Zaczyna się nieźle - otóż mamy do czynienia z inwazją obcych. Rzecz poznajemy obserwując młodą kobietę i mężczyznę, właśnie się poznali, a tu statki kosmiczne. W wyniku wydarzeń Ziemianie muszą w określonym czasie udać się na Antarktydę, i tam próbować przeżyć. Książka przedstawia kilkoro postaci, które tamże wylądowały, a potem wędruje w kierunkach, które mi osobiście kojarzyły się z twórczością Guya N. Smitha, no momentami może Grahama Mastertona.
Dziwne jest to, że bawilem się znośnie, choć moim skromnym zdaniem Tom Rob Smith to super lekkiego pióra nie ma. Zabawa moja - jak się przyłapałem po czasie - polegała jedynie na oczekiwaniu jak dużą katastrofą okaże się zakończenie. Całkiem sporą, jak się okazało. Jest w "Dzieciach lodu" tak wiele bezsensownych i bezcelowych wątków (w tym najazd obcych), że przyjemność płynąca z lektury nie polega na jej pochłanianiu i emocjach, a zdecydowanie bardziej na czytaniu z brwią uniesioną raczej ironicznie i prychaniem znad papieru/czytnika.
Z biegiem lat nie przestaje mnie zadziwiać jakie rzeczy potrafią przejść przez redakcję i wydawnictwa. Ot, światem rządzi chaos. A "Dzieci lodu" to chaos w najczystszej postaci, bełkot, gdzie oryginalny pomysł może by się nadał na opowiadanie grozy. Wyobrażam sobie, że ktoś jednak stwierdził: nie, przecież ten Autor sprzedał już czytelnikom cały cykl, więc i tu rozbudujmy! Słowo daję, im bliżej końca, tym bardziej rzecz wygląda jakby twórca kreował ją na kolanie, wrzucał postaci zupełnie nie wiadomo po co, no chyba żeby po prostu nadmuchać trochę objętości.
Jeśli ktoś oczekuje postapokalipsy i ma nieduże wymagania, to pewnie, że na rynku znajdziemy gorsze rzeczy. Ale sam zaliczyłbym powieść raczej do gatunku grozy, i to takiej... wiecie. Niespecjalnie wysokich lotów. Która lubi kopiować klasykę. Ale nie potrafi skopiować pewnego oryginalnego wdzięku tandetnego, pulpowego horroru. Doprawdy, niewiarygodne że rzecz tak obiektywnie słaba nie została gruntownie przeredagowana przed publikacją. Jasne, że groza to bzdury, ale wiecie - na czas lektury się o tym zapomina. Ale nie tu, niestety.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz