Kończąc “Malowanego człowieka” miałem wielką nadzieję, że autor w kolejnej części znowu mocno skupi się na stworzonych przez siebie postaciach, że akcję oglądać będziemy z różnych perspektyw kolejnych bohaterów, że opowieść nie zmieni się w typowe fantasy, gdzie dzielna drużyna maszeruje na spotkanie przeznaczenia by uratować świat. Dziwne, że mimo właśnie takiego sposobu kontynuowania historii, “Pustynna włócznia” i tak stworzyła mi sporo problemów podczas lektury, do której czasem musiałem się wręcz zmuszać, do której nie chciało mi się wracać.
W poprzednim tomie oglądaliśmy kilkoro postaci, przeżywając wraz z nimi mnóstwo czasu, od wczesnego dzieciństwa, aż do dorosłości. Aby tradycji stało się zadość, autor w ten sam sposób w drugim tomie przedstawił kolejnego bohatera - co ciekawe znanego nam już Jardira, przywódcę kraju będącego w książce czymś na kształt Arabii. Przeraźliwie długi rozdział pierwszy ukazuje tym razem jego dzieciństwo i wszystkie wydarzenia, które doprowadziły go do osiągnięcia statusu, który poznaliśmy już w “Malowanym człowieku”.
Potem wracamy do Arlena, Leeshy i Rojera, przez ich kolejne przygody obserwując świat przedstawiony. Obiektywnie przyznaję, że całość jest ładnie zamknięta, opięta, przemyślana i na pewno fanom fantasy w zupełności wystarczy do zadowalającej lektury. Mniej obiektywnie jednakże muszę się przyznać, że książka jest... nudna. Nie potrafiłem utrzymać uwagi, choć jednocześnie pragnąłem dowiedzieć się “co było potem”, potrafiłem znaleźć sobie sto innych zajęć na samą myśl o kontynuowaniu lektury. Autor zaczął się powtarzać, wybrał sobie kilka motywów do rozwijania (wykorzystywanie seksualne własnych córek przez co poniektórych wieśniaków, niezrealizowane marzenia o przyszłości, polityka - jak zwykle na tronie siedzi ktoś beznadziejny, otaczający się doradcami częściej myślącymi o sobie, niż o poddanych) i tak, jak w tomie poprzednim, tak i tutaj oglądamy właściwie to samo, tylko kilka lat później. Spodziewane wydarzenia nastąpiły: mobilizacja, nauka, walka z demonami, zmiana sposobu myślenia przez sporą ilość ludzi. Szkoda tylko, że ukazane zostały w taki nijaki sposób.
“Pustynna włócznia” to dobra powieść, mimo wszystko. Ale raczej skierowana przede wszystkim do fanów czystej fantasy, którzy ten akurat gatunek uznają za najwspanialszy. Zaangażowanie autora o uwagę czytelnika gdzieś się zgubiło, jakby starczyło mu go tylko na tom pierwszy i wzbudzenie zainteresowania, a teraz po prostu lecimy dalej z tym koksem. Dla mnie to za mało, jak zauważyłem chciałbym czegoś więcej, czegoś, co napisane zostało z polotem, a nie tylko przy pomocy rzemieślniczych umiejętności.
The Desert Spear, Fabryka Słów 2009, tom 1: 528 stron, tom 2: 664 strony
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl demoniczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl demoniczny. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 października 2011
czwartek, 6 października 2011
Peter V. Brett, trylogii demonów tom 1. "Malowany człowiek"
Tom pierwszy “Trylogii Demonów”, w Polsce podzielony na dwie księgi, opowiada o świecie, w którym ludzkość jest nękana przez wychodzące co noc z Otchłani demony. Jedyną metodą obrony przed kreaturami jest stosowanie runów ochronnych, malowanych czy rytych na domach i osadach. Dużych miast jest tylko kilka, są one bronione przez Patronów Run, dbających o regularne sprawdzanie znaków ochronnych wymalowanych na murach - reszta upadła zniszczona przez nocne stwory,. Poza miastami ludzie żyją w niewielkich wsiach i próbują sobie dawać radę, żyć z dnia na dzień, wiecznie w strachu gdy zapadają ciemności.
Zapowiada się na prostą lekturę raczej tylko dla wielbicieli gatunku, którym wiecznie mało drużyn bohaterów, walki ze złem i ratowania pięknych księżniczek przez blond rycerzy na śnieżnobiałych rumakach... I nie ma co ukrywać - powieść jest właśnie typowym fantasy, w którym próżno szukać ciekawych rozwiązań fabularnych. Niezależnie od siebie poznajemy troje bohaterów, każdego od ich wczesnego dzieciństwa, wiedząc od samego początku, że gdzieś w przyszłości ich drogi się przetną. Arlen, chłopiec z niebywałym talentem do rysowania run pragnie innego życia, niż to w ciągłym strachu we wsi. Leesha z kolei marzy o miłości i spokoju, lecz w wyniku splotu okoliczności zostaje Zielarką, uzdrowicielką i rusza w świat. Rojen natomiast, osierocony we wczesnym dzieciństwie zostaje przygarnięty przez Minstrela i w tym też zawodzie upatruje swojej przyszłości. Z czasem okazuje się, że każdy z nich posiada pewien talent, który skutecznie niszczy wszystko to, w co ludzie wierzą: że demonów nie można zabić, że walka z nimi jest bezsensowna, że nic nigdy nie ulega zmianie a plaga demonów będzie trwała wiecznie.
Dlaczego więc tak niby zwykłej historii daję cztery gwiazdki, uznając tym samym za bardzo dobrą? Z jednego i TYLKO jednego powodu: autor posiada wielki talent w kreowaniu swoich bohaterów. Właściwie cała powieść jest o nich, nie o walce ludzi z demonami. Krok po kroku poznajemy całe ich życie, bez problemu wczuwając się w sytuacje, w których zostali postawieni. Wpierw próbują normalnie żyć, jak ich rodzice czy najbliżsi. A nawet gdy to okazuje się niemożliwe, wciąż pozostają ludźmi z krwi i kości, ze swoimi problemami, marzeniami, pragnieniami, radościami i smutkami. Autor z polotem kreśli ich losy, prowadząc akcję przez wiele, wiele lat, aż dochodzi do spotkania. Czytelnik wie od pierwszych stron, że tak będzie, tym bardziej na to spotkanie czeka... Ono jednak następuje dopiero na samym końcu powieści, pozostawiając nas w niepewności co do dalszych losów postaci. Czy akcja zmieni się w sztampowe fantasy, gdzie drużyna trojga dzielnych stawi czoło hordom demonów? Czy autor w kolejnym tomie wprowadzi nowe postaci? Tego dopiero się dowiemy.
“Malowany człowiek” to naprawdę dobra książka, w której prosty pomysł (nie ma sensu ukrywać, że już parę razy w historii wykorzystany) dzięki świetnym bohaterom jest ukazany w sposób wciągający, z polotem. Zresztą dotyczy to nie tylko głównych bohaterów, ale też postaci drugo- czy trzecioplanowych. Każda jest pewną osobowością, ludzie zgodnie ze swoją naturą posotają głupcami, posłusznymi kretyńskim ideałom, wyszukującymi każdej okazji do sprawienia innym bólu. Brett bywa okrutnie realistyczny w przedstawianiu ludzkiej natury, co nadaje powieści inny wymiar i z typowego fantasy robi się opowieść znacznie bardziej zajmująca, niż mogłoby się wydawać.
Autor po prostu ma talent i jak sobie uświadomiłem, że powieść jest właściwie debiutem pisarza, to aż musiałem przysiąść. Takiego debiutu można tylko zazdrościć :-) Liczę na ciekawe rozwiązania w kolejnych tomach, bo taki talent szkoda było by zmarnować. Niech drużyna dzielnie prze przed siebie, zbawia ludzkość i ratuje świat, ale mam nadzieję, że autorowi starczy siły na stworzenie czegoś więcej, co pozwoli kolejny tom potraktować tak, jak ten: jako ZDECYDOWANIE WYRÓŻNIAJĄCE SIĘ fantasy.
The Painted Man, Fabryka Słów 2008-9, tom 1: 504 strony, tom 2: 320 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Zapowiada się na prostą lekturę raczej tylko dla wielbicieli gatunku, którym wiecznie mało drużyn bohaterów, walki ze złem i ratowania pięknych księżniczek przez blond rycerzy na śnieżnobiałych rumakach... I nie ma co ukrywać - powieść jest właśnie typowym fantasy, w którym próżno szukać ciekawych rozwiązań fabularnych. Niezależnie od siebie poznajemy troje bohaterów, każdego od ich wczesnego dzieciństwa, wiedząc od samego początku, że gdzieś w przyszłości ich drogi się przetną. Arlen, chłopiec z niebywałym talentem do rysowania run pragnie innego życia, niż to w ciągłym strachu we wsi. Leesha z kolei marzy o miłości i spokoju, lecz w wyniku splotu okoliczności zostaje Zielarką, uzdrowicielką i rusza w świat. Rojen natomiast, osierocony we wczesnym dzieciństwie zostaje przygarnięty przez Minstrela i w tym też zawodzie upatruje swojej przyszłości. Z czasem okazuje się, że każdy z nich posiada pewien talent, który skutecznie niszczy wszystko to, w co ludzie wierzą: że demonów nie można zabić, że walka z nimi jest bezsensowna, że nic nigdy nie ulega zmianie a plaga demonów będzie trwała wiecznie.
Dlaczego więc tak niby zwykłej historii daję cztery gwiazdki, uznając tym samym za bardzo dobrą? Z jednego i TYLKO jednego powodu: autor posiada wielki talent w kreowaniu swoich bohaterów. Właściwie cała powieść jest o nich, nie o walce ludzi z demonami. Krok po kroku poznajemy całe ich życie, bez problemu wczuwając się w sytuacje, w których zostali postawieni. Wpierw próbują normalnie żyć, jak ich rodzice czy najbliżsi. A nawet gdy to okazuje się niemożliwe, wciąż pozostają ludźmi z krwi i kości, ze swoimi problemami, marzeniami, pragnieniami, radościami i smutkami. Autor z polotem kreśli ich losy, prowadząc akcję przez wiele, wiele lat, aż dochodzi do spotkania. Czytelnik wie od pierwszych stron, że tak będzie, tym bardziej na to spotkanie czeka... Ono jednak następuje dopiero na samym końcu powieści, pozostawiając nas w niepewności co do dalszych losów postaci. Czy akcja zmieni się w sztampowe fantasy, gdzie drużyna trojga dzielnych stawi czoło hordom demonów? Czy autor w kolejnym tomie wprowadzi nowe postaci? Tego dopiero się dowiemy.
“Malowany człowiek” to naprawdę dobra książka, w której prosty pomysł (nie ma sensu ukrywać, że już parę razy w historii wykorzystany) dzięki świetnym bohaterom jest ukazany w sposób wciągający, z polotem. Zresztą dotyczy to nie tylko głównych bohaterów, ale też postaci drugo- czy trzecioplanowych. Każda jest pewną osobowością, ludzie zgodnie ze swoją naturą posotają głupcami, posłusznymi kretyńskim ideałom, wyszukującymi każdej okazji do sprawienia innym bólu. Brett bywa okrutnie realistyczny w przedstawianiu ludzkiej natury, co nadaje powieści inny wymiar i z typowego fantasy robi się opowieść znacznie bardziej zajmująca, niż mogłoby się wydawać.
Autor po prostu ma talent i jak sobie uświadomiłem, że powieść jest właściwie debiutem pisarza, to aż musiałem przysiąść. Takiego debiutu można tylko zazdrościć :-) Liczę na ciekawe rozwiązania w kolejnych tomach, bo taki talent szkoda było by zmarnować. Niech drużyna dzielnie prze przed siebie, zbawia ludzkość i ratuje świat, ale mam nadzieję, że autorowi starczy siły na stworzenie czegoś więcej, co pozwoli kolejny tom potraktować tak, jak ten: jako ZDECYDOWANIE WYRÓŻNIAJĄCE SIĘ fantasy.
The Painted Man, Fabryka Słów 2008-9, tom 1: 504 strony, tom 2: 320 stron
Strona książki na Fantasta.pl
Strona książki na LubimyCzytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)



