Odkładając Outsidera zachciało mi się powrócić do jednej z bohaterek, postaci, którą King wymyślił na potrzeby swojej trylogii kryminałów, i tu ponownie “wykorzystał”. No, tak naprawdę nie z powodu samej kobiety, co raczej pewnych informacji, które sugerowały, że kolejne tomy przygód detektywa Hodgesa mogą być czymś innym, niż Pan Mercedes, który pozostawił mnie onegdaj z odczuciami raczej ambiwalentnymi.
Zresztą widzę tu pewną prawidłowość; opinie fanów Pana Mercedesa o kolejnych tomach są dość często mało pochlebne, z kolei ja od pierwszych scen Znalezione nie kradzione widziałem, że to o wiele lepsza rzecz, niż tom pierwszy, przedstawiający nam Hodgesa, Holly i Jerome’a.
Powieść wciąż pasuje do definicji kryminału, jednak równie mocno skupia się na bohaterach i ich życiu. A dokładne przedstawienie człowieka w różnych sytuacjach do coś, co Kingowi zawsze wychodzi, poza tym sam pomysł o zbrodniach, które wywołała lektura książki, postać fikcyjnego bohatera – jest to coś, co potrafię zrozumieć i co mnie wciąga. Tak właśnie czytałem książki przed dwudziestu laty – totalnie, na maksa, z całkowitym zaangażowaniem. Kupuję ten pomysł. Wędrówka pomiędzy latami siedemdziesiątymi a czasami obecnymi sprawia dużo przyjemności, i nawet Hodges i Jerome, których tak bardzo nie potrafiłem zrozumieć w Mercedesie, tu są ok.
Im bliżej końca, tym całość robi się coraz bardziej przewidywalna, ale w zasadzie ten fakt nie psuje zabawy. Jest tu bowiem co innego, coś, co nawet Panu Mercedesowi dodaje parę punktów: pewien plan. Widać, że zabójca z mercedesa nie był Kingowi potrzebny jedynie do zabawy w kryminał, nie. Na horyzoncie zaczyna majaczyć coś, co starzy fani Kinga zawsze chętnie przytulą: groza. Już w Znalezionym nie kradzionym zapowiada się tom ostatni, zatytułowany Koniec warty i rzeczy, które z kryminałem niewiele będą miały wspólnego, rzeczy, które nie śniły się filozofom. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bill Hodges. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bill Hodges. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 marca 2019
piątek, 22 lutego 2019
Stephen King – „Pan Mercedes”
Tytułowy Pan Mercedes to przestępca, morderca, którego dziennikarze nazwali w ten sposób od zastosowanego narzędzia zbrodni. Sprawca ukradł potężny samochód osobowy i radośnie wjechał w tłum ludzi dokonując kilku zabójstw i wielu okaleczeń za jednym zamachem. Sprawa jest w toku, jednak prowadzi ją nie tyle policja, co emerytowany detektyw Hodges, który od pół roku dziadzieje w samotności, bez pracy i sensu życia.
Stephen King tym razem przygotował powieść detektywistyczną, taki dość klasyczny kryminał z elementami thrillera. Wszystkiego trzeba spróbować, prawda? Zatem Mistrz trzymając się reguł rządzących gatunkiem poprowadził akcję z typową dla siebie narracją, pełną dygresji, stosując więcej słów, niż jest to konieczne. Facet lubi gadać, wiemy to wszyscy.
Pierwsza połowa powieści jest dobra, może bez większych fajerwerków, ale czepiać się też nie ma czego. King bawi się pokazaniem społeczeństwa XXI wieku (akcja toczy się w roku 2009), co chwilę robi prztyczka w nos różnym zwyczajom, z których słynie dzisiejsze społeczeństwo, czyli życie w sieci, nadmiar wyimaginowanych problemów emocjonalnych, chęć korzystania z różnego rodzaju psychoanalityków czy wręcz „trenerów życia”… A potem następuje druga połowa i wszystko zaczyna się chwiać w posadach.
Zrobienie bohaterem książki faceta w wieku 62 lat było świetnym pomysłem, jeśli ma się coś do powiedzenia o życiu na emeryturze. A King ma wiele do powiedzenia. Jednak samodzielne śledztwo, wbrew policji, w dodatku z niepełnoletnim młodzieńcem u boku oraz kobietą w sile wieku, ale z psychiką małej dziewczynki… cóż, to jednak dla mnie zbyt dużo dziwactwa. Nie kupiłem tej historii. Może gdyby akcja toczyła się w latach osiemdziesiątych? Ale dziś? W naszym świecie? Jakoś nie wydaje mi się to możliwe, to po prostu nie pasuje.
Czytało się lekko i przyjemnie, bo to w końcu King. Ale odłożyłem czytnik z uczuciem rozczarowania; nie tego się spodziewałem, jakoś mam wrażenie, że Kinga stać na wiele, wiele więcej. Może w kolejnych tomach będzie lepiej? Bo gdzieś czytałem, że książek o Hodgesie będzie więcej. Pożyjemy, zobaczymy.
Mr. Mercedes
Albatros 2014
Stephen King tym razem przygotował powieść detektywistyczną, taki dość klasyczny kryminał z elementami thrillera. Wszystkiego trzeba spróbować, prawda? Zatem Mistrz trzymając się reguł rządzących gatunkiem poprowadził akcję z typową dla siebie narracją, pełną dygresji, stosując więcej słów, niż jest to konieczne. Facet lubi gadać, wiemy to wszyscy.
Pierwsza połowa powieści jest dobra, może bez większych fajerwerków, ale czepiać się też nie ma czego. King bawi się pokazaniem społeczeństwa XXI wieku (akcja toczy się w roku 2009), co chwilę robi prztyczka w nos różnym zwyczajom, z których słynie dzisiejsze społeczeństwo, czyli życie w sieci, nadmiar wyimaginowanych problemów emocjonalnych, chęć korzystania z różnego rodzaju psychoanalityków czy wręcz „trenerów życia”… A potem następuje druga połowa i wszystko zaczyna się chwiać w posadach.
Zrobienie bohaterem książki faceta w wieku 62 lat było świetnym pomysłem, jeśli ma się coś do powiedzenia o życiu na emeryturze. A King ma wiele do powiedzenia. Jednak samodzielne śledztwo, wbrew policji, w dodatku z niepełnoletnim młodzieńcem u boku oraz kobietą w sile wieku, ale z psychiką małej dziewczynki… cóż, to jednak dla mnie zbyt dużo dziwactwa. Nie kupiłem tej historii. Może gdyby akcja toczyła się w latach osiemdziesiątych? Ale dziś? W naszym świecie? Jakoś nie wydaje mi się to możliwe, to po prostu nie pasuje.
Czytało się lekko i przyjemnie, bo to w końcu King. Ale odłożyłem czytnik z uczuciem rozczarowania; nie tego się spodziewałem, jakoś mam wrażenie, że Kinga stać na wiele, wiele więcej. Może w kolejnych tomach będzie lepiej? Bo gdzieś czytałem, że książek o Hodgesie będzie więcej. Pożyjemy, zobaczymy.
Mr. Mercedes
Albatros 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)

