Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Seria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Seria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2019

Po pierwsze: protagoniści, czyli przywilej wielotomowego cyklu (Hjorth, Rosenfeldt - "Najwyższa sprawiedliwość"

Szósta część cyklu o specjalnej grupie policji i psychologu Sebastianie Bergmanie jest jak spotkanie znajomych, których nie widzieliśmy dłuższy czas. A ponieważ w tomie piątym końcówka oferowała (wreszcie) coś naprawdę niezłego, czytelnik sięgając po “Najwyższą sprawiedliwość” jest ciekawy nie tyle kolejnej sprawy, co samych bohaterów, już tak dobrze znanych.

A autorowie doskonale sobie z tego zdają sprawę, stąd też czytelnik nie zastanawia się CZY Vanja powróci do grupy, ani CZY Sebastianowi uda się z nią nawiązać jakiś kontakt, ale KIEDY i Z JAKIEGO POWODU obie te postaci znowu znajdą się obok siebie. I wypada duetowi przyznać, że to, co zaprezentowali ma sens. 

Sensu natomiast dość szybko zacząłem szukać w sprawie, jaka trafiła się policjantom. Otóż bowiem mamy do czynienia z seryjnym gwałcicielem. Jest to jednak postać, która trzyma się jednej grupy kobiet i dokonuje swojej zbrodni wielokrotnie. Czytelnikowi zostają zaprezentowane różne typy ofiary; niektóre żyją w stanie zaprzeczenia, inne zamykają się przed światem, jeszcze inne próbują jakoś iść dalej po spotkanej krzywdzie, i to jest ok, tego się spodziewałem, na to liczyłem. W pewnym momencie jednak zostaje odsłonięty motyw, który faktycznie jest powodem gwałtów, i tu mój gust znacząco podniósł jedną brew, a napięcie znikło. Przy końcu powieści na szczęście wszystko ma ręce i nogi, ale, cóż, nie jest to najciekawsza ze spraw.

Nie ma to jednak większego znaczenia, otóż bowiem czytelnik nie przesuwa stron “Najwyższej sprawiedliwości” ze względu na pracę policji, o nie. Motorem napędowym powieści jest dwójka postaci, które całkowicie kradną ogromną większość uwagi czytelnika. Pierwszym z nich jest oczywiście Sebastian, który zrobił przez ostatnie pięć tomów masę durnych rzeczy, spaprał tak wiele spraw i zniechęcił do siebie już praktycznie wszystkich. I jak to bywa w przypadku nałogowców dopiero gdy już każdy ma Sebastiana w nosie; gdy skończyły się wreszcie kolejne szanse na poprawę, nasz bohater postanawia zrobić coś, cokolwiek, by odzyskać choć odrobinę tego, co posiadał, a co zniszczył.

Drugą postacią jest oczywiście Billy. Nie da się mówić konkretnie, by nie psuć zabawy tym, którzy nie czytali piątego tomu, więc krótko i enigmatycznie: to, co Billy zrobił go ściga, i to dosłownie. Nie tylko wewnątrz, nie tylko wyrzuty sumienia, ale i dosłownie - sprawa zaczyna istnieć w przestrzeni publicznej i nasz młody policjant musi podjąć pewne decyzje. Nie muszę dodawać, że podejmuje je na ostatnich stronach, a czytelnik zostaje skazany na ponowne oczekiwanie…

En högre rättvisa
Czarna Owca 2019

niedziela, 3 marca 2019

Szarość życia, smutek i bezcelowość, czyli nowy Nesser w najlepszej formie

Tak, jak bardzo mi się podobały powieści inspektorem Barbarottim, tak przy starszym bohaterze pana Nessera – Van Veeterenie – bawię się raczej średnio. Od dawna mam wszystkie tomy, ale przeczytałem zaledwie połowę, to nie jest ten sam poziom lektury. Jednak gdy w sprzedaży pojawiła się kolejna powieść tego twórcy, datowana na niedawno, nowa, optymistycznie pomyślałem, że jest szansa na poziom znany z książek o Barbarottim. Spieszę uprzejmie donieść, że tok rozumowania był prawidłowy – Żywi i umarli w Winsfordto rzecz tak dobra, jak Drugie życia pana Roosa czy Człowiek bez psa.

W zasadzie tylko tytuł jest średni, o wiele lepiej sprawdziłby się: „Kobieta z psem”. :) Bohaterką, która prowadzi narrację pierwszoosobowo, jest Szwedka w tej chwili przebywająca na angielskich wrzosowiskach. Stopniowo, krok po kroku opowiada nam skąd się tam wzięła, jakie czyny i decyzje ją zaprowadziły w miejsce raczej słabe dla turystów, nieduże miasteczko, dużo spokoju i ciszy, ale i mokro i nieprzyjemnie. A ta opowieść, choć jest monologiem, jednak bardziej przypomina dialog. Nesser napisał książkę tak, jakby bohaterka naprawdę mówiła do czytelnika, prowadziła z nim rozmowę. Czasem nawet świadomie odpowiada na pytania, jakie powstają w głowie czytelnika, to robi duże wrażenie i powoduje, że lektura staje się jeszcze bardziej… jakby osobista.

Uważam, że zdradzenie czegokolwiek więcej z fabuły byłoby zwyczajnym świństwem, jest to bowiem rzecz tak dobrze przygotowana i opisana, że naprawdę nie chcę nikomu psuć zabawy. Od siebie dodam tylko, że zarówno postać bohaterki, jak i podjęte przez nią decyzje są bardzo przyjemną lekturą, taką bardzo w stylu właśnie historii z Barbarottim: jest smutno, smętnie, depresyjnie, żadnych cudownych uniesień, żadnej radości ze świata – szare życie szarego człowieka w bardzo, bardzo szarym świecie.

Kto zna twórczość Agathy Christie, ten szybciej od innych domyśli się o co chodzi, pisarka ma w swoim dorobku bardzo podobną powieść, jeśli chodzi o sam pomysł, tylko za ChRL nie pamiętam tytułu. Ale nawet takim czytelnikom Nesser przygotował kilka dodatkowych niespodzianek. Kto lubi realistyczne, brutalnie prawdziwe i pozbawione żałosnych, radosnych ozdobników historie o życiu, ten będzie „Żywymi i umarłymi” zachwycony. Jak ja. Polecam.

Levande och döda i Winsford
Czarna Owca 2016

Piąte spotkanie z Sebastianem Bergmanem – i wreszcie bardziej, niż udane!

To już piąte spotkanie ze szwedzkimi policjantami z Wydziału Zabójstw i średnio przyjemnym w kontakcie psychologiem, Sebastianem Bergmanem. I zarazem drugie – od czasu udanego debiutu, Ciemnych sekretów – naprawdę udane. Aż wierzyć się nie chce, ale po trzech bardzo średnich odcinkach, bardziej przypominających telenowelę niż porządne kryminały, otrzymaliśmy powieść nie tylko przedstawiającą doskonały temat główny, ale też sprawnie zamykającą wiele wątków, które od dawna o zamknięcie się prosiły.

Torkel, Ursula, Vanja, Billy i wspomniany Sebastian stają naprzeciw mordercy, którego działanie jest rewelacyjnym odbiciem naszych czasów. Otóż sprawcą morderstw jest ktoś, kto ma ogromny żal do świata, do społeczeństwa, że zatraciło wartość, jaką jest wiedza i wykształcenie. Morderca zabija zwycięzców programów typu reality show, blogerów (OMFG!) a nawet ludzi, którzy według niego są odpowiedzialni za promowanie tego typu karier, w których nic nie trzeba umieć, a mimo to się ustawić do końca życia. Walka z celebrytyzmem, ale walka przygotowana przez kogoś z ambicjami, kogoś, kto pragnie coś ludziom uświadomić a nawet mieć naśladowców.

Sprawa mordercy jest bardzo ciekawa, a duet autorów opisuje ją tak, że otrzymujemy przekrój przeróżnych postaw i stron, które dadzą czytelnikowi niejeden powód do zastanowienia. Czy faktycznie celebryci są aż takim złem, jak się może wydawać? Czy wykształcenie naprawdę ma takie znaczenie? Czy świat zszedł na psy, czy dopiero schodzi? Teorii jest więcej i niektóre są naprawdę odważne, mogą się podobać.

Drugą stroną są dzieje głównych postaci. Narzekałem przy jednym z poprzednich odcinków, że Hjorth/Rosenfeld piszą jak scenarzyści telenoweli; cały odcinek nic, a na końcu cliffhanger i pozostaje jedynie czekać na następny tom. Tym razem jednak bohaterowie wyraźnie sami mają dość takiej sytuacji, kończąc lub zmierzając do zakończenia swoich problemów osobistych, o czym czyta się doskonale, z zaangażowaniem, dopingując ich, trzymając kciuki za ich odwagę w podejmowaniu decyzji; czytelnik ma dość tych problemów i z autentyczną radością patrzy, jak autorzy likwidują je jeden po drugim.

A najlepsza jest końcówka, choć dość przewidywalna, to i tak uderza prosto między oczy. Odkąd zamknąłem czytnik się zastanawiam: czy lepiej, gdyby ten cliffhanger doczekał się kontynuacji w szóstym tomie, czy lepiej, gdyby to był koniec całej serii? Bo, kurde balans, byłby to koniec doskonały, idealny jak lubię.

De underkända
Czarna Owca 2016

wtorek, 26 lutego 2019

Lepszy, niż tom trzeci, ale do pierwszego wciąż nie dorasta

Że nie byłem fanem trzeciego tomu opowieści o Sebastianie Bergmanie – to nic dziwnego, bo był bardziej niż kiepski. Jednak kończąc (z trudem) ów niesłynny “Grób w górach” miałem nadzieję, że drastyczny cliffhanger zastosowany przez autorów ma cel i sens, i że spowoduje, że przygody policjantów i psychologa powrócą na tor znany z pierwszych dwóch epizodów.

Nadzieja wiadomo czyją jest matką. Seria o Bergmanie zaczyna przypominać telenowelę, w której złotą zasadą jest jedno poważne zdarzenie na epizod. Fajna sprawa, jeśli pojedyncze odcinki trwają w porywach do 12 minut i oglądamy je w odstępie 24 godzin. Gorzej, jak jest to seria książek, które wychodzą co około dwa lata.

Autorzy wciąż opowiadają o postaciach, które tak polubiliśmy w “Ciemnych sekretach” i “Uczniu”. I nie można powiedzieć, że idzie im to źle. Ale polot i lekkie pióro znikły, bo naprawdę pojedyncze losy bohaterów, a także sama historia kryminalna to poziom zupełnie podstawowy, klasyka, rzecz prosta i nieskomplikowana. Co prawda końcówka książki i tak potrafi zaskoczyć, co jest świetne i daje nadzieję (tak, wiem, jak jest z tą nadzieją), ale ogólne wrażenie z lektury “Niemowy” to krótko: niedosyt. I przerost formy nad treścią. Fragmenty pisane przez mordercę raczej nudzą i niestety zdradzają jego tożsamość o wiele za wcześnie, z kolei momenty prowadzone przez tytułową “niemowę” oferują zbyt wiele zbędnej egzaltacji, przez co zmiany zachodzące w postępowaniu Bergmana nie mają takiego wydźwięku, jaki mieć powinny.

Najbardziej boli, że wszystko stoi w miejscu. Na tle zbrodni są bohaterowie, którzy mają swoje życie, ale ono rozwija się właśnie w serialowym tempie: cały czas nic, nagle “trach-ciach”, wreszcie robi się ciekawie, i co? I kolejny cliffhanger i do widzenia za jakiś czas. To zły sposób, to marnotrawienie postaci, które mogą być bardziej interesujące, to po prostu pisanie bez wysiłku, chwilami wręcz po linii najmniejszego oporu. Także wciąż czekam na powrót do formy znanej z debiutu.

Den stumma flickan
Czarna Owca 2015

piątek, 22 lutego 2019

Ingrid Hedström – „Pod ziemią w Vilette”

To już trzecia część cyklu poświęconego bohaterce wykonującej bardzo interesujący zawód sędziego śledczego. I choć nastrojem oraz narracją powieść dorównuje tomom poprzednim, to jednak „Pod ziemią w Villette” nie ma takiej siły oddziaływania, jest pozycją fabularnie w widoczny sposób słabszą.

Martine Poirot tym razem musi rozwikłać zagadkę śmierci fotografa-dziennikarza, którego brak zajęcia sprowadził do jej miasta, i który podjął się napisania pracy dotyczącej katastrofy sprzed czterdziestu lat. Szybko się okazuje, że mimo tak długiego czasu ludzie wciąż mają swoje zdanie na temat wypadku, w którym zginęło prawie trzystu górników. Czyli podobnie jak w części pierwszej („Nauczycielka z Villette„) obserwujemy dwa dramaty: ten, który dzieje się w latach dziewięćdziesiątych, i ten z lat pięćdziesiątych. A żeby nie było aż tak widoczne, że autorka wykorzystuje schemat, który raz już się sprawdził (w dodatku całkiem nieźle), tym razem dodatkowo opowieść mimo, że przedstawia wydarzenia lokalne, to dzięki osobom dramatu zatacza kręgi po praktycznie całej ówczesnej Unii Europejskiej.

Powieść znowu przedstawia solidną ilość różnego rodzaju ludzkich dramatów, kontynuując styl zapoczątkowany w pierwszej odsłonie serii. Przez chwilę wydaje się nawet, że sama sędzia zostanie ciekawiej zaprezentowana, autorka sięga do przeszłości Martine nieco ją odsłaniając, pokazując pewne wydarzenia z czasów jej młodości. Lecz już gdy czytelnik z zainteresowaniem rozbudził się znad jednak sennej lektury, i już ma nadzieję, że zrobi się ciekawie, Ingrid Hedström zostawia Martine i zaczyna zajmować się innymi, nowymi bohaterami. Na domiar złego w pewnym momencie historia robi się chaotyczna, może chodziło o pokazanie głupoty niektórych praw, może bezsilności ludzi dobrych w świecie pełnym złych – nie wiem. Efekt jednak jest taki, że czytelnik znowu zaczyna przysypiać, zatem plan niespecjalnie się powiódł.

Według mnie widać tu wyraźny spadek formy. Rzecz jasna wciąż da się powieść czytać, i naprawdę bez kłopotu znajdziemy na rynku kryminały o wiele słabsze, jednak dwa poprzednie tomy były znacznie bardziej zwarte i solidne, imponowała mi konsekwencja autorki. Tymczasem w „Pod ziemią w Villette” widać stanowczo zbyt wiele powtórzeń względem poprzedników, zbyt mało tu dobrych, nowych pomysłów, podobnie jak i sama historia kryminalna nie jest pełna polotu, wręcz przeciwnie, jest schematyczna prawie do bólu.

Under jorden i Villette
Czarna Owca 2014

Håkan Nesser – „Sprawa Münstera”

Kończąc lekturę poprzedniego tomu sagi o komisarzu Van Veeterenie („Komisarz i cisza„) przyznałem się, że był on jednocześnie pierwszym, w którym postać bohatera polubiłem. Autor jak gdyby zdając sobie z tego sprawę, niemalże złośliwie podjął decyzję o ograniczeniu roli komisarza w cyklu. ;) Interesujące, wciąż wiązać całość z Van Veeterenem jednocześnie odsuwając go od roli uczestnika wydarzeń. Tym samym w „Sprawie Münstera” zaciekawiony czytelnik zostaje sam na sam z innymi policjantami, których inteligencja pozostawia sporo do życzenia.

Pewnie z tego też powodu męczyłem książkę grubo ponad miesiąc. Tym razem mamy do czynienia z historią bardzo prostą, może nawet prostacką, co jednak w przypadku pana Nessera wcale nie musi być wadą. Facet doskonale wie, jak zadbać o czytelnika, a jego banalne fabuły z reguły są polem do popisu dla opisywania bohaterów i codziennych dramatów, jakie przytrafiają się każdemu z nas. Jednakże w „Sprawie Münstera” czegoś wyraźnie zabrakło, bowiem nieskomplikowana i dość przewidywalna sprawa kryminalna nie kryje żadnego drugiego dna, życie osobiste komisarza Münstera i jego koleżanki o nazwisko Moreno jest mało ciekawe, i przez całą długość trwania powieści czekamy aż wreszcie pojawi się Van Veeteren.

Brutalna prawda brzmi następująco: gdyby to nie była książka podpisana nazwiskiem Nesser, zwyczajnie bym ją olał, kompletnie nie zainteresowany ani przyczynami zbrodni, ani procesem jej wyjaśniania, jeszcze mniej skutkami. Tu jednak do ostatnich chwil miałem nadzieję na coś, co nagrodzi mój trud (bo lektura naprawdę była trudem, chyba z pięć innych książek przeczytałem w trakcie), jednak nie doczekałem się. W czytniku mam kolejną część serii, „Karambol”, chyba jednak nie zabiorę się z nią zbyt szybko, zawiodłem się, teraz strzelam focha.

Münsters fall
Czarna Owca 2014

wtorek, 12 lutego 2019

Anders de la Motte – [geim]

Nie spodziewałem się zbyt wiele po tej książce. W pierwszej chwili nawet nie pasowała mi do serii, w której się ukazała – serii odpowiedzialnej za książki z reguły nieco poważniejsze, niż oparte na hollywoodzkiej, a nawet wręcz komiksowej fabule, za jaką wziąłem [geim], zresztą bardzo słusznie, bo taką się właśnie okazała. Co jednak nie znaczy, że była słaba – pierwsza powieść Andersa de la Motte to kawałek bardzo dobrej lektury dla tych, którzy chcą odpocząć od depresyjnych, brutalnie realistycznych powieści. To taki Stieg Larsson dla mniej wymagających, stawiających przede wszystkim na akcję, niekoniecznie na rozbudowaną opowieść i skomplikowanie historii.

Oczywiście wystarczy jeden rzut oka na powieść lub jej opis w internecie, by wiedzieć o co chodzi. I tak, tytuł ma bardzo wiele wspólnego z wymienianymi na kartach książki filmami “Teoria spisku” z Melem Gibsonem czy “Wróg publiczny” z Willem Smithem i Genem Hackmanem. Jednak o wiele więcej podobieństw w [geim] widzę do filmu z Michaelem Douglasem pod wszystko mówiącym tytułem: “Gra”. Młody mężczyzna znajduje komórkę, przez którą ktoś tajemniczy nawiązuje kontakt, proponując bohaterowi udział w tajemniczej grze. Na początku zadania są śmieszne i banalne, na przykład zajumanie parasola pasażerowi pociągu lub napisanie jakiegoś zdania sprayem na czyichś drzwiach. Stopniowo jednak wyzwania stają się coraz trudniejsze, a sam bohater coraz trudniejszych oczekuje, bowiem staje się niejako uzależniony od gry i sławy, jaką mu w pewnych środowiskach przyniosła.

Oczywiście postaci jest więcej, jednak specjalnie je pomijam, by nie popsuć niespodzianek przy lekturze. Interesujące jest to, że autor choć stawia przede wszystkim na akcję, to jednak próbuje, w dodatku z powodzeniem pokazać także coś milszego dla takich czytelników jak ja. Jakiś dramat, jakąś opowieść stojącą za bohaterami, coś, dzięki czemu stali się takimi ludźmi, wybrali takie zawody, mają taką mentalność. Byłem bardzo zaskoczony tymi wstawkami, tak bardzo, że [buzz] i [bubble] – kolejne tomy – już są w moim czytniku.

I choć ostatnie słowa książki zaskoczą tylko najmniej doświadczonych czytelników, a fabuła miejscami szyta jest bardzo grubymi nićmi przyznam szczerze i otwarcie, że [geim] mimo to jest powieścią godną uwagi. Anders de la Motte napisał coś, co już wielokrotnie było opisywane, czy to w literaturze, czy filmie bądź komiksie. Jednak autorowi udało się wszystko spiąć na tyle dobrze, że wtórność produktu w ogóle nie przeszkadza, a sprytne wstawki z przeszłości bohaterów powodują, że w sumie bardzo szybko chce się o nich wiedzieć więcej. Pewnie, że gra jest na pierwszym miejscu, jednak bez dobrych bohaterów żadna gra nie byłaby możliwa. Ja bawiłem się o wiele lepiej, niż przypuszczałem, że będę, zatem będąc zadowolonym polecam szczerze książkę fanom dobrej sensacji.

Geim
Czarna Owca 2012

niedziela, 1 września 2013

Ingrid Hedström - "Dziewczęta z Villette"

Drugi tom serii zawsze ma nad tomem pierwszym tę przewagę, że postaci są na już znane. O wiele prościej zaangażować się w lekturę wiedząc, czego można się po poszczególnych osobach spodziewać lub wręcz czekając na dalsze losy, ich prywatne, często będące bez związku z motywem głównym powieści. Dlatego też “Dziewczęta z Villette” to jedna z tych książek, gdzie ledwo rozpoczniemy lekturę a już się okazuje, że ponad pół opowieści za nami.

Ingrid Hedström w tej książce lekko zmieniła podejście, co zawsze powoduje u mnie radość. Uwielbiam takich pisarzy, którzy nie piszą stale tej samej powieści, ale kombinują, bawią się, szukają wyzwań. Stąd tak często polecam Håkana Nessera lub Åsę Larsson, potrafiących napisać o tych samych postaciach zupełnie różne, zaskakujące historie, często zmieniając (lub łącząc) różne gatunki literatury popularnej. Oczywiście daleki jestem od tego, by już teraz panią Hedström stawiać w jednym rzędzie z wyżej wymienioną parą, jednak nieśmiało dostrzegam, że pisarka jest na dobrej drodze. Nie ma tu takiego spokoju, jak w części pierwszej, tym razem książka jest dynamiczna, ale to nie znaczy, że męcząca.

Szczególnie zaimponowała mi postać mordercy, odpowiedzialnego za śmierć tytułowych dziewcząt z Villette. Podobnie, jak w części poprzedniej zadziwia twarda, żelazna wręcz konsekwencja autorki. Profil psychologiczny mordercy to klasa sama w sobie, tak dopracowany, że czytelnik jednocześnie marzy o wymierzeniu mu sprawiedliwości osobiście, najlepiej przy pomocy obcęg lub rozgrzanego kawałka metalu… ale jednocześnie nie sposób mu nie współczuć.

Całość toczy się wśród ludzi ze swoimi problemami, każda z zaprezentowanych postaci ma swoją historię do opowiedzenia. Nie ma tu zbędnych bohaterów ani wypełniaczy, wszystko układa się w świetnie zorganizowaną całość i ja czuję się już tak bardzo związany z Martine Poirot, że nie wiem, jak wytrzymam oczekiwanie na kolejne tomy - a jest ich już pięć.

Flickorna i Villette
Czarna Owca 2013

sobota, 31 sierpnia 2013

Ingrid Hedström - "Nauczycielka z Villette"

Pierwszą powieść z serii, której bohaterką jest Martine Poirot można położyć na półce z tymi “lżejszmi kryminałami”, obok Sary Blædel i Camilli Läckberg. To bardzo klasyczna w swej kompozycji historia, w której sama intryga nie jest przepełniona zagadkami wywołującymi ogromne zaskoczenie. Wręcz przeciwnie, pod tym względem książka jest dość prosta. Na szczęście oferuje coś więcej, coś, dzięki czemu drugi tom znalazł się w moim czytniku na długo przed ukończeniem lektury tomu pierwszego.

Mamy tu przede wszystkim udane postaci. Nie genialne, dopracowane pod każdym względem, ze wspaniale zarysowanymi profilami psychologicznymi, ale właśnie udane; na tyle, by chcieć je poznać bliżej. Poza tym autorka zaimponowała mi konsekwencją. Wyraźnie chce nam przypomnieć, że mimo całego tego idealizmu bijącego z różnych stron otaczającego nas świata tak naprawdę wszystko podporządkowane jest władzy i pieniądzom. A pokazano nam to na przykładzie nie jednego morderstwa, ale brutalnej historii, która sięga głęboko wstecz, i zawiera prawdziwą potworność. Tym gorszą, że tak realistyczną. Jakby tego było mało, w tle mamy jeszcze jedną opowieść, tym razem już sprzed wieków, której rozwiązaniem zajmuje się mąż bohaterki, historyk. Konksekwentnie, krok za krokiem poznajemy świat takim, jakim widzi go autorka, uświadamiając sobie, że niestety jest to właśnie nasz świat. Zawsze taki był i raczej takim już pozostanie.

Książka przez większość czasu jest spokojna, stonowana. Obraz Villette w Belgii, gdzie rozgrywa się akcja chwilami mógłby być nawet sielski. Miasto jakich wiele, ze swoimi mieszkańcami, gdzie są i ludzie dobrzy, i źli. Ten spokój ciekawie kontrastuje z brutalnymi wydarzeniami, powoduje to nietypowy efekt, pewne zamieszanie. Dzięki temu książka oferująca dość przeciętną historię kryminalną okazuje się być jednak ponadprzeciętna, a kilka powiedzianych tu prawd zostanie z czytelnikiem dłużej, niż tylko do momentu zamknięcia książki/czytnika.

Lärarinnan i Villette
Czarna Owca 2013

wtorek, 16 lipca 2013

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt - "Grób w górach"

Nic nie może wiecznie trwać. To nie tylko tekst słynnej piosenki, ale najczystsza prawda, dotycząca kompletnie wszystkiego, uniwersalna. Kolejny raz przekonałem się o tym podczas lektury trzeciej już książki duetu Hjorth-Rosenfeldt, której bohaterem wciąż pozostaje Sebastian Bergman oraz komórka policji odpowiedzialna za wyjaśnianie spraw morderstw wszelakich. Książka bowiem jest tak słaba i przeciętna, jak poprzednie były dobre. Kurczę, “Grób w górach” nawet w pewien sposób odbiera jakość “Ciemnym sekretom” i “Uczniowi”, przecież pozycjom zdecydowanie udanym. Autorzy jakby kompletnie bez pomysłu, nie wiedzieli za który temat się wziąć, stąd też wyszło takie pomieszanie z poplątaniem. Jednak najgorszym zarzutem, jaki mam do “Grobu w górach”, największą wadą książki jest jej totalna przewidywalność.

Katastrofę widać już od pierwszych akapitów. Autorzy zbaczają zdecydowanie w kierunku, jaki ja nazywam “hollywoodzkim”. Dopasowują postaci i wydarzenia pod z góry ustaloną tezę, niestety tezę dobrą właśnie dla przeciętnego filmu produkcji USA, a nie twardo stąpających po ziemi, życiowych, realistycznie przedstawionych policjantów ze Szwecji. Cały mój zachwyt zniknął, bowiem duet Hjorth-Rosenfeldt zdaje się doskonale bawić, pisząc o maśle maślanym, i jakby nie dostrzegając, że ich “misternie szyta intryga” jest zwyczajnym powieleniem tego, co każdy z nas doskonale zna. Słowo daję, tu chwilami można odczuwać wręcz gniew, że tak w sumie fajnych bohaterów, godnych zapamiętania, można było potraktować tak per noga.

Wad jest o wiele więcej, jednak po prostu nie chce mi się nad książką pastwić. No nie udała się, nie wyszła. Nie dorasta do pięt poprzednim częściom, a brak zaangażowania pisarzy widać na prawie każdej stronie. Cała nadzieja w tym, że oferując tak chamskiego, łatwego do przewidzenia, niemalże obrażającego inteligencję czytelnika ciffhangera na końcu wiedzą dokąd będą teraz zmierzać. Przekonamy się przy następnym tomie.

Fjällgraven
Czarna Owca 2013

sobota, 15 czerwca 2013

Håkan Nesser - Barbarotti, tom 5. "Rzeźniczka z Małej Birmy"

No proszę, miały być cztery tomy i koniec. A tu taka niespodzianka, powstał tom piąty, napisany dopiero co, w zeszłym roku. Normalnie bym przypuszczał (lekko, dyskretnie, z nadzieją, że nie mam racji), że autor w ten sposób próbuje (być może) odciąć kilka kuponów od popularności swojego bohatera. Wszak Van Veeterenowi nieco do Barbarottiego brakuje, i to właśnie ten Szwed o włoskim nazwisku potrafi przyciągnąć tłumy, podczas gdy komisarz z fikcyjnego kraju leżącego gdzieś w okolicach Beneluksu jest “zaledwie” interesujący.

Jednak mowa jest tu o Håkanie Nesserze, zatem o odcinaniu kuponów nie ma mowy. Ufam temu człowiekowi, do lektury podszedłem z pełną wiarą w talent pisarza. I nie zawiodłem się, bowiem Nesser już w pierwszych pięciu zdaniach książki udowodnił, że moje wychwalanie i promowanie go wśród znajomych i w internecie nie jest przesadzone. Nic więcej nie powiem, to trzeba poznać samemu, to, co się przytrafiło Barbarottiemu. Oczywiście poznanie i zrozumienie owego wydarzenia będzie znacznie bardziej uderzające wówczas, gdy znamy poprzednie cztery tomy.

Jak zwykle obserwujemy dramat połączony z kryminałem. Tym razem chodzi sprawę sprzed kilku lat, rzecz dotyczy zaginięcia mężczyzny. Kwestia jest o tyle ciekawa, że partnerka zaginionego odsiedziała jedenaście lat za morderstwo, zabiła swojego męża, bydlaka jakich niestety wiele. I niestety nie wszyscy tak kończą, wielu dożywa sędziwego wieku... no, ale ja nie o tym. Teraz, w pięć lat po przerwaniu śledztwa (utknęło w miejscu) Barbarotti zostaje wysłany do ponownego sprawdzenia sprawy. I oczywistym jest, że akurat ten policjant nie będzie w stanie się oprzeć by nie zajrzeć także do sprawy wcześniejszej, tamtego dramatu, gdy pewna gnida straciła życie, a pewna kobieta poszła na ponad dekadę do paki.

Powieść w niczym nie odstaje od poprzednich czterech tomów. Jej siłą pozostaje umiejętność autora do kreowania prostych zagadek, które jednak zaprezentowane są w taki sposób, że rzeczywiście odczuwamy zaskoczenie. Choć początkowo wszystko wydaje się w miarę proste, to Nesser potrafi sprawy ostatecznie zagmatwać akurat na tyle, by jednocześnie potrafiły zaskoczyć i dać czytelnikowi sporo rozrywki, ale przy tym wcale nie stały się przekombinowane lub zbyt naciągane.

Jedyną różnicą względem poprzedników jest skupienie uwagi na inspektorze Gunnarze Barbarottim. Oczywiście policjant był bohaterem wszystkich części, jednak dotychczas jeszcze nigdy nie trafił aż tak bardzo na pierwszy plan. Strasznie sympatyczny człowiek z naszego bohatera, bardzo łatwo się wczuć w jego rolę, doznać jego emocji i dać się porwać smutkowi, jaki Barbarottiemu towarzyszy. A także w jego towarzystwie powoli wychodzić z odrętwienia.

Bardzo interesujące jest także zakończenie książki. Wcale bym nie był zdziwiony, gdyby z czasem pojawił się tom szósty, mówiący jak też sprawy potoczyły się potem. Trzymam kciuki, by tak właśnie się stało, bo w sumie to ciekawość mnie zjada, jak też się to rozwinęło.

Styckerskan från Lilla Burma
Czarna Owca 2013

czwartek, 18 kwietnia 2013

Håkan Nesser - "Powrót"

Po lekturze kolejnego, trzeciego już tomu kryminalnych historii z komisarzem Van Veeterenem w roli głównej mam dokładnie takie same wrażenia, jak po pierwszych dwóch. Zdecydowanie opowieść nie dorasta do pięt tym przedstawionym w czterech tomach prezentujących innego policjanta, Gunnara Barbarottiego (przy okazji: wiecie, że zapowiedziano piątym tom? Super, nie?:-). Jednak mimo to jest to kryminał dobry, sprawnie napisany, pokazujący nie tylko naprawdę ciekawą historię, to jeszcze równie interesującego bohatera.

Tym razem śledztwo dotyczy odnalezionych zwłok mężczyzny, pozbawionych głowy, stóp i dłoni. Okazuje się, że prawdopodobnie jest to człowiek dwukrotnie skazany na dwanaście lat więzienia za morderstwo, który niedawno opuścił więzienie. Jak to u Håkana Nessera tajemnica zdaje się nieco bardziej skomplikowana, niż z początku by się zdawało, a śledztwo jest bardziej wynikiem wewnętrznego poczucia sprawiedliwości policjantów, niż koniecznością z punktu widzenia prawa.

Narzekałem troszkę, że o Van Veeterenie autor pisze niewiele, w sensie o jego przeszłości. Wiemy, że był żonaty i że rozstanie z małżonką uważa za jeden z lepszych i mądrzejszych kroków, jakie w życiu wykonał. Wiemy, że ma dwójkę dorosłych dzieci, a jego syn siedzi w więzieniu. Niestety w “Powrocie” znowu nie dowiemy się niczego konkretnego, jednak i tak nie jest źle. Van Veeteren połowę opowieści spędza w szpitalu, poddawany jest operacji usunięcia nowotworu z jelita. Jest to doskonała okazja do obejrzenia sobie policjanta nieco dokładniej, nawet bez szczegółowych informacji o jego przeszłości i tak prawda o komisarzu zostaje nieco bardziej obnażona.

Mimo, że jak już pisałem, do sagi o Gunnarze Barbarottim książce dość daleko, “Powrót” i tak jest dobrym kryminałem, z ciekawymi bohaterami oraz interesująco przedstawioną pracą policji ze stosunkowo niedużej mieściny. Z całą pewnością kolejne historie o komisarzu Van Veeterenie także trafią do mojego czytnika.

Återkomsten
Czarna Owca 2013

poniedziałek, 11 marca 2013

Camilla Ceder - "Babilon"

Choć “Śmiertelny chłód” wspominam z przyjemnością, po lekturze nie powstrzymałem się przed wytknięciem kilku niewielkich braków, jakie delikatnie psuły mi zabawę. Z radością stwierdzam, że akurat tych, które mi przeszkadzały, w kolejnym tomie przygód Christiana i Sei już nie ma.

Tym razem bohaterowie są już parą, a ich związek wchodzi na kolejny poziom. Z tego też powodu będziemy świadkami dość klasycznych sytuacji, jakich wypada się spodziewać w momencie, gdy zaczynają się pojawiać nieco konkretniejsze pytania o przyszłość, wspólne mieszkanie, plany co do dzieci... Na szczęście Camilla Ceder “wyposażyła” Seję w zestaw cech, dzięki którym ten proces wcale nie jest typowy. Wszak w tym związku to ona pragnie mieszkać na totalnym zadupiu bez bieżącej wody, bez wygód, w zimnie - co czyni ją postacią zdecydowanie interesującą.

Bardzo podoba mi się to, że autorka nie zrobiła typowej mieszanki w stylu: on - policjant, ona - dziennikarka, zatem razem angażują się w pracę. Otóż nie, wręcz przeciwnie. Christian nauczony doświadczeniem z poprzedniej sprawy chce, by Seja trzymała się od kryminalnych zagadek z daleka, a ona się z takim postawieniem sprawy zgadza. Dlatego też akcja skupia się przede wszystkim na policjancie i jego kolegach - i tu znowu można się tylko zachwycać. Tak, jak w poprzedniej części, i tutaj autorka dała prawdziwy pokaz ciekawych postaci, z bardzo dobrze zbudowanymi charakterystykami. Praca w policji została pokazana z perspektywy zwykłych, szarych ludzi, którzy także miewają swoje problemy, a sposób ich przedstawienia powoduje, że z miejsca zaczynamy się z nimi identyfikować. Bohaterowie przypominają tych z prozy Mankella czy - jak ostatnio zauważyłem - pani Jungstedt: nie zapominamy o nich natychmiast po zakończeniu lektury, wręcz przeciwnie, chciałoby się od razu jakiejś kolejnej sprawy, by tylko popatrzeć, jak potoczyło się dalej ich często zagmatwane życie.

Zagadka kryminalna jest nieźle przemyślana, może nie oferuje takiego suspensu jak filmy Alfreda Hitchcocka, jednak dzięki dobremu wykonaniu i ciekawym postaciom można swobodnie się zagłębić w sprawę bez odczuwania dyskomfortu, co przytrafiło mi się w tomie pierwszym. Z radością stwierdzam, że na “Babilon” warto było czekać, nie tylko bowiem oferuje zajmującą historię spod znaku kryminału, ale przede wszystkim ciekawych bohaterów, którzy mają bardzo ludzkie problemy i niejednego można się o ich rozwiązywaniu dowiedzieć.

Babylon
Czarna Owca 2012

niedziela, 10 marca 2013

Sofie Sarenbrant - "Zamiast ciebie"

Kontynuacja książki “36 tydzień”, która swego czasu bardzo mi się podobała, rozgrywa się aż szesnaście lat po dramatycznych wydarzeniach, w wyniku których doszło do porwania noworodka. Po tak długim czasie wracamy do Agnes i jej męża Tobby’ego, obecną także jest koleżanka Johanna, jednak na pierwszy plan tym razem wysuwa się kolejne pokolenie. Córka Agnes - Nicole - kończy osiemnastkę i dopiero teraz dowiaduje się jak straszna rzecz przytrafiła się jej matce. Postanawia prześledzić tę historię krok po kroku, wyrusza zatem do miasteczka, które przed szesnastu laty było świadkiem dramatu, angażuje w sprawę znanego nam, teraz już emerytowanego dziennikarza oraz córkę policjanta, który prowadził śledztwo - także policjantkę.

Z dużą przyjemnością stwierdzam, że “Zamiast ciebie” jest pozycją równie dobrą, jak debiut Sofie Sarenbrant. Autorce znowu udało się stworzyć specyficzny rodzaj akcji, gdzie trudno wskazać jednego, głównego bohatera. Sprytnie też został przedstawiony powrót do wydarzeń, które kończyły tom poprzedni, ale których wówczas nie mogliśmy poznać. Wydawać by się mogło, że tak prosty scenariusz, jak poszukiwanie zaginionego przed laty dziecka, wielokrotnie wykorzystywany zarówno w książkach, jak i filmach czy serialach, musi się rządzić swoimi prawami. I rzeczywiście, po ukończeniu lektury widać, że pewne schematy zostały powielone. Ale dopiero po ukończeniu, bowiem podczas lektury spryt pisarki nie pozwolił - znowu - na zastanawianie się, kombinowanie, próby rozwiązania zagadki. Zbyt mocno czytelnik się angażuje w poszczególne wątki i zbyt mocno go ciekawi co będzie dalej, by mieć jeszcze czas na rozważania. Autorka znowu stanęła na wysokości zadania; posiadła bardzo przydatną przy tworzeniu kryminałów umiejętność - nawet jeśli fabułę trudno nazwać odkrywczą, czy zaskakującą, to sposób jej przedstawienia oraz dbałość o sprawy prywatne bohaterów powodują, że od książki i tak nie można się oderwać. Pękła w jeden wieczór ;-)

I stället för dig
Czarna Owca 2013

wtorek, 4 grudnia 2012

Håkan Nesser - "Punkt Borkmanna"

Druga wydana w Polsce książka o przygodach inspektora Van Veeterna jest bardzo podobna do poprzedniej - “Nieszczelnej sieci”. Z jednej strony jest to, co u Nessera tak lubię: dość depresyjny klimat, bardzo częste uczucie bezcelowości nie tylko pracy w policji, ale także w ogóle istnienia oraz całkiem sporo interesujących, pełnych zniechęcenia, ale jednocześnie zaangażowanych (ktoś w końcu musi robić, by inni mogli się opierniczać) dialogów. Z drugiej strony - są i elementy bardzo przeszkadzające.

Problemem jest pokazana tu historia. Jak na XXI wiek jest dość prosta, jednak myślę, że w 1994 roku, gdy powieść się ukazała, sposób jej przedstawienia był wystarczający. I jak to u Nessera sam kryminał nie jest treścią główną opowieści, jest kilka mocno rozbudowanych wątków. Tu przede wszystkim oglądamy kolegę Van Veeterena coraz mocniej zaangażowanego z lokalną policjantką.

Wadą książki jest znowu sam komisarz. Bardzo by się chciało wiedzieć dlaczego jest taki, jaki jest, co spowodowało u niego ten typ podejścia do życia. Wiemy, że jego syn siedzi w więzieniu. W tej książce nawet się z nim spotkał, ale czytelnik już tego nie oglądał. Brakuje informacji o Van Veeterenie, który jest postacią ciekawą wśród nieco mniej interesujących. Na szczęście na tle innych pisarzy Nesser i tak się wyróżnia, zatem uprzedzając, że do tetralogii o inspektorze Barbarottim powieści daleko donoszę, że “Punkt Borkmanna” daje się czytać całkiem znośnie.

Tytuł oryginału: Borkmanns punkt
Wydawnictwo: Czarna Owca

Strona książki na LubimyCzytać.pl

piątek, 30 listopada 2012

Läckberg Camilla - "Zamieć śnieżna i woń migdałów"

"Zamieć snieżna i woń migdałów" to nie jest książka, a zaledwie opowiadanie. Jego bohaterem jest Martin Molin, młody policjant znany z serii kryminałów o Erice Falck. Rzecz dzieje się w czasach, gdy swojego kolegę Patrika dopiero poznał i wciąż jeszcze był kawalerem.

Stąd właśnie wziął się na wyspie z rodziną swojej koleżanki. Kawaler to doskonała osoba towarzysząca dla dziewczyny, która pragnie dobrze wyjść na spotkaniu rodzinnym, na którym wypada się pokazać - obecny będzie bowiem sam senior rodziny, przerażająco bogaty dziadek.

A potem leci już z górki. Najpier dziadek oddaje ducha, potem występuje śnieżyca, która powoduje, że powrót, a nawet sam kontakt ze stałym lądem staje się niemożliwy. Martin musi sam zabezpieczyć dowody i rozpocząć śledztwo.

Opowiadanie to uznaję za coś w rodzaju groteski, wprawki napisanej przez autorkę dla zabawy, z nudy, by się czymś zająć. Jest to prosty kryminał, z zagadką która stoi na bardzo niskim poziomie, ponadto jest zwykłym powieleniem klasycznych zagadek, takich prosto od Conan Doyle'a, nie posiadając niestety nic z wdzięku opowiadań twórcy Sherlocka Holmesa. Ponadto autorka zupełnie zbytecznie wprowadza dodatki prosto z telenoweli, które powodują, że można stracić do niej resztki sympatii. Ten tekst od biedy móglby się znaleźć w jakimś zbiorze opowiadań, ale wydawanie go osobno, jako "noweli", i wycenienie ebooka na 19 zł to żart równie słaby, jak opowiedziana tu historyjka.

Tytuł oryginału: Snöstorm och mandeldoft
Wydawnictwo: Czarna Owca 2012, wydanie elektroniczne

Strona książki na LubimyCzytać.pl

środa, 28 listopada 2012

Camilla Läckberg - Erika Falck, tom 4. "Ofiara losu"

Podobnie jak w “Kamieniarzu”, tak i w “Ofierze losu” autorka skonstruowała taką fabułę, by nie można było narzekać na brak akcji. Wręcz przeciwnie, chwilami aż szkoda policjantów, biegających od posterunku do posterunku, zwiedzają cała zachodnią Szwecję, nie mając czasu na nic. Nawet na przygotowania do ślubu, którego czas wreszcie nadszedł i którego Erika wygląda z niecierpliwością.

Historia tu pokazana jest mocno przegięta, w takim znanym już z poprzednich części, läckbergowskim stylu. Ktoś na ofiary wybrał sobie ludzi mających związek z problemem alkoholowym. Oczywiście nikt w całej Szwecji nie powiązał faktów, dopóki sprawą nie zajął się Patrik Hedström. Ponadto w okolicy trwa program typu reality show, którego jedna z bohaterek zostaje zamordowana. Znając autorkę wiemy, czego się spodziewać...

Osobiście najbardziej liczyłem na dwie postaci. Kryminał kryminałem, ale dalsze losy Anny, siostry bohaterki mnie bardzo ciekawiły. Niestety pani Läckberg postanowiła iść znaną drogą i niespecjalnie się wysiliła. Drugim bohaterem, któremu dotychczas przytrafiały się ciekawe przygody w życiu osobistym jest szef policji. Tu się nie zawiodłem - gdyby całość była napisana z takim realizmem i dramatem, jak historia Mellberga, lektura byłaby wspaniała.

Krótko mówiąc: “Ofiara losu” to nic specjalnego. Raczej dla tych fanów, którzy nie oczekują specjalnego realizmu w opowieści i potrafią przymknąć oko na spore nieścisłości oraz braki w logicznym rozumowaniu bohaterów. Sprawa dla czytelnika jest jasna o wiele wcześniej, niż dla policji, a całość bardziej przypomina dramat klasy C niż poważny thriller.

Tytuł oryginału: Olycksfågeln
Wydawca: Czarna Owca 2010, wydanie elektroniczne

Strona książki na LubimyCzytać.pl

sobota, 1 września 2012

Camilla Ceder - "Śmiertelny chłód"


“Śmiertelny chłód” to debiutancka powieść Camilli Ceder, oczywiście w blurbach natychmiast reklamowana jako pozycja w sam raz dla wielbicieli Camilli Läckberg, czyli kryminał z elementami thrillera, gdzie bohaterem jest zarówno dziennikarz, jak i policjant. Zresztą, jakby mocno zmrużyć oko, to nawet jakieś podobieństwa widać. Nie dość, że pisarka ma tak samo na imię ;-), to jeszcze bohaterką jest dziennikarka, a towarzyszy jej policjant, romans czuć od samego początku, zatem - rzeczywiście - blurb ma sens. Ale tylko w tych kwestiach, bo poza nimi książka różni się od powieści znacznie bardziej znanej pisarki-Camilli we wszystkim.

Przede wszystkim, jak na kryminał, jest bardzo rozbudowana. Trochę wzorem Henninga Mankella, Camilla Ceder bardzo dokładnie, wręcz wzorowo opisuje i przedstawia wszystkich bohaterów, jakich w powieści napotkamy. Niezależnie od tego, czy ich rola będzie znaczną, czy wystąpią zaledwie przez chwilę. Po zaliczeniu jednej trzeciej powieści o każdym policjancie wiemy już praktycznie wszystko, da się także zauważyć chęć podkreślenia przez Autorkę pewnych zmian między pokoleniami pracowników posterunku. Bohaterem jest dobijający do “siły wieku” Christian Tell, lecz wśród jego kolegów i koleżanek znajdziemy i stare wygi, które najchętniej przesłuchiwały by podejrzanych przy pomocy kija i strachu, jak i młodszych funkcjonariuszy, którym nieobca jest znajomość podstawowych prawd o psychice człowieka oraz badaniach, dzięki którym po prostu wiadomo jak z kim rozmawiać.

W ogóle na temat samego podejścia człowieka do człowieka w książce jest sporo informacji - jak się bowiem okazuje, Camilla Ceder to pracownik socjalny; osoba, która z własnego doświadczenia zna różne schorzenia, na jakie można zapaść w sytuacjach kryzysowych, jakich zmian może doznać umysł, jak wygląda życie osoby niezdrowej, a także jak odbija się to na rodzinie takiej postaci. To są całkiem przyjemne w lekturze, w ogóle nie nachalne sytuacje, dodające powieści specyficznego klimatu.

Skojarzenie z prozą Mankella wywołuje także fakt wsadzenia w fabułę mnóstwa dialogów opisujących codzienną rzeczywistość policjantów, którzy często nie tylko walczą ze zbrodnią, ale także z idiotycznymi przepisami, a nawet własnymi słabościami, wywołanymi przez frustracje. Znamy to doskonale z powieści o Kurcie Wallanderze, tę słabość człowieka skandynawskiego na widok imigrantów, którzy pożerają państwowe pieniądze, utrzymując się z tzw. “socjalu”, pracując na czarno, odbierając zatrudnienie Szwedom. Widać nie tylko Mankell długo rozmyślał nad paradoksem trwania w socjaldemokratycznej rzeczywistości, chłubienia tego politycznego rozwiązania, a jednocześnie odczuwania niechęci z powodu dających się zauważyć z daleka wad. Oczywiście tego rodzaju kwestie z bohaterów robią istoty jeszcze łatwiejsze w wyobrażeniu, poznaniu, identyfikowaniu się - a co za tym idzie klimat jest coraz lepszy.

Do pełni szczęścia w debiucie Camilli Ceder według mnie zabrakło tylko jednego: nieco większego szacunku dla inteligencji i uwagi czytelnika. Bowiem im bardziej zbliżałem się do końca lektury, tym mniej mnie interesowała - wszak jest dość jasna cała zagadka, nie ma sensu oczekiwać wielkiej niespodzianki na końcu. Trochę mniej tłumaczenia czytelnikowi o co chodzi, trochę mniej przydługich opisów przedstawiających w bardzo łopatologiczny sposób tok rozumowania poszczególnych postaci i książka byłaby jeszcze lepsza. Po prostu nieco mniej gadulstwa i tłumaczeń, a nieco więcej dynamiki - liczę na to, że “Babilon”, czyli kolejna sprawa Christiana Tella będzie właśnie w takim stylu.

Fruset ögonblick
Camilla Ceder
Czarna Owca 2012
wydanie elektroniczne: 515 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

piątek, 17 sierpnia 2012

Håkan Nesser - "Nieszczelna sieć"


“Nieszczelna sieć” to dopiero druga powieść Håkana Nessera, napisana w 1993 roku. Jest inna od późniejszych, opowiadających o inspektorze Barbarottim, jednak od razu widać, że ten pisarz ma swoje podejście do kreacji kryminału, które potem zaowocowało tym wspaniałym, depresyjnym podejściem do rzeczywistości, jakie znamy dzięki czterem powieściom rozgrywającym się w Szwecji.

Trochę szkoda, że autor zdecydował się umieścić akcję w bliżej nieokreślonym kraju. Bo nie wiadomo gdzie jesteśmy, co ma znaczenie, głównie w momencie pościgu za “tym złym” oraz ogólnej orientacji w terenie. Nazwy miast nic nie mówią, a szybkie spojrzenie do internetu w celu rozjaśnienia sytuacji mówi, że prawdopodobnie akcja dzieje się gdzieś w krajach Beneluksu. Pierdoła, ale gdyby to była konkretnie Szwecja, Norwegia czy Dania byłoby wygodniej, lżej.

Podobnie jak w tetralogii Barbarottiego, tu także mamy bardzo ciekawego bohatera - oczywiście nie policjanta, ale kogoś w rodzaju ofiary. Jednak Nesser nie popisuje się tymi umiejętnościami, co w późniejszych książkach i nie dałem rady wsiąknąć maksymalnie w lekturę, jakby Autor dopiero się uczył tworzenia specyficznego nastroju, który tak uwielbiam w jego późniejszych powieściach.

Sam policjant natomiast nie przykuwa uwagi, podobnie zresztą jak Barbarotti. Ot, robi swoje, ma wady i zalety, ale o jego życiu dowiemy się tylko szczegółów, nic konkretnego. Natomiast podejście do życia i swojej pracy ma genialne: “Po co być zdołowanym ogrodnikiem albo kierowcą autobusu, jeśli można być zdołowanym inspektorem policji?”.

Lektura, jak już wspomniałem, nie dała rady mnie tak zaabsorbować, jak wspaniały “Człowiek bez psa” lub “Drugie życia pana Roosa”, jednak stoi na przyzwoitym poziomie. A sama zagadka także skonstruowana jest zmyślnie, Autorowi doskonale udaje się robić uniki przed dociekliwością czytelnika i według mnie z ostatecznej konfrontacji wychodzi zwycięsko. Ponadto puszcza oko do czytelników, wkładając w usta bohatera słowa o przyrównywaniu życia do scenariusza filmowego lub książki, tym samym tłumacząc dlaczego tak niewiele tłumaczy - właśnie z szacunku dla inteligencji odbiorcy. Ostatecznie mimo że sama historia okazuje się być dość przeciętną, jej wykonanie mieści się w optymalnych granicach: nie jest banalna, ale także nie jest zbytnio przekombinowana. Także książkę oczywiście polecam, jednakże szczerze powiem, że po cichu liczę na to, że kolejne przygody inspektora Van Veeterena będą nieco bardziej przypominały te z serii o inspektorze Barbarottim - one bowiem potrafiły zwalić z nóg, podczas gdy Van Veeteren w tej odsłonie jest zaledwie zadowalający.

Det grovmaskiga nätet
Håkan Nesser
Wydawnictwo Czarna Owca 2012
wydanie elektroniczne: 234 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Sofie Sarenbrant - "36 tydzień"


O ile mi wiadomo, “36 tydzień” to debiut Sofie Sarenbrant. Czapki z głów przed takim debiutem! Historia w niczym nie ustępuje najlepszym thrillerom i kryminałom wydanym w Czarnej Serii, a autorka natychmiast dołącza do moich ulubionych pisarzy, których w tej serii poznałem: Nessera, Hjortha, Rosenfeldta i oczywiście Larssona.

Historia opowiada o przyjaciółkach, z których każda jest w ciąży i zbliża się do porodu. Jedna z nich znika, nie wiadomo, czy została porwana, czy zamordowana, nie wiadomo zupełnie nic. Była i nagle jej nie ma. W tym miejscu powinien na arenę wkroczyć bohater, a może nawet Bohater - ktoś taki jest policjanci z powieści duetu Hjorth/Rosenfeldt czy inspektor Barbarotti od Nessera. A w “36 tygodniu” - niespodzianka, bohatera nie ma. Przez cały czas lektury ilość postaci rośnie, ilość wątków podobnie, jednak trudno wskazać tę jedną, która jest autentycznym bohaterem.

Z początku można odnieść wrażenie, że to zaszczytne miano przyjmie koleżanka zaginionej. Sporo miejsca jest poświęcone właśnie jej, a lektura chwilami przypomina powieści Camilli Läckberg. Na szczęście bardzo szybko okazuje się, że równie duża ilość tekstu poświęcona jest mężowi zaginionej, policjantowi, który próbuje to wszystko jakoś ze sobą poskładać oraz - jak już wspomniałem - sporej ilości coraz to pojawiających się postaci. Lecz żadna z nich nie zostaje postawiona na pierwszym planie, nikt nie przykuwa uwagi lepiej, bardziej od innych.

Powoduje to doskonałą dla kryminału sytuację, w której czytelnik nie ma czasu zastanawiać się samemu kto jest winny i co się w ogóle stało, musi ogarnąć te wszystkie wątki i pozostać w centrum wydarzeń. Autorka czasem niebezpiecznie zbliża się do przegięcia, niektóre z sytuacji są już lekko naciągane, jednak udaje się Jej wybrnąć z dumnie podniesionym czołem, ostatecznie wszystko trafia na swoje miejsce. Jak na porządny kryminał/thriller przystało, spotkamy niejednego trupa, poczytamy o przeróżnych zwyrodnialcach, empatia w niejednym czytelniku wzbudzi strach, wzruszenie, obrzydzenie, wściekłość... Słowem: świetna książka, już nie mogę się doczekać na ciąg dalszy.

Vecka 36
Sofie Sarenbrant
Czarna Owca 2012
wydanie elektroniczne: 256 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl