Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Piekara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Piekara. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2019

Tylko jedenaście lat czekania, szybko poszło! (Jacek Piekara - "Płomień i krzyż, tom 2")

Długo nam autor kazał czekać na drugi tom wstępu do właściwej sagi o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. Tak długo, że termin wydania stał się wręcz przysłowiowy. Kiedy dostanę podwyżkę? - Jak wyjdzie drugi “Płomień i krzyż”. Kiedy w kraju będzie wreszcie prawdziwa służba zdrowia? - Jak wyjdzie drugi “Płomień i krzyż”. Kiedy będzie apokalipsa? - Jak wyjdzie drugi…

Trochę się obawiałem lektury. Autor nie zajmuje już tego miejsca wśród ulubieńców co niegdyś, coraz słabsze powieści i zbiory opowiadań, coraz więcej zbytecznego wtrącania do dzieł swoich poglądów, coraz więcej czytania o seksie, no ileż można, jakby nie było innych tematów. Jednak mimo obaw po powieść sięgnąłem, uprzednio odświeżając sobie tom pierwszy.

Z radością donoszę, że tom drugi moim skromnym zdaniem idealnie dorównuje do poziomu poprzednika, jak i najlepszych historii z oryginalnego cyklu o Madderdinie. Autor wyraźnie zmierza do celu, “Płomień i krzyż, tom 2” zdecydowanie nie należy do tej samej kategorii, co pierwsze tomy “Ja, Inkwizytor”. Zamiast pisać dla tych, którzy i tak kupią, tym razem autor powoli odsłania coraz więcej, odkrywa tajemnice tego przedziwnego świata, w którym Chrystus zszedł z krzyża i pognębił swoich ciemiężycieli.

Kto poczuł szok w ostatnich momentach lektury “Łowców dusz”, ten nabierze nowej nadziei na sprawne przedstawienie niezłej historii. Drugi “Płomień i krzyż” kontynuuje historię osób z otoczenia Madderdina, i wchodzimy coraz głębiej w świat wymyślony przez autora, dostrzegając wyraźnie miejsca, które zaczynają łączyć to, co znamy od ponad dekady z tym, co nadchodzi. Bawiłem się świetnie, zupełnie jak dawniej, książka jest samą przyjemnością dla miłośników świata Chrystusa Wojującego. A fakt, że zamiast o Madderdinie coraz więcej jest o samym Chrystusie, postaci tu przecież tak bardzo interesującej powoduje, że czytelnik natychmiast pragnie więcej. Tymczasem na rynek prawie od razu po premierze tomu drugiego trafił tom trzeci… Doskonale.

Fabryka Słów 2018

niedziela, 3 marca 2019

Nawet nie chce mi się wymyślać tytułu, czyli o „Bestiach i ludziach” Jacka Piekary

Czego by o Jacku Piekarze nie mówić, opowiadanie zatytułowane „Ponury Milczek” zapewniło mu na stałe miejsce wśród pisarzy, którzy coś jednak do powiedzenia mają. Ba, przecież nawet pierwszym tomom sagi o inkwizytorze Madderdinie nie można wiele zarzucić, to kawałek dobrej, rozrywkowej literatury.

Szkoda, że z czasem to, co pisarz ma do powiedzenia stało się coraz bardziej monotematyczne. I nie mam na myśli poglądów autora, bo są jego sprawą, a nas nikt nie zmusza do lektury jego książek, niech więc sobie uważa jak lubi. Chodzi mi o szeroko rozumiany seks, którego nagromadzenie jest tak duże, że aż… męczące. I niestety do takich też pozycji zalicza się zbiór opowiadań zatytułowany „Bestie i ludzie”. Obiecuje wiele poprzez konfrontację człowieka z potworem, tym bardziej, że nie ma gorszych potworów, niż ludzie. Niestety jednak po pierwszych dwóch opowiadaniach, które są raczej ok, pisarz szybko wkracza w rejony ulubione, i zaczynamy czytać o seksie. Ja nie mówię, że to jest temat zły, pożądanie jest jak najbardziej dobrym motywem do opisania historii o potworze ukrytym w pełnym żądz człowieku. Ale jeden tego typu tekst by mi wystarczył. Tymczasem zawartość tego zbioru gdzieś po zaliczeniu 2/3 objętości przypomina, za przeproszeniem, mokry sen zdelkarowanego onanisty i opowiadań z czasem nawet nie chce się kończyć inaczej, niż na siłę.

Mam nadzieję, że zapowiadany na niebawem (wreszcie) drugi tom przygód bardzo młodego Madderdina („Płomień i krzyż”) będzie czymś więcej, że nawet Jacek Piekara się znuży wiecznym pisaniem tego samego.

wtorek, 26 lutego 2019

Głodny, spragniony i niezaspokojony, czyli „Ja, inkwizytor” po raz kolejny

Choć od lat czekamy na kontynuację “właściwej” sagi opowiadającej o inkwizytorze Madderdinie, wciąż otrzymujemy kolejne prequele do cyklu. I ich końca nie widać, zamiast “Czarnej śmierci” i upragnionego “Rzeźnika z Nazaretu” zapowiedziany został następny tom przygód młodego Mordimera, zatytułowany “Kościany galeon”… Eksploatacja świata trwa w najlepsze.

Problemem “Głodu i pragnienia” jest dokładnie ten sam element, jaki przeszkadzał w cieszeniu się lekturą przy poprzednich odsłonach cyklu “Ja, inkwizytor”. To wszystko już było, widzieliśmy, znamy bohatera. Seria ta skierowana jest wybitnie dla największych fanów Mordimera, którzy bardziej po prostu pragną kolejnej opowieści, niż konkretów, jakie nas prawdopodobnie czekają w kontynuacji zarówno “Płomienia i krzyża”, jak i “Łowców dusz”. W książce ponownie otrzymujemy dwa opowiadania, z czego oba zostały rozbudowane o wiele bardziej, niż jest to konieczne. Fanatycy serii będą zachwyceni, mogąc ponownie przebywać w świecie przedstawionym, jednak pozostali czytelnicy często będą się nudzić, bo i forma tekstów, jak i sposób wysławiania się naszego bohatera są już każdemu tak znane, że przestają bawić, stały się spodziewaną rutyną.

O ile fabuła nie jest niczym nowym, tak narzekać nie wypada na styl samego pisarza – świetny jak (prawie) zwykle. Bardzo lekkie pióro Jacka Piekary znane jest nam od dawna, ale tym bardziej chcemy czegoś nowego, dalszego ciągu, by rozkoszować się talentem pisarskim, talentem do przedstawiania historii, jednak tej, na którą czekamy od tak dawna. Młody Madderdin był interesujący w “Wieżach do nieba”, bo był świeżo po szkole, dopiero poznawał ludzi i uczył się nimi manipulować. Jednak kolejne tomy to już tylko wypełniacze wolnego czasu, co samo w sobie nie jest niczym złym, wszak wolny czas najlepiej spędzić przy dobrej książce. Ale tego pisarza stać na o wiele, wiele więcej, stąd moje rozczarowanie kolejnymi tomami dodatkowego cyklu, powielającymi to, co znamy z oryginalnej sagi, zamiast wprowadzać nowości.

Iskierką nadziei na lepsze czasy jest umieszczenie na scenie dwójki bohaterów, których znamy z “właściwego” cyklu, rozpoczętego słynnym już “Sługą Bożym”. Szkoda jednak, że to ich pojawienie się właśnie zapamiętam z książki, a nie samą fabułę, o której już powoli nie pamiętam (śledztwo, zagadka, dużo seksu – jak zwykle). I tak koło się kręci – przez nowe postaci i tak “Kościany galeon” kupię (może będą słynne modlitwy? może będzie Anioł?), ale jak znam życie, okaże się znowu nie tym, na co czekam. Od lat. Trzeba mieć dużo cierpliwości przy tym panu, oj trzeba. :) Ale może się opłaci?

Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie
Fabryka Słów 2014