Jestem raczej przeciętnym fanem amerykańskich komiksów, lubię, ale nie są najbardziej istotnym elementem pop-kultury na mojej liście. Inaczej niż w przypadku filmów i seriali – te nie interesują nie kompletnie, nudzą, a widok takiej kaszany, która kosztuje tyle milionów burzy spokój mojego socjalistycznego serca.
Jestem natomiast wielkim fanem gier w otwartym świecie, oferujących dużą dawkę wolności w tym, co można robić. I jestem fanem bohaterów, którzy niekoniecznie traktują się poważnie, a co za tym idzie w ciemno zawsze wezmę Spider-Mana czy Flasha, odrzucając Batmana w siną dal. Facet przebrany za nietoperza, który traktuje się poważnie? Sam nie umiem zachować powagi. Facet ukąszony przez radioaktywnego pająka, który rzuca na lewo i prawo sucharami? O to chodzi!
Stąd Marvel’s Spider-Man zagościł w czytniku mojej konsoli dzień po premierze i po ośmiu dniach wspaniałej zabawy grę z urządzenia wyjąłem mając nabite w niej równe 100%.
