Druga powieść pani Lupton, jaką mam okazję poznać, i drugi raz widać, że jest w twórczości tej autorki coś wyjątkowego, odmiennego od licznych na rynku, podobnych kryminałów i thrillerów z mocnym wątkiem obyczajowym.
Całość planu na książkę wygląda trochę jak swobodna historia w stylu znanego z realizmu magicznego Guillaume Musso. Pomysł, by narracja była prowadzona przez osobę, która de facto leży bez świadomości w szpitalu jest świetny – i na szczęście tylko na papierze wygląda jak Musso. Po prawdzie choć brzmi ckliwie, powieść jest faktycznie kryminałem przedstawiającym naprawdę mocną zbrodnię, bo w szkole, wśród dzieci i tych, którzy z definicji są ich opiekunami.
Na uwagę zasługuje także fakt, że narracja w formie pierwszoosobowej jest pisana niczym list, lub monolog skierowany do ukochanej osoby, do męża w tym wypadku. Buduje to doskonały klimat, identyfikacja z postacią głównej bohaterki następuje dosłownie w momencie, niemal od pierwszej strony książki.
Bohaterowie, to, co im się przydarzyło i sama zbrodnia są napisane świetnie, powieść trzyma w napięciu do samego końca, nawet mimo faktu, że samo zakończenie jest raczej nietrudne do przewidzenia. I jedyną wadą jest długość lektury, która po pierwszym, mocnym uderzeniu trochę traci impet i staje się rozwlekła, jakby na siłę próbując przekonać czytelnika do przeżycia emocji, które czytelnik już przeżywa, już jest nakręcony, już nie trzeba bardziej naciągać struny, bo pęknie. Na szczęście, jak na kryminał przystało, pod koniec akcja znowu zaczyna być szybsza i bardziej dynamiczna, a powieść choć opowiada o przestępstwie, zbrodniarzach i ofiarach jest również niezłym kawałkiem literatury obyczajowej, poruszającej liczne odmiany tego samego uczucia: miłości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosamund Lupton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosamund Lupton. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 marca 2019
Niezły pomysł, sprawnie zrealizowany, czyli o „Barwie ciszy” Rosamund Lupton
Oto książka, która po opisie wydaje się być po prostu kolejnym thrillerem, a faktycznie jest czymś o wiele, wiele więcej. Rosamund Lupton pod pozorem typowej dla gatunku zagadki oferuje nie tylko niepokój i zaciekawienie, ale także doskonale zarysowaną relację między trojgiem ludzi: małżeństwem i ich niesłyszącą córką.
Rzecz dzieje się na Alasce, a fabuła opowiada o wyprawie matki z dzieckiem do męża, pracującego nad filmem wśród śniegów. Początek jest bardzo dynamiczny – Yasmin i Ruby jeszcze dobrze nie wysiadły z samolotu, a tu już widać, że coś jest mocno nie tak, jak być powinno. Krok po kroku dowiadujemy się, że w wiosce, gdzie przebywa Matt był pożar i że wszyscy zginęli. Yasmin jednak nie potrafi ot tak, po prostu, przyjąć do siebie słów policji i decyduje się wyruszyć na północ i odszukać męża, przekonana, że on żyje.
Barwa ciszy jest w zasadzie o podróży. Usadowione w potężnym osiemnastokołowcu, Yasmin i Ruby, bez żadnego doświadczenia, jedynie przy pomocy inteligencji matki oraz ogromnej sile jej woli pokonują kilometr za kilometrem. Rosamund Lupton z wdziękiem i sporym talentem opisuje coraz bardziej klaustrofobiczną wędrówkę, z bohaterkami praktycznie uwięzionymi w ciężarówce, gdy dookoła nie dość, że temperatury wynoszą minus czterdzieści stopni, to jeszcze wydaje się, że ktoś im próbuje utrudnić wyprawę, a może nawet śledzi.
Istotą książki jest relacja matki z córką, która nie słyszy, zatem kontakt z nią wygląda nieco inaczej, jest utrudniony. Język migowy się sprawdza, ale jak migać, gdy obie ręce należy trzymać na kierownicy potężnego wozu, dodatkowo w rękawicach z powodu przerażającego mrozu? Autorka jednak oferuje sporo rozwiązań tej sytuacji, a czytelnik angażuje się totalnie, także ze względu na dopracowaną narrację. O Yasmin bowiem opowiada trzecioosobowy narrator, jednak fragmenty o Ruby poznajemy prosto od niej, w pierwszej osobie. Książka potrafi także wzruszyć, gdy autorka tak sprawnie przedstawia relację między bohaterkami, jak każda próbuje dbać o tę drugą, na swój własny sposób.
Doskonała powieść, opowiadająca także w tle sporo o Alasce i problemach, z jakimi muszą sobie radzić jej mieszkańcy. I nie mówię tu o zimnie, ciemności i śniegu, ale korporacjach i wydobyciu ropy naftowej, której pod Alaską jest potężna ilość. W grę zatem wchodzą ogromne pieniądze, a gdzie są pieniądze, tam coraz mniej rozsądku i empatii.
Jedyną wadą, jaką zauważyłem, jest chyba jednak zbyt duża inteligencja Ruby, która doprawdy momentami nie zachowuje się jak dziesięciolatka a ktoś przynajmniej o pięć lat starszy. Sama końcówka książki także nie oferuje takiego poziomu, jak pozostała jej część, jednak wyprawa jest tak fascynująca, że naprawdę wady te są wręcz drobne na tle całości. Z pewnością wrócę do książek Rosamund Lupton, niech tylko pozostałe dwie jak na razie wydane powieści ukażą się w formie elektronicznej.
Rzecz dzieje się na Alasce, a fabuła opowiada o wyprawie matki z dzieckiem do męża, pracującego nad filmem wśród śniegów. Początek jest bardzo dynamiczny – Yasmin i Ruby jeszcze dobrze nie wysiadły z samolotu, a tu już widać, że coś jest mocno nie tak, jak być powinno. Krok po kroku dowiadujemy się, że w wiosce, gdzie przebywa Matt był pożar i że wszyscy zginęli. Yasmin jednak nie potrafi ot tak, po prostu, przyjąć do siebie słów policji i decyduje się wyruszyć na północ i odszukać męża, przekonana, że on żyje.
Barwa ciszy jest w zasadzie o podróży. Usadowione w potężnym osiemnastokołowcu, Yasmin i Ruby, bez żadnego doświadczenia, jedynie przy pomocy inteligencji matki oraz ogromnej sile jej woli pokonują kilometr za kilometrem. Rosamund Lupton z wdziękiem i sporym talentem opisuje coraz bardziej klaustrofobiczną wędrówkę, z bohaterkami praktycznie uwięzionymi w ciężarówce, gdy dookoła nie dość, że temperatury wynoszą minus czterdzieści stopni, to jeszcze wydaje się, że ktoś im próbuje utrudnić wyprawę, a może nawet śledzi.
Istotą książki jest relacja matki z córką, która nie słyszy, zatem kontakt z nią wygląda nieco inaczej, jest utrudniony. Język migowy się sprawdza, ale jak migać, gdy obie ręce należy trzymać na kierownicy potężnego wozu, dodatkowo w rękawicach z powodu przerażającego mrozu? Autorka jednak oferuje sporo rozwiązań tej sytuacji, a czytelnik angażuje się totalnie, także ze względu na dopracowaną narrację. O Yasmin bowiem opowiada trzecioosobowy narrator, jednak fragmenty o Ruby poznajemy prosto od niej, w pierwszej osobie. Książka potrafi także wzruszyć, gdy autorka tak sprawnie przedstawia relację między bohaterkami, jak każda próbuje dbać o tę drugą, na swój własny sposób.
Doskonała powieść, opowiadająca także w tle sporo o Alasce i problemach, z jakimi muszą sobie radzić jej mieszkańcy. I nie mówię tu o zimnie, ciemności i śniegu, ale korporacjach i wydobyciu ropy naftowej, której pod Alaską jest potężna ilość. W grę zatem wchodzą ogromne pieniądze, a gdzie są pieniądze, tam coraz mniej rozsądku i empatii.
Jedyną wadą, jaką zauważyłem, jest chyba jednak zbyt duża inteligencja Ruby, która doprawdy momentami nie zachowuje się jak dziesięciolatka a ktoś przynajmniej o pięć lat starszy. Sama końcówka książki także nie oferuje takiego poziomu, jak pozostała jej część, jednak wyprawa jest tak fascynująca, że naprawdę wady te są wręcz drobne na tle całości. Z pewnością wrócę do książek Rosamund Lupton, niech tylko pozostałe dwie jak na razie wydane powieści ukażą się w formie elektronicznej.
The Quality of Silence
Świat Książki 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)

