Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bizarro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bizarro. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Przypadek? Nie sądzę; przypuszczam, że wątpię

W różnych miejscach internetu można wyczytać, jak w jednym zdaniu wymienia się pisarzy takich jak Szczepan Twardoch, Łukasz Orbitowski, Jakub Małecki i Aleksandra Zielińska. Powstaje pytanie, czy w związku z tym pisarka jest tak dobra, jak pozostali? Na pierwszy ogień poszła książka Przypadek Alicji, po której… ani o krok nie jestem bliższy odpowiedzi.

Gatunkowo, jak ktoś mocno potrzebuje, może Przypadekwłożyć między horrory. A konkretniej bizarro, taka dziwna dziwność, nagłe przejścia z realizmu w fantazję często w dość obrzydliwy – celowo, rzecz jasna – sposób. Szkoda tylko, że niektóre bizarro-motywy tu zastosowane są dość ograne, wyszło parę książek w tym gatunku, jakieś antologie nawet, i tu niektóre zagrywki nie zaskakują, bo są znane.

Książka opowiada o Alicji, która zachodzi w ciążę. Nie chce dziecka, zatem póki jest czas, próbuje działać. Jednak z każdym krokiem natrafia na sytuacje coraz bardziej nierealne, często wyjęte prosto z Alicji w Krainie Czarów, jednak dopasowane do reguł gatunku. Sytuacje przeżywamy razem z nią, i niektórzy czytelnicy pewnie znajdą przyjemność w dopasowaniu wydarzeń do tych ze wspomnianej książki, a także innych dóbr kultury. Nieźle pokazane jest także życie młodej dziewczyny w dzisiejszej Polsce, świat przedstawiony jest niefajny sam z siebie, a z tego rodzaju podejściem do życia, jakie ma bohaterka, staje się momentami nie do zniesienia.

Na całe szczęście nie jest Przypadek Alicji jedynie zbiorem kolejnych okropieństw i innych przygód, autorka stara się na końcu pokazać coś ważniejszego, kieruje powieść w stronę ważniejszych tematów i problemów. Książkę uważam za niezłą, ale raczej szybko o niej zapomnę, z nóg mnie nie zwaliła. Ale i nie odrzuciła, myślę, że z czasem sięgnę po kolejne pozycje pani Zielińskiej.

W.A.B. 2014

czwartek, 4 kwietnia 2013

Dawid Kain - "Dyskoteka w krematorium / Prawy, lewy, złamany"

Wydana w ciekawej akcji BookRage książka Dawida Kaina okazuje się być tak naprawdę dwiema powieściami. Drugą z nich jest wydany jakiś czas temu “Prawy, lewy, złamany”, potem przez autora udostępniony wszystkim za darmo w formie ebooka. I też od razu proponuję właśnie od tej drugiej książki lekturę zacząć, bowiem jest o wiele bardziej interesująca, przemyślana i pozwala czytelnikowi na mocne wejście w sam środek historii, po czym wyjście z własnymi wrażeniami, przemyśleniami czy refleksjami.

Bohaterami “Prawego...” jest kilkoro mieszkańców jednego z typowych polskich blokowisk. Każdy z nich pewnego dnia dostrzega, że na jednym z kanałów ichniej telewizji kablowej nadawany jest przedziwny program, w którym można oglądać innych mieszkańców okolicy, zupełnie nie zdających sobie sprawy z tego, że są obserwowani.

Ten motyw jest jednak tylko punktem wyjścia do pokazania przeróżnych wizji, zarówno tych, które spłyną na naszych bohaterów, jak i na czytelnika. Dawid Kain świetnie bawi się z nami, pokazując codzienne sytuacje zwykłych bohaterów, postaci takich jak sam czytelnik, dbając o to, by fabuła była poskładana i pozbawiona braków, a jednocześnie zaczyna temat szeroko rozumianej sztuki, a właściwie Sztuki przez duże Sz. Przynajmniej mi się tak wydaje :-) Pokazany jest nasz świat, gdzie tak naprawdę nikt już nie wie czym sztuka tak w ogóle jest, a artystą zostaje nazwany po prostu każdy; słowa takie jak “artysta”, “twórca” są już równoznaczne ze słowem “celebryta”. Krytycy dawno przestali udawać, że wiedzą o co kolejnym “artystom” chodzi i co chcą przekazać... nieliczni doskonale zdają sobie sprawę, że przekazać chcą dokładnie nic, jednak ludziom to wystarczy, by przedstawienie trwało dalej, a kolejny durny program gonił poprzedni. W świecie, który zaoferował widzom rozrywkę typu reality show przecież może być już tylko gorzej, teraz trzeba się po prostu dostosować, albo telewizor wyłączyć. Jednak każdy, kto tej ostatniej opcji spróbuje szybko zrozumie, że to rozwiązanie wcale nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Dlatego prawdziwej Sztuki trzeba poszukiwać, choć wcale nie wiadomo, czy ona w ogóle istnieje. Czy kiedykolwiek istniała? A może wszyscy jesteśmy tylko zmanipulowani, stale od nowa, wciąż i wciąż? Czym w ogóle ta Sztuka miałaby być? A może właśnie Sztuką jest to, co podoba się ludziom? Może właśnie jest nią reality show, telewizja śniadaniowa i programy pokazujące osoby zwane gwiazdami, które dzięki tym programom tak zwanymi gwiazdami mają się stać? A może w ogóle nie ma sensu się nad tym zastanawiać? Może lepiej zmienić kanał? Albo skoczyć z okna?

Po lekturze “Prawego, lewego, złamanego” zostało mi wrażenie, że autorowi udało się osiągnąć coś, co dziś jest coraz rzadsze: otóż inni czytelnicy mogą tu zobaczyć coś zupełnie innego niż ja. Jest to powieść należąca do gatunku bizarro, jednak jest też czymś o wiele więcej. Wydaje mi się, że z bizarro wychodzi, nie tkwi sztucznie w nagromadzeniu groteski, obrzydliwości i różnych wizji, pokazuje coś więcej.

Nieco inaczej jest w przypadku “Dyskoteki w krematorium”. Sympatyczna powiastka, nie powiem, jednak nie oferuje tego, co “Prawy...”. Z pewnością może się podobać, jednak blednie na tle drugiej opublikowanej tu powieści, podobnie blednie na tle opowiadań, dzięki którym poznałem prozę Dawida Kaina, niegdyś drukowanych w Magazynie Fantastycznym. W “Dyskotece...” jak dla mnie jest stanowczo zbyt często podkreślana przynależność do gatunku bizarro, różnymi słowami, zdaniami, frazami - uporczywie przypomina nam się, że czytamy coś dziwnego, a z każdym przypomnieniem lektura była dla mnie mniej wciągająca.

Oczywiście książkę bardzo polecam, i przypominam, że “Prawy, lewy, złamany” jest dostępny za darmo, wystarczy wpisać tytuł w Google by dowiedzieć się skąd można książkę ściągnąć jak najbardziej legalnie.

Dyskoteka w krematorium
Code Red Tomasz Stachewicz 2013

czwartek, 22 marca 2012

"Bizarro dla początkujących" - zbiór opowiadań zwany czasem chyba także antologią

Powiem krótko i szczerze - teksty Kazimierza Kyrcza i Dawida Kaina zdecydowanie lubię, zarówno konsumowane jako osobne produkty, jak i te, które powstały w duecie. Jednak tak słabego zbiorku, zawierającego także Ich twórczość, nigdy bym się nie spodziewał.

Bizarro jakie jest, każdy widzi - tu nie ma miejsca na reguły i wszystko jest dozwolone. No, chyba, że coś pomyliłem. Także właściwie ta opinia jest nic nie warta i każdy powinien sam sprawdzić zjadliwość produktu, zwłaszcza, że ebook kosztuje niecałe 3 PLN (niestety dostępny tylko w formie pdf, leniwe bestie z wydawców). Ja tam go nie polecam.

No, oprócz opowiadania Adriana Miśtaka. To polecam. Świetna rzecz dla tych, którzy nie potrafią się obejść bez podjadania wieczorami. Sorry dżizas, ale apetyt straciłem na dobre półtora kwadransa po czytaniu. Mniam.

Bizarro dla początkujących, Self Publishing 2011, wersja pdf: 170 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytać.pl

niedziela, 11 września 2011

Łukasz Orbitowski "Nadchodzi"

"Nadchodzi" to kolejny zbiór opowiadań Łukasza Orbitowskiego, który kupiłem ze względu na talent pisarza, jaki pokazał w zbiorku poprzednim - "Wigilijnych psach". Ale szybko okazało się, że praktycznie we wszystkim książki się różnią. Tu mamy tylko pięć opowiadań, za to tekstów bardzo długich i rozbudowanych. Wciąż są to historie zaliczane do gatunku grozy, ale strach wcale nie jest tu najważniejszy. Znacznie bardziej ważny jest człowiek, bohater, ukazanie go takim, jakim jest i pokazanie dlaczego jest, kim jest. Już podczas lektury pierwszej opowieści skojarzenia z horrorem zanikły. Poznając losy partyzantów z przedziwnego, odartego ze wszelkiej chwały i pokazanego przez autora z brutalną rzeczywistością oddziału wyraźnie widziałem prozę innego polskiego pisarza, Szczepana Twardocha, jednak bez tej potężnej mocy, jaką śląski twórca posiada i wkłada w swoje utwory, że tak się przy pomocy żenującej grafomanii wyrażę.
:-/

Drugie opowiadanie w pierwszej chwili wydawało mi się najlepszym, ma bowiem najwięcej wspólnego z horrorem, a zahacza chyba nawet o bizarro. Jednak sposób ukazania postaci, jej postępującej choroby psychicznej to dla autora był chyba swego rodzaju eksperyment, wielka zabawa - jednak dla mnie jako czytelnika lektura była coraz trudniejsza, coraz gorzej szło skupianie się na tekście, a po odłożeniu książki na bok pojawiały się nieprzyjemne i godne potępienia myśli o odpoczynku od "Nadchodzi" i dla relaksu przeczytania czegoś innego.

I taki stan rzeczy trwał już do końca książki. Opowiadania pozostały imponujące i napisane w charakterystyczny sposób, który bardzo polubiłem. Ale to lektura na innym poziomie, niż "Wigilijne psy", pewnie lepszym, dojrzalszym, ale wymaga także dojrzalszego czytelnika. Historia o radzieckim kosmonaucie, lub tytułowa opowieść o synu swojego ojca w dziwnych czasach, z "domem, w którym straszy" w tle są ciekawe i niezwykle rozbudowane, oferują o wiele więcej, niż czytelnik się spodziewał... a jednak do mnie nie trafiły tak mocno, nie uderzyły w łeb i nie spowodowały euforii, jaką poprzednie teksty zapewnić potrafiły. Cóż, moja strata.

Nadchodzi, Wydawnictwo Literackie 2010, 404 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

środa, 10 sierpnia 2011

Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz Jr "Chory, chorszy trup"

Prozę Dawida Kaina i Kazimierza Kyrcza kojarzę głównie z czasopism, w których czasem można było trafić na płody tego specyficznego związku. Oba nazwiska utkwiły w mojej pamięci za sprawą odmiennego podejścia do literatury grozy - panowie bowiem tworząc nieprzyzwoicie krótkie formy literackie skupiali się na puentach, po których czytelnik krótką chwilę siedział z gazetą w ręku, wpatrywał się w raczej trudny do określenia punkt gdzieś przed sobą, z przeważnie głupim uśmiechem na pyszczku. Jak potem się gdzieś tam dowiedziałem, tego typu powiastki niektórzy zowią typem bizzaro. I wszystko jasne.

“Chory, chorszy trup” to zbiorek posiadający raptem 130 stron, ale gnieżdżący w sobie aż 13 tekstów utrzymanych w owym specyficznym klimacie. To już trzecie tego typu wydawnictwo kolegów z Krakowa, i tym razem skupiają się na ukazaniu czytelnikowi w nie całkiem zdrowym świetle wszelkiej maści odchyleń od norm, jakie nie wiedzieć czemu ludzkość przyjęła ustalając kanony szeroko rozumianego zdrowia psychicznego. Każde kolejne opowiadanie (a najczęściej: opowiadanko) bierze na warsztat postać, która czytelnikowi zaprezentuje zachowanie się, ale przede wszystkim mentalność człowieka cierpiącego na jedno z milionów schorzeń, jakie w każdej chwili mogą dopaść psychikę każdego z nas. Czasem poznamy ludzi, którzy z choroby sobie sprawę zdają, innym razem będzie ona dla nich zaskoczeniem, a nawet spotkamy takich, którzy tego typu przypadłości pragną i są jej ciekawi. Tak, jak niewątpliwie ciekawi są autorzy, a może nawet ich ciekawość stała się nieco bardziej praktyczna - nie wiem, ale sporo zawartych tu złotych myśli taki właśnie fakt sugeruje.

Zbiór jak to zbiór - znajdziemy teksty świetne (“Wybierz swoją chorobę”, “Mała miss”), dobre (“Wyłączność”, “El hombre invisible”), przeciętne i niestety także kilka słabych (ze trzy góra, nie więcej). Puenty czasem będą doskonałe, innym razem przewidywalne. Tak samo słowa - raz układają się w genialny ciąg wyrazów, a lektura jest przerywana “ochami”, “achami” i wybuchami niekontrolowanego, nerwowego chichotu, to znowu prezentują światy kompletnie nieciekawe. Na szczęście po ukończeniu lektury wrażenie jest jednak bardziej pozytywne, niż na odwrót.

Autorzy całkiem nieźle grają na ludzkiej głupocie, debilizmie, kretynizmie, tępocie i innych synonimach tego samego słowa. Wykorzystując choroby psychiczne dręczące bohaterów pokazują świat i społeczeństwo takimi, jakimi są, gdy im się bliżej przypatrzeć, najlepiej bez różowych okularów na czole, szczerze i z zadumą.

Sugeruję Szanownym Czytelnikom dawkowanie sobie lektury po jednym tekście na dzień - wówczas mamy prawie dwa tygodnie zabawy. Historyjki połykane jedna po drugiej okazują się nieco bardziej ciężkostrawne: w większości bowiem napisane są przy pomocy tego samego systemu - kończąc czwarte czy piąte opowiadanie okazuje się, że pozostałe robią się coraz bardziej przewidywalne, a przez to coraz mniej zaskakujące puenty czekają na końcu. Lepiej odsapnąć pomiędzy nimi, zabawa będzie radośniejsza.

Chory, chorszy trup, Wydawnictwo Fu Kang 2011, 136 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl