Na wieść o tym, że Magdalena Kozak w maju zamierza wydać napisaną po dłuższej przerwie kontynuację cyklu Nocarz, nie powiem, byłem bardzo „za”. Jest to jedna z tych serii, którą mam i na półce, i w wersji elektronicznej, i w ogóle całość zaliczyłem więcej niż trzy razy. Bardzo bawi mnie wizja wampirów wyposażonych w najróżniejsze rodzaje broni i zachowujących się jak jednostki specjalne. Stąd parę tygodni temu ponownie skończyłem pierwotną trylogię, a teraz, po przygodzie z Młodym mam ogromną nadzieję, że na tej jednej pozycji się nie skończy. Powrót do świata Vespera, Neksa, Ultora i reszty barwnych postaci jest bowiem czystą przyjemnością.
Przez tych parę lat u mnie się nic nie zmieniło w kwestii militariów, mundurów i broni – wciąż zadowala mnie pozycja obserwatora, w ogóle mnie to nie kręci. Mimo to autorka wciąż potrafi mnie zainteresować – i to jest ten element, którego tak brakowało mi we Fiolecie i Łzach diabła. Od dawna powtarzam, że Magda Kozak potrafi, że jeśli do otoczki militarno-wojennej doda dobrą fabułę i ciekawe postaci, tak doprawdy każdy rodzaj czytelnika będzie się dobrze bawił. A w przypadku cyklu nocarskiego mamy i jedno, i drugie.
Autorka rozpoczyna opowieść dokładnie tam, gdzie ją przerwała w tomie zatytułowanym Nikt. Głupio byłoby tu pisać o wydarzeniach, roli i miejscu Vespera, bowiem to zostało wyjaśnione w oryginalnej trylogii i nie będę nikomu psuł zabawy samodzielnego odkrywania kolejnych wydarzeń. Ograniczę się do stwierdzenia, że Młody w żadnym wypadku nie wygląda na skok na kasę lub odcinanie kuponów od popularności poprzedników. To pełnoprawny tom czwarty, choć ja mam ogromną nadzieję, że jednak tom pierwszy kolejnej trylogii czy innej większej całości. Nasz ulubiony wampir w typowy dla siebie sposób odnajduje się stopniowo w nowej dla siebie rzeczywistości, a Magdalena Kozak zaimponowała mi drobiazgowością w konstruowaniu kolejnych wydarzeń. To nie jest po prostu „jeszcze jedna przygoda w lubianym świecie”, tylko ponowne, totalne zaangażowanie czytelnika; prezentacja nie po prostu znanych i lubianych, ale zupełnie nowych opcji, możliwości i problemów. Przy tym są to problemy, które… cóż, Młody mocno mi się kojarzy z Renegatem, według mnie najlepszym tomem oryginalnej trylogii. Po prezentacji świata w Nocarzu niejeden z czytelników nie zgadzał się z pewnymi zdarzeniami, tradycjami, powinnościami. I nowa powieść oferuje, jak Renegat, podjęcie tematu, próbę przeprowadzenia zmian, ukazanie świata z perspektywy drugiej strony. Może brzmi to zawile, sorry, ale nie chcę niczego psuć, odkrywanie kolejnych wydarzeń jest dużą przyjemnością, tak, jak przyjemnością jest oglądanie Vespera przy pracy.
Fanom i czytelnikom znającym trylogię Młodego polecać nie trzeba. Wszystkim pozostałym polecam komplet powieści, to literatura rozrywkowa na bardzo wysokim poziomie, przedstawionego tu świata i bohaterów nie sposób nie polubić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kozak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kozak. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 marca 2019
„Nocarz”, „Renegat”, „Nikt” – czyli ponowna przygoda w oczekiwaniu na nową powieść w serii (Magdalena Kozak)
Parę dni temu pojawiła się informacja, że w maju ukaże się nowa powieść Magdaleny Kozak, zatytułowana „Młody”. I co? I, proszę ja Was, ma to być powrót do bez wątpienia NAJLEPSZYCH książek tej autorki, czyli cyklu o wampirach. Wampirach-żołnierzach, nie wampirach-bożyszczach nastolatek. Wampirach-wojownikach, podzielonych na frakcje, gdzie część pragnie pokojowej koegzysencji z ludźmi, a dla części ludzie na zawsze pozostaną jedynie pokarmem. Uważam się za fana cyklu, strasznie mnie wieść o powrocie do tego świata ucieszyła, moje „wtyki” u autorki doniosły, że książka jest OK, a oczekiwanie na premierę postanowiłem sobie umilić powrotem do Vespera i jego przygód.
A jak dobre są to przygody! Magdalena Kozak znana z zamiłowania do żołnierki i dyscypliny wojskowej potrafiła tak wspaniale ukazać te właśnie elementy, że nawet tacy jak ja, nie tylko odporni, ale wręcz niechętni zorganizowanym mundurom wszelakim bez problemu potrafią się zaangażować. Wprowadzenie wampirów do służb bezpieczeństwa było strzałem w dziesiątkę przed dekadą, i równie bawi dzisiaj. Historia zaskakuje nie tylko kolejno ukazanymi wydarzeniami, ale także umiejętnym pokazaniem braterstwa między dzielącymi niebezpieczeństwo, przyjaźni między mającymi o siebie dbać kosztem życia a także interesującym poruszeniem tematu winy i kary.
To się czyta jednym tchem, z półki ściągnąłem „Nocarza” w piątek, by już poniedziałkowym rankiem dokończyć „Nikta”. Wspaniale było ponownie przeżyć podejrzliwość względem tomu pierwszego (coś tu przecież nie gra, to widać!), absolutne zaangażowanie w tom drugi (ja też byłbym renegatem, bez dwóch zdań) i niepokój o koniec towarzyszący czytelnikowi do ostatnich stron tomu trzeciego. Czytając historię Vespera znowu miałem wrażenie czynnego uczestnictwa w walce, radośnie przeżywając zwycięstwa, ale i odczuwając niemalże realny ból gdy przyszło ponieść ciężkie straty. Te książki przez ostatnią dekadę nic a nic się nie zestarzały, i obok cyklu o Razumowskim Adama Przechrzty pozostają dla mnie idealnym, podręcznikowym wręcz przykładem na to, jak należy pisać o militariach, wojsku i dyscyplinie, by każdy potrafił zrozumieć, zaangażować się i bawić przy tym doskonale.
A jak dobre są to przygody! Magdalena Kozak znana z zamiłowania do żołnierki i dyscypliny wojskowej potrafiła tak wspaniale ukazać te właśnie elementy, że nawet tacy jak ja, nie tylko odporni, ale wręcz niechętni zorganizowanym mundurom wszelakim bez problemu potrafią się zaangażować. Wprowadzenie wampirów do służb bezpieczeństwa było strzałem w dziesiątkę przed dekadą, i równie bawi dzisiaj. Historia zaskakuje nie tylko kolejno ukazanymi wydarzeniami, ale także umiejętnym pokazaniem braterstwa między dzielącymi niebezpieczeństwo, przyjaźni między mającymi o siebie dbać kosztem życia a także interesującym poruszeniem tematu winy i kary.
To się czyta jednym tchem, z półki ściągnąłem „Nocarza” w piątek, by już poniedziałkowym rankiem dokończyć „Nikta”. Wspaniale było ponownie przeżyć podejrzliwość względem tomu pierwszego (coś tu przecież nie gra, to widać!), absolutne zaangażowanie w tom drugi (ja też byłbym renegatem, bez dwóch zdań) i niepokój o koniec towarzyszący czytelnikowi do ostatnich stron tomu trzeciego. Czytając historię Vespera znowu miałem wrażenie czynnego uczestnictwa w walce, radośnie przeżywając zwycięstwa, ale i odczuwając niemalże realny ból gdy przyszło ponieść ciężkie straty. Te książki przez ostatnią dekadę nic a nic się nie zestarzały, i obok cyklu o Razumowskim Adama Przechrzty pozostają dla mnie idealnym, podręcznikowym wręcz przykładem na to, jak należy pisać o militariach, wojsku i dyscyplinie, by każdy potrafił zrozumieć, zaangażować się i bawić przy tym doskonale.
Nocarz, Renegat, Nikt
Fabryka Słów 2006, 2007, 2008
wtorek, 26 lutego 2019
„Fiolet” w wersji 2.0, niestety, czyli o „Łzach diabła” Magdaleny Kozak
Gdy zbliżała się premiera “Łez diabła” zastanawiałem się, i pewnie nie byłem jedyny, czy nowa powieść Magdaleny Kozak będzie bardziej podobna do sagi o wampirach, czy do niesławnego “Fioletu”. Logika podpowiadała, że “Fiolet” był jednorazową wpadką – zdaje się, że napisany przed cyklem o Vesperze, potem wydany na fali popularności, złamał serce niejednego czytelnika przez braki, na jakie cierpiał.
Ale niestety logika nie ma tu większego zastosowania, bowiem im głębiej wchodząc w świat wykreowany w “Łzach diabła” tym bardziej czułem się rozczarowany. Oczywiście powieść nie jest tak słaba, jak “Fiolet”, ale ogólny wydźwięk jest niestety bardzo podobny. Autorka jest tak mocno zaangażowana, że chwilami ma się wrażenie doświadczania swego rodzaju obsesji, przedstawia nam świat niby w realiach fantastyki, udając nawet, że to nie fantasy, a science fiction. Ale tak naprawdę całe tło, otoczka, zostało stworzone jedynie jako powód do opisania męskiej historii o żołnierzach i o wojnie w realiach mocno kojarzonych z konfliktem w Afganistanie, w którym Magdalena Kozak brała udział wraz z Wojskiem Polskim.
To nie jest tak, że książka jest słaba. Jednak sposób jej konstrukcji jest bardzo podobny do konstrukcji “Fioletu” – nie ma znaczenia powód, ważne są działania wojsk. Ziemianie jako Obcy na planecie, sprzedający broń i sprzęt wojskowy tubylcom, którzy przypominają nieco Arabów i walczą z innymi, których sposób prowadzenia wojny przypomina terroryzm i działania Talibów – to brzmi interesująco, prawda? Mamy też czars – kurczę, cały czas kojarzył mi się z “przyprawą”, tudzież “melanżem” z wiadomej powieści – i tenże czars jest przyczyną, dla której jest zrozumiałe wszczęcie działań wojennych. A jednak to za mało, choć wiadomo, że jak ktoś wojny pragnie, to i powód sobie zawsze znajdzie, ale w skali rozgrywanych tu konfliktów stale miałem wrażenie, że to nie wszystko, że będzie coś więcej, że MUSI być coś więcej… nie wiem, może oczekiwałem, że każda wojna musi być opisana tak, by uczyć czytelnika, że nie warto jej wszczynać? Tu jednak trudno było o jakiekolwiek wnioski, ważna była akcja. Chciałoby się więcej polityki, która potrafiłaby jakoś uzasadnić ten konflikt, choćby przez wyraźne wskazanie jego inicjatorów, celów większych i mniejszych, ogólnych i osobistych – bo to, co oferuje autorka jest tak proste, że aż banalne. Nie mówię, że niewiarygodne, bo wojny z mniejszych powodów wszczynano, ale poważniejsze potraktowanie przyczyn konfliktu na pewno wyszło by powieści na dobre, trochę więcej powodów dla których mamy tyle akcji. Podobnie poważniejsze potraktowanie pomysłu z Ziemianami – skoro już znaleźli się w fabule, warto by było powiedzieć coś więcej o naszej planecie, a nie tylko wykorzystać dla jednego planu i zostawić z boku.
Ktoś powie, że po prostu się nie nadaję do czytania militarnych, czy też militarystycznych powieści. Przyznam rację, ale tu chodzi o coś więcej: Magdalena Kozak cyklem o Vesperze udowodniła, że nawet tacy jak ja potrafią się wciągnąć, wczuć i kibicować bohaterom oraz ich “żołnierskim sprawom”, jestem wielkim fanem “Nocarza”, a jeszcze większym “Renegata” (chyba z sześć razy przeczytałem w oczekiwaniu na “Nikta”) – zatem stąd moje słowa, i moje rozczarowanie. Miałem nadzieję, że “Fiolet” był jednorazową wpadką, błędem, który się nie powtórzy. A jednak, już drugi raz otrzymałem powieść, która zbyt lekko traktuje fabułę, bym faktycznie wczuł się w działania wojenne, to jest trochę za proste. Tyle stron obiecywało coś bardziej skomplikowanego, coś bardziej rozbudowanego, coś więcej, niż tylko walkę.
Do dziś potrafię wymienić sporo imion bohaterów cyklu o Vesperze, a na myśl o fabule i emocjach, jakie mi towarzyszyły przy lekturze (szczególnie “Renegata”) zawsze sobie myślę, że czas znowu zaliczyć tę trylogię. Chyba nie ma większego komplementu od czytelnika jak fakt wielokrotnego czytania ten samej powieści, tym bardziej gdy chodzi o powieści sensacyjne, w których bohaterem jest akcja – przecież przy kolejnych razach nigdy nie będzie tak samo ekscytująca, a jednak się czyta! Z “Łez diabła” niestety nie zapamiętam nic poza takim samym uczuciem rozczarowania (a może nawet większym) jak w przypadku “Fioletu”. I chyba kolejny raz nie dam się już namówić na szybki zakup powieści pani Kozak, raczej poczekam na promocję, bo jak widać chyba nie do takich jak ja kierowane są te książki. Nic to, idę odkurzyć “Nocarza”, długi wielkanocny weekend będzie jak znalazł na przygody Vespera.
Łzy diabła
Insignis 2015
Ale niestety logika nie ma tu większego zastosowania, bowiem im głębiej wchodząc w świat wykreowany w “Łzach diabła” tym bardziej czułem się rozczarowany. Oczywiście powieść nie jest tak słaba, jak “Fiolet”, ale ogólny wydźwięk jest niestety bardzo podobny. Autorka jest tak mocno zaangażowana, że chwilami ma się wrażenie doświadczania swego rodzaju obsesji, przedstawia nam świat niby w realiach fantastyki, udając nawet, że to nie fantasy, a science fiction. Ale tak naprawdę całe tło, otoczka, zostało stworzone jedynie jako powód do opisania męskiej historii o żołnierzach i o wojnie w realiach mocno kojarzonych z konfliktem w Afganistanie, w którym Magdalena Kozak brała udział wraz z Wojskiem Polskim.
To nie jest tak, że książka jest słaba. Jednak sposób jej konstrukcji jest bardzo podobny do konstrukcji “Fioletu” – nie ma znaczenia powód, ważne są działania wojsk. Ziemianie jako Obcy na planecie, sprzedający broń i sprzęt wojskowy tubylcom, którzy przypominają nieco Arabów i walczą z innymi, których sposób prowadzenia wojny przypomina terroryzm i działania Talibów – to brzmi interesująco, prawda? Mamy też czars – kurczę, cały czas kojarzył mi się z “przyprawą”, tudzież “melanżem” z wiadomej powieści – i tenże czars jest przyczyną, dla której jest zrozumiałe wszczęcie działań wojennych. A jednak to za mało, choć wiadomo, że jak ktoś wojny pragnie, to i powód sobie zawsze znajdzie, ale w skali rozgrywanych tu konfliktów stale miałem wrażenie, że to nie wszystko, że będzie coś więcej, że MUSI być coś więcej… nie wiem, może oczekiwałem, że każda wojna musi być opisana tak, by uczyć czytelnika, że nie warto jej wszczynać? Tu jednak trudno było o jakiekolwiek wnioski, ważna była akcja. Chciałoby się więcej polityki, która potrafiłaby jakoś uzasadnić ten konflikt, choćby przez wyraźne wskazanie jego inicjatorów, celów większych i mniejszych, ogólnych i osobistych – bo to, co oferuje autorka jest tak proste, że aż banalne. Nie mówię, że niewiarygodne, bo wojny z mniejszych powodów wszczynano, ale poważniejsze potraktowanie przyczyn konfliktu na pewno wyszło by powieści na dobre, trochę więcej powodów dla których mamy tyle akcji. Podobnie poważniejsze potraktowanie pomysłu z Ziemianami – skoro już znaleźli się w fabule, warto by było powiedzieć coś więcej o naszej planecie, a nie tylko wykorzystać dla jednego planu i zostawić z boku.
Ktoś powie, że po prostu się nie nadaję do czytania militarnych, czy też militarystycznych powieści. Przyznam rację, ale tu chodzi o coś więcej: Magdalena Kozak cyklem o Vesperze udowodniła, że nawet tacy jak ja potrafią się wciągnąć, wczuć i kibicować bohaterom oraz ich “żołnierskim sprawom”, jestem wielkim fanem “Nocarza”, a jeszcze większym “Renegata” (chyba z sześć razy przeczytałem w oczekiwaniu na “Nikta”) – zatem stąd moje słowa, i moje rozczarowanie. Miałem nadzieję, że “Fiolet” był jednorazową wpadką, błędem, który się nie powtórzy. A jednak, już drugi raz otrzymałem powieść, która zbyt lekko traktuje fabułę, bym faktycznie wczuł się w działania wojenne, to jest trochę za proste. Tyle stron obiecywało coś bardziej skomplikowanego, coś bardziej rozbudowanego, coś więcej, niż tylko walkę.
Do dziś potrafię wymienić sporo imion bohaterów cyklu o Vesperze, a na myśl o fabule i emocjach, jakie mi towarzyszyły przy lekturze (szczególnie “Renegata”) zawsze sobie myślę, że czas znowu zaliczyć tę trylogię. Chyba nie ma większego komplementu od czytelnika jak fakt wielokrotnego czytania ten samej powieści, tym bardziej gdy chodzi o powieści sensacyjne, w których bohaterem jest akcja – przecież przy kolejnych razach nigdy nie będzie tak samo ekscytująca, a jednak się czyta! Z “Łez diabła” niestety nie zapamiętam nic poza takim samym uczuciem rozczarowania (a może nawet większym) jak w przypadku “Fioletu”. I chyba kolejny raz nie dam się już namówić na szybki zakup powieści pani Kozak, raczej poczekam na promocję, bo jak widać chyba nie do takich jak ja kierowane są te książki. Nic to, idę odkurzyć “Nocarza”, długi wielkanocny weekend będzie jak znalazł na przygody Vespera.
Łzy diabła
Insignis 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)

