Nie licząc Mankella i Larssona, którzy są niejako poza kategorią, dwóch twórców skandynawskich uważam za lepszych, bardziej utalentowanych od reszty konkurencji: Asę Larsson i Hakana Nessera. O ile na kolejne powieści tej pierwszej czekam i nie mogę się doczekać, tak pan Nesser napisał tego już sporo, i co rusz wychodzi coś nowego. Tym razem w mój czytnik wpadła powieść nie należąca do żadnego większego cyklu, zatytułowana „Jedenaście dni w Berlinie”.
Rzecz jest absolutnie świetna. Poznajemy bohatera, młodego Szweda, który po wypadku w dzieciństwie ma spore problemy ze skupieniem, stał się powolniejszy, wiele stracił na zdrowiu, głównie przez uszkodzenie mózgu. Żyje sobie z ojcem, wujem i ciotką, aż nagle na łożu śmierci ojciec mówi mu, że w Berlinie mieszka jego matka, i że musi do tegoż Berlina się udać, by ją odnaleźć i przekazać pewien przedmiot.
Istotą lektury jest oczywiście obserwacja zagubionego, ale jednocześnie w pewien nielogiczny sposób odważnego, młodego człowieka, który mocno odstaje od reszty społeczeństwa. Zdaje sobie sprawę z własnej ułomności, ale dzielnie idzie do przodu, i jak łatwo można sobie wyobrazić, jego odmienność, plus obcy kraj, plus obcy język dają nam okazję do całej masy przedziwnych zdarzeń. Przy czym warto dodać, że tym razem Hakan Nesser nie dramatyzuje, nie skupia się na ciemnych odcieniach życia (jak w rewelacyjnej serii o inspektorze Barbarottim chociażby), a wręcz przeciwnie, pokazuje równie realnie, że życie często nie bywa aż tak poważne, jak nam się wydaje.
„Jedenaście dni w Berlinie” jest książką dość krzepiącą, przy czym autor umiejętnie bawi się różnego rodzaju nietypowymi zagraniami, trudnymi do wyjaśnienia wydarzeniami, by pokazać nam coś dobrego, coś przyjemnego, coś ciepłego. I choć mam duże problemy z trawieniem pewnego rodzaju literackich sztuczek, czy niewyjaśnionych zdarzeń, tym razem widząc jak mądrze zastosował je autor, i co przez to chciał pokazać wszystko kupuję bez wahania. Po tym pisarzu nigdy bym się nie spodziewał tak uroczej historii. Zdecydowanie polecam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Håkan Nesser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Håkan Nesser. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 marca 2019
Szarość życia, smutek i bezcelowość, czyli nowy Nesser w najlepszej formie
Tak, jak bardzo mi się podobały powieści inspektorem Barbarottim, tak przy starszym bohaterze pana Nessera – Van Veeterenie – bawię się raczej średnio. Od dawna mam wszystkie tomy, ale przeczytałem zaledwie połowę, to nie jest ten sam poziom lektury. Jednak gdy w sprzedaży pojawiła się kolejna powieść tego twórcy, datowana na niedawno, nowa, optymistycznie pomyślałem, że jest szansa na poziom znany z książek o Barbarottim. Spieszę uprzejmie donieść, że tok rozumowania był prawidłowy – Żywi i umarli w Winsfordto rzecz tak dobra, jak Drugie życia pana Roosa czy Człowiek bez psa.
W zasadzie tylko tytuł jest średni, o wiele lepiej sprawdziłby się: „Kobieta z psem”. :) Bohaterką, która prowadzi narrację pierwszoosobowo, jest Szwedka w tej chwili przebywająca na angielskich wrzosowiskach. Stopniowo, krok po kroku opowiada nam skąd się tam wzięła, jakie czyny i decyzje ją zaprowadziły w miejsce raczej słabe dla turystów, nieduże miasteczko, dużo spokoju i ciszy, ale i mokro i nieprzyjemnie. A ta opowieść, choć jest monologiem, jednak bardziej przypomina dialog. Nesser napisał książkę tak, jakby bohaterka naprawdę mówiła do czytelnika, prowadziła z nim rozmowę. Czasem nawet świadomie odpowiada na pytania, jakie powstają w głowie czytelnika, to robi duże wrażenie i powoduje, że lektura staje się jeszcze bardziej… jakby osobista.
Uważam, że zdradzenie czegokolwiek więcej z fabuły byłoby zwyczajnym świństwem, jest to bowiem rzecz tak dobrze przygotowana i opisana, że naprawdę nie chcę nikomu psuć zabawy. Od siebie dodam tylko, że zarówno postać bohaterki, jak i podjęte przez nią decyzje są bardzo przyjemną lekturą, taką bardzo w stylu właśnie historii z Barbarottim: jest smutno, smętnie, depresyjnie, żadnych cudownych uniesień, żadnej radości ze świata – szare życie szarego człowieka w bardzo, bardzo szarym świecie.
Kto zna twórczość Agathy Christie, ten szybciej od innych domyśli się o co chodzi, pisarka ma w swoim dorobku bardzo podobną powieść, jeśli chodzi o sam pomysł, tylko za ChRL nie pamiętam tytułu. Ale nawet takim czytelnikom Nesser przygotował kilka dodatkowych niespodzianek. Kto lubi realistyczne, brutalnie prawdziwe i pozbawione żałosnych, radosnych ozdobników historie o życiu, ten będzie „Żywymi i umarłymi” zachwycony. Jak ja. Polecam.
Levande och döda i Winsford
Czarna Owca 2016
W zasadzie tylko tytuł jest średni, o wiele lepiej sprawdziłby się: „Kobieta z psem”. :) Bohaterką, która prowadzi narrację pierwszoosobowo, jest Szwedka w tej chwili przebywająca na angielskich wrzosowiskach. Stopniowo, krok po kroku opowiada nam skąd się tam wzięła, jakie czyny i decyzje ją zaprowadziły w miejsce raczej słabe dla turystów, nieduże miasteczko, dużo spokoju i ciszy, ale i mokro i nieprzyjemnie. A ta opowieść, choć jest monologiem, jednak bardziej przypomina dialog. Nesser napisał książkę tak, jakby bohaterka naprawdę mówiła do czytelnika, prowadziła z nim rozmowę. Czasem nawet świadomie odpowiada na pytania, jakie powstają w głowie czytelnika, to robi duże wrażenie i powoduje, że lektura staje się jeszcze bardziej… jakby osobista.
Uważam, że zdradzenie czegokolwiek więcej z fabuły byłoby zwyczajnym świństwem, jest to bowiem rzecz tak dobrze przygotowana i opisana, że naprawdę nie chcę nikomu psuć zabawy. Od siebie dodam tylko, że zarówno postać bohaterki, jak i podjęte przez nią decyzje są bardzo przyjemną lekturą, taką bardzo w stylu właśnie historii z Barbarottim: jest smutno, smętnie, depresyjnie, żadnych cudownych uniesień, żadnej radości ze świata – szare życie szarego człowieka w bardzo, bardzo szarym świecie.
Kto zna twórczość Agathy Christie, ten szybciej od innych domyśli się o co chodzi, pisarka ma w swoim dorobku bardzo podobną powieść, jeśli chodzi o sam pomysł, tylko za ChRL nie pamiętam tytułu. Ale nawet takim czytelnikom Nesser przygotował kilka dodatkowych niespodzianek. Kto lubi realistyczne, brutalnie prawdziwe i pozbawione żałosnych, radosnych ozdobników historie o życiu, ten będzie „Żywymi i umarłymi” zachwycony. Jak ja. Polecam.
Levande och döda i Winsford
Czarna Owca 2016
piątek, 22 lutego 2019
Håkan Nesser – „Sprawa Münstera”
Kończąc lekturę poprzedniego tomu sagi o komisarzu Van Veeterenie („Komisarz i cisza„) przyznałem się, że był on jednocześnie pierwszym, w którym postać bohatera polubiłem. Autor jak gdyby zdając sobie z tego sprawę, niemalże złośliwie podjął decyzję o ograniczeniu roli komisarza w cyklu. ;) Interesujące, wciąż wiązać całość z Van Veeterenem jednocześnie odsuwając go od roli uczestnika wydarzeń. Tym samym w „Sprawie Münstera” zaciekawiony czytelnik zostaje sam na sam z innymi policjantami, których inteligencja pozostawia sporo do życzenia.
Pewnie z tego też powodu męczyłem książkę grubo ponad miesiąc. Tym razem mamy do czynienia z historią bardzo prostą, może nawet prostacką, co jednak w przypadku pana Nessera wcale nie musi być wadą. Facet doskonale wie, jak zadbać o czytelnika, a jego banalne fabuły z reguły są polem do popisu dla opisywania bohaterów i codziennych dramatów, jakie przytrafiają się każdemu z nas. Jednakże w „Sprawie Münstera” czegoś wyraźnie zabrakło, bowiem nieskomplikowana i dość przewidywalna sprawa kryminalna nie kryje żadnego drugiego dna, życie osobiste komisarza Münstera i jego koleżanki o nazwisko Moreno jest mało ciekawe, i przez całą długość trwania powieści czekamy aż wreszcie pojawi się Van Veeteren.
Brutalna prawda brzmi następująco: gdyby to nie była książka podpisana nazwiskiem Nesser, zwyczajnie bym ją olał, kompletnie nie zainteresowany ani przyczynami zbrodni, ani procesem jej wyjaśniania, jeszcze mniej skutkami. Tu jednak do ostatnich chwil miałem nadzieję na coś, co nagrodzi mój trud (bo lektura naprawdę była trudem, chyba z pięć innych książek przeczytałem w trakcie), jednak nie doczekałem się. W czytniku mam kolejną część serii, „Karambol”, chyba jednak nie zabiorę się z nią zbyt szybko, zawiodłem się, teraz strzelam focha.
Münsters fall
Czarna Owca 2014
Pewnie z tego też powodu męczyłem książkę grubo ponad miesiąc. Tym razem mamy do czynienia z historią bardzo prostą, może nawet prostacką, co jednak w przypadku pana Nessera wcale nie musi być wadą. Facet doskonale wie, jak zadbać o czytelnika, a jego banalne fabuły z reguły są polem do popisu dla opisywania bohaterów i codziennych dramatów, jakie przytrafiają się każdemu z nas. Jednakże w „Sprawie Münstera” czegoś wyraźnie zabrakło, bowiem nieskomplikowana i dość przewidywalna sprawa kryminalna nie kryje żadnego drugiego dna, życie osobiste komisarza Münstera i jego koleżanki o nazwisko Moreno jest mało ciekawe, i przez całą długość trwania powieści czekamy aż wreszcie pojawi się Van Veeteren.
Brutalna prawda brzmi następująco: gdyby to nie była książka podpisana nazwiskiem Nesser, zwyczajnie bym ją olał, kompletnie nie zainteresowany ani przyczynami zbrodni, ani procesem jej wyjaśniania, jeszcze mniej skutkami. Tu jednak do ostatnich chwil miałem nadzieję na coś, co nagrodzi mój trud (bo lektura naprawdę była trudem, chyba z pięć innych książek przeczytałem w trakcie), jednak nie doczekałem się. W czytniku mam kolejną część serii, „Karambol”, chyba jednak nie zabiorę się z nią zbyt szybko, zawiodłem się, teraz strzelam focha.
Münsters fall
Czarna Owca 2014
sobota, 15 czerwca 2013
Håkan Nesser - Barbarotti, tom 5. "Rzeźniczka z Małej Birmy"
No proszę, miały być cztery tomy i koniec. A tu taka niespodzianka, powstał tom piąty, napisany dopiero co, w zeszłym roku. Normalnie bym przypuszczał (lekko, dyskretnie, z nadzieją, że nie mam racji), że autor w ten sposób próbuje (być może) odciąć kilka kuponów od popularności swojego bohatera. Wszak Van Veeterenowi nieco do Barbarottiego brakuje, i to właśnie ten Szwed o włoskim nazwisku potrafi przyciągnąć tłumy, podczas gdy komisarz z fikcyjnego kraju leżącego gdzieś w okolicach Beneluksu jest “zaledwie” interesujący.
Jednak mowa jest tu o Håkanie Nesserze, zatem o odcinaniu kuponów nie ma mowy. Ufam temu człowiekowi, do lektury podszedłem z pełną wiarą w talent pisarza. I nie zawiodłem się, bowiem Nesser już w pierwszych pięciu zdaniach książki udowodnił, że moje wychwalanie i promowanie go wśród znajomych i w internecie nie jest przesadzone. Nic więcej nie powiem, to trzeba poznać samemu, to, co się przytrafiło Barbarottiemu. Oczywiście poznanie i zrozumienie owego wydarzenia będzie znacznie bardziej uderzające wówczas, gdy znamy poprzednie cztery tomy.
Jak zwykle obserwujemy dramat połączony z kryminałem. Tym razem chodzi sprawę sprzed kilku lat, rzecz dotyczy zaginięcia mężczyzny. Kwestia jest o tyle ciekawa, że partnerka zaginionego odsiedziała jedenaście lat za morderstwo, zabiła swojego męża, bydlaka jakich niestety wiele. I niestety nie wszyscy tak kończą, wielu dożywa sędziwego wieku... no, ale ja nie o tym. Teraz, w pięć lat po przerwaniu śledztwa (utknęło w miejscu) Barbarotti zostaje wysłany do ponownego sprawdzenia sprawy. I oczywistym jest, że akurat ten policjant nie będzie w stanie się oprzeć by nie zajrzeć także do sprawy wcześniejszej, tamtego dramatu, gdy pewna gnida straciła życie, a pewna kobieta poszła na ponad dekadę do paki.
Powieść w niczym nie odstaje od poprzednich czterech tomów. Jej siłą pozostaje umiejętność autora do kreowania prostych zagadek, które jednak zaprezentowane są w taki sposób, że rzeczywiście odczuwamy zaskoczenie. Choć początkowo wszystko wydaje się w miarę proste, to Nesser potrafi sprawy ostatecznie zagmatwać akurat na tyle, by jednocześnie potrafiły zaskoczyć i dać czytelnikowi sporo rozrywki, ale przy tym wcale nie stały się przekombinowane lub zbyt naciągane.
Jedyną różnicą względem poprzedników jest skupienie uwagi na inspektorze Gunnarze Barbarottim. Oczywiście policjant był bohaterem wszystkich części, jednak dotychczas jeszcze nigdy nie trafił aż tak bardzo na pierwszy plan. Strasznie sympatyczny człowiek z naszego bohatera, bardzo łatwo się wczuć w jego rolę, doznać jego emocji i dać się porwać smutkowi, jaki Barbarottiemu towarzyszy. A także w jego towarzystwie powoli wychodzić z odrętwienia.
Bardzo interesujące jest także zakończenie książki. Wcale bym nie był zdziwiony, gdyby z czasem pojawił się tom szósty, mówiący jak też sprawy potoczyły się potem. Trzymam kciuki, by tak właśnie się stało, bo w sumie to ciekawość mnie zjada, jak też się to rozwinęło.
Styckerskan från Lilla Burma
Czarna Owca 2013
sobota, 24 marca 2012
Håkan Nesser - Barbarotti, tom 4. "Samotni"
Z początku wydawało mi się, że coś tu jest nie tak. Poprzednie trzy książki, opowiadające o inspektorze Gunnarze Barbarottim były naprawdę bardzo dobre, jednak przez pierwsze około 200 stron “Samotnych” miałem nieprzyjemne wrażenie, że Håkan Nesser tym razem trochę przesadził z pozytywnym dotychczas wydziwianiem, a kombinacje, mające na celu zbudowanie niestandardowej historii kryminalnej, tak udane trzy poprzednie razy, teraz mu nie wyszły.
Historia opowiada o znalezionych w pobliskim wąwozie zwłokach mężczyzny około sześćdziesięcioletniego. Śladów morderstwa brak. Spadł? A może skoczył? Szybko jednak okazuje się, że coś tu zdecydowanie nie gra - bowiem przed trzydziestu laty dziewczyna owego mężczyny spadła (?) w dokładnie tym samym miejscu.
Tak, jak trzecia książka (“Drugie życia pana Roosa”) bywała momentami podobna w strukturze do pierwszej (“Człowiek bez psa”), tak samo “Samotni” chwilami przypominają tom drugi (“Całkiem inna historia”). Inspektor Barbarotti jest obecny od samego początku, z kolei postaci, wokół których będzie wraz ze swą koleżanką krążył, nakreślone zostały w systemie retrospekcji. Poznajemy je bardzo dokładnie, każdą z osobna, a akcja powieści wędruje z “teraz”, czyli roku 2010, do “wtedy”, czyli początku lat 70. XX wieku. I tym razem - znowu - Nesserowi udało się stworzyć bohaterów bardzo ludzkich, tak bardzo, że aż nieprzyjemnie się robi...
Czytelnik ani na chwilę nie traci ciekawości, chcemy wiedzieć, bo się stało zarówno wtedy, jak i teraz. Jednak autor spokojnie prowadzi akcję, dorzuca niewielkie, ale zajmujące czas zarówno nasz, jak i bohaterów wątki poboczne, bawi się w hipnotyzera - by nagle gruchnąć z taką siłą, że można lekturę odczuć jak przyjęcie młota na klatę. Albo i między oczy. W ułamku sekundy przeze mnie przepłynęła cała masa potwornych emocji, od przeraźliwego gniewu, przez wstyd, a także obrzydzenie i nienawiść. Żółć podeszła do gardła, i zanim zdążyłem się zorientować co robię, snułem mordercze plany z cyklu “co bym zrobił, gdybym mógł zrobić to, co zrobić bym chciał”. Håkan Nesser to prawdziwy mistrz takich akcji.
No i rzecz jasna, gdy wydaje nam się, że już wiemy co się stało, okazuje się, że nie wiedzieliśmy nic. “Samotni” to jednak nie tylko świetny kryminał, ale także doskonała, niebywale smutna, ale bardzo życiowa opowieść, która od gatunku daleko się odsuwa, udostępniając czytelnikowi kilka przykrych tematów do rozmyślań i pokazując kilka prawd o człowieku jako istocie (niby) społecznej - prawd bolesnych. Uwielbiam tego typu książki, realistycznie brutalne i brutalnie realistyczne i już teraz, choć dopiero skończyłem lekturę, ogarnia mnie smutek, że to było z Barbarottim spotkanie ostatnie.
De ensamma, Czarna Owca 2012, wydanie elektroniczne: 459 stron
Strona książki na LubimyCzytać.pl
Historia opowiada o znalezionych w pobliskim wąwozie zwłokach mężczyzny około sześćdziesięcioletniego. Śladów morderstwa brak. Spadł? A może skoczył? Szybko jednak okazuje się, że coś tu zdecydowanie nie gra - bowiem przed trzydziestu laty dziewczyna owego mężczyny spadła (?) w dokładnie tym samym miejscu.
Tak, jak trzecia książka (“Drugie życia pana Roosa”) bywała momentami podobna w strukturze do pierwszej (“Człowiek bez psa”), tak samo “Samotni” chwilami przypominają tom drugi (“Całkiem inna historia”). Inspektor Barbarotti jest obecny od samego początku, z kolei postaci, wokół których będzie wraz ze swą koleżanką krążył, nakreślone zostały w systemie retrospekcji. Poznajemy je bardzo dokładnie, każdą z osobna, a akcja powieści wędruje z “teraz”, czyli roku 2010, do “wtedy”, czyli początku lat 70. XX wieku. I tym razem - znowu - Nesserowi udało się stworzyć bohaterów bardzo ludzkich, tak bardzo, że aż nieprzyjemnie się robi...
Czytelnik ani na chwilę nie traci ciekawości, chcemy wiedzieć, bo się stało zarówno wtedy, jak i teraz. Jednak autor spokojnie prowadzi akcję, dorzuca niewielkie, ale zajmujące czas zarówno nasz, jak i bohaterów wątki poboczne, bawi się w hipnotyzera - by nagle gruchnąć z taką siłą, że można lekturę odczuć jak przyjęcie młota na klatę. Albo i między oczy. W ułamku sekundy przeze mnie przepłynęła cała masa potwornych emocji, od przeraźliwego gniewu, przez wstyd, a także obrzydzenie i nienawiść. Żółć podeszła do gardła, i zanim zdążyłem się zorientować co robię, snułem mordercze plany z cyklu “co bym zrobił, gdybym mógł zrobić to, co zrobić bym chciał”. Håkan Nesser to prawdziwy mistrz takich akcji.
No i rzecz jasna, gdy wydaje nam się, że już wiemy co się stało, okazuje się, że nie wiedzieliśmy nic. “Samotni” to jednak nie tylko świetny kryminał, ale także doskonała, niebywale smutna, ale bardzo życiowa opowieść, która od gatunku daleko się odsuwa, udostępniając czytelnikowi kilka przykrych tematów do rozmyślań i pokazując kilka prawd o człowieku jako istocie (niby) społecznej - prawd bolesnych. Uwielbiam tego typu książki, realistycznie brutalne i brutalnie realistyczne i już teraz, choć dopiero skończyłem lekturę, ogarnia mnie smutek, że to było z Barbarottim spotkanie ostatnie.
De ensamma, Czarna Owca 2012, wydanie elektroniczne: 459 stron
Strona książki na LubimyCzytać.pl
niedziela, 27 listopada 2011
Håkan Nesser, Barbarotti, tom 3. "Drugie życia pana Roosa"
Trzecia opowieść Håkana Nessera o inspektorze Barbarottim pod wieloma względami przypomina tom pierwszy. Ponownie bowiem sam policjant zdecydowanie schodzi na dalszy plan wydarzeń, pojawiając się na scenie dopiero po wielu rozdziałach poświęconych tytułowemu panu Roosowi, który jest postacią tak przeciętną, że aż niezwykłą przez swą zwyczajność.
Niebawem kończący 60 lat Valdemar Roos to spełnienie koszmaru większości mężczyzn wkraczających dopiero w zaangażowane, rodzinne życie. Każdy bowiem ma pewne plany, marzenia. Nawet jeśli nie mamy w głowie obrazu tego, jak konkretnie nasza przyszłość będzie wyglądała, na pewno mamy obraz tego, jakiej przyszłości nie chcemy. Druga żona, zero kontaktu z dziećmi, mieszkanie z osobą przypadkową niemalże i jej dwiema dorastającymi córkami, nigdy nie przepuszczającymi okazji by coś zdobyć, coś wziąć, nie trapiąc się jednak dawaniem w zamian. Nic więc dziwnego, że gdy Valdemarowi trafia się ślepy los, zwykłe szczęście, niejako podświadomie podejmuje decyzję o odmianie swojego żywota. Zaczyna się skromnie, od zakupienia chaty głęboko w lesie. A potem do akcji wkracza po prostu życie ze swoją nieprzewidywalnością, brakiem logiki, ale nie można powiedzieć, że także z brakiem sensu, jak się okaże.
Oglądając kolejne dni, które Valdemar dzieli na udawanie przed rodziną siebie samego i odkrywanie uroków wolności, podczas których poznaje młodą dziewczynę, do której natychmiast zaczyna czuć coś na kształt uczuć ojcowskich, ogarnia czytelnika przerażające w swej mocy napięcie. To jest kryminał, którego bohaterem jest inspektor Barbarotti, mający do czynienia z przestępstwami, morderstwami, wręcz zbrodniami. Wiadomo, że cała ta sztucznie stworzona przez tępy los sielanka trzaśnie, rozwali się z hukiem. Håkan Nesser jednakże znowu udowadnia, jak sprytnym potrafi być twórcą - prowadzi akcję w taki sposób, że nic do końca nie jest jasne i nawet, gdy wreszcie pojawia się Barbarotti, choć wiemy więcej od niego, trudno jest przewidzieć dalsze losy bohaterów.
Całość, podobnie jak "Człowiek bez psa", napisana jest w charakterystyczny sposób, pełen szczegółów, niebywale wręcz dokładny, ale jednocześnie w takim tonie, że o ewentualnym znużeniu nie ma mowy, mimo że książek opowiadających o samotności, niezrealizowanych marzeniach i braku sensu w życiu znamy setki. Wszystko to jest chwilami bardzo depresyjne, ciężkie, ale jednocześnie interesujące i realistyczne.
Sporym plusem powieści, podobnie jak jej poprzedników, jest traktowanie bohatera, inspektora Barbarottiego. To zwykły gliniarz, bardzo przeciętny, nie mający żadnych specjalnych umiejętności detektywistycznych, ani zresztą żadnych innych. Dzięki temu książki są tak wciągające - Nesser nie obrazi naszej inteligencji nagłym zwrotem akcji, odkryciem wywołanym dedukcją czy innym przejawem inteligencji. Wręcz przeciwnie, widać jak wielkie znaczenie w pracy policjanta ma także szczęście, zwykły los. Zresztą nie tylko policjanta, bo każdego człowieka, także zmęczonego szarością otaczającego go świata Valdemara Roosa, któremu los udowodnił, że czasem na odnalezienie sensu istnienia trzeba czekać aż sześćdziesiąt lat.
Berättelse om herr Roos, Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 367 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Niebawem kończący 60 lat Valdemar Roos to spełnienie koszmaru większości mężczyzn wkraczających dopiero w zaangażowane, rodzinne życie. Każdy bowiem ma pewne plany, marzenia. Nawet jeśli nie mamy w głowie obrazu tego, jak konkretnie nasza przyszłość będzie wyglądała, na pewno mamy obraz tego, jakiej przyszłości nie chcemy. Druga żona, zero kontaktu z dziećmi, mieszkanie z osobą przypadkową niemalże i jej dwiema dorastającymi córkami, nigdy nie przepuszczającymi okazji by coś zdobyć, coś wziąć, nie trapiąc się jednak dawaniem w zamian. Nic więc dziwnego, że gdy Valdemarowi trafia się ślepy los, zwykłe szczęście, niejako podświadomie podejmuje decyzję o odmianie swojego żywota. Zaczyna się skromnie, od zakupienia chaty głęboko w lesie. A potem do akcji wkracza po prostu życie ze swoją nieprzewidywalnością, brakiem logiki, ale nie można powiedzieć, że także z brakiem sensu, jak się okaże.
Oglądając kolejne dni, które Valdemar dzieli na udawanie przed rodziną siebie samego i odkrywanie uroków wolności, podczas których poznaje młodą dziewczynę, do której natychmiast zaczyna czuć coś na kształt uczuć ojcowskich, ogarnia czytelnika przerażające w swej mocy napięcie. To jest kryminał, którego bohaterem jest inspektor Barbarotti, mający do czynienia z przestępstwami, morderstwami, wręcz zbrodniami. Wiadomo, że cała ta sztucznie stworzona przez tępy los sielanka trzaśnie, rozwali się z hukiem. Håkan Nesser jednakże znowu udowadnia, jak sprytnym potrafi być twórcą - prowadzi akcję w taki sposób, że nic do końca nie jest jasne i nawet, gdy wreszcie pojawia się Barbarotti, choć wiemy więcej od niego, trudno jest przewidzieć dalsze losy bohaterów.
Całość, podobnie jak "Człowiek bez psa", napisana jest w charakterystyczny sposób, pełen szczegółów, niebywale wręcz dokładny, ale jednocześnie w takim tonie, że o ewentualnym znużeniu nie ma mowy, mimo że książek opowiadających o samotności, niezrealizowanych marzeniach i braku sensu w życiu znamy setki. Wszystko to jest chwilami bardzo depresyjne, ciężkie, ale jednocześnie interesujące i realistyczne.
Sporym plusem powieści, podobnie jak jej poprzedników, jest traktowanie bohatera, inspektora Barbarottiego. To zwykły gliniarz, bardzo przeciętny, nie mający żadnych specjalnych umiejętności detektywistycznych, ani zresztą żadnych innych. Dzięki temu książki są tak wciągające - Nesser nie obrazi naszej inteligencji nagłym zwrotem akcji, odkryciem wywołanym dedukcją czy innym przejawem inteligencji. Wręcz przeciwnie, widać jak wielkie znaczenie w pracy policjanta ma także szczęście, zwykły los. Zresztą nie tylko policjanta, bo każdego człowieka, także zmęczonego szarością otaczającego go świata Valdemara Roosa, któremu los udowodnił, że czasem na odnalezienie sensu istnienia trzeba czekać aż sześćdziesiąt lat.
Berättelse om herr Roos, Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 367 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
środa, 2 listopada 2011
Håkan Nesser, Barbarotti, tom 2. "Całkiem inna historia"
Człowiek bez psa Hakana Nessera to była książka, która bardzo mi się podobała. Jeszcze w trakcie lektury zakupiłem kolejną tego autora, z kolei w trakcie czytania której strasznie mnie smucił fakt, że następna póki co nie wyszła. No, ale jest planowana na listopad 2011, i mam nadzieję, że ebook wyjdzie równie szybko, jak wersja papierowa :-)
“Całkiem inna historia” to powieść o wybitnie udanym tytule - jest zupełnie inna od poprzedniej, wszystko jest w niej inne, począwszy od sposobu prezentacji bohaterów, przez o wiele bardziej skomplikowaną fabułę i zagadkę kryminalną, na stylu pisania skończywszy. Tym razem nie ma już najmniejszych wątpliwości kto jest bohaterem książki - Gunnar Barbarotti, policjant, jest w niej obecny od samego początku, nie jak poprzednio dopiero od połowy. Policjant wciąż toczy swoje rozmowy z Bogiem, wciąż jest od jakiegoś czasu rozwiedziony i wciąż spotyka się z kobietą poznaną przypadkiem podczas wydarzeń znanych z “Człowieka bez psa”. Jedyną zmianą w jego życiu jest fakt, że mieszka sam - córka skończyła 19 lat i wyjechała na saksy.
Wielkim plusem, przynajmniej dla mnie, u bohatera jest fakt, że człowiek ten nie jest żadnym specjalistą. Barbarotti to nie rywal wielu policjantów/detektywów znanych z kryminałów nie tylko skandynawskich. To niegłupi, ale wcale i nie wybitnie inteligentny człowiek, który stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, ale nie wpada nie genialne pomysły podczas spożywania jajka z majonezem, podobnie nie uruchamiają się w jego głowie trybiki sygnalizujące szybkie rozwiązanie zagadki nagle, po usłyszeniu kilku zupełnie nie powiązanych ze sprawą słów. To policjant przeciętny i możemy założyć, że nie został jeszcze komisarzem nie tylko dlatego, że niezbyt lubi wchodzić w tyłek innym (jak sam sobie to tłumaczy), ale także dlatego, że po prostu nie jest dość sprytny i ma przeciętną statystykę wykryć przestępstw.
Pewnego dnia znajduje w swojej skrzynce list z zapowiedzią morderstwa - autor podaje dokładnie imię i nazwisko potencjalnej ofiary. Wkrótce potem otrzymuje kolejne. Dlaczego akurat do niego zdecydował się napisać morderca? I co mu zawiniło kilka na pierwszy rzut oka całkiem obcych sobie osób?
Każda kolejna część książki zapowiadana jest tajemniczym rękopisem nieznajomej postaci, który rzuca nieco światła na sprawę, i podobnie jak w poprzedniej części przygód Barbarottiego wiemy więcej, niż on sam. A przynajmniej tak nam się wydaje...
Co do stylu książki, to różni się on znacznie od poprzednika w głównie jednym elemencie: bohaterem jest policjant i kolejne strony są przedstawione w taki sposób, w jaki on sam widzi świat, siebie samego, swoją pracę i życie. Jest dość dowcipnie, zwłaszcza podczas lektury przekomarzań Barbarottiego z Bogiem i licytowania punktów, jakie ten ostatni dostanie od policjanta jeśli się spisze, sprawi coś dobrego. Choć podczas lektury nie braknie momentów tragicznych (wszak ktoś morduje kolejnych ludzi), to powieść nie przedstawia smutnych prawd o życiu, nie jest depresyjna tak, jak wcześniejsza. Szacunek dla autora wzrósł jeszcze bardziej - widać nie tylko dobrze sobie zaplanował postać bohatera, ale także zadbał, by książki różniły się od siebie czymś więcej, niż tylko samą “sprawą”.
Jedyną wadą jaką znalazłem jest lekkie “przegadanie” powieści. Cóż, jak rzekłem, nasz bohater wybitnie inteligentny nie jest, więc i trochę czasu potrzebował z kolegami na rozgryzienie sprawy. Niestety mimo to część tekstu zdaje się być upchnięta na siłę, skrócenie książki o 1/4 według mnie wyszłoby jej na dobre. Nie ma to jednak najmniejszego wpływu na ocenę końcową, fabuła autentycznie zaskakuje, zagadka jest skonstruowana wspaniale, tym razem to ona jest bohaterką książki, co w przypadku tomu poprzedniego nie było takie oczywiste, tam bohaterami była raczej specyficzna rodzina, a zagadka była klasyczna. Naprawdę mam nadzieję, że tom kolejny wyjdzie szybko, koniecznie w ebooku, nawet nie będę czekał na promocję, co mi tam, zapłacę pełną cenę, bo mnie aż skręca w kwestii dalszych losów prywatnych bohatera :-)
En helt annan historia, Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 436 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
“Całkiem inna historia” to powieść o wybitnie udanym tytule - jest zupełnie inna od poprzedniej, wszystko jest w niej inne, począwszy od sposobu prezentacji bohaterów, przez o wiele bardziej skomplikowaną fabułę i zagadkę kryminalną, na stylu pisania skończywszy. Tym razem nie ma już najmniejszych wątpliwości kto jest bohaterem książki - Gunnar Barbarotti, policjant, jest w niej obecny od samego początku, nie jak poprzednio dopiero od połowy. Policjant wciąż toczy swoje rozmowy z Bogiem, wciąż jest od jakiegoś czasu rozwiedziony i wciąż spotyka się z kobietą poznaną przypadkiem podczas wydarzeń znanych z “Człowieka bez psa”. Jedyną zmianą w jego życiu jest fakt, że mieszka sam - córka skończyła 19 lat i wyjechała na saksy.
Wielkim plusem, przynajmniej dla mnie, u bohatera jest fakt, że człowiek ten nie jest żadnym specjalistą. Barbarotti to nie rywal wielu policjantów/detektywów znanych z kryminałów nie tylko skandynawskich. To niegłupi, ale wcale i nie wybitnie inteligentny człowiek, który stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, ale nie wpada nie genialne pomysły podczas spożywania jajka z majonezem, podobnie nie uruchamiają się w jego głowie trybiki sygnalizujące szybkie rozwiązanie zagadki nagle, po usłyszeniu kilku zupełnie nie powiązanych ze sprawą słów. To policjant przeciętny i możemy założyć, że nie został jeszcze komisarzem nie tylko dlatego, że niezbyt lubi wchodzić w tyłek innym (jak sam sobie to tłumaczy), ale także dlatego, że po prostu nie jest dość sprytny i ma przeciętną statystykę wykryć przestępstw.
Pewnego dnia znajduje w swojej skrzynce list z zapowiedzią morderstwa - autor podaje dokładnie imię i nazwisko potencjalnej ofiary. Wkrótce potem otrzymuje kolejne. Dlaczego akurat do niego zdecydował się napisać morderca? I co mu zawiniło kilka na pierwszy rzut oka całkiem obcych sobie osób?
Każda kolejna część książki zapowiadana jest tajemniczym rękopisem nieznajomej postaci, który rzuca nieco światła na sprawę, i podobnie jak w poprzedniej części przygód Barbarottiego wiemy więcej, niż on sam. A przynajmniej tak nam się wydaje...
Co do stylu książki, to różni się on znacznie od poprzednika w głównie jednym elemencie: bohaterem jest policjant i kolejne strony są przedstawione w taki sposób, w jaki on sam widzi świat, siebie samego, swoją pracę i życie. Jest dość dowcipnie, zwłaszcza podczas lektury przekomarzań Barbarottiego z Bogiem i licytowania punktów, jakie ten ostatni dostanie od policjanta jeśli się spisze, sprawi coś dobrego. Choć podczas lektury nie braknie momentów tragicznych (wszak ktoś morduje kolejnych ludzi), to powieść nie przedstawia smutnych prawd o życiu, nie jest depresyjna tak, jak wcześniejsza. Szacunek dla autora wzrósł jeszcze bardziej - widać nie tylko dobrze sobie zaplanował postać bohatera, ale także zadbał, by książki różniły się od siebie czymś więcej, niż tylko samą “sprawą”.
Jedyną wadą jaką znalazłem jest lekkie “przegadanie” powieści. Cóż, jak rzekłem, nasz bohater wybitnie inteligentny nie jest, więc i trochę czasu potrzebował z kolegami na rozgryzienie sprawy. Niestety mimo to część tekstu zdaje się być upchnięta na siłę, skrócenie książki o 1/4 według mnie wyszłoby jej na dobre. Nie ma to jednak najmniejszego wpływu na ocenę końcową, fabuła autentycznie zaskakuje, zagadka jest skonstruowana wspaniale, tym razem to ona jest bohaterką książki, co w przypadku tomu poprzedniego nie było takie oczywiste, tam bohaterami była raczej specyficzna rodzina, a zagadka była klasyczna. Naprawdę mam nadzieję, że tom kolejny wyjdzie szybko, koniecznie w ebooku, nawet nie będę czekał na promocję, co mi tam, zapłacę pełną cenę, bo mnie aż skręca w kwestii dalszych losów prywatnych bohatera :-)
En helt annan historia, Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 436 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
piątek, 14 października 2011
Håkan Nesser, Barbarotti, tom 1. "Człowiek bez psa"
Uroczystość 105 urodzin miała być ogromna, na grubo ponad 130 osób. 65 lat ojca rodziny i 40 jego ulubionej córki w ten sam dzień, kilka dni przed końcem roku. Dzieci ze swoim potomstwem miały zjechać w wigilię wielkiej imprezy, planowanej od wielu miesięcy. Niestety cała radość solenizantów została zniszczona. Brat Ebby, zarazem syn Karla-Erika stał się pośmiewiskiem całej Szwecji z powodu własnej głupoty i czegoś, co rodzina najprościej zwała “nieprzystosowaniem społecznym”. Niewybredna relacja ze zdarzeń ciągnięta przez kilka tygodni w brukowcach skutecznie zniszczyła nieliczne pozytywne emocje, jakie uroczystość wzbudzała u reszty familii, wywołując wstyd u wszystkich jej członków.
Tak rozpoczyna się powieść Hakana Nessera wydana przez Czarną Owcę w znanej i w pewien sposób już “prestiżowej” Czarnej Serii. Wydarzenia opisane są z perspektywy kolejnych członków rodziny, a autor genialnie wciela się w ich role tak, że nie mamy najmniejszych problemów ze zrozumieniem jakimi są postaciami i w jak skomplikowanej relacji między sobą żyją. Zbyt uwielbiana najstarsza córka, pogardzany wręcz Robert i Kristina, której życie do czasu osiągnięcia pełnoletności wyglądało tak, jak narodziny - dziecko przypadku, zwykła “wpadka”. Teraz mają swoje rodziny i wcale nie pragną spotykać się z rodzicami. Nikt jednak nie chce robić scen, ostatecznie więc do uroczystości dochodzi. Nastroju nie ma, panuje przykra atmosfera, a na domiar złego okazuje się, że aż dwóch członków imprezy nagle znikło...
Hakan Nesser akcję swojej powieści prowadzi w dość nietypowy dla gatunku zwanego kryminałem sposób. Otóż wielka tajemnica, którą należy wyjaśnić dzieje się pod nosem czytelnika i to w taki sposób, że właściwie wiemy znacznie więcej, niż sam inspektor policji, pojawiający się po jakimś czasie. Taki system wymaga od autora nadzwyczajnych umiejętności utrzymania uwagi czytelnika i takiego zagęszczenia akcji, by mimo wszystko nas zaskoczyć i by szczęka opadła tak, jak w kryminalnej zagadce opaść powinna. I pisarz je zdecydowanie posiada - zdaje się, że wszystko jest jasne, klarowne, gdy nagle okazuje się, że może jednak nie wiemy tak wiele, jak nam się zdawało?
Drugim wielkim plusem powieści jest brutalny realizm wydarzeń. Chwilami podczas lektury ogarniało mnie autentyczne przerażenie, choć to kryminał, a nie horror! Hakan Nesser postarał się nam wszystkim uświadomić, a następnie udowodnić, jak ogromne zło tkwi w człowieku, w tym nam najbliższym i jak niewiele potrzeba, by stać się narzędziem w rękach zmyślnego zbrodniarza. A wszystko jest napisane bez najmniejszego zaginania rzeczywistości i bez hollywoodzkich fajerwerków - to, co poznamy w “Człowieku bez psa” jest bardzo rzeczywiste i jestem przekonany, że może się przytrafić każdemu, w wydarzeniach tu pokazanych nie ma nic nadzwyczajnego - tym bardziej są przerażające.
Świetna książka, już przy czterdziestej stronie, czyli w zasadzie jeszcze przed poznaniem właściwych wydarzeń, dopiero na etapie poznawania bohaterów wiedziałem, że Hakan Nesser to nazwisko, które warto zapamiętać, dowiedzieć się co jeszcze napisał i zacząć szukać promocji na kolejne ebooki ;-) Posiada on wielki talent opisywania zwyczajnych sytuacji, w odrobinę depresyjny sposób, ale tym bardziej realnie przedstawia otaczający nas świat i zamiast skupiać się na intrydze, zwraca uwagę przede wszystkim na bohaterów i ich emocje oraz przemyślenia. Taki system pisania kryminału bardzo przypadł mi do gustu i szczerze książkę wszystkim polecam, ja tymczasem zaczynam kolejną :-)
Människa utan hund, Wydawnictwo Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 386 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Tak rozpoczyna się powieść Hakana Nessera wydana przez Czarną Owcę w znanej i w pewien sposób już “prestiżowej” Czarnej Serii. Wydarzenia opisane są z perspektywy kolejnych członków rodziny, a autor genialnie wciela się w ich role tak, że nie mamy najmniejszych problemów ze zrozumieniem jakimi są postaciami i w jak skomplikowanej relacji między sobą żyją. Zbyt uwielbiana najstarsza córka, pogardzany wręcz Robert i Kristina, której życie do czasu osiągnięcia pełnoletności wyglądało tak, jak narodziny - dziecko przypadku, zwykła “wpadka”. Teraz mają swoje rodziny i wcale nie pragną spotykać się z rodzicami. Nikt jednak nie chce robić scen, ostatecznie więc do uroczystości dochodzi. Nastroju nie ma, panuje przykra atmosfera, a na domiar złego okazuje się, że aż dwóch członków imprezy nagle znikło...
Hakan Nesser akcję swojej powieści prowadzi w dość nietypowy dla gatunku zwanego kryminałem sposób. Otóż wielka tajemnica, którą należy wyjaśnić dzieje się pod nosem czytelnika i to w taki sposób, że właściwie wiemy znacznie więcej, niż sam inspektor policji, pojawiający się po jakimś czasie. Taki system wymaga od autora nadzwyczajnych umiejętności utrzymania uwagi czytelnika i takiego zagęszczenia akcji, by mimo wszystko nas zaskoczyć i by szczęka opadła tak, jak w kryminalnej zagadce opaść powinna. I pisarz je zdecydowanie posiada - zdaje się, że wszystko jest jasne, klarowne, gdy nagle okazuje się, że może jednak nie wiemy tak wiele, jak nam się zdawało?
Drugim wielkim plusem powieści jest brutalny realizm wydarzeń. Chwilami podczas lektury ogarniało mnie autentyczne przerażenie, choć to kryminał, a nie horror! Hakan Nesser postarał się nam wszystkim uświadomić, a następnie udowodnić, jak ogromne zło tkwi w człowieku, w tym nam najbliższym i jak niewiele potrzeba, by stać się narzędziem w rękach zmyślnego zbrodniarza. A wszystko jest napisane bez najmniejszego zaginania rzeczywistości i bez hollywoodzkich fajerwerków - to, co poznamy w “Człowieku bez psa” jest bardzo rzeczywiste i jestem przekonany, że może się przytrafić każdemu, w wydarzeniach tu pokazanych nie ma nic nadzwyczajnego - tym bardziej są przerażające.
Świetna książka, już przy czterdziestej stronie, czyli w zasadzie jeszcze przed poznaniem właściwych wydarzeń, dopiero na etapie poznawania bohaterów wiedziałem, że Hakan Nesser to nazwisko, które warto zapamiętać, dowiedzieć się co jeszcze napisał i zacząć szukać promocji na kolejne ebooki ;-) Posiada on wielki talent opisywania zwyczajnych sytuacji, w odrobinę depresyjny sposób, ale tym bardziej realnie przedstawia otaczający nas świat i zamiast skupiać się na intrydze, zwraca uwagę przede wszystkim na bohaterów i ich emocje oraz przemyślenia. Taki system pisania kryminału bardzo przypadł mi do gustu i szczerze książkę wszystkim polecam, ja tymczasem zaczynam kolejną :-)
Människa utan hund, Wydawnictwo Czarna Owca 2011, wydanie elektroniczne: 386 stron
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)







