Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Code Red. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Code Red. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

Katarzyna Bonda – „Florystka”

Trzecia część cyklu o Hubercie Meyerze to zdecydowanie część najbardziej skomplikowana. Z każdej strony powieści widać, jak autorka stawała na głowie, by zaprezentować czytelnikowi coś więcej, a potem coś jeszcze, a tu może zaskoczyć, tam znowu, byle nie było jednostajnie, byle opowieść była możliwie najbardziej zaskakująca. Dzięki temu nie sposób odmówić „Florystce” klimatu, jednak momentami książka przez to staje się chaotyczna, nadmiernie rozbudowana, chwilami nawet męcząca.

Hubert tym razem trafił na północno wschodni kraniec Polski, gdzie przejął dom po rodzicach. Gdzieś w tle słychać o sprawie, którą jako profiler zawalił, jego związki z policją stały się już tylko związkami koleżeńskimi, bohater jest w dołku, sam nie wie, co ma robić, nie wie, czego chce.

W pewnym momencie zostaje poproszony o wzięcie udziału w sprawie zaginięcia dziewczynki. Od samego początku nasz bohater czuje, że chodzi tu o coś więcej, widoczne są pewne podobieństwa do śmierci innego dziecka, przed kilku laty. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, których wspólnym mianownikiem staje się pewna florystka, zdecydowanie najmocniejsza postać książki – kobieta mocno psychicznie poturbowana, która sama już nie wie, co jest rzeczywistością, a co marzeniem, tudzież koszmarem.

Nie uważam, by sposób przedstawienia florystki był przesadzony. Wręcz przeciwnie, jej szaleństwo odmalowane jest właśnie dobrze, a pewien chaos tu jest jak najbardziej na miejscu. Nie, jeśli już miałbym się czegoś czepiać, to raczej profili psychologicznych policjantów, którzy dają sobą manipulować, przez co wydają się niekompetentni. Z drugiej jednak strony – policjant też człowiek, nie każdy w mundurze musi być super przenikliwy i wybitnie inteligentny; niestety, wszyscy wiemy, że to zwykli, przeciętni ludzie.

Książka jest długa, ale autorka bardzo się starała, by jej długość nie była jedynie efektem w sumie całkiem sprawnie wykreowanego chaosu. Katarzyna Bonda nie waha się przed wnikaniem w historię bohaterów, nawet tych, którzy pojawiają się tylko na chwilę, bawi się pokazując ich zagmatwane, bardzo życiowe losy. Nie stroni także od wytykania naszemu państwu wad, pokazuje biurokrację, która niszczy nie tylko sprawność policji czy służby zdrowia, ale też prokuraturę i więziennictwo. Udowadnia, że od PRLu niewiele się w tych instytucjach zmieniło, wciąż inicjatywa jest niemile widziana, wciąż wystarczy stosować metodę kopiuj-wklej, by zdobywać coraz wyższe tytuły w dziedzinach, w których powinno się liczyć jedynie doświadczenie, pomysł oraz zaangażowanie, a nie puste tytuły i kolejne dyplomy.

Jedynie zakończenie trochę nie gra, coś nie styka. Nie zakończenie kryminału – to jest ok. Jednak pożegnanie z bohaterem jest zbyt emocjonalne, postać Huberta na ostatnich stronach książki urasta do rozmiaru herosa, który wpierw wyszedł na prostą w sprawach prywatnych, następnie zawodowych, by wreszcie – niczym w amerykańskim filmie – z poczuciem nowego sensu w życiu ruszyć dalej. Końcówka jest tak patetyczna, że aż trochę żałosna. Ale poza tym „Florystka” zapewnia sporo dobrej zabawy, potwierdzając moją wcześniejszą opinię, że Katarzyna Bonda wie, o czym pisze, i że powoli zaczyna zostawiać konkurentów z tyłu. Z pewnością sięgnę po kolejne powieści autorki.

Florystka
Code Red (Bookrage) 2014

Katarzyna Bonda – „Tylko martwi nie kłamią”

Druga część przygód profilera Huberta Meyera chyba przewyższa tom pierwszy. Mnie autorka kupiła już na etapie miejsca akcji – Katowice, Stawowa oraz okolice, pokazane tak, jak faktycznie wyglądają, sporo historii tych miejsc, które tak dobrze znam – no, po prostu nie musiałem sobie wyobrażać tych lokacji – zwyczajnie w nich byłem podczas lektury. Ale wydaje mi się, że czytelnik spoza Górnego Śląska też bez problemu poczuje klimat jaki panuje pod Spodkiem i Superjednostką.

Mamy nowych bohaterów i są to postaci doskonale przygotowane i przedstawione. Policjanta o nazwisku Szerszeń nie sposób nie polubić, a prokurator Weronika Rudy bardzo zaciekawia swoją osobą i prawie od razu chce się wiedzieć więcej. Coś tu jest w tle, jakiś dramat, coś się dzieje… Ale mamy dobrze zbudowane postaci nie tylko w grupie prowadzącej śledztwo, także dodatkowi bohaterowie stworzeni zostali zgodnie z najlepszymi zasadami sztuki. A przy takim skomplikowaniu akcji ma to ogromne znaczenie, dzięki świetnej kreacji postaci nie sposób stracić wątku lub zagubić się, mimo że praktycznie do samego końca autorka serwuje nam stale coś nowego, jeszcze więcej, jeszcze inaczej, zaskakuje i kombinuje. Pod koniec zaczyna to być co prawda lekko męczące, ale ogólnie jest ok, mocnej przesady w realizacji samej sprawy jednak nie stwierdzam.

Na Stawowej popełniono morderstwo, w jednej z najstarszych kamienic. Sprawa jest, jak już wspomniałem, bardzo skomplikowana. Przed kilkunastu laty w tym samym miejscu popełniono inną zbrodnię, a Szerszeń i Rudy, przy pomocy Meyera muszą odnaleźć sprawcę w ciągle rosnącym i coraz większym gąszczu intryg. W tle natomiast oglądamy naszych protagonistów w sytuacjach codziennych, autorka pozwala nam się zarówno pośmiać, jak i pokazuje kilka niezłych dramatów. Z niektórych przygotowanych przez siebie sytuacji wychodzi zwycięsko, inne odrobinę rażą naiwnością lub po prostu banałem rozwiązania, ale znowu: przesady nie ma i ogólne odczucie po lekturze jest dobre.

I tak naprawdę, mimo że nie mogę uczciwie powiedzieć, że „Sprawa Niny Frank” oraz „Tylko martwi nie kłamią” zwaliły mnie z nóg, to jednak przyznam, że na tle innych polskich twórców spod znaku gatunku kryminał/thriller proza Katarzyny Bondy znacznie się wyróżnia. Tak sobie myślę, że stwierdzenie Zygmunta Miłoszewskiego, jakoby autorka była „królową polskiego kryminału” ma uzasadnienie, zwłaszcza, że od 7 października 2013 roku mieliśmy bezkrólewie.

Tylko martwi nie kłamią
Code Red (Bookrage.org) 2014

Katarzyna Bonda – „Sprawa Niny Frank”

Bardzo się cieszę, że do ostatniego pakietu Bookrage dorzucono od razu całą trylogię o profilerze Hubercie Meyerze, bowiem tom pierwszy – „Sprawa Niny Frank”, znany także jako „Dziewiąta Runa” – to kawałek bardzo dobrej literatury. Spodziewam się wiele po następnych częściach.

Bohaterem jest wspomniany profiler, ale nie dominuje on totalnie nad przedstawioną tu opowieścią. Równie dużo do powiedzenia ma sama ofiara – aktorka Nina Frank, której pamiętniki będziemy mieli okazję poznać, a ponadto są i inne postaci często wysuwające się na pierwszy plan, jak między innymi podkomisarz Kula, policjant z zadupia, który jakoś musi sobie radzić z zaistniałą sytuacją.

Choć całość na pierwszy rzut oka brzmi bardzo klasycznie – seryjny morderca, profiler, policjanci mądrzejsi i głupsi, karierowicze i tacy z powołania, plus na drugim planie cała galeria interesujących motywów z życia prywatnego poszczególnych bohaterów – to jednak powieść odstaje na plus od seryjnie drukowanych tego typu historii, tych zza Atlantyku. Jest w stu procentach polska, i autorka z ogromnym wdziękiem taką właśnie „amerykańską” sytuację przenosi na polski grunt. Zarówno wydarzenia, jak i bohaterowie są bardzo realistyczne, z życia wzięte wręcz.

Najbardziej udanym elementem powieści jest jednak sama sprawa Niny F. W tego typu kryminałach/thrillerach często można spotkać mocno przegięte fabuły, gdzie autorzy tak bardzo starają się zrobić wrażenie na czytelniku, że po prostu przesadzają. A morderstwo aktorki choć z czasem wydaje się być mocno zagmatwane, to jednak mieści się we wszelkich granicach norm, oferując historię, w którą można się bez problemu wczuć, bez zbędnych fajerwerków czy na siłę kreowanych zwrotów akcji.

Jedynym problemem książki są dwa ostatnie rozdziały. Powiem prawdę: kompletnie nie chciało mi się ich rozszyfrować. Nie powiem, że ich wstawienie było błędem, bo być może uważniejszy czytelnik odkryje dzięki nim jakieś kolejne dno. Mi jednak odrobinę zepsuły odbiór książki, która do tego momentu była bardzo dobra. A o co konkretnie chodzi, to już czytelnicy muszą poznać samemu, kto wie, może się okaże, że jestem w mniejszości?

Sprawa Niny Frank
Code Red 2014

czwartek, 4 kwietnia 2013

Dawid Kain - "Dyskoteka w krematorium / Prawy, lewy, złamany"

Wydana w ciekawej akcji BookRage książka Dawida Kaina okazuje się być tak naprawdę dwiema powieściami. Drugą z nich jest wydany jakiś czas temu “Prawy, lewy, złamany”, potem przez autora udostępniony wszystkim za darmo w formie ebooka. I też od razu proponuję właśnie od tej drugiej książki lekturę zacząć, bowiem jest o wiele bardziej interesująca, przemyślana i pozwala czytelnikowi na mocne wejście w sam środek historii, po czym wyjście z własnymi wrażeniami, przemyśleniami czy refleksjami.

Bohaterami “Prawego...” jest kilkoro mieszkańców jednego z typowych polskich blokowisk. Każdy z nich pewnego dnia dostrzega, że na jednym z kanałów ichniej telewizji kablowej nadawany jest przedziwny program, w którym można oglądać innych mieszkańców okolicy, zupełnie nie zdających sobie sprawy z tego, że są obserwowani.

Ten motyw jest jednak tylko punktem wyjścia do pokazania przeróżnych wizji, zarówno tych, które spłyną na naszych bohaterów, jak i na czytelnika. Dawid Kain świetnie bawi się z nami, pokazując codzienne sytuacje zwykłych bohaterów, postaci takich jak sam czytelnik, dbając o to, by fabuła była poskładana i pozbawiona braków, a jednocześnie zaczyna temat szeroko rozumianej sztuki, a właściwie Sztuki przez duże Sz. Przynajmniej mi się tak wydaje :-) Pokazany jest nasz świat, gdzie tak naprawdę nikt już nie wie czym sztuka tak w ogóle jest, a artystą zostaje nazwany po prostu każdy; słowa takie jak “artysta”, “twórca” są już równoznaczne ze słowem “celebryta”. Krytycy dawno przestali udawać, że wiedzą o co kolejnym “artystom” chodzi i co chcą przekazać... nieliczni doskonale zdają sobie sprawę, że przekazać chcą dokładnie nic, jednak ludziom to wystarczy, by przedstawienie trwało dalej, a kolejny durny program gonił poprzedni. W świecie, który zaoferował widzom rozrywkę typu reality show przecież może być już tylko gorzej, teraz trzeba się po prostu dostosować, albo telewizor wyłączyć. Jednak każdy, kto tej ostatniej opcji spróbuje szybko zrozumie, że to rozwiązanie wcale nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Dlatego prawdziwej Sztuki trzeba poszukiwać, choć wcale nie wiadomo, czy ona w ogóle istnieje. Czy kiedykolwiek istniała? A może wszyscy jesteśmy tylko zmanipulowani, stale od nowa, wciąż i wciąż? Czym w ogóle ta Sztuka miałaby być? A może właśnie Sztuką jest to, co podoba się ludziom? Może właśnie jest nią reality show, telewizja śniadaniowa i programy pokazujące osoby zwane gwiazdami, które dzięki tym programom tak zwanymi gwiazdami mają się stać? A może w ogóle nie ma sensu się nad tym zastanawiać? Może lepiej zmienić kanał? Albo skoczyć z okna?

Po lekturze “Prawego, lewego, złamanego” zostało mi wrażenie, że autorowi udało się osiągnąć coś, co dziś jest coraz rzadsze: otóż inni czytelnicy mogą tu zobaczyć coś zupełnie innego niż ja. Jest to powieść należąca do gatunku bizarro, jednak jest też czymś o wiele więcej. Wydaje mi się, że z bizarro wychodzi, nie tkwi sztucznie w nagromadzeniu groteski, obrzydliwości i różnych wizji, pokazuje coś więcej.

Nieco inaczej jest w przypadku “Dyskoteki w krematorium”. Sympatyczna powiastka, nie powiem, jednak nie oferuje tego, co “Prawy...”. Z pewnością może się podobać, jednak blednie na tle drugiej opublikowanej tu powieści, podobnie blednie na tle opowiadań, dzięki którym poznałem prozę Dawida Kaina, niegdyś drukowanych w Magazynie Fantastycznym. W “Dyskotece...” jak dla mnie jest stanowczo zbyt często podkreślana przynależność do gatunku bizarro, różnymi słowami, zdaniami, frazami - uporczywie przypomina nam się, że czytamy coś dziwnego, a z każdym przypomnieniem lektura była dla mnie mniej wciągająca.

Oczywiście książkę bardzo polecam, i przypominam, że “Prawy, lewy, złamany” jest dostępny za darmo, wystarczy wpisać tytuł w Google by dowiedzieć się skąd można książkę ściągnąć jak najbardziej legalnie.

Dyskoteka w krematorium
Code Red Tomasz Stachewicz 2013