Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vis-a-vis Etiuda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vis-a-vis Etiuda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Kawałek najciekawszej historii Japonii podany w idealnej formie (James Clavell - "Szogun")

Jest dla mnie rzeczą niepojętą, że James Clavell jest tak stosunkowo mało znanym u nas pisarzem. Cały czas trwania lektury powieści Szogun próbowałem zrozumieć jak to możliwe? Bo książka tak totalnie zwala z nóg, jest tak niesłychanie dobra, że naprawdę trudno mi to pojąć.

Powieść opowiada o angielskim pilocie Johnie Blackthorne, który próbując przetrzeć szlak morski i odebrać w ten sposób nieco chwały Hiszpanom i Portugalczykom rozbija swój okręt w Japonii. Akcja dzieje się na przełomie XVI i XVII wieku, w czasie, gdy kraj ten przechodził ogromne zmiany. Zetknięcie filozofii i sposobu życia samurajów z obyczajami zachodnimi tym zmianom dopomogło, czego rezultatem było powstanie niejako nowego tworu państwowego, szogunatu. Książkę można traktować jako powieść historyczną, z jedną za to ważną uwagą: nie występują tu postaci historyczne. Jeżeli jednak czytelnik sobie uświadomi, że pan Yoshi Toranaga jest wyobrażeniem autora historycznej postaci niejakiego Iyeasu Tokugawy, wtedy wszystko robi się jasne.

Powieść robi wrażenie swoim rozmachem. James Clavell wykorzystuje Blackthorne’a, szybko przemianowanego lokalnie na Anjin-san (czyli po prostu: pilot) do zaprezentowania właśnie wpływu portugalskich katolików na świat japoński, w całości oparty na bushido, czyli drodze wojownika, zbiorze zasad, jakimi kierowali się samurajowie. Zasad tak niesłychanie imponujących, że aż przerażających. Nazwać feudalną Japonię zupełnie innym światem to zdecydowanie za mało; opisy pojęcia honoru, obowiązku i podporządkowania suzerenowi z jednej strony wywołują w czytelniku ogromny szacunek, ale z drugiej właśnie strach, bo przecież w ten sposób pojmowany honor w razie nieodpowiedniej władzy musi się skończyć tragedią. Co zresztą pokazała potem II wojna światowa, o której tu oczywiście nie ma ani słowa, jednak świadomość walk na Pacyfiku, kamikaze, gotowości oddania życia bez wahania oraz nieumiejętność poddania się są w Szogunie wspaniale wyjaśnione, właśnie poprzez historię tego kraju.

Jest jednocześnie powieść po prostu rewelacyjną przygodą, w której oprócz często bardzo dynamicznej akcji jest też mnóstwo polityki, zakulisowych rozgrywek, czasem lektura jest wręcz skomplikowana, tak wiele tu postaci, między którymi jest jeszcze więcej zależności. Przy czym autor zadbał, by te postaci były różne, by czytelnik potrafił je zrozumieć, utożsamić się, kibicować lub wręcz przeciwnie. I o ile kreacja Anjin-sana momentami bywa naiwnie papierowa; bohater zdaje się być często zbyt doskonały, utalentowany i inteligentny, tak kreacja bohaterów japońskich to absolutne mistrzostwo. Widać ich niemal jak żywych, tak obrazowe jest przedstawienie kolejnych losów; autor zdecydowanie musiał być pod ogromnym wrażeniem postaci samuraja, Toranaga-san urasta do rozmiarów giganta, i nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek po lekturze nie pragnął szerzej dowiedzieć się o Tokugawie, pierwszym z rodu, który panował nad Japonią przez ponad ćwierć milenium.

Jest wreszcie Szogun także prawdziwą kopalnią wiedzy na temat filozofii życia Japończyków. Powieść funkcjonuje na zasadzie kontrastu: biały przybysz z Europy styka się z kompletnie inną rzeczywistością. Gdzie kobiety nie są kimś gorszym, gdzie seks nie jest tematem tabu, gdzie pieniądze jako takie nie mają absolutnie żadnego znaczenia, a władza nie jest przywilejem, ale obowiązkiem. To bardzo długa powieść, podczas której lektury czytelnik i tak boi się, że prędzej czy później dotrze do końca. Chciałoby się, by przyjemność trwała choćby dwa razy dłużej, rozstanie z bohaterami jest tak bolesne. Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem nazwisko Jamesa Clavella jest tak stosunkowo mało znane. Taki talent to rzadkość.

vis-a-vis Etuida 2012

środa, 24 kwietnia 2013

Brian Lumley - "Nekroskop"

“Nekroskop” to przede wszystkim całkiem interesujący pomysł. Zamiast od razu brać na warsztat klasycznego, typowego, banalnego wręcz nekromantę, autor prezentuje nam osobę zwaną właśnie nekroskopem. Czyli taką, która nie tyle wzbudza zmarłych do czegoś na kształt życia, co pozwala wejść w umysł umarłego, porozmawiać z nim, dowiedzieć się konkretnych informacji.

Harry’ego poznajemy stopniowo, od dzieciństwa, przez młodość, do czasu, gdy jest dorosłym człowiekiem. Poznawanie bohatera jest tym wolniejsze, że prócz Harry’ego mamy także drugą postać, która przez większość książki dominuje - tego złego, pracownika specjalnej, tajnej komórki KGB, z pochodzenia Wołocha (więc od razu wiadomo z czym będziemy mieć do czynienia), który przyszedł na świat w wyniku starań tajemniczej istoty... Brzmi trochę jak horror klasy B czy C, i też taką powieścią “Nekroskop” jest, z zaznaczeniem, że jak na ten charakterystyczny gatunek, który w Polsce tak wielu uwielbia, “Nekroskop” jest pozycją dość dobrą, zatem spodobać się może nie tylko największym maniakom.

Można się wczuć zarówno w losy Harry’ego, jak i Daragosaniego. To, co ich czeka nie jest może fabułą absolutnie zwalającą z nóg czy przełomową, jednak nie da się ukryć, że podczas lektury książki ziewałem bardzo rzadko, a sprytnie prowadzona akcja (retrospekcje, kolejne postaci, duch opowiadający tę historię) staje się dodatkowym bonusem. Zatem polecam, nie tylko ortodoksyjnym fanom seryjnie wydawanych w naszym kraju w latach dziewięćdziesiątych horrorów. To się może spodobać także tym, którzy od tego rodzaju literatury na co dzień trzymają się z daleka.

Necroscope
vis-a-vis Etiuda 2009

środa, 16 lutego 2011

Anthony Burgess "Mechaniczna pomarańcza"

“Mechaniczna pomarańcza” to powieść, która przede wszystkim atakuje czytelnika mnóstwem pozytywnych wrażeń przez sam zastosowany tu język - prawdziwy eksperyment lingwistyczny. Książka została napisana wymyśloną, nieistniejącą mową, będącą połączeniem angielskiego slangu z zapożyczeniami z rosyjskiego, którym posługują się bohaterowie, młodzież. Jako że treść jest podana w formie opowieści głównego bohatera, Aleksa, jedyne momenty, w których język jest prosty w zrozumieniu to te, gdy Alex cytuje napotkane, starsze od niego, obdarzone autorytetem postaci, np. członków rządu. Świetną robotę wykonał polski tłumacz, Robert Stiller, przekształcając tę specyficzną mowę tak, by jednocześnie zachowała ślad oryginału, ale była zrozumiana bez problemu przez Polaków.

Książka opowiada o kilku latach z życia Aleksa, młodocianego przestępcy, który w dzień śpi i wypoczywa, a wieczorami ze swoim gangiem się doskonale bawi. Zabawa ta jest dość brutalna, bowiem polega na stosowaniu praktycznie nieograniczonej przemocy wobec wszystkich, którzy znajdą się na ich drodze. Nie tylko kradną, ale dla przyjemności biją, gwałcą, a potem spokojnie wracają do ulubionego lokalu i wydają “zarobione” pieniądze na drinki z narkotykowymi wstawkami.

Alex jednakże ma pecha - trafia w końcu do więzienia, i tu zaczyna się jakby druga strona historii. Autor wyraźnie wskazuje, że coś tak abstrakcyjnego jak resocjalizacja nie istnieje, i prezentuje wymyślony przez siebie system “warunkowania” przestępców tak, by nie byli fizycznie zdolni do przemocy. Poddany eksperymentowi Alex po wyjściu z więzienia nie zmienił się ani na jotę, lecz ilekroć pragnie zachować się zgodnie z własnymi zwyczajami doznaje niebywałych cierpień. Co więcej, ów eksperyment okazuje się być niczym innym, jak tylko narzędziem kontroli ludzi, obywateli. Ten wątek nie jest jednakże dostatecznie rozwinięty, więc klasycznej dla fantastyki socjologicznej walki o prawdę tu nie spotkamy. Pewnie, że bohater będzie wykorzystywany przez różne środowiska do swoich politycznych celów, ale w nie tak wielkim stopniu, jak się spodziewałem.

Burgess w “Mechanicznej pomarańczy” ukazał bardzo ciekawy świat, który niestety ma bardzo wiele wspólnego z tym, w którym my sami teraz żyjemy. Młodzi ludzie nie posługują się już normalnym, zdrowym językiem, powtarzając za prymitywnymi społecznościami zachodu skrócenia, tworząc neologizmy i co najgorsze używając słów, których znaczenia nie pojmują, zatem w ich mowie nabierają one zupełnie nowego. Przemoc tu opisana jest także częścią naszego życia, przecież co chwilę się słyszy o zwyrodnialcach i zboczeńcach, których w społeczeństwie ilość zdaje się nieustannie rosnąć. Włamywanie się do domostw obywateli celem rabunku i gwałtu to przecież nic innego, jak spotykane i u nas zabijanie dla kilkunastu złotych, czy wręcz tylko dla możliwości obejrzenia na żywo śmierci innej, żywej istoty. Pytaniem pozostaje, kiedy ktoś wpadnie na pomysł odejścia od klasycznie pojmowanej resocjalizacji i wymyśli jakiś nowy sposób radzenia sobie z tępotą i bezmyślnością, rozmnażającą się wokół nas jak króliki w Australii? I czy jest to w ogóle możliwe?

A Clockwork Orange, Vis-a-Vis/Etiuda 2009, 256 stron

Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl