Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Hjorth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Hjorth. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2019

Po pierwsze: protagoniści, czyli przywilej wielotomowego cyklu (Hjorth, Rosenfeldt - "Najwyższa sprawiedliwość"

Szósta część cyklu o specjalnej grupie policji i psychologu Sebastianie Bergmanie jest jak spotkanie znajomych, których nie widzieliśmy dłuższy czas. A ponieważ w tomie piątym końcówka oferowała (wreszcie) coś naprawdę niezłego, czytelnik sięgając po “Najwyższą sprawiedliwość” jest ciekawy nie tyle kolejnej sprawy, co samych bohaterów, już tak dobrze znanych.

A autorowie doskonale sobie z tego zdają sprawę, stąd też czytelnik nie zastanawia się CZY Vanja powróci do grupy, ani CZY Sebastianowi uda się z nią nawiązać jakiś kontakt, ale KIEDY i Z JAKIEGO POWODU obie te postaci znowu znajdą się obok siebie. I wypada duetowi przyznać, że to, co zaprezentowali ma sens. 

Sensu natomiast dość szybko zacząłem szukać w sprawie, jaka trafiła się policjantom. Otóż bowiem mamy do czynienia z seryjnym gwałcicielem. Jest to jednak postać, która trzyma się jednej grupy kobiet i dokonuje swojej zbrodni wielokrotnie. Czytelnikowi zostają zaprezentowane różne typy ofiary; niektóre żyją w stanie zaprzeczenia, inne zamykają się przed światem, jeszcze inne próbują jakoś iść dalej po spotkanej krzywdzie, i to jest ok, tego się spodziewałem, na to liczyłem. W pewnym momencie jednak zostaje odsłonięty motyw, który faktycznie jest powodem gwałtów, i tu mój gust znacząco podniósł jedną brew, a napięcie znikło. Przy końcu powieści na szczęście wszystko ma ręce i nogi, ale, cóż, nie jest to najciekawsza ze spraw.

Nie ma to jednak większego znaczenia, otóż bowiem czytelnik nie przesuwa stron “Najwyższej sprawiedliwości” ze względu na pracę policji, o nie. Motorem napędowym powieści jest dwójka postaci, które całkowicie kradną ogromną większość uwagi czytelnika. Pierwszym z nich jest oczywiście Sebastian, który zrobił przez ostatnie pięć tomów masę durnych rzeczy, spaprał tak wiele spraw i zniechęcił do siebie już praktycznie wszystkich. I jak to bywa w przypadku nałogowców dopiero gdy już każdy ma Sebastiana w nosie; gdy skończyły się wreszcie kolejne szanse na poprawę, nasz bohater postanawia zrobić coś, cokolwiek, by odzyskać choć odrobinę tego, co posiadał, a co zniszczył.

Drugą postacią jest oczywiście Billy. Nie da się mówić konkretnie, by nie psuć zabawy tym, którzy nie czytali piątego tomu, więc krótko i enigmatycznie: to, co Billy zrobił go ściga, i to dosłownie. Nie tylko wewnątrz, nie tylko wyrzuty sumienia, ale i dosłownie - sprawa zaczyna istnieć w przestrzeni publicznej i nasz młody policjant musi podjąć pewne decyzje. Nie muszę dodawać, że podejmuje je na ostatnich stronach, a czytelnik zostaje skazany na ponowne oczekiwanie…

En högre rättvisa
Czarna Owca 2019

niedziela, 3 marca 2019

Piąte spotkanie z Sebastianem Bergmanem – i wreszcie bardziej, niż udane!

To już piąte spotkanie ze szwedzkimi policjantami z Wydziału Zabójstw i średnio przyjemnym w kontakcie psychologiem, Sebastianem Bergmanem. I zarazem drugie – od czasu udanego debiutu, Ciemnych sekretów – naprawdę udane. Aż wierzyć się nie chce, ale po trzech bardzo średnich odcinkach, bardziej przypominających telenowelę niż porządne kryminały, otrzymaliśmy powieść nie tylko przedstawiającą doskonały temat główny, ale też sprawnie zamykającą wiele wątków, które od dawna o zamknięcie się prosiły.

Torkel, Ursula, Vanja, Billy i wspomniany Sebastian stają naprzeciw mordercy, którego działanie jest rewelacyjnym odbiciem naszych czasów. Otóż sprawcą morderstw jest ktoś, kto ma ogromny żal do świata, do społeczeństwa, że zatraciło wartość, jaką jest wiedza i wykształcenie. Morderca zabija zwycięzców programów typu reality show, blogerów (OMFG!) a nawet ludzi, którzy według niego są odpowiedzialni za promowanie tego typu karier, w których nic nie trzeba umieć, a mimo to się ustawić do końca życia. Walka z celebrytyzmem, ale walka przygotowana przez kogoś z ambicjami, kogoś, kto pragnie coś ludziom uświadomić a nawet mieć naśladowców.

Sprawa mordercy jest bardzo ciekawa, a duet autorów opisuje ją tak, że otrzymujemy przekrój przeróżnych postaw i stron, które dadzą czytelnikowi niejeden powód do zastanowienia. Czy faktycznie celebryci są aż takim złem, jak się może wydawać? Czy wykształcenie naprawdę ma takie znaczenie? Czy świat zszedł na psy, czy dopiero schodzi? Teorii jest więcej i niektóre są naprawdę odważne, mogą się podobać.

Drugą stroną są dzieje głównych postaci. Narzekałem przy jednym z poprzednich odcinków, że Hjorth/Rosenfeld piszą jak scenarzyści telenoweli; cały odcinek nic, a na końcu cliffhanger i pozostaje jedynie czekać na następny tom. Tym razem jednak bohaterowie wyraźnie sami mają dość takiej sytuacji, kończąc lub zmierzając do zakończenia swoich problemów osobistych, o czym czyta się doskonale, z zaangażowaniem, dopingując ich, trzymając kciuki za ich odwagę w podejmowaniu decyzji; czytelnik ma dość tych problemów i z autentyczną radością patrzy, jak autorzy likwidują je jeden po drugim.

A najlepsza jest końcówka, choć dość przewidywalna, to i tak uderza prosto między oczy. Odkąd zamknąłem czytnik się zastanawiam: czy lepiej, gdyby ten cliffhanger doczekał się kontynuacji w szóstym tomie, czy lepiej, gdyby to był koniec całej serii? Bo, kurde balans, byłby to koniec doskonały, idealny jak lubię.

De underkända
Czarna Owca 2016

wtorek, 26 lutego 2019

Lepszy, niż tom trzeci, ale do pierwszego wciąż nie dorasta

Że nie byłem fanem trzeciego tomu opowieści o Sebastianie Bergmanie – to nic dziwnego, bo był bardziej niż kiepski. Jednak kończąc (z trudem) ów niesłynny “Grób w górach” miałem nadzieję, że drastyczny cliffhanger zastosowany przez autorów ma cel i sens, i że spowoduje, że przygody policjantów i psychologa powrócą na tor znany z pierwszych dwóch epizodów.

Nadzieja wiadomo czyją jest matką. Seria o Bergmanie zaczyna przypominać telenowelę, w której złotą zasadą jest jedno poważne zdarzenie na epizod. Fajna sprawa, jeśli pojedyncze odcinki trwają w porywach do 12 minut i oglądamy je w odstępie 24 godzin. Gorzej, jak jest to seria książek, które wychodzą co około dwa lata.

Autorzy wciąż opowiadają o postaciach, które tak polubiliśmy w “Ciemnych sekretach” i “Uczniu”. I nie można powiedzieć, że idzie im to źle. Ale polot i lekkie pióro znikły, bo naprawdę pojedyncze losy bohaterów, a także sama historia kryminalna to poziom zupełnie podstawowy, klasyka, rzecz prosta i nieskomplikowana. Co prawda końcówka książki i tak potrafi zaskoczyć, co jest świetne i daje nadzieję (tak, wiem, jak jest z tą nadzieją), ale ogólne wrażenie z lektury “Niemowy” to krótko: niedosyt. I przerost formy nad treścią. Fragmenty pisane przez mordercę raczej nudzą i niestety zdradzają jego tożsamość o wiele za wcześnie, z kolei momenty prowadzone przez tytułową “niemowę” oferują zbyt wiele zbędnej egzaltacji, przez co zmiany zachodzące w postępowaniu Bergmana nie mają takiego wydźwięku, jaki mieć powinny.

Najbardziej boli, że wszystko stoi w miejscu. Na tle zbrodni są bohaterowie, którzy mają swoje życie, ale ono rozwija się właśnie w serialowym tempie: cały czas nic, nagle “trach-ciach”, wreszcie robi się ciekawie, i co? I kolejny cliffhanger i do widzenia za jakiś czas. To zły sposób, to marnotrawienie postaci, które mogą być bardziej interesujące, to po prostu pisanie bez wysiłku, chwilami wręcz po linii najmniejszego oporu. Także wciąż czekam na powrót do formy znanej z debiutu.

Den stumma flickan
Czarna Owca 2015

wtorek, 16 lipca 2013

Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt - "Grób w górach"

Nic nie może wiecznie trwać. To nie tylko tekst słynnej piosenki, ale najczystsza prawda, dotycząca kompletnie wszystkiego, uniwersalna. Kolejny raz przekonałem się o tym podczas lektury trzeciej już książki duetu Hjorth-Rosenfeldt, której bohaterem wciąż pozostaje Sebastian Bergman oraz komórka policji odpowiedzialna za wyjaśnianie spraw morderstw wszelakich. Książka bowiem jest tak słaba i przeciętna, jak poprzednie były dobre. Kurczę, “Grób w górach” nawet w pewien sposób odbiera jakość “Ciemnym sekretom” i “Uczniowi”, przecież pozycjom zdecydowanie udanym. Autorzy jakby kompletnie bez pomysłu, nie wiedzieli za który temat się wziąć, stąd też wyszło takie pomieszanie z poplątaniem. Jednak najgorszym zarzutem, jaki mam do “Grobu w górach”, największą wadą książki jest jej totalna przewidywalność.

Katastrofę widać już od pierwszych akapitów. Autorzy zbaczają zdecydowanie w kierunku, jaki ja nazywam “hollywoodzkim”. Dopasowują postaci i wydarzenia pod z góry ustaloną tezę, niestety tezę dobrą właśnie dla przeciętnego filmu produkcji USA, a nie twardo stąpających po ziemi, życiowych, realistycznie przedstawionych policjantów ze Szwecji. Cały mój zachwyt zniknął, bowiem duet Hjorth-Rosenfeldt zdaje się doskonale bawić, pisząc o maśle maślanym, i jakby nie dostrzegając, że ich “misternie szyta intryga” jest zwyczajnym powieleniem tego, co każdy z nas doskonale zna. Słowo daję, tu chwilami można odczuwać wręcz gniew, że tak w sumie fajnych bohaterów, godnych zapamiętania, można było potraktować tak per noga.

Wad jest o wiele więcej, jednak po prostu nie chce mi się nad książką pastwić. No nie udała się, nie wyszła. Nie dorasta do pięt poprzednim częściom, a brak zaangażowania pisarzy widać na prawie każdej stronie. Cała nadzieja w tym, że oferując tak chamskiego, łatwego do przewidzenia, niemalże obrażającego inteligencję czytelnika ciffhangera na końcu wiedzą dokąd będą teraz zmierzać. Przekonamy się przy następnym tomie.

Fjällgraven
Czarna Owca 2013

sobota, 9 czerwca 2012

Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt - "Uczeń"


“Ciemne sekrety”, debiut duetu Hjorth-Rosenfeld, wspominam bardzo ciepło - lektura była niezwykle przyjemna dzięki kilku smaczkom, na których panowie się skupili, tworząc swój kryminał z elementami thrillera. I o ile wiem, nie jest to tylko moja opinia - książka została przyjęta bardzo dobrze przez większość fanów tego gatunku. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że kontynuacja, zatytułowana “Uczeń”, została wydana jakoś tak po cichu, bez należnego książce rozgłosu. Gdybym nie przeglądał, jak to robię praktycznie codziennie, zawartości księgarni z ebookami, pewnie wciąż bym nie wiedział, że książka w ogóle wyszła.

I podobnie jak przy poprzednim tomie mogę z całą radością stwierdzić, że lektura jest doskonała. Mimo, że fabuła w żadnym wypadku nie może zostać nazwana odkrywczą czy nieprzewidywalną - wręcz przeciwnie, panowie kopiują znane nam wszystkim rozwiązania z licznych thrillerów, nie silą się na zaskakiwanie czytelnika. Dlaczego zatem jestem taki radosny? Otóż znowu z powodu dbałości o pozostałe elementy. Takie jak imponujące dopracowanie profili psychologicznych wszystkich napotkanych tu bohaterów. A spotykamy dokładnie ten same postaci, co w tomie poprzednim. Jednak każdy z nich jest już w innym miejscu, idą do przodu razem z upływającymi dniami, zmieniają się tak, jak zmienia się ich otoczenie.

Wiedząc z poprzedniego tomu na co stać bohaterów czyta się jeszcze przyjemniej, można poczuć prawdziwą więź z policjantami i ich niechcianym towarzyszem, niejakim Sebastianem Bergmanem. Sam Sebastian wciąż pozostaje główną postacią, jednak nie dominuje w powieści swoją osobą, inni są równie interesujący. W “Uczniu” będziemy mogli obejrzeć sobie jego problemy, wciąż te same, co poprzednio - tym razem jednak wreszcie coś zacznie drgać, coś się zacznie dziać.

Druga powieść duetu Hjorth-Rosenfeldt posiada wszystkie pozytywne cechy poprzedniej - równie mocno wciąga i angażuje, momentami wywołuje obrzydzenie, jak to w thrillerze, innymi znowu razy daje sporo radości płynącej z obserwacji ludzi i ich typowych, często beznadziejnie głupich zachowań. A że przy tym fabuła nie wnosi nic nowego? Nie szkodzi - grunt, że autorzy zdają sobie z tego faktu sprawę i nie próbują na siłę robić na nas wrażenia swoim kunsztem w kreacji zbrodni - nie, im wystarczy dokładne, choć oszczędne w słowach opisanie kilku postaci znajdujących się w różnych sytuacjach życiowych. Także choć zakończenie jest nawet nie przewidywalne, ale wręcz oczywiste, zabawa w towarzystwie Sebastiana, Torkela, Ursuli i Vanji jest i tak bardzo dobra.

Lärjungen
Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt
Wydawnictwo Czarna Owca 2012
wydanie elektroniczne: 437 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

piątek, 2 września 2011

Michael Hjorth & Hans Rosenfeldt "Ciemne sekrety"

Taki oto blurb skusił mnie do zakupienia tej książki: “Dojrzały debiut Michaela Hjortha i Hansa Rosenfeldta. Ciemne sekrety to znakomity, wielowątkowy i inteligentny kryminał, od którego trudno się oderwać!”. I nie sposób się z owym blurbem nie zgodzić - “Ciemne sekrety” oferuje wszystko to, na co fan kryminału czeka, a duet Hjorth/Rosenfeldt odstawia daleko w tyle wychwalaną Lizę Marklund, a nawet znacznie od niej przecież lepszą Camillę Lackberg.

Rzecz dotyczy zaginięcia szesnastoletniego chłopaka. Matka zgłasza na policji sprawę, lokalne władze przez pierwsze dwa dni dają konkretnie ciała, zamiast skupiać się na sprawie dochodzi do konfliktu między szefową a jednym z gliniarzy, do akcji zostaje wciągnięta policja krajowa, specjaliści od zaginięć i morderstw. A jakby tego było mało, akurat do miasta przybywa dawniej słynny psycholog, znany przed laty z częstej współpracy z policją. Ma do załatwienia kilka spraw rodzinnych, jest wrakiem człowieka, ale... z sobie tylko znanych powodów postanawia do śledztwa dołączyć.

Okej, jak widać fabuła nie jest super odkrywcza :-) Ale nie o to w “Ciemnych sekretach” chodzi. Największym atutem powieści jest dbałość, jaką autorzy wykazali podczas tworzenia kolejnych postaci. Obojętnie czy czytamy o jednym z bohaterów przewijających się przez całą długość książki, czy o kimś, kto otrzymał tu tylko rolę epizodyczną - przygotowanie osobowości każdego z nich jest imponujące. Szybko okazuje się, że kwestia podstawowa, czyli poszukiwanie chłopaka będzie tylko tłem, choć napisanym z najwyższą uwagą i perfekcyjnym przygotowaniem. Czytelnik błyskawicznie skupia się na losach poszczególnych bohaterów, ich związkach między sobą, powodach, dla których znajdują się akurat w tym miejscu i w tym czasie. Każda z postaci jest do bólu realna, a przy tym żadna z nich nie jest geniuszem - kibicujemy w śledztwie, tak samo podczas nieco bardziej prywatnych spraw, wraz z nimi przeżywając liczne wzloty i upadki. Bardzo mi się podobało zwłaszcza to, że nie ma tu ani jednego wybitnego człowieka, który nagle dozna olśnienia i wyjaśni zagadkę - całe śledztwo jest wynikiem ciężkiej i mozolnej pracy policyjnej, dziesiątek godzin żmudnej roboty, żaden Sherlock Holmes czy inny doktor House zabawy nie zepsuje ;-)

Co więcej autorzy przygotowując kryminał nie skupili się tylko na historii i postaciach. “Ciemne sekrety” to także rewelacyjna lektura dotycząca wszelakich mechanizmów, jakim poddani są ludzie znajdujący się w trudnej sytuacji. Zachowanie się otoczenia na wieść o lokalnej tragedii, sposób myślenia ludzi stojących obok, wstręt, szok, panika, płacz - wszystko to, co jest brudne i nieprzyzwoite, wykorzystywanie cudzego nieszczęścia do poprawienia własnego statusu wśród lokalnej społeczności... Ludzie wszędzie są tacy sami, dobrze wiedzieć, że w owej wychwalanej Skandynawii wcale nie zachowują się lepiej niż u nas. A przedstawienie ludzkich słabości tworzy dodatkowy klimat, i tak, jak od około czterdziestej strony wiemy już, że powieść jest świetna, tak mniej więcej od połowy jej długości nie potrafimy się już od lektury oderwać.

“Ciemne sekrety” oferują jeszcze kilka smaczków, z pietyzmem umieszczonych w tekście tak, by czytelnik podczas lektury doświadczał przede wszystkim uczucia, że te trzydzieści złotych to najlepiej wydane pieniądze od czasu zakupienia trylogii Larssona. Nie chcę jednak spoilerować, fabuła jest tak dobra i poprowadzona z takim zaangażowaniem, że niech każdy sobie resztę odkryje sam. To nie jest powieść tylko dla maniaków kryminału - to rewelacyjna książka dla wszystkich, nie potrafię sobie wyobrazić, by mogła się komukolwiek nie spodobać. I to ma być debiut? W najwyższym stopniu imponujący, usycham z ciekawości czy panowie napiszą więcej, kiedy napiszą, i dlaczego nie jest jeszcze napisane, bo ja już bym chętnie czytał.

Det fördolda, Czarna Owca 2011 (wydanie elektroniczne), 401 stron

Strona książki na LubimyCzytac.pl