Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Gołkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Gołkowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Niekoniecznie spadek formy, może to tylko eksperyment?

No i stało się – czwarta część serii S.T.A.L.K.E.R. Michała Gołkowskiego, a piąta powieść jego autorstwa w ogóle, jaką miałem okazję czytać, jakością mocno, ale to bardzo mocno ustępuje poprzednikom. Sztywny to nowy bohater, w ogóle nie trzeba znać wcześniejszych historii, ale ja jednak lojalnie ostrzegę: lepiej wpierw sięgnąć po nie, a Sztywniaka zostawić na koniec, bo to nie jest książka, która zachęca do dalszego poznawania autora.

Oczywiście, że zachowało się nieco klimatu, wszak bohater wędruje przez Zonę. Jest jednak zupełnie inną postacią niż Misza, jest bowiem zwykłym bandytą. No i pomysł jest fajny, nie da się ukryć – antybohaterowie też są mile widziani w literaturze. Niestety leży zupełnie wykonanie. I nie chodzi o to, że książka jest zwyczajnie wulgarna, zarówno w opisie języka jakiego używają postaci, jak i traktowania siebie nawzajem, szczególnie kobiet. Jasna sprawa, że tak bywa, rozumiem. Jednak sposób przedstawienia tych elementów jest tak płytki, wyraźnie skierowany do specyficznego rodzaju czytelnika: młodego, prawdopodobnie zaczytującego się w przygodach inkwizytora Madderdina czy innych książkach Jacka Piekary, czasem równie obleśnie napisanych, gdzie brzydota wydaje się nie być środkiem do celu, a celem samym w sobie.

Przeszkadzało mi to tym bardziej, że wiem, iż Michał Gołkowski pisać potrafi. Uznaję zatem książkę za swego rodzaju eksperyment, próbę dotarcia do nowych, innych czytelników. Końcówka książki jednak mnie troszkę uspokoiła, i jeśli pojawi się kolejna część, myślę, że zaryzykuję i po nią sięgnę. Widzę światełko w tunelu. :)

Fabryka Słów 2015

Polski stalker w Zonie, czyli Miszy przygód ciąg dalszy

Drugi tom opowieści o stalkerze z Polski w ogromnej większości dorównuje jakością części pierwszej. Tym razem mamy do czynienia już nie z opowiadaniami, których czas akcji bywa od siebie mocno odległy. Teraz obserwujemy drogę Miszy na drugi brzeg, w poszukiwaniu źródła jego niepokoju i czegoś na kształt choroby, która męczy bohatera. Lektura jest przyjemna i wciągająca, i tylko zakończenie pozostawia pewien niedosyt, po pierwsze z powodu swego rodzaju banału, jaki oglądamy na ostatnich akapitach, ale też z powodu braku widowiska. Człowiek jednak oczekiwał bóg wie czego, jakichś mocnych argumentów, powodów, przyczyn – ale nic z tych rzeczy.

Na uwagę jednak zasługuje szczególnie tom trzeci. Droga donikąd bowiem zupełnie zmienia stan rzeczy, jej akcja rozpoczyna się w Polsce, gdy Michał jest świetnie zarabiającym marketingowcem, swobodnie używającym nowomowy naszych czasów, który osiągnął już wszystko – i tym bardziej dostrzega kompletny brak sensu w swoim życiu. Pewnego dnia robi to, co nieraz każdy mężczyzna zrobić chciał: po prostu wychodzi by nigdy nie powrócić. Udaje się rzecz jasna w kierunku Zony, a czytelnik krok po kroku obserwuje początki stalkera, którego przecież już tak dobrze zna. Książka w doskonały sposób wykorzystuje to, co poprzednio było jedynie wspomnieniem, poznajemy czasem wspominanych wcześniej towarzyszy i wydarzenia, do których pierwsze epizody się odnoszą.

Trzecia część cyklu jest także najłatwiejsza w odbiorze. Nie, żeby pozostałe były jakoś specjalnie trudne, tu jednak jest o wiele więcej dialogów, niż samego opisu rzeczywistości wokół Michała. A że dialogi są z natury bardziej dynamiczne, to i przez Drogę donikąd można przejść jak burza, w dwa przyjemnie spędzone wieczory.

Najciekawsze jest jednak to, że mimo obcowania już z trzecią książką o Zonie wcale mi się ona nie znudziła. Teraz czytam tom czwarty, coś zupełnie innego niż poprzednio, i wcale nie wykluczam, że potem sięgnę po utwory kolejnych pisarzy osadzone w tym uniwersum. Psia kość, może i w gry zagram? Wkręcam się coraz bardziej. :)

Fabryka Słów 2014

W gry nie grałem. Ale książka świetna!

Będąc pod ogromnym wrażeniem lektury Moskala natychmiast sprawdziłem jakie jeszcze powieści ma pan Gołkowski w zanadrzu. Otóż wygląda na to, że karierę literacką zaczął od serii STALKER – książek powiązanych z serią gier komputerowych, opowiadających o Zonie – strefie w obrębie Czarnobyla, gdzie w roku 1986 doszło do katastrofy w elektrowni jądrowej. O ile o tym wszyscy wiemy, w świecie przedstawionym jest znacznie gorzej: dwadzieścia lat później doszło do kolejnej katastrofy.

Sam co prawda nigdy w żaden epizod cyklu nie grałem, coś mi jednak mówiło, że nie ma to żadnego znaczenia. Ktoś, kto potrafi napisać rzecz tak dobrą, jak Moskal, na pewno poprowadzi akcję w taki sposób, by zainteresować także czytelników spoza grona fanów gry. I faktycznie tak jest – autor robi tu niesamowicie dobrą robotę, krok po kroku wprowadzając nas w świat pełen zmutowanych istot, przedziwnych stworzeń, opuszczonych miast i ośrodków i licznych, bardzo licznych niebezpieczeństw.

Akcja prowadzona jest w formie pierwszoosobowej, i przeważająca część powieści przedstawia opis codzienności stalkera: kolejne wyprawy i przygody. Niewiele tu dialogów, jest samotność traktowana jako przywilej oraz Zona – miejsce z jednej strony przerażające, z drugiej wydające się być jakby magicznym. Surowy fragment ziemi, otoczony szczelnie przez wojska i służby licznych narodów i organizacji, niby totalnie odcięty – ale wiadomo, że człowieka nie da się powstrzymać. Jest zatem handel tym, co w Zonie powszednie, a na zewnątrz cenne, jest przemyt, także ludzi. Ale to tło, natomiast na pierwszym planie jest właśnie samotność – święty spokój i odkrywanie.

Ołowiany świt przedstawia nam Miszę – stalkera z Polski. Czytelnik usycha z ciekawości skąd się tu wziął, jak to się stało, że znalazł się w Zonie. Autor bawi się kolejnymi przygodami umiejętnie wplatając co pewien czas dodatkowe informacje, o świecie i o bohaterze. A bawić się pan Gołkowski potrafi, i jego historie po początkowych, wprowadzających w świat stają się coraz bardziej osobiste, momentami smutne, ale znacznie częściej skupiające się na rzeczach przyjemnych w tym nieprzyjemnym świecie. Taki paradoks, ale w samotności i poczuciu ciągłego niebezpieczeństwa łatwiej jest docenić to, co piękne, zatem wszelkie pozytywne emocje w Zonie są o wiele bardziej odczuwalne, wręcz uderzające.

Z nadzieją, że kolejne tomy będą jeszcze lepsze bez marnowania czasu od razu sięgam po Drugi brzeg.

Fabryka Słów 2013

O „Moskalu” Michała Gołkowskiego słów kilka(set)

To moje pierwsze spotkanie z prozą pana Gołkowskiego, ale na pewno nie ostatnie. Powieść Moskal, krótko mówiąc, zwaliła mnie z nóg. Czegoś tak dobrego, idealnie odpowiadającego moim czytelniczym potrzebom nie znalazłem od grubo ponad roku, a konkretnie od momentu, gdy poznałem twórczość Joe Hilla. Nie znaczy to oczywiście, że pan Gołkowski pisze jak Joe Hill, chociaż ja mam mocne skojarzenia, a samego Moskala w pewnych momentach zaliczyłbym do gatunku literatury grozy.

Książka przedstawia Artura, który w latach osiemdziesiątych stara się współtworzyć niezależne związki zawodowe i z lekką obawą, ale i nadzieją spogląda w przyszłość, czekając na rychły rozpad systemu komunistycznego. Szczęśliwie żonaty, z dwójką dzieci stanowi obraz kogoś, kto mógłby być rodzicem dzisiejszego trzydziestolatka. Pewnego dnia, zupełnie przypadkowo, wchodzi w posiadanie pewnego zabytkowego pióra. Pióra, którym dokumenty i akta podpisywał sam… no właśnie. Ten drugi.

Pomyśl, jak często marzyłeś, by doskonale wiedzieć, co w danej chwili powiedzieć? Ile miałeś w życiu sytuacji, rozmów, które potem rozważałeś w myślach, żałowałeś, że nie potoczyły się inaczej? Teraz, po fakcie, człowiek jest mądry, wiadomo. A co, gdybyś miał narzędzie, dzięki któremu idealnie wiesz jak się zachować? W taki sposób się odezwać, że każdy, ale to KAŻDY napotkany człowiek weźmie cię poważnie, poczuje respekt, dostrzeże twoje istnienie i uzna przewagę? Zastanów się chwilę, ile byś mógł osiągnąć, zawsze mając dobrą odpowiedź pod ręką?

Michał Gołkowski rewelacyjnie pokazuje gdzie można dojść przy takiej pomocy. Jednakże czytelnikowi szybko gdzieś z tyłu głowy pojawiają się pytania: co będzie dalej? Gdzie jest kres zdobyczy? Każdy, kto mieni się choć odrobinę znającym historię bardzo szybko zrozumie kto podpowiada Arturowi kolejne kroki i odpowiedzi podczas rozmów. Osoba, przy której sam diabeł mógłby się niejednego nauczyć. Niepokój rośnie razem z każdą przeczytaną stroną, podobnie jak zaangażowanie. Powieść nie ogranicza miejsca akcji do Polski, wzorem książek Adama Przechrzty przejdziemy tu także do braci ze wschodu, na których z coraz większym podziwem spogląda bohater, dostrzegając gdzie naprawdę kryje się władza, prawdziwa władza.

Jak wspomniałem, według mnie Moskal jest powieścią grozy. Wywołuje niepokój umiejętnie strasząc przyszłością i wizjami tego, kim stanie się bohater. Straszy także postacią ukrytą w tle, potworem w ludzkiej skórze, którego cytaty towarzyszą nam przez cały czas trwania lektury – cytaty świadczące o niezwykłej inteligencji, ale także o absolutnym braku jakichkolwiek ludzkich uczuć. Razem tworzy to rewelacyjną powieść wypełnioną akcją, ale i bardzo mądrą. Autor bowiem nie ogranicza się do radosnego wymieniania kolejnych rozrywek, jakim oddają się oligarchowie i politycy, ludzie władzy, decydujący o przyszłości milionów. Jest tu także bardzo wiele mądrości życiowej, a cała powieść zaczyna przypominać sobą coś na kształt przypowieści, starej, znanej historii o dobru i źle, w której najpierw pokazują nam marchewkę, a potem pojawia się kij, przed którym nie sposób uciec.

Imponuje mi nie tylko umiejętność językowa i narracja, dzięki którym nie potrafiłem się od powieści oderwać, ale także wspaniałe wykonanie pewnego planu. To właśnie moje skojarzenie z Joe Hillem, takie stanowcze trzymanie się wcześniej dokonanych ustaleń. Bez skrótów, bez pójścia na łatwiznę – nawet fakt mocno przewidywalnego końca nie psuje zabawy, bo w Moskalu o wiele większe znaczenie ma pokazanie człowieka jako istoty, która często coś robi tylko dlatego, że może, bez faktycznej potrzeby. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu pisarza, oto idealna dla mnie fantastyka, wciąż prosta w zrozumieniu, ale opowiadająca o czymś istotnym, skłaniająca do myślenia, pokazująca ważne w życiu kwestie, przypominająca o tym, co naprawdę się liczy, a nie po prostu następna lekka przygoda, jakich teraz w księgarniach tak wiele, o których zapomina się natychmiast po zamknięciu książki. Bardzo jestem ciekaw innych powieści pisarza i zamierzam natychmiast je sprawdzić. A Moskala bardzo polecam, rzecz jest rewelacyjna.

Moskal
Fabryka Słów 2016