Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PTSD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PTSD. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2025

Terry Moore - "Motor Girl"

Kolejna historia ze światów wykreowanych przez Terry’ego Moore’a początkowo wydaje się być czymś znacznie lżejszym, niż konkretne i inspirujące do rozważań SF (Echo) czy klasyczny horror (Rachel Rising). Zadowolona z siebie bohaterka, która na co dzień przebywa i rozmawia z… gorylem? Który mówi? A do tego jeszcze w jej okolicy (stare złomowisko pośrodku pustyni) zaczynają lądować UFO, które przedstawione są przy pomocy zupełnie innej, nierealistycznej kreski, wziętej niczym z komiksów o Smerfach.

Jest więc bardzo dużo komedii w tej tragedii. Otóż bowiem Motor Girl to tak naprawdę dramat, chwytająca za serce i wywołująca doprawdy mocne emocje historia o kobiecie, która przeszła bardzo wiele, a Terry Moore kreując kolejną silną kobiecą postać, tak naprawdę pokazał czytelnikom jak działa, jak funkcjonuje ludzki mózg i co może się stać, gdy w życiu człowieka zdarzy się coś, co znacznie wykracza poza normę; coś, z czym mózg musi sobie jakoś poradzić.

Całość składa się na rewelacyjną historię, która - mimo trudnego tematu - jest jednocześnie często komediowym odpoczynkiem, odskocznią od innych dzieł Artysty. A przecież na etapie lektury Motor Girl już wiem, i dlatego tym bardziej zachęcam Was do sięgnięcia po twórczość Terry’ego, że to jest część większej całości, że te poznane już, jak i czekające na mnie historie Moore’a w pewnym momencie się zintegrują. A poznawanie bohaterów, tak rzeczywistych, świetnych pod względem kreacji ich psychiki, a potem oczekiwanie na połączenie ich ról wywołuje we mnie niezwykle rzadkie, radosne oczekiwanie, jak u dziecka na choinkę i prezenty. A to świetne uczucie, zarówno nagroda za czas na czytanie Moore’a już włożony, jak i cwany wabik by chcieć więcej i więcej.

Motor Girl: 
1. Real life
2. No man left behind

środa, 19 maja 2021

O nowym starcie na Alasce opowiada Kristin Hannah

Kolejna powieść Kristin Hannah i kolejne godziny spędzone na pełnej emocji lekturze, gorączkowym przesuwaniu stron w czytniku - słowem jak za starych, dobrych lat, gdy od co drugiej książki nie dało się oderwać. Tym razem wielki bonus już na starcie: oto amerykańska rodzina z lat siedemdziesiątych wyrusza na Alaskę by zacząć wszystko od nowa. Szybko dowiadujemy się, że stan też w niczym nie przypominał wówczas tego znanego z naszych czasów; pięćdziesiąt lat temu Alaska wciąż była dzika, a każdy dzień był walką o zdobycie jak największej ilości zapasów na długą zimę. Komu marzy się życie w mniejszym gronie, gdzieś, gdzie nie ma upałów, i gdzie natura powoduje, że mężczyzna faktycznie powinien mężczyzną pozostać, temu nie trzeba mówić nic więcej o miejscu akcji.

Bohaterami jest małżeństwo z córką. On jakiś czas temu wrócił z Wietnamu, teraz jest wrakiem człowieka, cieniem dawnego siebie, nie potrafi utrzymać żadnej pracy, nie jest w stanie żyć z ludźmi - stale pakuje się w kłopoty. Ona nie potrafi wyjść z roli zakochanej nastolatki (którą już dawno nie jest) - strach z lat, podczas których ukochany był na wojnie powoduje, że staje się ślepa na to, co dzieje się dzisiaj, wciąż tkwiąc w przeświadczeniu, że on wiele przeszedł, że trzeba do niego podejść ze specyficznej strony, na wiele mu pozwolić i jeszcze więcej wybaczyć.

Obok nich córka, nastolatka, która jest zupełnie sama. Całym jej światem jest matka; częste zmiany miejsca zamieszkania zrobiły z dziewczyny odludka, pełnego kompleksów, samotnika, który z góry wie, że na przyjaźń nie ma szans. W takiej konfiguracji trafiają na Alaskę, gdzie z miejsca pochłonięci zostają przez niebywale życzliwych mieszkańców. Trwa lato, mroku praktycznie nie ma na tej długości geograficznej, on zaczyna się czuć zazdrosny o nowych znajomych, z którymi ona przebywa, dziewczyna tymczasem wreszcie poznaje kogoś w swoim wieku. Ale zbliża się zima – nie tylko pora roku, ale też ten czas, w którym nie uda się już chować za maskami i cała prawda o ludziach wyjdzie na jaw.

Ludzie, jak to się czyta! Owszem, trzeba lubić dramaty, w których zakończenie nie będzie brzmiało: “żyli długo i szczęśliwie”. Owszem, trzeba mieć siłę, by wejść i wytrzymać w historii tak toksycznej, tak brutalnej – ale bardzo rzeczywistej. Kto nie stroni od klimatów cięższych, ten będzie zachwycony. Oderwać się od lektury nie można, jeszcze trochę, jeszcze jeden rozdział… kurde balans, już trzecia nad ranem!

To jest smutna książka. Tu Kristin Hannah nie bawiła się w scenariusze, które z powieści zrobią dramat familijny klasy C (“Zdarzyło się nad jeziorem Mystic”). Kto jest chory, ten nagle cudownie nie ozdrowieje; kto jest potworem, ten nim pozostanie. Jednocześnie: w życiu można spotkać ludzi dobrych, przyzwoitych, to się zdarza, trzeba tylko mieć oczy szeroko otwarte, pozwolić im do siebie podejść, i przygotować się na to, że nim trafimy na faktycznych przyjaciół wpierw fałszywe istoty muszą nas wielokrotnie zranić. Rewelacyjny dramat, wzięty z półki prosto po “Gdzie poniesie wiatr” winduje Kristin Hannah na sam szczyt mojej aktualnej listy ulubionych twórców, polecam zdecydowanie, warto spróbować samemu, to jest tak dobre.

The Great Alone, Świat Książki 2018