Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Test. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Test. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

Żegnaj, BeBooku, witaj Kindle!

Dwa i pół roku temu kupiłem sobie pierwszy czytnik wyposażony w epapier. Był to model BeBook One 2010, zwany także BeBookiem Plus. Urządzenie działa sprawnie do dziś i nigdy nie żałowałem obłędnej sumy 1104 złotych, które wtedy musiałem wydać.

Dla maniaka technologii dwa lata to bardzo dużo. Sam jestem zaskoczony, że przez tyle czasu nie zmieniłem urządzenia, których w międzyczasie nie brakowało. Pojawiały się coraz ciekawsze i coraz lepsze, bijące na głowę BeBooka pod względem specyfikacji, szybkości, jakości ekranu. Rynek także mocno się zmienił. W 2010 roku ebooki w Polsce dopiero startowały, księgarnie sprzedawały epuby zabezpieczone przy pomocy nieprzyjemnego mechanizmu Adobe DRM, większość fanów formatu mobi musiała sobie książki sama konwertować. Potem jednak przyszedł wielki boom i dziś nie ma tygodnia, w którym nie kupiłbym choć paru pozycji, dzięki bogatej (i stale się powiększającej) ofercie kilku wybranych księgarń, dobrze zorganizowanym promocjom oraz możliwości pobierania różnych formatów eksiążek za raz wydane pieniądze. Szczególnie ten ostatni element namawiał mnie od dawna na zakup najbardziej znanego, najsłynniejszego czytnika, tego produkcji Amazonu - Kindle.

Piękne jest to, że Kindle piątej generacji w roku 2012 jest pod prawie każdym względem lepszy od BeBooka, a przy tym lekko licząc kosztuje zaledwie połowę jego ceny sprzed dwóch lat. Zresztą jeśli trochę pokombinować można wersję With Special Offers (czyli tę, którą kupiłem) mieć za jeszcze mniejsze pieniądze.

Za swojego Kindla dałem mniej niż 500 zł, a w cenie jeszcze się zmieściło całkiem znośne etui. Cena po prostu szokująca na tle konkurencji.

Różnice
Podstawową różnicą między Kindlem i BeBookiem jest oczywiście format książek. BeBook potrafił połknąć zarówno epub, jak i mobi oraz kilkanaście innych. W praktyce korzystałem tylko z epub, bowiem średnio mi się podobało bebookowe przedstawienie mobi. Ponadto kilka razy z niewyjaśnionych przyczyn książek mobi nie potrafił doczytać.

W Kindlu oczywiście w grę wchodzi tylko mobi. Z moich doświadczeń wynika, że jest to format o wiele szybszy w ładowaniu, nie musi być także sztucznie pompowany przez dodawanie osobnych czcionek i inne tego typu zabawy, znane z epub. Mobi po prostu działa, czyta się świetnie. A tworzy? Cóż, bawiłem się wieloma programami do robienia plików mobi i krótko powiem: wygodniej jest zrobić epub, a potem dokonać konwersji, chociażby w nieśmiertelnym Calibre.

Drugą wielką różnicą jest typ ekranu. W BeBooku mam szesnaście odcieni szarości na wyświetlaczu typu Vizplex, Kindle daje tyle samo, ale na ekranie typu Pearl. Różnicę rzeczywiście widać położywszy oba urządzenia obok siebie. Nagle okazało się, że na BeBooku czcionki były ciemnoszare na jasnoszarym tle. Na Kindlu widać jakby fonty były czarne na tle białym, co jest oczywiście wygodniejsze.

Poza tym zadziwia prędkość Kindla. Urządzenie można wziąć do ręki po czym bardzo szybko klikać przycisk zmieniania strony, a Kindle w czasie rzeczywistym je zmienia. Jak to zobaczyłem po raz pierwszy doznałem szoku. BeBook musiał każdą kolejną stronę zaczytać, co trwało chwilę. Byłem przyzwyczajony do klikania przycisku zmiany strony już w momencie, gdy zostało mi jeszcze kilka linii tekstu. Zmiana druku następowała po czasie, jaki był mi potrzebny na doczytanie. W Kindlu jest to niemożliwe - gdy kliknę przycisk zmiany strony natychmiast pojawia się kolejna. Szybkość jest zadziwiająca. Znawcą nie jestem, ale nawet nie przypuszczałem, że technologia epapieru może być tak szybka.

Oczywiście ta prędkość nie wynika tylko z dobrych parametrów urządzenia, ale także sprytu Amazonu. Kindle na ekranie Pearl nie musi odświeżać strony co chwilę, jak Vizplex w BeBooku. Tam rzeczywiście było czasem widać pozostałości po poprzednich kartkach, szczególnie na obrazkach. W Kindlu pełne odświeżenie epapieru następuje raz na około pięć zmian strony - a artefaktów nie widać.

Podobieństwa, czyli znowu różnice ;-)
Zarówno BeBook, jak i Kindle posiadają ekrany o tej samej przekątnej (6 cali) i rozdzielczości (600x800 pikseli). Jednak Amazon wydaje się zwracać o wiele większą uwagę na detale i dzięki temu książka wygląda o niebo lepiej na Kindlu. Przede wszystkim mamy więcej możliwości formatowania tekstu. Domyślna wielkość czcionki jest idealna, a sprawne zagęszczenie tekstu oraz dopracowane marginesy powodują, że na jednym ekranie można przeczytać o wiele więcej linii, znaków, niż na BeBooku, wcale przy tym nie wysilając wzroku.

Genialnie został potraktowany w Kindlu problem justowania. Na BeBooku najlepiej czytało się książki justowane do lewej strony. Dzięki temu nie trafialiśmy na linie tekstu, w którym bywały zbyt wielkie dziury wywołane przez nadmuchane spacje. Amazon jednak wymyślił świetny sposób, by tekst był jednocześnie pozbawiony owych dziur, ale i justowany do obu stron, co wygląda według mnie po prostu ładniej.

Otóż Kindle ma ograniczenie długości spacji, odstępu między wyrazami. Jeśli owo ograniczenie miałoby zostać przekroczone, dana linia... przestaje być justowana do obu marginesów, a staje się justowana tylko do lewego. I szczerze mówiąc widok tych kilku wersów justowanych na lewo, wśród ogromnej większości justowanych do obu stron w ogóle nie przeszkadza, a całość jest i tak niezwykle zwarta, przejrzysta i uporządkowana.

Internet
Choć Kindle’a zamówiłem 19 listopada (w piąte urodziny czytnika, zbieg okoliczności), to jeszcze nie uruchomiłem przeglądarki internetowej w moim modelu. Pod pojęciem internet jednak mam na myśli coś zupełnie innego - wysyłanie książek na urządzenie bez kabla. Po rejestracji czytnika w Amazonie dostałem unikalny email w domenie @kindle.com, na który mogę wysyłać maile z załącznikami w postaci książek. Trafiają one bezpośrednio na mój nowy czytnik, wystarczy włączyć połączenie WiFi. Fajne rozwiązanie, precz z kablami! :-)

Kilka księgarni już uruchomiło wysyłkę na Kindle. Wystarczy dodać ich maile do czegoś na kształt “białej listy” na swoim koncie w Amazon.com, by swobodnie, jednym kliknięciem wysyłać zakupione książki bezpośrednio na czytnik. Świetne rozwiązanie - nawet teraz, pisząc te słowa, w chmurze amazonowej (amazońskiej?) już czekają dwie kolejne książki. Niech tylko wezmę czytnik do ręki i zaraz będą gotowe do lektury.

Jak na razie...
…jest wspaniale. Biedny BeBook chyba będzie musiał poszukać nowego właściciela. Zwyczajnie nie dorasta Kindlowi do pięt, choć fizycznie jest urządzeniem większym i cięższym :-) Tak dobry sprzęt, za tak (relatywnie) niewielkie pieniądze - wreszcie zrozumiałem dlaczego jedno z ulubionych pytań fanów eliteratury brzmi: “jaki masz czytnik i dlaczego Kindle?”. No właśnie dlatego.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

eKsiążki na iPhone, iPod Touch i iPad - Lexcycle Stanza

Zanim stałem się szczęśliwym (przynajmniej na razie) posiadaczem czytnika książek BeBook Plus, z powodzeniem czytałem literaturę przy pomocy wspaniałego wynalazku, jakim jest Apple iPod Touch oraz darmowa aplikacja Stanza, produkcji firmy Lexcycle. Wydaje mi się, że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z potencjału tego duetu, stąd ten tekst.

Pierwsze uruchomienie
Po wejściu do programu wita nas kompletnie polskie menu, z klasycznymi wskazówkami ukazującymi się przy każdym uruchomieniu (oczywiście można je wyłączyć). Następnie program przechodzi od razu do działu BIBLIOTEKA, zawierającego w domyśle książki użytkownika. Na początek są dwie: "Welcome to Lexcycle Stanza", będąca instrukcją użytkowania, niestety po angielsku oraz "Alice's Adventures in Wonderland" Lewisa Carolla... również po angielsku.


Zanim przejdę do wyliczania zalet aplikacji, uspokoję od razu wszystkich, którzy myślą, iż jedynym sposobem zdobycia nowych książek jest ich zakup w specjalnie do tego przygotowanym katalogu sklepów, gdzie trudno znaleźć coś po polsku. Co prawda mamy tu projekt Gutenberg, gdzie jest dwadzieścia książek w naszym języku, ale są to pozycje co najmniej średnio interesujące przeciętnego czytelnika literatury popularnej: m.in. Adam Asnyk (1 książka, "Pobudka"), Jan Kochanowski ("Threny" - po nazwie już widać, iż nie jest to wcale po polsku, po czesku czy słowacku, nie wiem), obowiązkowo Mickiewicz i aż pięć pozycji... Nie wcale nie jesteśmy zmuszeni korzystać z tej jakże ubogiej oferty. Bez problemu bowiem można wgrać swoje książki, przygotowane w formacie ePub.


Wgrywanie własnych zasobów
Co jest potrzebne do tego przedsięwzięcia? Albo iPhone z jakimś pakietem internetowym, albo iPod Touch podłączony do sieci Wi-Fi. Wystarczy wgrać na dowolny serwer książkę (może to być chociażby darmowy pakiet startowy; republika na Onecie, miasto na Interii czy webpark na WP) po czym w dziale POBIERANIE klikamy UDOSTĘPNIANIE i dodajemy źródło książek. Klikamy +, w NAZWIE należy wpisać dowolną nazwę naszego serwera, w URL pełen adres, łącznie z plikiem książki i rozszerzeniem *.epub. U dołu strony są dwie opcje: KATALOG i STRONA INTERNETOWA. Wybieramy tę drugą. Potem należy wszystko zatwierdzić przyciskiem GOTOWE, i jeśli wszelkie dane były prawidłowe, po kliknięciu adresu aplikacja zada pytanie, czy ściągnąć książkę. Po przetransferowaniu kilkuset kilobajtów pozycja znajdzie się w bibliotece.

Oczywiście wybór KATALOG służy (jak przypuszczam) do ściągania hurtem większej ilości rzeczy; jednakże nie jest taki prosty w opanowaniu, a i mnie nie interesowało ściąganie na raz kilku książek, dlatego specjalnie tej opcji się nie przyglądałem. Koniecznie muszę tu także dodać, że w prosty sposób można zsynchronizować Stanzę na iPhone z tym samym programem uruchomionym na komputerze. Niestety, choć sposób jest prosty i wielu na przeróżnych forach z niego z powodzeniem korzysta - u mnie nigdy nie zadziałał, zupełnie nie wiem dlaczego (może to wina 64 bitowego systemu operacyjnego, a może po prostu robiłem coś źle).

Korzystanie z programu
Biblioteka oferuje spis wszystkich pozycji w ujęciu alfabetycznym. Obok każdej z nich znajduje się niewielkie koło, domyślnie puste, zapełniające się stopniowo wraz z ilością przeczytanych stron. Wbudowany w urządzenie akcelerometr pozwala na znacznie ciekawszy widok, tzw. "cover flow". Wystarczy przechylić iPhone'a (iPoda) na bok, by uzyskać piękny obraz naszych książek, pomiędzy którymi przechadzamy się palcem po ekranie. To zabrzmi jak oczywistość, ale mimo to dodam, iż im lepiej przygotowany będzie plik ePub, tym lepiej będzie wyglądał: zwłaszcza okładki w Stanzy dodają naszej bibliotece uroku...


Przejdźmy wreszcie do otworzenia samej książki. Po krótkiej chwili wczytywania ekran iPhone'a przybiera wygląd kartki. Lekko szarzeje, a na nim pojawia się tekst powieści, z domyślną czcionką Georgia. Przesuwając palcem w górę lub w dół czytelnik sam może wybrać najlepiej odpowiadające mu w danej chwili przyciemnienie. Domyślcie się sami, jak bardzo ułatwia to korzystanie z programu, bez konieczności wychodzenia ze Stanzy do ustawień i przyciemniania systemowego. Ot, lekki ruch palcem i już, diody nie rażą tak mocno oczu, nie rażą wręcz wcale!

Z kolei przesuwania palca w lewo bądź prawo powoduje przewrócenie strony, zobrazowane przepiękną animacją przekładania kartki. Żeby nie było niedomówień: na "obracanej" stronie widać tekst, jak w przypadku prawdziwego woluminu. Oczywiście obrócenie urządzenia w poziomie automatycznie dostosowuje tekst do nowego widoku. Czego brakuje, to dźwięku, szelestu przekładanej kartki - iBooks dla iPada o tym jakże klimatycznym dodatku już nie zapomniało.

Tu warto rzec dwa słowa o ogólnych możliwościach dostosowywania tekstu. Rzecz jasna można zmienić czcionkę na jedną z ponad dwudziestu, oprócz tego dowolnie dostosować jej rozmiar - zarówno przez klasyczne wykorzystanie technologii multitouch (charakterystyczne rozszerzanie/zwężania palców czyli "pinch to zoom") jak i standardowa zmiana ustawień. Zmiana dodajmy typowo Apple'owska, nie mamy tu żadnych cyfr ani liczb odpowiadających kolejnym rozmiarom, po prostu przesuwamy suwak, a przykładowy fragment tekstu od razu obrazuje jak będzie wyglądał efekt. Aplikacja pozwala także na wybór, czy nasza powieść będzie miała odstęp linii pomiędzy akapitami czy też nie, jaka będzie interlinia oraz jak duży będzie rozmiar wcięcia akapitu, a może wcale czytelnik go sobie nie życzy? Edycji podlegają także marginesy, plus kolorystyka tła, tekstu a nawet linków w tych pozycjach, które zawierają takowe. Dodam jeszcze, iż można sobie wgrać nawet obraz jako tło, z dowolną przezroczystością. Fajna laska raczej będzie rozpraszała, ale grafika pergaminu bądź marmuru może niektórym jeszcze bardziej umilić czytanie. Obraz jednak powinien być rozmiaru wyświetlacza, gdyż Stanza mniejszych nie będzie kafelkowała, a po prostu je rozciągnie.


Stanza oferuje jeszcze jedną opcję, taką, która dla mnie jest niezwykle przydatna, a której mój BeBook na przykład nie posiada, przynajmniej nie w przypadku formatu ePub. Potrafi ona bowiem... dzielić wyrazy. Autentycznie, nie tylko przepięknie justuje tekst do obu stron kartki, ale także zapobiega zbyt długim spacjom w co poniektórych wierszach dzięki dzieleniu wyrazów. Algorytm dzielenia opiera się na prostej zasadzie obcinania wyrazu po wystąpieniu samogłoski. Oczywiście w ten sposób nie osiągamy stuprocentowej skuteczności, ale - o dziwo - poziom błędów realnie występujących podczas czytania pozwolę sobie oszacować na nie więcej, niż 10%. Czyli na tyle rzadko mamy z nimi do czynienia, że nie denerwują.

Program w dodatku jest niezwykle szybki. Oczywiście, że ePub to przemyślany format, nie wymagający od czytnika wiele wysiłku, wręcz przeciwnie. Mimo to jeśli dodatkowo się postaramy przy tworzeniu książki osiągniemy jeszcze wspanialsze efekty. Na przykład tworząc w niej rozdziały spowodujemy, iż każdy kolejny będzie się wczytywał osobno (szybko), zamiast przy każdym powrocie do aplikacji wczytywała się zawsze cała książka (jednak widocznie wolniej).


Podsumowanie
Na koniec pozostaje kwestia oszczędzania wzroku - wszak zarówno iPhone, jaki iPod Touch, a nawet iPad, na który też istnieje wersja programu to nie jest e-papier, tylko do bólu klasyczny wyświetlacz z obowiązkowym światłem własnym, które ma prawo razić wzrok. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest lepszy od e-papieru, bo nie jest. Jednak chciałbym przekazać informację, iż Stanza potrafi tak inteligentnie współpracować z ekranem i użytkownikiem, iż odpowiednio przyciemniając/rozjaśniając wyświetlacz można osiągnąć naprawdę niesamowity efekt. Ujmijmy to tak: po czterech wieczorach (po około 3-4 godziny bez przerw) sam na sam ze Stanzą nie czułem kompletnie żadnego znużenia, bólu głowy czy innych charakterystycznych dla czytania z LCD objawów. Jak już cokolwiek było nie tak, to przyczepiłbym się do wymiarów iPhone'a - z tak niewielkim urządzeniem trudniej znaleźć dobrą pozycję do czytania niż trzymając dedykowany czytnik czy książkę.

Konkludując - choć mało kto się tego spodziewał, a dla niektórych zabrzmi to naprawdę niesamowicie, może nawet niewiarygodnie - Stanza umożliwia autentycznie pełne komfortu czytanie książek; swoich książek, tych, które każdy z nas posiada w domowo-komputerowej biblioteczce. Zdecydowanie, każdy posiadacz dotykowej zabawki marki Apple, który dumny jest ze swej miłości do literatury, powinien zajrzeć do AppStore, Lexcycle Stanza bowiem jest programem, który tacy jak my po prostu muszą mieć.

czwartek, 15 lipca 2010

Zamiast "Hello, world!" damy recenzję czytnika BeBook Plus

BeBook Plus to lekko ulepszona wersja znanego, dwuletniego już czytnika produkcji Endless Ideas. Słowo Plus przekłada się na zwiększenie potencjału urządzenia pod względem technicznym: urosła ilość pamięci RAM (z 32 do 64 MB), dodano złącza USB 2.0, z oficjalnej specyfikacji wynika także dodanie szybszego procesora (400 Mhz), co przekłada się na szybsze działanie samego czytnika. Kolejną ważną zmianą, jaką oferuje BeBook Plus, jest zwiększenie ilości odcieni szarości ekranu - do 16.

Zawartość zestawu
Czytnik znalazłem już umieszczony we wzmacnianym metalem etui - elementy metalowe (pokryte naturalnie tworzywem nierysującym czytnika) mocno trzymają urządzenie, aby je wyjąć należy się popisać umiejętnością logicznego myślenia, lub przeczytać krótką, obrazkową instrukcję. Sugeruję to zrobić, by nie uszkodzić zabawki.


Wyjąć z futerału BeBooka trzeba, gdyż domyślnie nie ma on włożonej baterii - czynność tę producent zostawił użytkownikowi do samodzielnego wykonania. Bateryjkę o wielkości typowego akumulatorka z telefonu komórkowego należy umieścić w odpowiednim slocie. Piny ułożone zostały tak, że nie ma absolutnie żadnej możliwości pomyłki. Zaślepka z baterii jest nie zatrzaskiwana, lecz zakręcona na stałe przy pomocy śrubki. Na szczęście w zestawie znajduje się niewielki, poręczny śrubokręt (i nawet dwie śrubki zapasowe), przy pomocy którego każdy sobie da radę.

Oprócz tego znajdziemy instrukcję w języku angielskim, zawierającą także odpowiedzi na najczęściej zadawane producentowi pytania. Instrukcja znajduje się także domyślnie w urządzeniu, jako plik PDF o rozmiarach odpowiadających wielkości sześciocalowego ekranu. Jest także zestaw słuchawkowy z klasycznym wejściem mini jack 3.5 mm. O jakości samego zestawu a także brzmieniu muzyki na czytniku nie powiem ani słowa - są dla mnie zbędne, wątpię bym kiedykolwiek ich użył.

Oczywiście w zestawie nie ma czegoś tak abstrakcyjnego, jak ładowarka, jest natomiast klasyczny, typowy kabel USB z wtyczką mini. BeBook wg specyfikacji potrafi wytrzymać 7000 odświeżeń ekranu, a każde podłączenie go do komputera automatycznie doładowuje baterię. Każdy, kto jednak chciałby w podróż zabrać sam czytnik bez komputera, może sobie sprawić wtyczkę do gniazd z wyjściem USB - kosztuje to grosze, a sprawdza się wyśmienicie. Karty SD, podobnie jak w przypadku eClicto, brak. Trzeba wyłożyć dodatkowe pieniądze.

Czytnik leży w rękach (a nawet w jednej) po prostu doskonale. Nie jest zbyt ciężki, dużo natomiast waży pokrowiec. Razem zdecydowanie ważą więcej niż Cybook Gen3 w pokrowcu lub eClicto w podobnej konfiguracji. Tu warto też wspomnieć, iż etui skonstruowane jest tak, że można okładkę zagiąć na pół (patrz: zdjęcie obok), przez co czytnik trzyma się o wiele wygodniej (niczym bez pokrowca) - a przy tym wszystkie brzydkie kwestie, jak ewentualny pot lub brud z dłoni (feee) wciąż zostają na oprawie. Strony zmieniamy przez klikanie klawiszy 9 i 0 (u dołu z prawej, prawą ręką) lub dedykowanymi do tej czynności guzikami z lewej strony (lewą ręką). Także podczas czytania swobodnie można przekładać zabawkę z dłoni do dłoni, dzięki czemu można przybierać do woli swoje ulubione pozycje.

Pierwsze uruchomienie i podłączenie do PC
BeBook Plus z domyślnym firmware uruchamia się w dokładnie dwanaście sekund. Po tym czasie zostaje wyświetlone coś na kształt menu głównego - dość specyficznego zresztą - każdej opcji odpowiada jeden z klawiszy umieszczonych pod ekranem. BeBook nie posiada d-pada znanego z Cybooka Gen3 lub eClicto.

Oczywiście początkowo w czytniku nie ma żadnej książki, prócz wspomnianej instrukcji oraz pliku TXT zawierającego GNU General Public License, czyli dokument, na którym oparte jest oprogramowanie BeBooka, napisane na jądrze Linuksa. Język menu swobodnie można przełączyć na polski, lecz tu jedna uwaga - część tekstu jest wciąż w języku angielskim, zwłaszcza menu wywoływane z poziomu czytanej książki ("Go to page" zamiast "Idź do strony"). Niby nic, ale jednak wywołuje pewien niesmak w sytuacji gdy obsługa języka polskiego miała być jego jedną z głównych zalet.


Czytnik bez problemu instaluje się w systemie operacyjnym komputera, jakiegokolwiek akurat używamy. Dedykowanego oprogramowania nie posiada. W pamięci urządzenia znajdują się foldery o dokładnie takich nazwach, jakie pozycje odnaleźliśmy w menu BeBooka. Aby wgrać coś od siebie, można sobie po prostu stworzyć folder, klasycznie, jak na dysku lub pendrive. Jest on widoczny natychmiast po odłączeniu kabla od komputera.

Pamiętam, jak niemile zaskoczony byłem widząc Cybooka Gen3, który po podłączeniu kabla... nie potrafił odczytywać książek! Po prostu się na luzie ładował, pozbawiając czytelnika dostępu do zawartych w nim treści. BeBook, podobnie jak eClicto, takiej wady nie posiada: po podłączeniu kabelka uprzejmie pyta, czy chcemy wymieniać się danymi między czytnikiem i PC - wówczas tracimy dostęp do danych. Ale jest i druga opcja, czyli samo ładowanie, z równoczesnym dostępem do wszystkich zgromadzonych książek.

Inną metodą wgrywania książek jest wykorzystanie programu Calibre, który błyskawicznie wykrywa BeBooka (jako model Hanlin V5) i pozwala na bezpośrednie kopiowanie zawartości, tworząc samodzielnie foldery po nazwach autorów naszej biblioteki. Calibre wykrywa także kartę pamięci i tu mała ciekawostka: często kartę wyświetla jako czytnik, a czytnik jako kartę - informują o tym specjalne ikony w programie. Trzeba zwracać uwagę na pojemność tychże urządzeń przy kopiowaniu książek, by wgrać swoje zasoby w odpowiednie miejsce.


Obsługiwane formaty
Według specyfikacji czytnik obsługuje potężną liczbę formatów, z najpopularniejszymi na czele: ePub, mobi, RTF, DOC, HTML, TXT, FB2, LIT, PDF, JPG, GIF, BMP, DJVU. I owszem, po sprawdzeniu tychże typów jedno jest pewne: działają. Lecz ponieważ nie ma urządzeń doskonałych, sam fakt działania nie oznacza jeszcze, że jest to działanie komfortowe. Prawdopodobnie wielbicieli któregoś konkretnego formatu czeka zabawa z konwertowaniem, przymierzaniem, wielokrotnym przerabianiem pliku w poszukiwaniu jak najlepszej jakości. Na tę chwilę bez problemu działa TXT i MOBI - z pełną obsługą polskich znaków. W przypadku tego drugiego nie ma najmniejszego znaczenia czy przygotowany został przy pomocy Calibre, czy Mobipocket Creator - oba wyglądają świetnie, ten z Creatora tylko odrobinę lepiej (pamięta o każdym enterze, tworzony w Calibre puste entery oddzielające akapity czasem omija). Podobnie rewelacyjnie wygląda FB2 - wystarczy po prostu wrzucić i czytać.

Nieco gorzej jest w przypadku RTF, DOC, ePub i HTML. Tu wiele zależy od samego formatowania tekstu - wiadomo, że jeśli RTF ściągnięty gdzieś z netu ma formatowanie np. na język portugalski, BeBook nie wyświetli polskich znaków. Mała, prosta do naprawienia rzecz, ale trzeba o niej pamiętać. Gorzej, gdy nasz RTF jest przygotowany niechlujnie i nieprofesjonalnie - zawiera np. różne rodzaje myślników odpowiadających za dialogi (długie i krótkie) - wówczas niektóre z nich zamieniają się w ukośniki. Podobnie jest w przypadku DOC, tylko... gorzej. Pliki nie chcą zachować nawet poprawnego justowania, przez co ekran już na starcie wygląda paskudnie, mamy jeden wielki bałagan. Człowiek spodziewa się, że gdy nie ma justowania do obu stron, to czytnik nie będzie próbował dzielić wyrazów, bo i po co? Ale BeBook w DOC dzieli, w dodatku byle jak. DOC raczej odradzam, jak już używać formatu z edytora tekstowego, to najlepiej RTF. Niestety ODT z OpenOffice'a BeBook nie widzi.

W przypadku HTML wiele zależy od programu, którym ów HTML tworzymy. Można np. eksportować do HTML bezpośrednio z edytora tekstu, np. OpenOffice. Jeśli tekst był przygotowany w porządku, to i plik wyjściowy wygląda ok. Sytuacja podobna jak w przypadku RTF. Jeśli chodzi o LIT, to tu albo Calibre mi spłatał psikusa, albo to szersza wada - niestety nie wiem do końca. Przygotowałem książkę, wczytałem, zachwyciłem się niewielką czcionką, jak w ePub (MOBI ma tylko trzy rozmiary czcionki, są ok, ale ja wolałbym nieco mniejsze)... ale okazało się, że książka ma tylko dwie(!) strony, w tym druga pusta...? Rzecz wymaga głębszego zbadania.

No i ePub, format, na który decyduje się najwięcej wydawców. Choć w specyfikacji urządzenia język polski jest wymieniony, to niestety ePub nie działa jak powinien. Nie ma polskich znaków, zastąpione są przez znaki zapytania, po czym można wnioskować, iż zawinił tu DRM stosowany przez Adobe, nie wiedzący, iż na świecie są także inne zestawy znaków, niż tylko WESTERN. Są na to sposoby: można dołożyć czcionki w osobnym folderze, można dorzucić czcionki do samego pliku książki (na forum krąży książka przygotowana w ten sposób, w BeBooku wygląda bardzo przyzwoicie). Można wreszcie zmienić oprogramowanie w BeBooku, skorzystać z projektu openinkpot. Także ePub ostatecznie będzie działał, lecz nie działa od razu - co według mnie powinno być jasno powiedziane przed zakupem urządzenia. Ten sam plik, który lekko czytam w Calibre i Stanzy na iPodzie Touch nie odtwarza się poprawnie na dedykowanym czytniku...

Pliki graficzne wyglądają przepięknie, śmiem twierdzić, że to właśnie tu najbardziej widoczne jest zwiększenie ilości odcieni. Dorzucam do tekstu zdjęcie Steve'a Jobsa wyświetlone na BeBooku. Zaskakująco dobra jakość.

Komfort czytania
Osobiście uważam, że docelowym formatem czytników książek może być wszystko, nawet PDF - pod warunkiem, że jest odpowiednio przygotowany, tzn. dopasowany do ekranu 6". Producent chwali się, że BeBook potrafi powiększyć PDF do dziewięciu razy! Urządzenie inteligentnie powiększa nie całą kartkę, ale sam tekst, ale robi to kolejnymi wersami. Powiększa cały wers, robi odstęp, potem kolejny wers. Można tak czytać podręczniki i instrukcje, opisy i tutoriale, jednak beletrystykę? Chyba tylko masochiści dadzą radę.

Prawdziwy komfort osiągniemy wrzucając książki w wyżej wymienionych, poprawnie się wyświetlających formatach. Najlepiej oczywiście wyglądają MOBI, FB2 i ePub (z zaznaczeniem, że zrobiliśmy coś, co pozwala na osiągnięcie polskich czcionek).

E-papier nie nazywa się tak bez powodu. Ekran naprawdę wygląda jak strona z książki, i tak też należy BeBooka traktować. Nie poczytamy, gdy zabraknie dobrego światła, chyba że ze szkodą dla wzroku. Tu nie ma żadnego własnego podświetlenia, trzeba je zdobyć z zewnątrz. Przy dobrym miejscu przeznaczonym do czytania, dobrze oświetlonym, szybko przestaniemy zauważać różnicę między e-papierem a prawdziwą książką. A raczej zaczniemy zauważać różnice, ale tylko pozytywne: np. BeBooka trzyma się bardzo wygodnie, można go bez problemu obsłużyć jedną ręką, w każdej chwili odłożyć bez zapamiętywania strony czy szukania zakładki - urządzenie wszak nie zgaśnie samo z siebie, będzie trwało z wyświetloną aktualnie stroną tak długo, jak długo będzie trzeba.

Oczywiście BeBook pozwala na robienie zakładek w każdym czytanym tekście. W pełni obsługuje spisy treści - jeśli nasze książki takowe posiadają, rzecz jasna. No i naprawdę szybko wczytuje kolejne strony. Robi to oczywiście z charakterystycznym przyciemnieniem ekranu na ułamek sekundy, ale tak działa e-papier, w ten sposób pozbywa się poprzedniego i nadaje kartce nowy druk. Przewracanie strony trwa mniej niż sekundę.

Podsumowanie
W ciągu półtora tygodnia zabawy wciąż miałem jedną (z czterech) kreskę na wskaźniku baterii. Jednak nie ograniczałem sie jedynie do przewracania stron, trudno zliczyć ile razy BeBook był włączany/wyłączany, wgrywane były kolejne książki, porównywane ich różne formaty, zmieniane czcionki oraz przeprowadzane różnorakie tego typu zabawy. Należy przy tym pamiętać, iż bateria sama w sobie pełną pojemność osiągnie gdzieś dopiero po czwartym, piątym ładowaniu, dlatego wydaje mi się, iż nawet jeśli reklamowane 7000 odświeżeń okaże się przesadą, to niewielką.


Czytnik zapakowany był przyzwoicie, oblepiony ostrzeżeniami o delikatnej zawartości itp. Razem z czytnikiem faktura, na niej także gwarancja (rok). Kupiłem w sklepie w czytio.pl, sklepie chwalącym się pierwszeństwem we wprowadzeniu tego czytnika w naszym kraju. Cena: 1079 zł, kurier dodatkowe 25 zł. Zamówione w niedzielę, we wtorek w okolicach południa czytnik już był w domu.

Czy jestem zadowolony? Oczywiście, że tak, przynajmniej odkąd zmusiłem go do używania niestandardowych czcionek, przez co moje ePuby mają polskie ogonki - a przy tej operacji nie ma wiele pracy, można zmusić program Calibre by robił to automatycznie. Powstaje jednak pytanie, jak będzie się spisywał w czasach, gdy będziemy mogli kupić książkę w sklepie? I zabezpieczenie owej książki nie pozwoli na edycję jej pliku, a tym samym zdobycie polskich liter? Wówczas BeBook w stanie takim, jakim go otrzymujemy może nie być najlepszym wyborem dla polskiego czytelnika, chyba że zdecydujemy się wgrać system openinkpot albo sam Adobe zorientuje się, ale w ten ostatni scenariusz kompletnie nie wierzę.

Opublikowane 22 kwietnia 2010.
Tekst dostępny także na portalu eksiazki.org

----------

...i na tym recenzja się kończyła. Ale dziś jestem już mądrzejszy i zdecydowanie muszę sprostować pewne twierdzenie, którego w tekście się dopuściłem: niestety BeBook Plus, zwany także BeBookiem 2010 nie obsługuje na dzień obecny projektu openinkpot. Zdarzyło mi się parę dni temu zaktualizować oprogramowanie w czytniku do najnowszej wersji i podczas przygotowań do tegoż działania ostatecznie przekonałem się, że na razie na openinkpota nie ma szans. Ewentualnych zainteresowanych odsyłam do znanego forum poświęconego czytnikom i eksiążkom: