Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Cherezińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Cherezińska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Trzy słowa o kontynuacji „Hardej” Elżbiety Cherezińskiej

Najlepsze w kontynuacjach jest to, że czytelnik ma już wszystko podane jak na dłoni. Grunt przygotowany został w części pierwszej, znamy bohaterów, miejsca akcji, zawiłości między stosunkami – nic, tylko oddać się beztroskiej lekturze. I tak dokładnie jest w przypadku Królowej, która nie tyle jest drugim tomem cyklu, co po prostu drugą częścią tomu pierwszego; jest to całość, komplet, jedno.

Zatem dotyczą książki wszystkie zachwyty, jakie odczuwałem i opisałem przy opinii o Hardej. To jedna z lepszych powieści historycznych, jakie ostatnio czytałem, wspaniale przedstawiająca początki Polski i zawiłości polityczne tamtych dni. I znowu, jak w części pierwszej, wcale nie jest Świętosława jedyną, główną bohaterką, a Królowa kreuje przed nami bardzo wciągającą opowieść o jej synach, szczególnie o Knucie Wielkim, który został królem Anglii.

Jest jednak powieść niestety odrobinę słabsza od poprzedniczki. Otóż stanowczo tu zbyt wiele niepotrzebnego mistycyzmu, jakichś wyobrażeń zaświatów. Zwróciłem na to uwagę już od początku lektury Królowej, potem jednak miałem nadzieję, że to tylko zbędna scena, o której można zapomnieć. Niestety jednak końcówka książki powraca do kwestii różnego rodzaju wyobrażeń życia po śmierci, co mi osobiście się nie podoba, a nawet mnie odrzuca. Lektura jednak była tak dobra, że końcówka ogólnego wrażenia nie dała rady zepsuć, będę książki wspominał z przyjemnością.

Zysk i s-ka 2016

Polska odpowiedź na cykl o Uhtredzie z Bebbanburga, czyli o “Hardej” Elżbiety Cherezińskiej

Od kilku już lat zaczytuję się w cyklu wikińskim, czy też saksońskim Bernarda Cornwella. Uznawany za najlepszego żyjącego twórcę powieści historycznych autor przedstawia narodziny swojego kraju – Anglii – przez wspaniałą kreację fikcyjnych postaci w otoczeniu tych autentycznie znanych z historii. Problem polega na tym, że seria jakoś nie potrafi się zakończyć, z tomu na tom coraz mniej pozostaje chęci lektury, nawet teraz jestem w połowie tomu najnowszego i z trudem zbieram siły na powrót do przygód Uhtreda.

Okazuje się jednak, że my, Polacy, nie jesteśmy od Anglików gorsi. Znana mi z bardzo udanej Północnej Drogi Elżbieta Cherezińska właśnie udowodniła, że i nasza historia, o powstaniu Polski, jest równie wciągająca.

Harda opowiada o córce Mieszka I i Dobrawy – Świętosławie. Gdzieś tam w zakamarkach pamięci niby zdawałem sobie sprawę, że istniała taka postać, i że była kobietą niezwykle ważną w swoich czasach, matką samego Kanuta Wielkiego, który podbił Anglię. Jednak teraz, po poznaniu powieści uważam, że należy się tej postaci o wiele bardziej istotne miejsce w polskiej historii i aż mnie boli że moje pokolenie nie dowiedziało się o Świętosławie w szkole.

Jest to powieść historyczna, która imponuje rozmachem. Zaczynamy od poznania władcy, księcia Mieszka I w czasach przed przyjęciem chrztu, gdy żon miał wiele. Krok po kroku zaczynamy rozumieć sytuację, w której znajdował się potomek Piasta w swoich czasach. Pragnąc dla siebie i swojego ludu istotnego miejsca w ówczesnym świecie został zmuszony do przyjęcia chrztu, w celu uznania swojego państwa przez zachód, przez cesarstwo. Dzięki małżeństwu z Dobrawą osiągnął cel pierwszy – z barbarzyńcy stał się cennym sojusznikiem dla wielu, i mógł rozpocząć drogę do zdobycia korony i stworzenia prawdziwego królestwa. Harda przedstawia władcę jako nie tylko zdolnego dowódcę, ale też świadomego swoich czasów wodza, doskonale rozumiejącego prawa ówczesnej polityki. Stąd też powieść to przede wszystkim rewelacyjna lekcja historii, gdzie na tle postaci obdarzonych przez autorkę osobowością faktycznie poznajemy ostatnie lata wieku X, gdy państwo Polan zajmowało coraz większy obszar, a mocne sojusze z władcami północy – wikingami – spowodowały, że imię Mieszka i jego syna Bolesława znaczyło znacznie więcej, niż nas uczono w szkołach.

Chociaż powieść zatytułowana jest od postaci Świętosławy, trudno jest uznać ją za główną bohaterkę. Na równi bowiem książka opowiada o Bolesławie Chrobrym, drugiej żonie Mieszka – Odzie i jej synach i planach przejęcia władzy oraz o wikingach właśnie. Ważnych postaciach, których los na długo został związany z Piastami: Eryku Zwycięskim z dzisiejszej Szwecji, Svenie z Danii, Olavie z Norwegii i Sigvaldzie z Jomsborga, gdzie każdy z nich na pewnym etapie swojego życia zetknął się ze Świętosławą. Jak to w przypadku powieści historycznych bywa czytałem ze smartfonem pod ręką, na bieżąco dowiadując się faktów historycznych, i powiem Wam, że odczucia miałem dokładnie takie, jak w przypadku powieści Cornwella. Oszołomiły mnie z jednej strony prawdziwe wydarzenia, których nie znałem, a z drugiej strony uroda tej opowieści, w której autorka z tak ogromnym talentem fakty i postaci zebrała, a potem nadała im wyrazistości i stworzyła bohaterów tak mocno autentycznych, rzeczywistych.

No i jest jeszcze bonus. Wydaje się, że autorka zna książki Cornwella i nawet jeśli uznamy, że się na nich wzoruje (co przecież nie jest zarzutem, bo jak czerpać, to od najlepszych!), z nóg zwalają drobne prztyczki w kierunku sagi o Uthredzie. Jak na przykład zdobycie przez Svena i Olava Bebbanburga właśnie (tu zwanego dzisiejszą nazwą zamku – Bamburgh) i pijacka uczta w twierdzy, o której Uhtred marzył całe życie. Twarz sama się śmieje, a całość opowieści tym bardziej zwala z nóg.

Zdecydowanie polecam Hardą, każdemu, kto lubi dobre historie, ale fanom powieści historycznych szczególnie – to po prostu trzeba poznać a talent pani Cherezińskiej sławić. Takich książek życzę sobie jak najwięcej, i wręcz marzy mi się, by cykl o Świętosławie przerodził się w całą sagę o dynastii Piastów. A teraz szybko przechodzę do części drugiej, zatytułowanej Królowa.

Zysk i s-ka 2016

sobota, 16 lutego 2013

Elżbieta Cherezińska - "Korona śniegu i krwi"

Po kompletnym zauroczeniu, jakiego doznałem poznając tetralogię “Północna droga” (wciąż mam nadzieję, że jednak książek będzie więcej niż tylko cztery) przyjąłem, że powieści Elżbiety Cherezińskiej z gruntu muszą być świetne i będę nimi zachwycony tak samo, jak losami Sigrun, Halderd, Einara i ich potomstwa. Cóż, bolesna pomyłka.

Nie, żeby “Korona śniegu i krwi” była słabsza w znaczącym stopniu, albo oferowała inny poziom. Wręcz przeciwnie: poziom jest podobny, mamy mnóstwo bohaterów, którym trudno cokolwiek zarzucić, ciekawe czasy, pełne chaosu i skomplikowanych intryg politycznych, nie brakuje także pokazania ludzkich dramatów. Czego zatem zabrakło, dlaczego książka z pewnością nie ląduje na tej samej półce, co “Północna Droga”?

Na odpowiedź składają się trzy podstawowe przyczyny mojego niezadowolenia. Po pierwsze: łatwość przewidzenia kolejnych wydarzeń. Czytelnik nawet bez specjalnej znajomości historii rozbicia dzielnicowego oraz relacji rodzinnych między bohaterami i tak zaskakująco często widzi dokąd zmierza akcja, która w związku z tym nie oferuje zaskoczenia, a co za tym idzie staje się monotonna, czasem nawet nużąca. Dotyczy to także relacji między bohaterami już nie w sensie “historycznym”, ale i obyczajowym. Zwyczajnie wiadomo praktycznie od samego początku kto z kim i co będzie robił, a także dokąd takie czyny ich doprowadzą.

Drugi element, który psuł mi zabawę wiąże się z trzecim. A tym trzecim jest fantasy - kompletnie niepotrzebne, psujące całość w znacznym stopniu, dodane według mnie na siłę, w celu - bo ja wiem? - osiągnięcia efektu sagi w stylu Georga R. R. Martina? Błąd, wielki błąd, zauważalny także czasem w “Północnej Drodze”. Im bardziej bohaterowie oddalają się od realizmu, im więcej zdarzeń, które trudno wytłumaczyć racjonalnie, tym bardziej cierpi opowieść. Mogła być dobra powieść historyczna, a wyszło coś, co ma na celu raczej zdobyć rzesze czytelników wielbiących fantasy. Czepiam się, wiem, ale sorry - jestem dość rozczarowany. Fantasy samo w sobie nie jest złe, ale nie powinno się pchać tam, gdzie jest zbędne.

I wracając do trzeciego elementu - chwilami to całe fantasy zahacza o coś, co mogłoby w jakiś sposób uratować moje odczucia dotyczące lektury. To coś zwie się Starsza Krew i z początku zapowiada się nawet interesująco, jednak z czasem zanika zupełnie, pomysł pozostaje właściwie niewykorzystany.

I co ja biedny mam robić? Na siłę nie będę naciągał opinii, wszak wolno mi mieć inną niż większość. Może się nie znam, nie wiem, ale dopuszczam taką opcję ;-) W każdym razie książka wcale nie jest zła, jednak podczas lektury ani przez chwilę nie czułem tej radości, jaka towarzyszyła mi podczas czytania “Północnej Drogi”. Nic a nic. Zero. Co za pech.

Korona śniegu i krwi
Zysk i S-ka 2012

Strona książki na portalu LubimyCzytać.pl
Strona książki na portalu Fantasta.pl

piątek, 14 grudnia 2012

Elżbieta Cherezińska "Północna droga IV. Trzy młode pieśni"

“Trzy młode pieśni” to już czwarta książka, która teoretycznie przedstawia te same wydarzenia. Jednak o ile w poprzednich tomach głównym, centralnym bohaterem była zawsze jedna postać (a zarazem narrator), tym razem historia jest pokazana z perspektywy postaci trzech. Kolejnego pokolenia: Bjorna, Gudrun (dzieci Sigrun) i Ragnara (syna Halderd). Nie zabrakło jednak wszystkich pozostałych, których znamy od dawna, choć niektórzy są wspominani bardzo rzadko (jak chociażby Einar).

Mogłoby się wydawać, że książka ma prawo być nudnawa, bowiem jak też może zaskoczyć wydarzeniami, które przecież znamy? Autorka jednak doskonale wie, co robić, by ta sama historia podobała się kolejny już raz. Z drugiej jednak strony podział na trójkę postaci oraz naprawdę krótkie rozdziały, przedstawiające kolejne dni każdej z nich powoduje, że wkrada się do lektury pewien dyskretny chaos - książka jest jednocześnie tak samo wciągająca, jak poprzednie, ale odrobinę trudniej jest się zaangażować, bo nie bardzo wiadomo kogo sobie wybrać na prowodyra. A całej trójki nie sposób traktować z takim samym uczuciem, przynajmniej ja nie potrafiłem.

Na początku powieści duże wrażenie na mnie zrobił fakt, że każdy z bohaterów ma swój unikalny styl i nawet bez odczytania imienia-nazwy rozdziału wiadomo kto teraz jest narratorem. Niestety później tego elementu brakuje, a ponieważ rozdziały są naprawdę krótkie, często musiałem wracać nieco do tyłu, by uzmysłowić sobie kto teraz mówi: Bjorn czy Ragnar. Gudrun z oczywistych powodów była zrozumiała od razu.

Z kolei wielkim plusem jest, jak już wspomniałem, umiejętność pokazania tych samych wydarzeń jeszcze raz, ale bez znużenia. Wręcz przeciwnie, można odczuwać zaskakująco duże zaangażowanie, gdy doskonale wiemy jak dana sytuacja się zakończy, a jednak pokazanie jej z perspektywy młodych mimo wszystko potrafi wywołać wzruszenie i inne ciekawe emocje.

Co mi się nie podobało? Dwie rzeczy: po pierwsze musiałem włożyć nieco wysiłku, by nie zauważać coraz liczniejszych elementów typu fantasy. Często trzeba było mocno mrużyć oczy, by sobie tłumaczyć pewne zachowania i wydarzenia logicznie, szczególnie mówię tu o opisach berserkerów, kreowaniu watahy młodych wojowników. Dałem radę, nie traktując wszystkiego dosłownie. Jednak w poprzednich tomach mieliśmy do czynienia z powieścią historyczną, co mnie wprawiało w zachwyt. Teraz Autorka jakby zbliża się ku fantasy, co dla mnie jest wielką wadą, sporym uproszczeniem, trochę psuje to klimat poprzednich tomów, które na tle części czwartej wydają się być jeszcze bardziej genialnymi.

Druga sprawa niefajna to oczywiście moment zakończenia lektury. Moment piękny, moment wzniosły, pełen dramatu, braku odpowiedzi na liczne pytania, moment zostawiający czytelnika w tym charakterystycznym stanie zawieszenia, rozmyślania o bohaterach, ich życiu i losach. Moment zwyczajnie okrutny, jak okrutnym jest ukończenie lektury każdej bardzo dobrej powieści :-). Dałbym naprawdę dużo, by powstał jeszcze jeden tom, bo mimo pewnych krytycznych uwag, na jakie sobie pozwoliłem, za bardzo zżyłem się z bohaterami, by teraz ich tak po prostu zostawić. Chciałbym jeszcze.

Północna droga. Trzy młode pieśni
Zysk i S-ka 2012

Strona książki na LubimyCzytać.pl

niedziela, 7 października 2012

Elżbieta Cherezińska "Północna droga III. Pasja według Einara"


“Pasja według Einara” (znowu - lepiej brzmiałoby Saga Einara) to trzecia część cyklu “Północna droga”, w której kolejny już raz oglądamy te same wydarzenia, lecz tym razem z perspektywy Einara - potomka najwyższego kapłana Odyna, który we wczesnym dzieciństwie został oddany chrześcijanom w Anglii, w Yorku. Szczerze mówiąc nie zapamiętałem tego bohatera z poprzednich dwóch tomów jako kogoś godnego poświęcenia mu całej książki; nie polubiłem go, wręcz przeciwnie, uznałem, że jego działalność częściej szkodzi, niż pomaga. I właśnie tu widać klasę Autorki, bowiem wystarczyło otworzyć książkę, by o niechęci zapomnieć i dać się totalnie porwać lekturze.

Tym razem Północ i jej Panowie znajdują się w oddaleniu, bowiem obserwujemy nie zmagania między jarlami i królami, ale zmagania Einara z pamięcią po swoim ojcu, z pamięcią o krainie, gdzie się urodził oraz tym, co jest teraz - przerażającym klasztorze, działającym wedle Reguły świętego Benedykta. A ta - jak ogromna większość przepisów, zwyczajów i tradycji w chrześcijańskim świecie - została odczytana w taki sposób, by młodych zwyczajnie upodlić, upokorzyć, by starzy mieli odrobinę perwersyjnej radości w swoim kompletnie nielogicznym, pustym, nie dającym żadnej radości istnieniu.

Oczywiście jak kościół, to i polityka. Einar szybko staje się jej narzędziem i mamy okazję obejrzeć znowu to wszystko, co pokazała “Ja jestem Halderd”, lecz z drugiej strony. I rzecz jasna całość nabiera zupełnie nowego znaczenia, dzięki czemu Einara, za którym nie przepadałem, wpierw nauczyłem się tolerować, a w końcu dałem się w całości wciągnąć w jego życie - chyba jeszcze smutniejsze i bardziej tragiczne od życia Halderd, bowiem młody chrześcijanin mierzyć się musi nie tylko z najbliższymi, bezpośrednio go tyczącymi sprawami, ale także z ogółem działalności kościoła, który - zupełnie jak dzisiaj - ma tylko jeden cel: władzę i drogę ku niej choćby i po trupach.

Książka nie odstaje jakościowo od poprzednich dwóch - czyta się jednym tchem, nie daje o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Jest świetnym podsumowaniem dwóch poprzednich części, wywołuje wszystkie możliwe emocje. A najlepsze w niej jest to, że choć opowiada o tym, co teoretycznie już znamy, i tak bardzo często potrafi czytelnika zaskoczyć.

Pasja według Einara
Elżbieta Cherezińska
Zysk i S-ka 2011
wydanie elektroniczne: 322 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl

sobota, 6 października 2012

Elżbieta Cherezińska "Północna droga II. Ja jestem Halderd"


Podczas lektury pierwszego tomu "Północnej drogi" można było się domyśleć o czym będzie część druga. Jedną z ciekawszych postaci była niejaka Halderd, można by rzec: sąsiadka Sigrun, i to ona jest główną bohaterką książki. W ten sposób widać system, na jakim trylogia się opiera. Nie jest to klasyczny "ciąg dalszy nastąpił", ale ukazanie dokładnie tych samych wydarzeń lecz z perspektywy innej osoby. Brzmi trochę dziwnie, wiem. Można się obawiać, że lektura będzie często nudnawa, wszak wiemy jak skończy się przygoda wielu postaci. A jednak Autorce bez problemu udaje się utrzymać uwagę czytelnika, a nawet wielokrotnie go zaskoczyć.

Halderd to postać równie ciekawa, co Sigrun, a jej życie opisane jest w podobny sposób. Autorka znowu nie daje się zamknąć w ramach typowych dla tego typu opowieści. Halderd to przede wszystkim silna kobieta, która bez wahania rozkazywała wojom, dyskutowała z władcami, z jej zdaniem się liczono. A jednak nie jest to opowieść o silnej czy wyjątkowej kobiecie, ale po prostu o kobiecie, z jej pragnieniem miłości, poszukiwaniem bezpieczeństwa, żonie rozczarowanej mężem, matce płaczącej nad losem swoich dzieci. Kobiecie ukształtowanej przez ciężkie dzieciństwo, które raz na zawsze pokazało jej drogę do przetrwania. Postaci dalekiej od ideału, jakim na jej tle zdawać się może Sigrun, ale też od swojej sąsiadki o wiele silniejszej, mądrzejszej, świadomej problemów otaczającego ją świata, a nawet działającej, by ów świat poprawić.

Jest "Ja jestem Halderd" (Saga Halderd brzmiałoby lepiej) także historią o miłości, podobnie jak tom poprzedni. Tym razem o miłości trudnej, często nieobecnej, co za tym idzie także o samotności i poczuciu, że prócz siebie człowiek nie ma nikogo. To piękny dramat rozgrywający się w trudnych czasach, gdy starzy bogowie muszą odejść i zrobić miejsce dla Białego Chrysta. Świetna książka, niby opowiadająca o tym, co już znamy, a jednak od tomu pierwszego zupełnie inna, choć tak samo dobra.

Ja jestem Halderd
Elżbieta Cherezińska
Zysk i S-ka 2010
wydanie elektroniczne: 380 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

poniedziałek, 1 października 2012

Elżbieta Cherezińska - "Północna droga I. Saga Sigrun"


"Saga Sigrun" na zawsze zostanie w mojej pamięci, bowiem dzięki tej właśnie powieści poznałem dotychczas kompletnie nieznaną mi Autorkę, której styl pisania mnie totalnie zauroczył. Kolejne cztery Jej książki już czekają w czytniku :-) Jest to powieść historyczna, której akcja rozgrywa się w Norwegii pod koniec pierwszego tysiąclecia po Chrystusie. W otoczeniu postaci historycznych, do których zaliczymy władców kraju, poznamy także córkę jednego z jarlów, późniejszą żonę kolejnego - Sigrun.

Jest ona narratorką powieści i z jej ust dowiemy się jak wyglądało życie w tych ostatnich dla wikingów północy dobrych dniach. Nadciąga chrześcijaństwo, a wraz z nim chaos oraz konieczność zmiany całej swojej tradycji. Nie ma już miejsc, które można łupić, a brak wypraw powoduje waśnie we własnym domu. Kolejni królowie zostają mordowani, zdradzani, często przez własne potomstwo, a Duńczycy tylko czekają na ugięcie karku przez ośmiu jarlów oraz zbieranie od nich danin i trybutów.

Tym, co najbardziej mi się podobało w życiu Sigrun jest jej radość. Nie jest to kolejna książka mówiąca o nieszczęśliwej kobiecie, której ojciec znalazł męża zawierając tym samym polityczny sojusz, i która resztę swojego życia przeżyła w troskach, nieszczęśliwie, szukając nigdy nie zaspokojonej miłości. Właśnie jest na odwrót, choć małżeństwo było politycznie aranżowane, a sama Sigrun nie miała nic do powiedzenia w kwestii wyboru małżonka. Mimo to "Saga Sigrun" jest w takim samym stopniu powieścią historyczną, jak też po prostu książką o wielkiej, wspaniałej miłości między dwojgiem ludzi. Pełnej szczęścia, ale tym bardziej przysparzającej trosk. Gdzie uczucie jest tylko tak duże, jak duże jest zaangażowanie uczestników, chęć rozumienia potrzeb innych oraz wola spełniania ich pragnień.

To bardzo ciekawie napisana książka, która jednocześnie wiele mówi o wypełnionych walką, akcją tamtych czasach, gdzie trup pada co krok a zdrada jest na porządku dziennym, a z drugiej strony tej walki i akcji w zasadzie na pierwszym planie nie ma. Sigrun po kolei spowiada się ze swojego życia, opisując kolejne dni, tygodnie i lata oczekiwania na powrót ukochanego z kolejnych wypraw; mówi o swych pragnieniach i troskach, radościach i smutkach, marzeniach i lękach o to, co przed nią. A całość powstała w taki sposób, że ani przez chwilę czytelnika nie ogarnia uczucie znużenia, i owa kobieca narracja w zupełności wystarcza, by także wielbiciele akcji i mocnych wrażeń poczuli się usatysfakcjonowani. To rewelacyjna lektura, stylem i łatwością przyswojenia dorównująca takim mistrzom powieści historycznej jak Bernard Cornwell, tematem wspaniale wbijająca się w nasze, słowiańskie zainteresowania (jest kilka przyjemnych odnośników do naszych ziem, zresztą wikingowie to prawie jak sąsiedzi... ;). Ponadto "Saga Sigrun" to nie tylko doskonała opowieść, ale także wspaniałe pobudzenie apetytu na więcej, widać bowiem jasno, że temat tu ukazany można przedstawić z różnych stron, ciekawych postaci nie brakuje, i na szczęście w kolejnych tomach ich tajemnice zostaną odkryte.

Północna droga, tom 1. Saga Sigrun
Elżbieta Cherezińska
Zysk i S-ka 2009
wydanie elektroniczne: 364 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl