Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Wallander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Wallander. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 maja 2012

Henning Mankell - "Niespokojny człowiek"


Pomiędzy “Zaporą” a “Niespokojnym człowiekiem” autor zrobił sobie jedenastoletnią przerwę. Podobno ostatnia książka z Kurtem Wallanderem jako główną postacią powstała tak późno dopiero na usilne prośby fanów. Także w życiu Wallandera minęło mnóstwo czasu, a od pamiętnej rozmowy z córką o jej przyszłości do teraźniejszej chwili minęły całe lata.

Właściwie “Niespokojny człowiek” mocno różni się od poprzednich powieści. Cała zagadka dotyczy bowiem bliskich policjanta, a sprawą zajmuje się w wolnych chwilach, nieoficjalnie. Z tym, że w oficjalnej pracy nie toczy żadnego równoległego śledztwa, niestety. Toczy przede wszystkim rozmowy z samym sobą na temat starości. I o tym w zasadzie jest powieść - o starości i próbach przygotowania się do niej. Mankell w typowy dla siebie sposób prezentuje ten smutny koniec każdego człowieka, także o śmiechu i radości można od razu zapomnieć.

Książka jest OK, jednak autor czasem za bardzo przeginał. Przecież znamy Wallandera, jako czytelnicy przeżyliśmy z nim osiem powieści i trzy zbiorki opowiadań - wiemy dobrze, jakim jest człowiekiem i jak wyglądało jego życie. Dlaczego zatem Mankell stosuje namiętnie rozwiązania w stylu “deus ex machina”, i nagle powołuje zupełnie nowe sytuacje i nowe postaci, które jakoby Kurt spotkał w życiu? Niegdyś? Strasznie irytujący sposób rozwiązywania pewnych problemów.

Poza tym powieść ma te same zalety i wady, co poprzednie. Opowieść bywa ciekawa, ale bywa i tak nachalnie hollywoodzka, że momentami żółć się zbiera. Za to ostatnie kilka zdań to pokaz czystej mankellowszczyzny z najlepszych lat, szacunek dla autora rośnie. Zero kompromisów.

Dla ścisłości dodam kilka słów o wydaniu elektronicznym: żenada, błąd pogania błąd, brak kropek, brak przecinków, brak rozróżnień wielkich i małych liter. Przypisy wrzucone byle jak, rozdziały zaniedbane. Mój gust estetyczny cierpiał katusze, książki tak przygotowane powinny kosztować mniej i ostrzegać o swojej brzydocie z daleka.

Den orolige mannen, W.A.B. 2010, wydanie elektroniczne: 410 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

niedziela, 15 kwietnia 2012

Henning Mankell - "Piramida, tom 3"

Trzecia i ostatnia książeczka, która teoretycznie opowiada o przygodach młodego Kurta Wallandera jest prawdopodobnie odcinkiem najlepszym. Z zaznaczeniem, że podobnie jak tom drugi, wcale o młodości szwedzkiego policjanta nie opowiada. Rzecz dzieje się na chwilę przed wydarzeniami z “Mordercy bez twarzy” - pierwszej pełnej powieści, a nawet płynnie do niej przechodzi.

Opowiadanie zawiera większość tego, za co Wallandera można lubić. Jest już po rozstaniu z żoną, choć wciąż głupio się spodziewa, że Mona do niego wróci. Ważną postacią jest także ojciec Kurta, w bardzo typowy dla siebie sposób sprawiający synowi potężne problemy. Po prostu czysty anarchista, ot co. Bez wątpienia jedna z najważniejszych i najfajniejszych postaci w serii.

Dobrze się czyta także ze względu na obecność niejakiego Rydberga, czyli wielkiego wzoru policjanta, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za sposób pracowania i myślenia Wallandera. Sama historia tu przedstawiona nie odbiega jakością od późniejszych książek, oczywiście z zaznaczeniem, że to rzecz o wiele krótsza, ale wcale nie skromniejsza, bowiem intryga jest zakrojona na imponującą skalę, jak na rozmiar opowiadania. W przeciwieństwie do “Mężczyzny na plaży. Śmierci fotografa” “Piramidę” szczerze polecam.

Pyramiden, W.A.B. 2011, wydanie elektroniczne: 144 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl

piątek, 13 kwietnia 2012

Henning Mankell - Piramida, tom 2. "Mężczyzna na plaży. Śmierć fotografa"

Druga książeczka (bo książką trudno nazwać coś, co w wersji elektronicznej ma 80 stron) opisująca przygody Wallandera za młodu rozczarowała mnie dość mocno. Głównie dlatego, że wcale nie pokazuje przygód Wallandera za młodu. Opowiadania toczą się w pod koniec lat osiemdziesiątych, czyli na chwilę przed rozpoczęciem właściwej serii powieści, gdy Wallander jest już człowiekiem w sile wieku. Także o pomyłkach młodości i innych elementach tego typu, które mogłyby być ciekawe można zapomnieć.

Obie historie są znośne, ale daleko im do pełnoprawnych odcinków serii o ystadzkim komisarzu. Nie wnoszą praktycznie nic nowego, pokazują bohatera konsekwentnie takim, jakim go znamy. Książeczka droga nie była, ale i tak szkoda mi tych kilkunastu złotych, czuję się oszukany. Reklamowana była jako coś zupełnie innego. Dołączam do tych Czytelników, którzy już zawsze będą się zastanawiali po co właściwie te opowiadania zostały napisane?



Strona książki na LubimyCzytać.pl

środa, 11 kwietnia 2012

Henning Mankell - Piramida, tom 1. "Cios. Szczelina"

“Cios. Szczelina” to odpowiedź Mankella na pytania fanów, brzmiące mniej więcej tak: jakim policjantem był Kurt Wallander w młodości? Jak układało mu się z małżonką? O co konkretnie chodziło w słynnej sprawie, do której nasz bohater tak często się odwoływał, kiedy to dostał cios nożem w pierś? Szwedzkiego policjanta poznajemy w sile wieku, pytania te więc są jak najbardziej uzasadnione. I tak powstała “Piramida”, czyli kilka opowiadań z czasów, gdy Wallander stawiał dopiero swoje pierwsze kroki w zawodzie stróża prawa.

Lektura jest bardzo przyjemna, choć pierwszy tom o młodości Kurta zdecydowanie nie dorównuje późniejszym powieściom. Ale to bardziej z powodu treści, niż formy - w opowiadaniu trudniej jest zawrzeć tyle ciekawych przemyśleń i spostrzeżeń, z których Wallander jest znany. “Cios” opowiada oczywiście o sprawie z nożem, gdy policjant wciąż mieszka w Malmo, po ulicach chadza na patrole w mundurze, a małżeństwo jest dopiero w planach. Pali papierosy, dość natrętnie narzuca się wydziałowi kryminalnemu, pragnąc przeniesienia do “poważnej” pracy, oczywiście stale kłóci się z ojcem. No i jest tym, kogo dobrze znamy - policjantem, który uwielbia działać w pojedynkę i nie tylko poświęcać każdą, wolną chwilę na śledztwo, nawet wbrew opiniom starszych kolegów, ale wręcz ryzykować, stąpać po cienkim lodzie. Jego pragnienie wyjaśnienia sprawy i poukładania poprawnie wszystkich elementów momentami graniczy z obsesją.

Inaczej “Szczelina”. To naprawdę krótka, pełna dramatu historyjka, którą ktoś, kto zaliczył poprzednie tomy może uznać za wypełniacz. W typowy dla siebie sposób Mankell pokazuje nam, że już w 1975 roku dzieje się coś złego, widać zapowiedź czasów, które dopiero nadejdą, i na które przypadną najlepsze (ale i najtrudniejsze) lata komisarza Wallandera.

Czyta się dobrze i bardzo szybko. Wręcz za szybko - naprawdę wydawca nie mógł umieścić całej “Piramidy” w jednym tomie? Niech będzie, że w dwóch, ale dzielić to od razu na trzy pozycje? Lekka przesada raczej.

Hugget. Sprickan, W.A.B. 2011, 187 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

Henning Mankell - "Zapora"

“Zapora” to powieść, w której Henning Mankell kolejny raz próbuje pokazać jak trudna jest praca policjanta z wydziału kryminalnego. Tym razem przez przygotowanie bardzo skomplikowanej intrygi, gdzie tak naprawdę do samego końca nie wiadomo, czy wszystkie wymienione postaci w ogóle coś łączy, czy też może ich połączenie jest tylko wytworem wyobraźni coraz słabiej poruszających się po “nowym świecie” funkcjonariuszy?

Tradycyjnie w tle oglądamy ciekawe tło społeczno-polityczne. W “Zaporze” autor wziął na warsztat kolejny z wielkich problemów lat dziewięćdziesiątych, czyli pogoń człowieka za technologią. Jak ze smutkiem, a także ze zdziwieniem zauważa Wallander, jesteśmy od technologii uzależnieni. Gaśnie prąd w całym mieście - kryzys. Źli ludzie dobierają się do skomputeryzowanych systemów zabezpieczeń, na przykład bankowych - kryzys. Ponadto wciąż co chwilę dowiadujemy się jak to Szwecja według komisarza schodzi na psy i szczerze powiem, że to się zaczyna robić już nieco nużące.

Powieść lekko odstaje od poprzednich tomów, na gorsze. Mankell za bardzo pojechał (znowu) amerykańskim sposobem kreowania akcji i liczne nagłe zwroty wydarzeń, typowo hollywoodzkie, psują pozytywny klimat dobrej opowieści policyjnej. A przecież od dawna wiadomo, że tego pisarza stać na więcej.

Książkę mimo wszystko polecam, choć podobnie jak w przypadku odcinka “Mężczyzna, który się uśmiechał”, sugeruję przygody z Wallanderem od tej pozycji nie rozpoczynać.

Brandavagg, W.A.B. 2009, 544 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl

sobota, 7 kwietnia 2012

Henning Mankell - "O krok"

Było dla mnie już pewną normą, że kryminały, których bohaterem jest szwedzki policjant Kurt Wallander zawsze oferowały bogate tło społeczno-polityczne i opowiadając o śledztwie i zbrodni, jednocześnie mówiły o pewnych sprawach, które w danej chwili “bolały” pisarza. W przypadku siódmego tomu serii sytuacja się delikatnie zmieniła. Trudno wskazać jeden, konkretny punkt, którego autor się trzymał budując wspomniane tło. Mankell dotyka tym razem aż kilku spraw, lecz niestety żadnej z nich nie omawia w wystarczająco wyczerpujący sposób. Mamy tu trochę o różnych stowarzyszeniach, nieraz bardzo tajnych, wręcz sektach. Jest mowa także o homoseksualizmie.

Gdyby jednak chcieć niejako na siłę znaleźć temat główny, myślę, że byłby to znowu coraz bardziej okrutny świat, coraz bardziej podzielona Szwecja, jak ładnie zostało to ujęte: podzielona na ludzi potrzebnych i niepotrzebnych. Stąd też wynikają przeróżne frustracje, jakie męczą ludzi, a od frustracji do przestępstwa jest już bardzo blisko.

Ponadto “O krok” zajmuje się także drugim, nie mniej ważnym zjawiskiem: bardzo osobistym podejściem do pracy naszych bohaterów. Bowiem bardzo szybko w książce dochodzi do wydarzeń prawdziwie dramatycznych, gdzie talent autora do kreowania takich właśnie sytuacji uwidacznia się w pełni. Po raz pierwszy będziemy mieli okazję oglądać pracę Wallandera, Martinssona, Hanssona i ich koleżanek w sytuacji, w której każda z postaci angażuje się osobiście, bowiem jedną z ofiar staje się ktoś im bardzo dobrze znany. Cóż, jak się szybko okaże, nie aż tak bardzo, jak im się wydawało.

Zaletami książki jest wszystko to, do czego Mankell czytelnika przyzwyczaił: konkretni bohaterowie, bardzo ludzcy, którzy wśród kilku zalet posiadają także mnóstwo wad. Sama historia może nie jest aż tak wciągająca, jak w “Piątej kobiecie”, jednak obserwacja tego, co dzieje się w głowach postaci daje sporą przyjemność. Wad oczywiście też nie brakuje, a za największą jak zwykle uważam nieco zbyt hollywoodzkie rozwiązania niektórych sytuacji - mimo to książka i tak świetnie się broni i po zakończeniu lektury jak zwykle w przypadku Mankella stwierdziłem, że bawiłem się świetnie, a czas poświęcony powieści z pewnością nie był czasem zmarnowanym.

Steget efter, W.A.B. 2006, 504 strony

Strona książki na LubimyCzytać.pl

wtorek, 3 kwietnia 2012

Henning Mankell - "Piąta kobieta"

Kolejna książka o Kurcie Wallanderze zapowiada się jako mankellowska odpowiedź na szerzący się, zwłaszcza w Afryce i na Bliskim Wschodzie terroryzm. Grupa separatystów z Algierii dla chwały Proroka morduje cztery zakonnice francuskiego pochodzenia. Ot, taka mentalność religijna - zabicie kobiet jak widać u niektórych wywołuje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Okazuje się, że wśród nich przebywała także piąta kobieta - Szwedka. Bez wahania i ją pozbawiają życia. Algierska policja próbuje zatuszować sprawę, informując rodzinę kobiety, że ta zmarła w wypadku samochodowym. Trafia się jednak jedna funkcjonariuszka, której takie rozwiązanie nie odpowiada. Prywatnie wysyła do córki zamordowanej list, wyjaśniający całą sytuację. Tak zaczyna się akcja książki, a zarazem kończy kwestia terroryzmu.

Bo “Piąta kobieta” tak naprawdę okazuje się być powieścią o zupełnie innym problemie. O tym, o czym każdy z nas wie, a czego przerażająco wielu próbuje nie zauważać lub uważa, że nas on nie dotyczy. Chodzi o sposób, w jaki niektórzy mężczyźni traktują niektóre kobiety - o przemoc.

Podstarzały sprzedawca samochodów, skromny właściciel kwiaciarni, chemik badający produkty spożywcze - wszyscy zostają zamordowani w dość okrutny sposób. Zdecydowanie czuli, że umierają. Na pierwszy rzut oka każdy z nich wydawał się być spokojnym, nie wadzącym nikomu człowiekiem. Wallander szybko jednak dochodzi do wniosku, że gdzieś musi być jakaś nić, która ich łączy.

Książka tym razem nie udostępnia nam wielu informacji o mordercy. W przeciwieństwie do “Fałszywego tropu” nie jesteśmy wcale mądrzejsi od policji, lektura jest dzięki temu tym bardziej wciągająca. A efekty śledztwa stają się coraz bardziej zaskakujące. Mankell z powodzeniem podjął próbę kreacji sytuacji, w której zbrodniarz cieszy się pewnym uznaniem w oczach czytelnika, co w serii o Kurcie Wallanderze dzieje się bodaj pierwszy raz.

Oczywiście nie zabrakło pokazania barwnego tła społecznego. Tym razem opisana zostaje sytuacja, którą przechodziło swego czasu wiele narodów europejskich. Wskutek rozczarowania pracą policji, która nie daje sobie rady z coraz bardziej okrutnymi i niezrozumiałymi przestępstwami, Szwedzi zaczynają kombinować nad powołaniem tak zwanej gwardii obywatelskiej. Nie trzeba być wybitnie inteligentnym, by przewidzieć czym taka samowolka się skończy, ale Mankell i tak dobitnie pokazuje dlaczego jakąkolwiek władzę nad innymi ludźmi powinni mieć tylko i wyłącznie ludzie odpowiednio przeszkoleni. I zbadani, szczególnie pod kątem psychiki.

“Piąta kobieta” dzielnie walczy o uwagę czytelnika i według mnie wcale nie odstaje poziomem od poprzednich przygód znanego policjanta. Książkę szczerze polecam.

Den femte kvinnan, W.A.B. 2009, 488 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

czwartek, 29 marca 2012

Henning Mankell - "Fałszywy trop"

Kolejny tom opowiadający o śledztwach, w których udział bierze Kurt Wallander jest przede wszystkim naturalną konsekwencją tomów poprzednich. Henning Mankell jakby starał się każdą powieść podporządkować pewnemu tematowi, jakiemuś zjawisku, które w danym momencie najbardziej Go frasowało. Od dłuższego czasu mogliśmy obserwować, jak Wallander miota się w całkiem nowym dla niego świecie - niby tym samym, ale jednocześnie mocno zmienionym, gdzie przestępstwa i zbrodnie, jakich ludzie się dopuszczają zaczynają przekraczać granice pojmowania. “Fałszywy trop” to moment przełomowy, gdzie bohater staje naprzeciw zbrodni kumulującej w sobie tak wiele form potworności, że chwilami przerażenie wywołane świadomością prawdy zawartej w opowieści czytelnikowi jeży włosy na głowie.

Młoda dziewczyna, nie potrafiąca wypowiedzieć ani jednego słowa po szwedzku dokonuje samospalenia na oczach Wallandera. Z drugiej strony pojawia się prawdziwy, niczym prosto z Ameryki, seryjny morderca, skalpujący swoje ofiary na indiański sposób. Czytelnik widzi i wie znacznie więcej od policjantów, a lektura jest właściwie oglądaniem potężnego uniku, jaki Wallander podświadomie robi, broniąc się ostatkiem sił przed przyjęciem do wiadomości prawdy. Jest to przeważnie wspaniała opowieść, lecz bardzo smutna i przygnębiająca. Pozostawia po sobie mnóstwo refleksji nad otaczającym nas światem i zmusza czytelnika do zastanowienia się nad sobą samym i sposobach, jakimi ludzie (w tym i my) traktują najbliższe otoczenie: nie tylko rodzinę, ale i tych, których znosić trzeba na co dzień: znajomych z pracy czy z podwórka. Każdy ma swoją historię do opowiedzenia i często jest lepiej owej historii nie znać. Mankellowi ostatecznie udało się w jasny i klarowny sposób pokazać to, co Go boli, a jednocześnie uświadomić nam jak niewiele czasem trzeba, by komuś rozjaśnić życie. Tak samo niewiele jak wówczas, gdy komuś je obrzydzamy.

To już nie jest po prostu ciekawy kryminał z barwnie odmalowanym tłem społecznym. To prawdziwy dramat dziejący się w jak najbardziej prawdziwym, naszym, znanym nam wszystkim świecie. Książka smutna, ale bardzo, bardzo dobra.

Villospar, W.A.B. 2009, 464 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

wtorek, 27 marca 2012

Henning Mankell - "Mężczyzna, który się uśmiechał"

“Mężczyzna, który się uśmiechał” to powieść, która w takiej samej mierze jest kolejnym kryminałem z Wallanderem, jak i próbą opisania stanu, w jaki popada policjant po zastosowaniu ostatecznego środka walki z przestępczością - pozbawienia życia człowieka. To, co się dzieje z Kurtem Wallanderem może wydawać się momentami wręcz przesadą - by aż tak się stoczyć, wpaść w tak potężną depresję. Pamiętajmy jednak, że rzecz dzieje się nie w “naszych”, beznadziejnych czasach, ale w roku 1993, gdy w Europie, zwłaszcza w Skandynawii, mroczna rzeczywistość dopiero się zaczynała. Strzelaniny, brak szacunku do władzy i prawa - to dopiero nadchodziło, nie było jeszcze normą.

Temu zjawisku jest w ogromnej mierze poświęcona książka. Wallander wciąż nie jest w stanie pojąć bezmiaru ludzkiego okrucieństwa, nie dociera do niego nowa rzeczywistość, w której ludzkie życie jest tylko i wyłącznie towarem, zatem należy się temu, kto jest w stanie więcej zapłacić.

Aby problem narysować dokładnie, na komisariacie w Ystad pojawia się nowa postać, młoda policjantka, która szkołę ukończyła z wyróżnieniem. Jest ona swego rodzaju odpowiedzią na nowe czasy, a Mankell z właściwą sobie dokładnością opisuje nie tylko różnice między pokoleniami. Porusza także inny, równie istotny temat, jakim jest strach starszych funkcjonariuszy przed młodszymi, lepszymi, mądrzejszymi z technicznego punktu widzenia kolegami.

Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że mimo ciekawego tła w książce bardzo ucierpiała sama intryga. Z jednej strony rozumiem zamysł Mankella - tak właśnie wyglądała w owym czasie praca policji, długie godziny, dni, wreszcie tygodnie oczekiwania, aż w śledztwie coś drgnie, coś się zdarzy. Jednak z drugiej strony nie samym tłem polityczno-społecznym człowiek żyje i brak właściwej akcji oraz kilka typowo amerykańskich, hollywoodzkich rozwiązań sytuacji książce mocno zaszkodziło. “Mężczyznę, który się uśmiechał” muszę z przykrością uznać za rzecz znacznie słabszą od poprzednich trzech tomów i zdecydowanie nie polecam od tej pozycji zaczynać przygody z Wallanderem.

Mannen som log, W.A.B. 2008, 388 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

czwartek, 22 marca 2012

Henning Mankell - "Biała lwica"

Trzecia książka opowiadająca o kolejnych śledztwach, jakie przeprowadza Kurt Wallander znacznie się różni od dwóch poprzednich. Jest zakrojona na o wiele większą skalę, a sam Wallander, choć wciąż jest postacią najważniejszą, staje się tylko jednym z kilku głównych bohaterów.

Po przygodzie z totalitaryzmem na Łotwie, Henning Mankell podejmuje kolejny poważny problem z początku lat dziewięćdziesiątych, czyli potworność zwaną apartheidem. Akcja “Białej lwicy” w części rozgrywa się w Republice Południowej Afryki, w której powoli dochodzi do wielkiej przemiany. Prezydent de Klerk i Nelson Mandela są coraz bliżej zrównania praw wszystkich obywateli pańswa, czyli usunięcia uprzywilejowanej pozycji Burów.

A wszystko zaczyna się równie skromnie, jak zawsze. Zostaje zgłoszone zaginięcie kobiety, pośredniczki w handlu nieruchomościami. Podczas poszukiwań akcja momentalnie się zagęszcza, a liczne tropy, na jakie wpadają policjanci, zamiast sprawę choć odrobinę rozjaśnić, zaciemniają ją jeszcze bardziej.

Wielkim plusem powieści jest tym razem nie tylko tło polityczne i obraz świata sprzed dwudziestu lat, ale także sam Wallander, który powoli staje się policjantem rozpoznawalnym w całej Szwecji. Wreszcie rozwiąże choć kilka ze swoich licznych problemów, dotyczących córki i ojca. Lektura jest czystą przyjemnością, a Kurta już nie sposób nie lubić.

Z kolei minusem jest niestety sposób budowania napięcia oraz kilka chwytów, które miały pewnie w zamierzeniu nadać dynamiki powieści. Otóż Mankell zdecydował się na system, który nazywam “hollywoodzkim”, i po chwili kolejne wydarzenia rozgrywają się według znanego nam wszystkim schematu, który można zaobserwować w pierwszym lepszym filmie sensacyjnym produkcji USA. Ostatecznie “Biała lwica” jest “tylko” kolejną dobrą powieścią Mankella, posiadającą te same zalety, co poprzednie - dobrze ukazane tło polityczne, dobrze przedstawione problemy z początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku i fajnego bohatera. Piszę “tylko”, gdyż zarówno temat apartheidu i szeroko rozumianego rasizmu, jak i początek książki jednak obiecują coś więcej, jednak system ukazania kolejnych wydarzeń nieco obniża ostateczną ocenę.

Den vita lejoninnan, W.A.B. 2005, 480 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

niedziela, 18 marca 2012

Henning Mankell - "Psy z Rygi"

Druga opowieść o przygodach Kurta Wallandera napisana została w roku 1992 i tym razem opowiada o wydarzeniach, którymi żyła wówczas cała Europa - czyli o rozpadzie bloku komunistycznego i odrywaniu się kolejnych republik radzieckich od ZSRR. Akcję tę obserwujemy przez przykład Łotwy, przykład dość ekstremalny - na Łotwie bowiem proces niepodległościowy wywołał krótkie, choć stanowcze wejście armii radzieckiej.

Wallander oczywiście nie jest typem człowieka, którego to wszystko interesuje - i właśnie dlatego sam jest tak interesujący. Owszem, coś tam wie, co nieco rozumie, nie tkwi w żadnym kokonie niewiedzy, zdaje sobie sprawę z przemian... ale interesować go osobiście zaczną owe przemiany dopiero wtedy, gdy na własne oczy zobaczy socrealistyczną rzeczywistość, czyli kraj, gdzie wolność jest mitem, a dobrobyt kłamstwem. W wyniku toku pewnego śledztwa Szwed nawiązuje współpracę z Łotyszami i dociera do Rygi. Tam akcja zmienia kierunek o 180 stopni i ze sprawy poświęconej narkotykom docieramy do kwestii narodowowyzwoleńczych.

Nowością dla mnie, w stosunku do “Mordercy bez twarzy”, jest pewna dawka całkiem przyzwoitych filozoficznych “złotych myśli”, jakie autor od niechcenia tu i ówdzie wrzuca. Zdecydowanie mankellowsko-wallanderowe filozofowanie bywa zajmujące i wśród tych kilku ciekawych spostrzeżeń można trafić na prawdziwe perełki mądrości.

Oczywiście Wallander pozostaje przede wszystkim człowiekiem, nie nadczłowiekiem - popełnia mnóstwo błędów, znowu podkochuje się w zupełnie niewłaściwej osobie, czasem prywatny gniew przesłania mu szerszy obraz całości - krótko mówiąc jest zwykłym, choć zawziętym, człowiekiem. I to jest jego największą siłą z punktu widzenia czytelnika - detektyw, który popełnia błędy jest o wiele ciekawszą postacią od geniusza dedukcji. Przynajmniej ja tak uważam.

Dla niektórych czytelników pewnym problemem może się okazać dość prosta końcówka. Mankell znowu zastosował tę samą sztuczkę, co w “Mordercy bez twarzy” - spodziewamy się potężnych fajerwerków, jak to w kryminałach zazwyczaj bywa. A tu? Spokój, minimalizm. Także fajerwerków nie ma, ale chyba właśnie dzięki temu powieść jest o wiele bardziej realistyczna, a Wallander wciąż pozostaje zwykłym gliną, a nie superdetektywem.

Hundarna i Riga, W.A.B. 2006, 320 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl

środa, 14 marca 2012

Henning Mankell - "Morderca bez twarzy"

Pierwsza opowieść, której bohaterem jest szwedzki policjant Kurt Wallander, rozpoczyna się nocą, na wsi. Dochodzi do brutalnego morderstwa popełnionego na starszym małżeństwie. Nie dość, że nikt nie ma pojęcia jaki mógł być powód napadu, to jeszcze pozostaje kwestia okrucieństwa, jakiemu staruszkowie zostali poddani. Sprawą zajmuje się czterdziestodwuletni Wallander, tymczasowo zastępujący szefa na prowincjonalnym posterunku.

W miarę rozwoju akcji okazuje się, że jednak zamordowane małżeństwo miało pewne tajemnice, a poszlaki wskazują na zaangażowanie uchodźców. Wybucha wielka afera, a do głosu dochodzą różne nacjonalistyczno-nazistowskie organizacje. Liczba ofiar się powiększa.

Wszystko to obserwujemy z coraz większego oddalenia, na pierwszy plan bowiem wychodzi sam Kurt Wallander i jego liczne problemy. Nie dość, że jakiś czas temu z niewyjaśnionych przyczyn jego córka chciała popełnić samobójstwo, to jeszcze zostawiła go żona. Prawdę mówiąc, facet w pierwszej chwili wydaje się być skończonym idiotą, przynajmniej prywatnie. No, chyba że tak reagują faceci na porzucenie. Na domiar złego stary ojciec bohatera też nie czuje się najlepiej.

Problemy Wallandera z czasem zaczynają się przekładać na pracę i jej jakość. Autor w sprytny, dyskretny sposób, łączy to wszystko razem ze śledztwem w zgrabną całość i choć książka jest dobra od samego początku, z każdym rozdziałem staje się coraz lepsza. No i najfajniejszy element, który, jak mi się wydaje, powielił Håkan Nesser, którego uwielbiam: próżno tu szukać geniuszy i innych niebywale utalentowanych detektywów. Policjanci w Ystad to zwykli ludzie, ze swoimi problemami, zaletami i wadami. Łatwo jest ich dobrze poznać, a obserwacja jak w głowach kręcą się trybiki podczas myślenia to lektura o wiele bardziej wciągająca, niż czytanie o błyskotliwym umyśle, któremu nic nie umknie. Wallanderowi umyka, przez co jest tak zwyczajny, że aż fajny.

Mankell tworząc kryminał nie skupił się tylko na zagadce i postaciach. W tle oglądamy problemy Szwecji z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy wschód Europy wciąż skuty był komunizmem, a do Skandynawii ciągnęło liczne grono uchodźców, głównie z różnych rejonów ubogiego Układu Warszawskiego. A wśród nich nie każdy szukał lepszego zarobku i uczciwiej pracy. Drugim elementem tła jest także inna zmiana, jaka wówczas zachodziła w naszej części kontynentu: totalne zezwierzęcenie. Wallander nie potrafi zrozumieć bezsensownego, bezcelowego okrucieństwa, jakie przyszło mu oglądać. A które, niestety, dziś jest normą nie tylko w hollywoodzkich filmach. I w zasadzie to głównie z tego powodu chce się sięgnąć po następne książki o Kurcie Wallanderze – ze względu na tło i problemy dookoła, potem z delikatnej sympatii do bohatera, a dopiero na samym końcu z powodu samego kryminału i zagadki.

Mördare utan ansikte, W.A.B. 2011, 328 stron

Strona książki na LubimyCzytać.pl