Kolejna książka Chrisa Tvedta poświęcona Mikaelowi Brenne – adwokatowi z Norwegii – spokojnie może zająć miejsce obok wszystkich poprzednich. Autor ponownie przygotował historię na tym samym, dobrym poziomie, możnaby nawet powiedzieć, że dla tego bohatera historię wręcz klasyczną.
Tym razem Brenne sam staje przed sądem. I to jest jeden jedyny minus, w sensie: chyba jednak zbyt łatwo poszło jego przeciwnikom. Nie chce mi się wierzyć, by tak znany adwokat niemalże od razu, natychmiast po oskarżeniach nie dość, że stracił wszystkie kontakty i znajomości, to jeszcze trafił na ponad dwa miesiące do aresztu! Nie wiem, ale amerykańskie kino z Hollywood uczy nas, że istnieje coś takiego jak zasada domniemania niewinności, ponadto znaczenie ma przeszłość a nawet zawód oskarżonego…
Dobra, ale nie ważne. Jeśli już przyjmiemy, że ok, jest, jak jest, to reszta powieści jest jak najbardziej do zaakceptowania. To taka typowa książka Tvedta, gdzie cały czas widać w tle intrygę szytą na znacznie większą skalę, niż mogłoby się wydawać. Nad tym elementem pisarz mógłby jeszcze popracować, postarać się ominąć zasady rządzące gatunkiem, uśpić nieco bardziej czujność czytelnika, myślę, że go na to stać.
Ale znowu: jeśli lekko zmrużymy oczy na ten cały fajerwerk wybuchający na końcu książki to okaże się, że „Krąg śmierci” stanowi zgrabnie zbudowaną całość, i choć pana Tvedta do czołówki skandynawskich twórców kryminałów nie sposób zaliczyć, to wyraźnie widać, że z pewnością daleko mu także do tych z końca listy. To zasługa głównie bohatera, którego upór a także typowa dla mężczyzn na pewnych stanowiskach tępota powodują, że choć czasem Mikaela Brenne trudno lubić, nie sposób mu nie kibicować.
Z tego, co się orientuję, autor ma w zanadrzu jeszcze jedną, szóstą powieść. Zatem cierpliwie czekam na tłumaczenie :)
Dødens sirkel
Nasza Księgarnia 2014
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikael Brenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikael Brenne. Pokaż wszystkie posty
środa, 13 lutego 2019
poniedziałek, 23 września 2013
Chris Tvedt - "Łowca szczurów"
Książki Chrisa Tvedta bardzo kojarzą mi się z powieściami Jamesa Thompsona. Tu Norwegia, tam Finlandia, tu adwokat, tam policjant - a obu panów poznałem tylko dlatego, że na ebooki tak często są promocje. Każdy z pisarzy potrafił przedstawić swojego bohatera tak, by chciało się poznawać dalsze jego losy, zarazem przy każdym z nich miałem się czego czepiać pisząc opinię.
Kto czytał wcześniejsze książki Tvedta, a szczególnie tom drugi: “Na własną rękę” doskonale wie, że Mikael Brenne nie jest takim typowym adwokatem, który pracuje głównie na sali sądowej. Wręcz przeciwnie, pracuje przede wszystkim poza budynkiem wymiaru sprawiedliwości, a to, co go kręci to samo poszukiwanie prawdy. “Łowca szczurów” zapewni mu zagadkę, która znowu powoduje skojarzenie z Jamesem Thompsonem i jego ‘Bielą Helsinek”. Motywem przewodnim bowiem będzie tu szeroko rozumiany nazizm, z tym, że nie oparty na wydarzeniach dzisiejszych, powrócimy bowiem do przeszłości i rzucimy okiem na czas drugiej wojny światowej w oczach Norwegów - którzy posiadali faszystowski rząd, sporo kolaborantów, i na zawsze z tego powodu mają obowiązek czuć wstyd.
Sama historia nie jest porywająca, zupełnie tak samo, jak poprzednie trzy. Ale choć czasem powieść wciąż wydaje się naiwna, to jednak jest to już naiwność innego rodzaju. Naiwność wynikająca z chęci pokazania dobrych ludzi na tle ludzi złych, lecz już nie prostota samej historii czy kompletnie banalne rozwiązania. A tym, co powoduje, że czyta się bardzo lekko i przyjemnie jest znowu sam bohater, Mikael Brenne, który niby jest człowiekiem inteligentnym, ale jednocześnie - jak większość mężczyzn - małostkowym, obrażalskim i co najważniejsze - nie potrafiącym powstrzymać chuci. Nawet gdy doskonale wie, że zdecydowanie powinien.
“Łowca szczurów” to mimo poważnego tematu jednak bardziej rozrywka, niż rozprawa z przeszłością. Jednak w przeciwieństwie do “Bieli Helsinek” Thompsona po lekturze nie ma się uczucia pustki i niezrozumienia, tu nazizm jest traktowany jako oczywiste zło, którym trzeba pogardzać i które trzeba wyplenić. Książka w sam raz nadająca się na odpoczynek od poważniejszych rzeczy, można z nią dość przyjemnie spędzić popołudnie czy dwa. A losy Brennego znowu poukładały się na tyle interesująco, że po kolejny tom sięgnę z nie mniejszą chęcią.
Rottejegeren
Nasza Księgarnia 2013
Kto czytał wcześniejsze książki Tvedta, a szczególnie tom drugi: “Na własną rękę” doskonale wie, że Mikael Brenne nie jest takim typowym adwokatem, który pracuje głównie na sali sądowej. Wręcz przeciwnie, pracuje przede wszystkim poza budynkiem wymiaru sprawiedliwości, a to, co go kręci to samo poszukiwanie prawdy. “Łowca szczurów” zapewni mu zagadkę, która znowu powoduje skojarzenie z Jamesem Thompsonem i jego ‘Bielą Helsinek”. Motywem przewodnim bowiem będzie tu szeroko rozumiany nazizm, z tym, że nie oparty na wydarzeniach dzisiejszych, powrócimy bowiem do przeszłości i rzucimy okiem na czas drugiej wojny światowej w oczach Norwegów - którzy posiadali faszystowski rząd, sporo kolaborantów, i na zawsze z tego powodu mają obowiązek czuć wstyd.
Sama historia nie jest porywająca, zupełnie tak samo, jak poprzednie trzy. Ale choć czasem powieść wciąż wydaje się naiwna, to jednak jest to już naiwność innego rodzaju. Naiwność wynikająca z chęci pokazania dobrych ludzi na tle ludzi złych, lecz już nie prostota samej historii czy kompletnie banalne rozwiązania. A tym, co powoduje, że czyta się bardzo lekko i przyjemnie jest znowu sam bohater, Mikael Brenne, który niby jest człowiekiem inteligentnym, ale jednocześnie - jak większość mężczyzn - małostkowym, obrażalskim i co najważniejsze - nie potrafiącym powstrzymać chuci. Nawet gdy doskonale wie, że zdecydowanie powinien.
“Łowca szczurów” to mimo poważnego tematu jednak bardziej rozrywka, niż rozprawa z przeszłością. Jednak w przeciwieństwie do “Bieli Helsinek” Thompsona po lekturze nie ma się uczucia pustki i niezrozumienia, tu nazizm jest traktowany jako oczywiste zło, którym trzeba pogardzać i które trzeba wyplenić. Książka w sam raz nadająca się na odpoczynek od poważniejszych rzeczy, można z nią dość przyjemnie spędzić popołudnie czy dwa. A losy Brennego znowu poukładały się na tyle interesująco, że po kolejny tom sięgnę z nie mniejszą chęcią.
Rottejegeren
Nasza Księgarnia 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Chris Tvedt - "W mroku tajemnic"
Dramatyczna końcówka poprzedniej książki, której bohaterem jest Mikael Brenne spowodowała, że prawnik wpadł w głębokie kłopoty. Nikt nie jest na tyle twardy, by nie odczuwać skutków tak wielu strasznych, wykańczających zarówno fizycznie, jak i psychicznie wydarzeń. Mikael się stoczył, dopadła go depresja, stracił miłość swego życia oraz dar, dzięki któremu został tak sławnym adwokatem. Tak bardzo się w tym wszystkim pogubił, że nie dość, iż dopadają go ataki paniki, to jeszcze w przeciwieństwie do czytelnika nie wie o co chodzi. Równo w połowie książki (Kindle pokazywał dokładnie 50%) doskonale wiedziałem jakim torem pójdzie fabuła, a nawet kto jest w sprawę uwikłany i kto jest mordercą. Jedynym wytłumaczeniem dla Autora, który nie dopilnował intrygi jest właśnie chęć pokazania ograniczeń człowieka znajdującego się w rozsypce. Gdyby "W mroku tajemnic" było moim pierwszym spotkaniem z Mikaelem, byłoby także spotkaniem ostatnim. Jednak ponieważ jako czytelnik już to i owo z bohaterem przeszedłem, łatwiej było mi zaakceptować braki w fabule i kompletny brak niespodzianek i elementu zaskoczenia podczas lektury.
Tym razem sprawa wyglądać miała skomplikowanie. Nie dość, że Mikael z asystentką Synne zajmują się młodocianymi przestępcami, chłopakami z rodzin kompletnie wykolejonych, to jeszcze samobójstwo popełnia dawny kolega adwokata. Tematy przewodnie książki mamy dwa: potworne zjawisko pedofilii oraz składanie "do kupy" życia człowieka po przejściach. Nie jest to jednak scenariusz hollywoodzkiego filmu, zatem oba zjawiska zostały pokazane w prosty i pozbawiony fajerwerków - czyli doskonały, realistyczny, rzeczywisty sposób. I gdyby Autor trochę lepiej zaplanował wydarzenia, gdyby nie grał z czytelnikiem w aż tak otwarte karty, od pokazanej tu historii nie można by się oderwać.
Polecam prozę Chrisa Tvedta, jednak zachęcam, by o Brennem czytać w kolejności chronologicznej. Wówczas tom trzeci będzie lekturą znośną, bowiem dalsze losy bohatera, którego już znamy są zajmujące. Mimo niedosytu, mimo faktu, że "W mroku tajemnic" jest powieścią od poprzednich słabszą na pewno sięgnę po powieści kolejne.
Nasza Księgarnia 2013
niedziela, 23 września 2012
Chris Tvedt - "Na własną rękę"
"Na własną rękę" rozpoczyna się mniej więcej rok po wydarzeniach z "Uzasadnionej wątpliwości". Mikael Brenne stał się znanym i rozpoznawalnym adwokatem, jego kariera przeżywa swój najlepszy okres. Jest wspólnikiem w poważanej kancelarii, pieniędzy nie brakuje, a u boku ma kobietę, którą kocha. Jednak nie oznacza to, że zaniechał spraw, od których zaczynał. Gdy trafia mu się klient, który jest oskarżony o gwałt i morderstwo dokonane na czternastoletniej dziewczynce, mimo przekonania, że facet jest winny, bierze jego sprawę.
Od tego zaczyna się dramatyczna historia opętanego żądzą zemsty ojca, niefrasobliwej, wręcz pokazowo tępej policji, widocznego braku zaangażowania w faktyczne wyjaśnienie sprawy przez prokuraturę i coraz większej ilości wątpliwości, jakie nachodzą Mikaela. Nie jest to jednak historia w stylu Grishama, gdzie rzeczywiście dramat jest pokazany w fascynująco szczegółowy i dokładny sposób. Nie, podobnie jak w poprzedniej książce i tę praktycznie w całości wypełnia akcja, gdy Mikael Brenne widząc że jest zdany tylko na siebie rzeczywiście zaczyna działać na własną rękę.
Powieść wciąż bywa naiwna, a pewne rozwiązania, na które zdecydował się Autor są lekkim pójściem na łatwiznę, w takim mało mądrym, hollywoodzkim stylu. Mimo to, zupełnie jak w przypadku tomu pierwszego, czyta się jednym tchem i owe dyskretne braki można przeboleć. Można nawet uznać "Na własną rękę" za pozycję lepszą od i tak udanego debiutu.
Fare for gjentakelse
Chris Tvedt
Nasza Księgarnia 2012
wydanie elektroniczne: 303 strony
Strona książki na LubimyCzytać.pl
Chris Tvedt - "Uzasadniona wątpliwość"
Bohaterem książki jest adwokat specjalizujący się w wyciąganiu z aresztu drobnych rzezimieszków; narkomanów, paserów, prostytutek i tym podobnych postaci, znajdujących się z dala od prawdziwej, zorganizowanej przestępczości. Ma swoją firmę, zatrudnia sekretarkę, jest w stanie się utrzymać. Jednak nie jest człowiekiem spełnionym, daleko mu do tego. Ma mnóstwo problemów ze samym sobą, pije stanowczo za często i zbyt duże ilości, kobiety łatwo poznaje, lecz związki na dłuższą chwilę bardzo łatwo psuje, w dodatku jego stosunek do życia i pracy jest coraz bardziej płynny. Nie ma problemów typu moralnego z delikatnym naginaniem prawdy, jeśli tylko pozwoli to obronić jego klienta. Krótko mówiąc: stacza się.
Ten fakt wykorzystuje dwóch Serbów, którzy powoli przejmują miejski półświatek. Mikael godzi się na reprezentowanie ich, zaczyna pracować za duże pieniądze, a umowa z nowymi klientami jest jasna: chce wiedzieć jak najmniej, najlepiej nic na temat ich interesów. Co oczywiście jest niemożliwe, a z czasem Mikael wsiąka coraz głebiej i uświadamia sobie, że ma poważny problem.
Jak widać, fabuła jest nieco naiwna. I ta naiwność jest widoczna do samego zakończenia, które aż poraża beztroską Autora. Zostawia On bowiem kilka spraw w takim stanie, że trudno się powstrzymać przed grymasem niezadowolenia. Tym bardziej, że poza ową delikatną, lecz obecną stale naiwnością książka jest naprawdę dobra, a Chris Tvedt okazuje się sprawnym narratorem, który wymyślił naprawdę ciekawego bohatera. Jednocześnie wykształconego, nawet dość utalentowanego prawnika, samodzielnego, mającego swoją reputację, a z drugiej strony typowego faceta, który bardzo często myśli przyrodzeniem zamiast głową, jest zależny od własnej słabej woli i który nawet gdy rozumie, że robi źle, nie potrafi się powstrzymać.
Książka jest wciagająca, trudno się od niej oderwać, już po pierwszych paru stronach widać, że Autor ma talent i że zabawa będzie niezła. Bez zastanowienia kupiłem kolejną pozycję Tvedta, a "Uzasadnioną wątpliwość" polecam wszystkim, którzy chcą odsapnąć od skandynawskich policjantów i dziennikarzy atakujących w coraz większych ilościach polskie księgarnie, ale chętnie poznają skandynawskiego prawnika :-) Przez odczuwalną naiwność co prawda zabawa trochę cierpi, mogło być lepiej, ale jak na debiut wyszło Tvedtowi świetnie.
Rimelig tvil
Chris Tvedt
Nasza Księgarnia 2012
wydanie elektroniczne: 330 stron
Strona książki na LubimyCzytać.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)




