Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Kańtoch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Kańtoch. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lutego 2019

O „Łasce” Anny Kańtoch, czyli kryminał w późnym PRL-u

Znana głównie z powieści i opowiadań należących do gatunku fantastyki Anna Kańtoch tym razem oddała w nasze ręce kryminał. Rzecz dzieje się w roku 1985, a główną bohaterką jest nauczycielka z niedużego miasteczka. Nie jest to jednak typowa protagonistka, której ciekawość jest punktem wyjścia, i która od pierwszych chwil sugeruje powstanie kolejnych tomów większego cyklu. Łaska wręcz przeciwnie, od pierwszych chwil sprawia wrażenie zamkniętej całości, gdzie rozwiązanie zagadki kryminalnej będzie punktem do rozwiązania zagadki z przeszłości – gdy Maria była Marysią, i w roku 1955 któregoś dnia znikła w lesie na kilka dni. A gdy się odnalazła, jej ubranie pokryte było zaschniętą krwią, a dziewczynka sama niczego nie pamiętała.

Początek książki to przede wszystkim klimat. Wspaniały nastrój zagrożenia, ogromny niepokój, który szybko staje się ciężki, wręcz nieznośny. Przedstawienie kolejnych postaci i zależności między nimi, ukazanie świata dziś zapomnianego, niedużego miasteczka w PRL-u, z milicjantami zamiast policji i nieco odmiennym stosunkiem władzy do obywatela wyszło autorce nieźle, ale prawdziwy zachwyt wzbudza właśnie umiejętność zaniepokojenia czytelnika. Sama Maria jest osobą zamkniętą w sobie, żyjącą z boku, ze świadomością, że i tak cała społeczność widzi w niej ofiarę z przeszłości, zakłada i wyobraża sobie cholera wie co w związku z jej zaginięciem sprzed trzydziestu lat. Ma swoje problemy, lęki, i właśnie opis bohaterki wraz ze stopniowym odkrywaniem strasznych wydarzeń, jakie spadają na niewielką społeczność powodują, że czytelnikowi mają prawo momentami spacerować ciarki po plecach.

Kryminał powinien ukazywać nie tylko pracę służb, ale i relacje między ludźmi, by uświadomić czytelnikowi, że władze to też ludzie, ze swoimi lękami, problemami. Tu także autorka dała radę, kreując kilkoro postaci z wyraźnymi charakterami (lub ich brakiem, jak w życiu). Choć po zakończeniu lektury widzę kilka spraw nierozwiązanych, kilka więcej niż raz wspominanych momentów, które sprawiają wrażenie niepotrzebnych, bo porzuconych. Trochę szkoda. Podobnie wygląda sama zagadka kryminalna. Ośmielę się założyć, że kto w kryminałach tkwi nieco głębiej, niż okazyjne sięganie po ten gatunek, ten rozwiąże sprawę nieco wcześniej, niż milicja. Sytuację jednak ratuje bardzo udana końcówka, ostatnia scena, która zamiast skupiać się na uldze, przeciwnie – wzbudza niepokój. Ma autorka talent do siania niepokoju właśnie, bez wątpienia, a że ja lubię tego typu emocje przy lekturze, tym bardziej czekam na kolejny kryminał pani Kańtoch, bo podobno powstaje, podobno znowu w latach osiemdziesiątych, i podobno bez powiązań z Łaską, po którą według mnie warto sięgnąć.

Wydawnictwo Czarne 2016

wtorek, 24 września 2013

Anna Kańtoch - "Czarne"

Kolejna książka z serii Kontrapunkty może nie dała rady mnie zwalić z nóg, jak kilka poprzednich, ale na pewno pasuje do tego cyklu jak ulał. To przyznam bez wahania. “Czarne” to rzecz banalnie trudna i skomplikowanie prosta, że tak grafomańsko się wyrażę. Można tu dość swobodnie błądzić myślami nie tracąc wątku, a jednocześnie szukać go od strony pierwszej do ostatniej i stwierdzić, że w sumie to nie wiadomo co sobie ustawić na pierwszym planie.

Bo całość została skonstruowana w taki sposób, jakby autorka dawała nam różne drogi do wyboru. Prawie jak w tych książkach fabularnych, gdzie samodzielnie wybieramy jeden z kilku istniejących dla bohatera scenariuszy. Tylko od czytelnika zależy które informacje podawane weźmiemy pod uwagę bardziej, niż inne. To taki sprytny zabieg, który spowoduje, że jeśli czytelnik będzie tu szukał czegoś konkretnego - ma spore szanse to znaleźć. Literacka incepcja. Zdaję sobie sprawę, że to zapis nieco (a nawet bardziej niż nieco) niejasny, jednak wymienić tu przykłady, wejść w wydarzenia lub wskazać co dla mnie było ważniejszym, a co istotnym mniej byłoby wielką nieuprzejmością.

Książka jest interesująca. Odrobinę senna, ale może to tylko ja - pamiętam, że przy lekturze innych utworów Anny Kańtoch także zdarzyło mi się raz czy dziesięć razy ziewnąć. Mimo tego jest na tyle krótka, że spokojnie warto dać jej szansę i poszukać samemu co oferuje. Z całą pewnością czas poświęcony tej powieści nie będzie czasem zmarnowanym, a kto wie, może i jakieś interesujące refleksje się pojawią? Bo, jak pisałem, można tu myślami błądzić bardzo swobodnie…

Czarne
Powergraph 2012

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Anna Kańtoch, cyklu o Domenicu Jordanie tom 2. "Zabawki diabła"

Drugi tom przygód Domenica Jordana oferuje taki sam poziom zabawy, jak pierwszy. Wielkim plusem jest przemyślany i sprawnie przedstawiony świat, w jakim toczy się akcja - w “Zabawkach diabła” dowiemy się o nim jeszcze więcej, a niektóre pomysły autorki zasługują na wielkie uznanie. Szczególnie motyw ze świętymi, czyli “jak to z nimi jest naprawdę?”. Kolejnym plusem jest obnażenie przeszłości bohatera. To, co jest w Domenicu najbardziej interesujące to właśnie jego przeszłość, która może wyjaśnić dlaczego jest tym, kim jest i dlaczego zachowuje się wedle specyficznych norm, które sobie sam ustalił.

Podobnie jak w tomie poprzednim kolejne rozdziały opisują kolejne sprawy, z tym, że teraz mamy tu więcej spraw osobistych. Są one tak samo przeciętne i pozbawione większego polotu, jak było to uprzednio, ale coraz lepiej znając bohatera zamiast obserwować rozwój wypadków, można się skupić na Jordanie. Czy zdąży zagadkę wyjaśnić? Czy znowu na przeszkodzie stanie mu on sam, pragnienie wiedzy, skupienie się na samej kwestii do wyjaśnienia, a nie na ewentualnych ofiarach?

Zabawki diabła, Fabryka Słów 2006, 472 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl

niedziela, 12 czerwca 2011

Anna Kańtoch, cyklu o Domenicu Jordanie tom 1. "Diabeł na wieży"

Pierwszy tom opowiadań o kolejnym, obok Mordimera i Kłamcy, “fabrycznym” bohaterze prezentuje bardzo ciekawy świat, w który autorka wrzuciła wiele dobrych pomysłów, równie udanego głównego bohatera i... niestety stosunkowo przeciętne zagadki, z którymi tenże będzie miał przyjemność. Siłą Domenica Jordana jest specyficzne poczucie humoru, prawie czarne, cyniczno-ironiczne nastawienie do życia oraz lekceważenie wszelkich pozorów, począwszy od spraw poważnych, jak chociażby odpowiednie traktowanie szlachetnie urodzonych, skończywczy na mniej istotnych, jak dobór aktualnie modnego koloru do ubrania. Bohater należy do tych ludzi, którzy nie lubią strzępić języka na daremno, ale gdy już coś powie, to przeważnie dobór słów oraz ich znaczenie czytelnikowi się bardzo spodobają. I nie jest przy tym pozerem-cynikiem, który uważa się za kogoś lepszego czy mądrzejszego - Jordan po prostu nie dba, nie zależy mu na poprawnych kontaktach z innymi ludźmi. Ale wszystko przychodzi mu naturalnie, ot, po prostu - nawet sobie nie zdaje sprawy z czasem powstałego po jego słowach wrażenia.

Świat wymyślony przez autorkę przypomina nasz z osiemnastego wieku, z kilkoma różnicami. Przede wszystkim mamy tu magię, zaklęcia, którymi parać się może i wioskowa wiedźma, i prawdziwy czarownik, zgłębiający tajemnice prastarych ksiąg. Kościół nie ma większego wyboru i na swój sposób zgadza się na istnienie magii wokół, choć dopuszcza wykorzystywanie jej tylko w sytuacjach, gdy moc pochodzi od któregoś ze świętych. Bardzo fajnie autorka wymyśliła także samych świętych, jako istoty realne, kompletne, a nie tak abstrakcyjne jak w naszej wersji rzeczywistości.

Domenic Jordan sam nie para się magią, lecz zawsze ciągnie go ku sprawom z zaklęciami i urokami związanymi. Pozostaje jednak uczonym i badaczem, dla którego przede wszystkim liczy się inteligencja oraz wiedza, zdobywana z prawdziwą przyjemnością. Największym atutem książki jest jednak fakt, iż nasz bohater ma z całą pewnością bardzo ciekawą przeszłość, to ją chcemy koniecznie poznać i to właśnie umiejętnie wrzucone w kolejne opowieści wskazówki dotyczące młodości i dzieciństwa Jordana trzymają czytelnika przy lekturze. Bowiem same przygody, zagadki do rozwiązania, napotkani bohaterowie są stworzeni w sposób jak najbardziej poprawny, ale niestety pozbawiony większego polotu. Czasami można wręcz utracić uwagę i dać się ponieść myślom z powieścią nie związanym, przyłapać się na automatycznym przewracaniu kartek bez znajomości teoretycznie przeczytanych stron. Cóż, takie rzeczy właśnie zdarzają się w przypadkach książek, którym czegoś brak.

Mimo wszystko sam bohater wystarczył, by oczywistością była chęć sięgnięcia po drugi tom opowiadań. Wszak niektóre książki mogą się po prostu podobać, nie każda musi pozostawić czytelnika w stanie totalnego zachwytu...

Diabeł na wieży, Fabryka Słów 2009, 364 strony

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl