Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nier. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2019

Solidna, porządna gra jRPG dla każdego, tylko nie maniaka NieR: Automata (Astral Chain)

Dotychczas niestety nie dałem się porwać grom zaliczanym do tzw. slasherów. Stąd nazwa firmy Platinum Games nie kojarzy mi się natychmiastowo z chociażby Bayonettą, tylko z NieR: Automata. I tylko dlatego wziąłem grę na premierę, że wszystkie znaki na niebie i ziemi zgodnie twierdziły, że Astral Chain nie jest grą skupioną na akcji, ale jak NieR: Automata właśnie, jest RPG-iem, z opowieścią do przekazania.

Pierwsze moje godziny z tytułem faktycznie wprawiły mnie w zachwyt. Że jest to gra twórców Automaty, która ma dla mnie gigantyczne znaczenie, którą trafiła bez problemu do mojej piątki gier życia - to widać od razu. Charakterystyczna gracja poruszania się postaci, dopasowane animacje, połączone z mocno kreskówkową grafiką - całość wygląda na pierwszy rzut oka lepiej niż Automata, ba, momentami może kojarzyć się z grami takimi jak Catherine czy Persona 5.

Zachwyt wynikał jednak nie z przedstawienia graficznego - choć faktem jest, że każdemu, kto się nawinął pokazywałem jak gra może wyglądać na Switchu. Bo jest to trochę niewiarygodne, co widać na dużym telewizorze. Pozytywne uczucie dotyczyło jednak fabuły oraz systemu walki.

niedziela, 3 marca 2019

Pablos gracz: I dopiero po ponad ćwierć wieku grania otrzymałem tytuł, który może być moją grą życia (Nier Automata)

Ogromnie byłem ciekaw, co też przyniesie NieR: Automata. Specjalnie przed zakupem tytułu poszukiwałem oryginalnej gry NieR, wydanej jeszcze na PlayStation 3, wcale nie tak łatwej do znalezienia, ponadto kosztownej. I choć miałem swoje uwagi co do poprzedniej produkcji Yoko Taro, uznałem, że jest to dzieło wybitne, wyjątkowe. Z prawdziwą przyjemnością ogłaszam, że kontynuacja wydana na początku tego roku jest pod każdym względem lepsza, a sama Automata trafiła do mojej ścisłej czołówki najlepszych gier wszechczasów.

Nie ma miejsca na zbędne pitu-pitu o intrze, rozpoczęciu, otoczce fabularnej – można by pomyśleć, że z takiego założenia wyszedł Yoko Taro wraz z kumplami odpowiedzialnymi za produkcję tytułu. Natychmiast po kliknięciu opcji nowej gry wcielamy się w rolę przepięknej androidki o imieniu 2B, która w czymś na kształt sporej wielkości mecha kasuje nadlatujące maszyny. I od pierwszych chwil widać, że ciekawy sposób prezentowania akcji znany z NieR jest tu obecny.

Bullet hell. Tak bym to nazwał, żeby możliwie najkrótszym określeniem objaśnić z czym mamy do czynienia. Shootem Up. Tego też bym użył. Metroidvania. Też się nada. A poza tym rzecz jasna klasyczny hack’n’slash z mocnymi elementami gry RPG z widokiem zza pleców bohaterki. I to wszystko w jednym, w zależności od sytuacji producent zmienia widok i kamerę, bardzo tym urozmaicając zabawę, a graczom, którzy spędzili na salonach gier mnóstwo czasu okupując “samoloty lecące w górę” dając mnóstwo nostalgicznej przyjemności.

Pablos gracz: Żeby takie arcydzieło było tak mało znane! Skandal i granda, czyli jak zachwyciłem się NieR

Wydana w tym roku gra o tytule NieR: Automata została przez ludzi, którym ufam uznana za tytuł bardzo dobry, za godną kontynuację całej serii, do której zalicza się cykl Drakengard (mi nie znany) oraz poprzednik: NieR. Jak zwykle zachciało mi się najpierw obejrzeć tytuł wcześniejszy, którego ostatnio wcale nie jest tak łatwo dostać w wersji na PlayStation 3. Krótko mówiąc: zapłaciłem drożej, niż za nową, zafoliowaną Automatę.

I czym się NieR okazał? Czy mnie zachwycił? No ba! Ale nie tak od razu, o nie, miałem w pierwszych godzinach zabawy poważne wątpliwości, prawie odstawiłem grę na bok…

Świat przedstawiony jest największą tajemnicą tytułu, i to jego odkrywanie jest nagrodą po zabawie. Na pierwszy rzut oka widać tylko tyle, że jest dość odległa przyszłość, ale świat przeżył katastrofę; bohaterowie wyglądają niczym ze średniowiecza i jedynie niektórzy zdają się zwracać uwagę, że kiedyś, dawno temu, istniała jakaś cywilizacja. Jeszcze mniej ludzi zastanawia się nad przyczyną końca tejże.