Należę do tych graczy, którzy mieli już serdecznie dość kompletnie wyeksploatowanego systemu, jaki towarzyszył grom z serii Assassin’s Creed. Pewnie, fajnie się grało w trylogię Ezio, zmiana silnika w Assassin’s Creed III była mile widziana, ale szczerze mówiąc już na etapie Black Flag miałem dość. A co dopiero potem, Unity i Syndicate to jakaś masakra pod względem wtórności. Nigdy nie zapomnę, jak obiecywano, że Unity będzie trudniejsze. Bzdura, jedną ręką rozwalałem przeważające siły wroga: kontruj, kontruj, kontruj… Jak zatem łatwo się domyśleć, Assassin’s Creed: Origins powitałem z radością. Była to od dawna przeze mnie oczekiwana zmiana, wreszcie prawdziwa walka a nie zręcznościowa mini-gierka.
Po kolejnej odsłonie cyklu nie spodziewałem się zbyt wiele. Niby fajnie, że będzie morze – eksploracja wodna i walki między okrętami były tym, co pozwoliło mi ukończyć żenujące systemowo Black Flag. Nigdy bym się jednak nie spodziewał, że gra aż tak będzie się różnić pod względem sposobu walki od wydanego zaledwie rok wcześniej Origins. A jednak!
Assassin’s Creed: Odyssey to tytuł przygotowany wyraźnie tylko i wyłącznie do nieskrępowanej zabawy. Gra nawet nie próbuje udawać czegoś innego – oto produkt do spędzenia mnóstwa czasu na dającej całkiem sporo radości przygodzie. Twórcy zrezygnowali tu z wiecznego rozbudowywania bohatera pasywnie, co było tak charakterystyczne w Origins. Kasandra (lub Aleksios, ale w moim przypadku Kasandra) zdobywa liczne umiejętności aktywne, które niczym w takim chociażby Diablo podpisujemy pod odpowiedni przycisk i stosujemy w walce. I ta być może na papierze nieznaczna zmiana powoduje, że od Odyssey trudno się oderwać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Assassin's Creed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Assassin's Creed. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 marca 2019
Pablos gracz: Ubisoft nie kłamał, Assassin’s Creed: Origins faktycznie oferuje spore zmiany, apokalipsa jest coraz bliżej
Nigdy nie uważałem się za jakiegoś super wielkiego fana serii Assassin’s Creed. Choć jak o tym myślę, to wychodzi mi, że grałem (w sensie: skończyłem) wszystkie części serii, w tym Rogue i Liberation HD, które początkowo mi jakoś umknęły. Jednak sam nie wiem, czy bardziej nie chodziło mi o otwarte światy i relaks – seria wszak jest świetna dla stosowania zjawiska zwanego „grową turystyką”. Karaiby, młoda Ameryka, Paryż z okresu rewolucji, nie wspominając już o renesansowym Rzymie, Wenecji czy Konstantynopolu. A sam konflikt zabójców z Zakonem Templariuszy mi raczej zwisał, z wyjątkiem części Rogue – bowiem od samego początku mojej przygody z cyklem naiwna i ślepa wiara asasynów do mnie średnio docierała, natomiast wcielenie się w zdrajcę i przyszłego Templariusza, to co innego. Tu mi naprawdę zależało.
Od jakichś trzech lat schemat był ten sam: wcale nie planowałem zakupu nowej części, i jakoś zawsze najdalej po paru tygodniach od premiery już grałem. Po świetnej grze pirackiej (ale nudnym i monotonnym asasynie) z czwartej części przeszedłem do Unity, bardzo mnie bolała ogólna jakość gry, ale wspomniane Rogue mi humor poprawiło. Niestety dałem się namówić na Syndicate, tym razem czując tak wielki żal, że już zdecydowanie byłem przeciw serii. I tak wytrzymałem o wiele dłużej od innych graczy.
A jednak znowu dałem się przekonać. I niech Skarabeuszowi będą dzięki, tym razem UbiSoft dostarczył, i to jak bardzo dostarczył!
Od jakichś trzech lat schemat był ten sam: wcale nie planowałem zakupu nowej części, i jakoś zawsze najdalej po paru tygodniach od premiery już grałem. Po świetnej grze pirackiej (ale nudnym i monotonnym asasynie) z czwartej części przeszedłem do Unity, bardzo mnie bolała ogólna jakość gry, ale wspomniane Rogue mi humor poprawiło. Niestety dałem się namówić na Syndicate, tym razem czując tak wielki żal, że już zdecydowanie byłem przeciw serii. I tak wytrzymałem o wiele dłużej od innych graczy.
A jednak znowu dałem się przekonać. I niech Skarabeuszowi będą dzięki, tym razem UbiSoft dostarczył, i to jak bardzo dostarczył!
wtorek, 26 lutego 2019
Pablos gracz - Jak zapchajdziura stała się hitem, czyli moje wrażenia z gry Assassin’s Creed: Rogue (Ubisoft)
Seria Assassin’s Creed zadebiutowała na siódmej generacji konsol. Zyskała grono wiernych fanów, co ciekawe nie tylko z powodu samej historii czy poziomu kolejnych epizodów – fani zebrali się głównie ze względu na coraz większą otwartość świata, czyniącą z cyklu rzecz nadającą się idealnie do długiej, czasem nawet kilkudziesięciogodzinnej zabawy.
Nie ma sensu ukrywać, że po bardzo dobrej drugiej części seria powoli zaczynała gonić własny ogon. Rozwinięcia Assassin’s Creed 2 można było jeszcze strawić, oczywiście dzięki bohaterowi – najciekawszemu po dziś dzień Ezio Auditore. Jednak trzecia część, choć to właśnie w niej pojawiły się istotne nowości, przez kompletnie niegrywalnego bohatera mocno obniżyła poziom cyklu. Czwartą także trudno nazwać produktem udanym, choć bohater, czasy, a nawet sama historia nie były złe. Jednak graczom mocno już doskwierał wielokrotnie ograny, skostniały system, na którym oparte były kolejne części, i z gry o wiele lepiej wspomina się walki na morzu oraz eksplorację Karaibów, niż lądowe misje Edwarda, oparte na systemie tak prostym i znanym, że trudno było się powstrzymywać przed bezczelnym wpadaniem w tłum przeciwników i eliminowaniem ich bez skradania, bez efektów cichego zabójcy.
Nie ma sensu ukrywać, że po bardzo dobrej drugiej części seria powoli zaczynała gonić własny ogon. Rozwinięcia Assassin’s Creed 2 można było jeszcze strawić, oczywiście dzięki bohaterowi – najciekawszemu po dziś dzień Ezio Auditore. Jednak trzecia część, choć to właśnie w niej pojawiły się istotne nowości, przez kompletnie niegrywalnego bohatera mocno obniżyła poziom cyklu. Czwartą także trudno nazwać produktem udanym, choć bohater, czasy, a nawet sama historia nie były złe. Jednak graczom mocno już doskwierał wielokrotnie ograny, skostniały system, na którym oparte były kolejne części, i z gry o wiele lepiej wspomina się walki na morzu oraz eksplorację Karaibów, niż lądowe misje Edwarda, oparte na systemie tak prostym i znanym, że trudno było się powstrzymywać przed bezczelnym wpadaniem w tłum przeciwników i eliminowaniem ich bez skradania, bez efektów cichego zabójcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


