoli nawet rodzić musi w swoim unikalnym stylu.

“Autopsja” dość mocno odbiega stylem od poprzednich części cyklu, gdzie jednak Autorka skupiała się głównie na zjawiskach takich jak seryjne morderstwa, wielkie zło tkwiące w ludziach-potworach. Tym razem jednak Tess Gerritsen na cel wzięła inny rodzaj bestialstwa, chyba nawet znacznie gorszy, bowiem niczym nieusprawiedliwiony. Seryjnego mordercę można wytłumaczyć chorobą psychiczną, ale ludzi, którzy sprowadzają dziewczyny, często jeszcze dzieci, do USA tylko w celu oddawania ich następnie różnego rodzaju zboczeńcom, których kręci gwałt - tu nie można nawet próbować szukać wytłumaczenia.

Książka szczególnie spodoba się wszystkim fanom teorii spiskowych, bowiem Isles i Rizzoli trafiają na jedną z tych Wielkich Afer, w które zamieszani są ludzie ze szczytów władzy rządu Ameryki Północnej. A oni nigdy się nie poddają, uśmiercając wszystkich, którzy mogą stanowić zagrożenie dla ich intratnych posad oraz “swobodnego” trybu życia.

Zmiana tematu Autorce się udała, choć osobiście tego typu teorie do mnie raczej nie trafiają. Szkoda tylko, że końcówka książki napisana została w bardzo filmowym stylu, gdzie można przewidzieć po prostu wszystkie kolejne zdarzenia. Bardzo żałuję, że Gerritsen poszła za takim rozwiązaniem, ja bym jednak chętnie dał się zaskoczyć, czekałem na wielki finał tylko po to, by otrzymać typowe łubudu. Dlatego też “Autopsję” oceniam niżej, niż kilka poprzednich tomów - brak niespodzianki w kryminale/thrillerze to bardzo poważna wada.

Vanish
Tess Gerritsen
Albatros 2012
wydanie elektroniczne: 300 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

środa, 17 października 2012

Tess Gerritsen - "Sobowtór"

Czwarta część przygód detektyw Rizzoli i patolożki Isles to powieść obfitująca w liczne niespodzianki. Myślę, że gdybym trafił na “Sobowtóra” nie znając poprzednich tomów, to ilość zawartych tu zaskoczeń by mnie odrzuciła, bo wszystko zdecydowanie zbyt mocno czuć Hollywood i kiepskimi scenariuszami filmów z gatunku kryminał/akcja. Jednak znając bohaterki od trzech poprzednich książek łatwiej jest znieść tak dużą dawkę zdziwień i zdumień i całość można spokojnie przełknąć.

Od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, że doktor Maura Isles była adoptowana i nie zna swoich biologicznych rodziców. W “Sobowtórze” ich pozna, a Tess Gerritsen zadbała, by historia obfitowała w brutalne zagrywki, dużą dawkę obrzydliwości oraz wyraźnie odczuwalne napięcie. Tymczasem druga z postaci, Jane Rizzoli, biega po Bostonie i okolicach “z brzuchem”, będąc w ósmym miesiącu ciąży. Obie jak zwykle wzajemnie się nieźle uzupełniają.

W “Sobowtórze” jest bardzo dużo wątków kryminalnych, poza tym jednym, podstawowym. Nie ma ani chwili czasu na wzięcie oddechu, jedyne, co czytelnik może zrobić, by jakoś opanować coraz większy mętlik w głowie, to po prostu nie odkładać książki i dobrnąć do końca. Gerritsen sprawnie wykorzystała nowe pomysły ze znanymi z wcześniejszych części postaciami (wraca lekarka która uwielbia badać Chirurga i inne potwory) i znowu kreuje bardzo wciągającą powieść, która zupełnie jak poprzednie nie pozwala czytelnikowi odejść ani na moment. I o to chodzi w tym biznesie.

Body Double
Tess Gerritsen
Albatros 2005
336 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

poniedziałek, 15 października 2012

Tess Gerritsen - "Grzesznik"


W trzeciej książce z serii Rizzoli & Isles na pierwszy plan wychodzi właśnie ta druga pani, zwana pieszczotliwie przez policjantów i dziennikarzy “Królową Trupów”. W tym też tomie można zauważyć dopiero początki ich nieco bardziej zażyłej znajomości. Oczywiście Rizzoli wcale nie schodzi na dalszy plan, co więcej jej historia jest bardzo ciekawa, bowiem romans rozpoczęty w tomie drugim jest kontynuowany i doprowadzi do zaskakującego zakończenia powieści.

Tym razem na miejsce zbrodni Autorka wybrała coś w stylu klasztoru, gdzie przebywają zakonnice. Ginie najmłodsza z nich, zaledwie dwudziestoletnia oraz jedna ze starszych. Katolicki klasztor jest doskonałą okazją do konfrontacji brutalnej Rizzoli z wiarą w Boga, często graniczącą ze zwykłą naiwnością. Podobnie Maura Isles, okazuje się, że w dawnym życiu z kościołem tego rodzaju miała wiele wspólnego i rozmowy z zakonnicami i przedstawicielami instytucji bywają bardzo zajmujące.

Sama historia tu przedstawiona jest bardzo dramatyczna. Na tle poprzednich może wydawać się dość trywialną, choć właśnie dlatego tak uderza czytelnika - rzeczy, które spotkały siostrę Camillę to niestety codzienność naszego świata, i zdarzają się znacznie częściej, niż tropy seryjnych zabójców.

Podobnie jak w przypadku tomu drugiego, naturalnym odruchem po zakończeniu lektury jest sięgnięcie po część kolejną. Przyznaję kolejny raz: Tess Gerritsen ma talent, cieszę się, że dałem się namówić, po najsłabszym (w sensie: dość przeciętnym) “Chirurgu” póki co każdy kolejny tom wywołuje odpowiednie wrażenie.

The Sinner
Tess Gerritsen
Albatros 2004
320 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

Tess Gerritsen - "Skalpel"


Druga powieść o policjantce Jane Rizzoli jest napisana zgodnie z zasadami dobrego sequela. Praktycznie znajdziemy tu wszystko to, czego brakowało w części poprzedniej. Rizzoli wciąż jest niedostępna, ale już nieco łatwiej jest czytelnikowi ją polubić; ponadto pojawia się nowa postać: detektyw Korsak, do którego czytelnik momentalnie czuje sympatię, jest też nowy seryjny zabójca, powracamy i do tego znanego z tomu pierwszego, wreszcie: Rizzoli pozwala sobie na romans.

Czyta się po prostu jednym tchem, miałem tylko rzucić okiem, no i parę godzin później skończyłem :-) W “Skalpelu” pojawia się Wielka Nieobecna z “Chirurga”, czyli Maura Isles, zwana Królową Trupów, a Autorka znowu daje z siebie wszystko, by chwilami wzbudzić w czytelniku potworną odrazę do pewnych, wykonywanych przez doktor Isles czynności. Oczywiście z sukcesem, no, chyba że wśród czytelników znajdą się wielbiciele zimnych, nieżywych, w sporej części już poddanych rozkładowi ciał. Tak, nekrofilia jest na pierwszym planie.

Ciekawym zabiegiem jest skupienie się fabuły nie na nowym seryjnym mordercy, ale na powrocie do tego nam już znanego. W ogóle w “Skalpelu” Autorka pokazuje, że jest lekarzem i że wie o czym pisze - chwilami nawet robi się monotonnie od dowodzenia nam własnej wiedzy na tematy związane z powiązaniem spraw policyjnych z medycznymi. Ma to jednak pewien niezły klimat, i przyznam szczerze, że w połączeniu z tomem poprzednim “Skalpel” okazuje się już czymś więcej, niż tylko dobrym thrillerem, a pani Gerritsen udało się skupić moją uwagę - z pewnością do niedostępnej, zimnej i nieprzyjemnej Rizzoli oraz Królowej Trupów Isles jeszcze wrócę.

The Apprentice
Tess Gerritsen
Albatros 2009
348 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

sobota, 13 października 2012

Tess Gerritsen - "Chirurg"


Gdy już trzecia osoba z kolei poleciła mi Tess Gerritsen, nie miałem wyjścia, dla świętego spokoju dałem tej Autorce szansę. Oczywiście nie romansom, które pani Gerritsen także lubi tworzyć, ale thrillerom. Na kanwie jej serii nawet powstał serial (“Rizzoli & Isles”, czyli “Partnerki”), który jednak temat pracy policji traktuje zbyt lekko jak dla mnie, więc szybko przestałem go oglądać. Jak się jednak szybko okazało, pierwsza książka o Jane Rizzoli z serialem nie ma kompletnie nic wspólnego i w sumie “Chirurg” jest całkiem znośnym thrillerem. Gdzieś tak na poziomie innej amerykańskiej znanej pisarki z tego gatunku, Alex Kavy.


Akcja opowiada o seryjnym mordercy, naprawdę brutalnym człowieku. Znany pod pseudonimem Chirurg wykorzystuje seksualnie te kobiety, które raz już piekło gwałtu przeżyły, po czym... wycina im organ uznawany za istotę kobiecości. Ofiary podczas zbrodni są w pełni świadome, giną dopiero później. Warto zauważyć, że Autorka, jako lekarz, całkiem ciekawie rysuje przed nami ten wstrętny proces, możnaby powiedzieć nawet, że plastycznie - chwilami wręcz widać wnętrzności, czuć ich woń, a trzymając książkę można momentami mieć wrażenie jakby nasze ręce były śliskie i lepkie od krwi.

Poza tym “Chirurg” nie wyróżnia się już niestety praktycznie niczym na tle setek podobnych thrillerów. Bohaterka jest nijaka, a jej problemy z byciem jedyną kobietą w wydziale zabójstw w ogromnej większości przypadków wynikają nie z tyle z szowinistycznego podejścia facetów (choć to oczywiście też), co z jej własnej głupoty. Trudno bowiem podczas lektury nabrać o jej inteligencji jakiegoś lepszego mniemania, zachowuje się w taki sposób, że czytelnika aż bierze zdziwienie, że ktokolwiek w ogóle z nią rozmawia.

Nieco lepiej czyta się o jej koledze z pracy, detektywie Moore. Ma znacznie ciekawszy problem, niż swoją płeć do zaprezentowania czytelnikowi. Prawie dwa lata wcześniej zmarła jego ukochana żona, a on wciąż nie daje sobie z tym rady. Tu widać, że Autorka jak się zmusi, to potrafi pokazać trochę ciekawej psychiki.

Książka napisana jest całkiem fajnie, czyta się zupełnie dobrze, jednak bez uczucia jakiegoś mocnego zaangażowania. Ot, ciekawość kto zabił i ile jeszcze będzie ofiar, bo że okrutnika ostatecznie policja zgarnie, to wiadomo, takie reguły gatunku. Natychmiast po zakończeniu lektury całość w błyskawicznym tempie wyparowuje z głowy, czegoś tu brakuje, by móc się poważniej zaangażować. Może partnerki Jane Rizzoli? Bo nazwisko Maury Isles w “Chirurgu” nie pada ani razu. Pewnie rzucę okiem na kolejne tomy, a póki co polecam głównie maniakom thrillerów i opowieści o seryjnych mordercach oraz fanom Alex Kavy :-)

The Surgeon
Tess Gerritsen
Albatros 2002
336 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl